Berlinaria

Berlinaria. Szkic o wystawie w Katowicach…

W pewnym stopniu oczekiwałem innej wystawy. Cały ja. Nie doczytałem? Oparłem się na doniesieniach prasowych? Dałem się zwieść emocjom wiążącym mnie z tym miejscem, miastem? Nie wiem.

Dość, że idąc na tę wystawę (z trzech lokalizacji wystawy dotarłem do dwóch w Rondzie Sztuki i w katowickiej BWA) oczekiwałem obrazu miasta, Berlina, który znam, który lubię.

Mój Berlin jest skrajnie i  bardzo nie-niemiecki, środkowo-europejski, skąpany w odrzucaniu swojego garbu historii i pruskiego dziedzictwa. Jest zachwycająco nowoczesny, jeśli nowoczesność postrzegać jako programowe odrzucanie stanu zastanego. Berlińskie odczuwanie współczesności jest dla mnie skrajnie dynamiczne. Granica tego co współczesne i tego co należy do przeszłości ma cykl dobowy, 24 godzinny. Berliński Flashback. Po prostu.

Na wystawie spotkałem artystów tamtejszej sceny artystycznej (cokolwiek to może znaczyć) najczęściej tych młodych i średniego pokolenia, dla których Berlin jest raczej punktem referencyjnym, adresem i miejscem kreacji. W jakimś sensie ta interpretacja jest najprostszym punktem osadzenia ich prac i tego jakimi są artystami… No i właśnie… Czy istotnie Berlin, determinuje to co i jak kreują? Czy można zdobyć się na samodzielność wyrazu, ba odejść od tak mocno obciążającego  kontekstu?

Okazuje się, że tak, można. Mimo to upierałbym się, że na wystawie gest artystyczny, akty kreacji rzeczywistości i bywa, że recyklowania świata, są gdzieś zakorzenione w tamtej przestrzeni Unten den Linden, czy Berlina Mitte.

W klasowym i proletariackim obrazie miasta, w którym ponad Placem Poczdamskim nadal unoszą się duchy rewolucji i postaci Karola Liebknechta i Róży Luxemburg, niektóre artystyczne deklaracje są mocno osadzone  w rejestracji współczesnego widzenia determinizmu klasowego. Niosą w sobie opis, kontestacje i odniesienia do naszych postaw i zachowań (Wolfgang Plöger, Wszelkimi niezbędnymi środkami, instalacja 2013).

Takie miejsce jak Berlin, takie miejsce jak każde miejsce dzisiaj (i może to jest kluczem do ustalenia tego, czy Berlin jest  w istocie ważny jako miejsce tworzenia sztuki pokazywanej na wystawie) ogniskuje w oczywisty sposób pytania o nasze zanurzenie i konflikt ze światem konsumpcji: obrazów, symboli. Nie zawsze mogąc je demaskować, odzierać ze znaczeń nieistniejących, po prostu je niszczy, masakruje. (Sofie Bird Moller, Interferencje, 2012).

Nie przekonuje mnie forma (ma tendencje do banalizowanych struktur i oczywistej symboliki) opisu transformacji świata od struktur uporządkowanych do zdekonstruowanych (Natalia Stachoń, dwie instalacje w BWA, w tym Liny, 2014), ale rozumiem, że jest odzwierciedleniem uniwersalnych emocji dzisiejszego Jedermanna, zagubionego i zdezorientowanego we współczesnym świecie. Nie musi mieszkać w Berlinie. Jest w każdym z nas i wszędzie, gdzie pojawia się lęk o sens egzystencji, erozję tego co dobre lub mniej-dobre jest (bo przecież zło nie istnieje?)

Emocje, to zdecydowanie coś co przepełnia większość prac na wystawie. Odczuwalne rozedrganie, cykle powtarzalności, przypisanie do repetycji zdarzeń, uderza jako stan odczuwania i ekspresji artystycznej.

Uderzyły mnie instalacje Ulricha Vogla. Projekcja, zdjęcia, cień i rozedrganie, które proponuje (Okno Katowice, 2011-2015) jest mi bliskie. Nie z powodu miejsca (to jasne), ale dwuznaczności, którą zarysowuje między tym co jest projekcją, naszym wyobrażeniem rzeczy, a obrazem który naprawdę(?!) widzimy, kreujemy widząc (w tym sensie także ciekawa praca Radion, 2011).

To ciekawe pytanie, w sam raz na puentę, kto i kiedy kreuje, kiedy ulega iluzji rzeczy i czyje są światy, które nas otaczają i czy na pewno nasze?

 Okno. Katowice (Ulrich Vogl, 2011-2015). Obraz postrzegany

Interpretacja 1 (na podstawie instalacji Ulricha Vogla, "Okno. Katowice", w: Rondo Sztuki, Katowice, maj 2015)

Intepretacja 2

Interpretacja 3 / Podwójna rejestracja

Interpretacja 4

Interpretacja 5 / Okno

Katowickie berlinale

Berlin. Miasto, które mnie wciąż i nieustannie fascynuje.

Berlin jako punkt odniesienia? Miejskości, przestrzeni publicznej, wariacji na temat kultur w konflikcie i koegzystencji.

Pretekst do współczesnego opowiedzenia, czym jest nasza więź  z miejscem, z ludźmi… i poczucie wyobcowania.

Przestrzeń miasta w katowickiej odsłonie. Berlin nad Rawą… Interesujące…

Instalacja Ulricha Vogla (Rondo Sztuki, Katowice) Obraz miasta według Ulricha Vogla (Rondo Sztuki, Katowice)

[Przestrzeń miasta, Galeria Rondo Sztuki & BWA. Katowice]

Pytania o Księżyc…

Z pewnym smutkiem dowiedzialem się, że każdego roku Księżyc oddala się od Ziemi o kolejne 175 cm…

Rok po roku… jest dalej… od nas…

Czy dacie temu wiarę?

Wiem, że to odległa perspektywa (choć nie z punktu widzenia kosmicznej chronologii), ale czy nie brzmi dość przerażająco obraz świata, w którym go nie będzie? !

Co z poezją? I zachwytem zakochanych nad jego istnieniem?

Co z nokturnami malarskimi i połyskującymi w księżycowej poświacie brukami naszych miast, gdy po deszczu lśnić przestaną?

Gdzie się podzieją i co zrobią zmory i wilkołacze istoty z nie-tego-świata?

Morza i oceny bez przyływów i odpływów nie będa już tym samym…

Co uczynią kobiety? Co będzie ich nową miarą czasu miesięcznego? Jak odnajdą rytm i falowanie…

Odcisk stopy Neila Amstronga nabierze zupełnie innego wymiaru w dziejach ludzkości i stanie się jeszcze mniejszy… Ba… zniknie nam z pola widzenia?

A druga, ciemna strona Księżyca (Dark Side of the Moon) przestanie być nieodkrytą zagadką… i ikoną pop kultury…

Świat bez Księżyca?

Historia bez happy-endu?

Naprawdę…?

Maria Kuncewiczowa pisała coś o dwóch Księżycach, więc może jest nadzieje, że ten jeden zostanie?

Dwa Księżyce

Trzy Księżyce.

Wedrówki Księżyca albo Moon walker

Księżyc w Raciborzu no. 3

Kuncewiczowskie inspiracje, czyli Księżyc i ja w drodze do Pragi

Czeskie reminiscencje…

Mój pobyt w Czechach dobiega końca. Spędzony tam ponad rok, był doświadczeniem nie mniej ciekawym  od czasu w Japonii, Niemczech czy w Holandii. Nie dlatego, że to tak oryginalny kierunek. To jasne. Działo się to raczej z powodu odkrywania kraju, o którym nosimy w sobie standardowe wyobrażenia, ukształtowane przez Haska, Hrabala, czy publicystykę Leszka Mazana.

Pozostawiam tam kilku przyjaciół, sprawy pozamykane lub jeszcze nie. Bilans zawarty między poczuciem wdzięczności (za gościnę, za okazaną przyjaźń), a nostalgią za moim finis Bohemiae.

Opuszczam kraj, który się mocno zmienia. Zmaga się ze swoją postkomunistyczną przeszłością lepiej niż Polska, choć jak słusznie zauważał w swoich reportażach Mariusz Szczygieł wypieranie przeszłości jest tutaj silne i na ulic, dziwnym trafem, spotykamy niemal samych przeciwników dawnego systemu. Nadal niektórzy i tu i tam wierzą zresztą, że można to zrobić na skróty. A może wynika to z faktu, że tak w Czechach, jak i w Polsce, wciąż polityka to domena postsystemowych dinozaurów, którzy tkwią pamięcią, nawykami w minionym stuleciu i przy najlepszych chęciach nie rozumieją współczesności, ani tego co przed nimi… Ale spotykałem też niekwestionowanych beneficjentów zmiany systemu. Ci ostatni nadal definiując punkt życia w którym się znaleźli często powtarzają, że ich życie wyraźnie dzieli się na to „do 1989 roku” i to co stało się potem…

Czechy są dzisiaj państwem i narodem, którego obraz wciąż niebezpiecznie łatwo budujemy odwołując się do  literackiego przekazu, nawet jeśli ostatnio uwspółcześniony został on reportażami Mariusza Szczygła. Jego dopełnieniem jest to, co wyłania się zpoza kadru filmowego nakreślonego przez „Kolę” (2005)  czy nieco sielankowo-nostalgiczny obraz w „Zwrotnych butelkach” (2007).  Ale nie powinno nas to dziwić. W końcu wszyscy lubimy opowieści z  prostą treścią i budującym morałem…

Film opawskiego nomen omen reżysera Bohdana Slamy „Szczęście” (2005 r.), opowiada nam już o innych, mniej oczywistych Czechach. To opowieść o kraju, w którym jest sporo nędzy, a jego bezrobotni obywatele (głównie zaludniający tutejsze blokowiska) zmagają się z codzienną egzystencją i niewidzialną ręką wolnego rynku. Jak myląco sugeruje tytuł, nie wszyscy z tej sytuacji wychodzą cało i szczęście swe odnajdują…  Obraz Czech widziany z perspektywy bioskopu, jak niektorzy wciąż staromodnie nazywają tu kino, jest dzisiaj bardziej ucieczką w banalną i bezpieczną bajkę o „Trzech braciach” (Tri bratri, 2014 r.; film zrealizowany został przez duet syn – ojciec – Jan i Zdenek Sverak; tych samych od Koli i Zwrotnych butelek) lub w nieco hedonistyczny i farsowy świat fotografii Jana Saudka. W kinie tym nie ma raczej miejsca na pytania o obecną kondyncję Czechów… To byłby temat nie pasujący do czeskiej koncepcji ‚pohody‚ i czerpania radości z życia, takim jakim jest…

Ten rodzaj dyskusji  odbywa się więc na placach miast i czeskich wiosek, gdzie każdorazowe pojawienie się Milosa Zemana, prezydenta Republiki Czeskiej wywołuje gwizdy, wzlatujące w powietrze pomidory lub prowokuje wyciągane masowo czerwone kartki, które zwłaszcza młode pokolenie (co za analogia do sytuacji w Polsce) wystawia czeskiemu przywódcy i partiom, które znalazły się na jego politycznym zapleczu. Pozytywny stosunek Zemana do Putina, do sytuacji na Ukrainie, wulgarny język, gdy komentował los wokalistek z Pussy Riot, sprawił, że część mieszkańców republiki poczuła się trwale zakłopotana zachowaniem swojego prezydenta. To nie jest pęknięcie na polską skalę, ale wyraźnie dzieli Czechów na tych bardziej europejskich i solidarnych z resztą świata (np. z Ukrainą) i tych, którzy popierając  Zemana, wyciągają prosty wniosek, że poza interesem Czech nic więcej się nie liczy. Gorzka to i zaskakująca postawa  w kraju sprzedanym w Monachium w 1938 roku…

Czechy świętują w tym roku 70- lecie wyzwolenia. W jakimś stopniu uwalnia to część środowisk od myślenia o tym, czym był w praktyce kraj Protektoratu Czech i Moraw, a przede wszystkim zwalnia elity od powracania do tego, co miało miejsce po 1945 roku, a co stanowi niezabliźnioną ranę wypędzeń i prześladowań sudeckich Niemców i w ogóle niemieckojęzycznych obywateli ówczesnej Czechosłowacji. Ale w przeciwienstwie do tego co bywa w Polsce, dopuszczane są tu do dyskusji głosy alternatywne i na przykład dyskutuje się o tym, czy dla wszystkich rok 1945 był wyzwoleniem, czy po prostu końcem wyniszczającej wojny (takie głosy pojawiają się w dawnym Kraju Hulczyńskim, gdzie większość mężczyzn służyła w niemieckiej armii, a miejscowa ludność doznała bolesnych prześladowań po 1945 roku). Dramat ODSUN!!! o jakim pisalem na łamach tego blogu odważnie i symbolicznie pyta o dawnych niemieckich mieszkańcach domów, w których dzisiaj na terenie Czech, Moraw i Czeskiego Śląska, mieszkają obywatele Republiki Czeskiej. To diametralnie inna niż w Polsce dyskusja o sąsiadach, których już nie ma… i o tych, którzy pozostali, ponosząc za ich nieobecność osobistą odpowiedzialność.

Pobyt w Czechach nauczył mnie, że nadal tylko pozornie jest blisko z Opawy do Raciborza, a z Katowic do Ostrawy i że Górny Śląsk jest jeden…

Nie wiem co i jak szybko może zmienić tę sytuację. Fobie, historyczne zaszłości i odmienne fascynacje kulturowe (zorientowanie Czechów na Zachód czyni z nas mało atrakcyjnych partnerów takich relacji), czyni te stosunki mocno asymetryczne i prawdę mówiąc wydaje się, że to Polacy wciąż bardziej cenią i „kochają” Czechów, niż ci ostatni… Polaków. Pewnie to pogląd zbyt ogólny i nie sprawdza się na poziomie Czeskiego Śląska (gdzie relacje te są żywsze, dotyczą także sytuacji polskiej diaspory na Śląsku Cieszyńskim), ale już w głębi Czech Polak i Polska rodzą skojarzenia kraju nieco odległego. Tak naprawdę nieznanego i z perspektywy Pragi nieco prowincjonalnego. Katolickiego, zaściankowego i nie dość zrozumiałego. Polska, nie tylko z powodu eksportu jabłek i innych produktow spożywczych do Czech, wywołuje tutaj niepokój i dystansowanie się od wspólnej tradycji czesko-polskiej. Zdumiewająca była opinia jednej z moich znajomych, gdy na pytanie dlaczego wśród czeskich śląskich potraw, jest tyle polskich dań (np. bigos, tutaj definiowany jako śląskie danie), odpowiedziała nieco retorycznie i z niekłamanym zdziwieniem – Może nie są śląskie, ale przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwie ich  tutaj polskimi?!  W Opawie i innych miejscach wciąż spotykałem ludzi, którzy ostatni raz  byli w Polsce w latach 70-tych XX wieku i prawdę mówiąć nic nie sugerowało, że zobaczymy ich nad polską Odrą i Wisłą w najbliższym czasie… A może się mylę? Chciałbym.

Póki co wsiadam w samochód i odbywam podróż, która po raz kolejny odsłania za oknem to, co Eva Tvrda nazywa „Dyskretnym urokiem  Śląska”. Opava, Hnevosice, Rohov, Sudice... W oddali już widać wieżę kościoła w Samborowicach. Za mną rok, a co przede mną? Kolejny zakręt… ? Taka droga tutaj… Malownicza i w niewymuszony sposób piękna…

***

Poniżej… Tamten czas w fotograficznych kadrach. W bardzo subiektywnym wyborze… Pierwszy taki, będą kolejne.

 Wyburzanie starego [Usuwanie w centrum Opawy domu towarowego wzniesionego w pobliżu rynku w latach 70-tych XX wieku. ] "Pan a Buh" [ Opawa, kościół św. Jana Chrzciciela]

Pejzaż czeskiego Śląska [Widziany z Rohova]

Na kole przez czeski Śląsk [Okolice Rohova]

Kolory industrialu [Dolna Oblast Witkowice - tereny dawnego kombinatu w morawskiej Ostrawie]

 DOV w odsłonie zimowej [Witkowice - Ostrawa, luty 2015]

Witkowice [Dawny kompeks metalurgiczny. Dzisiaj DOV, centrum nauki i edukacji o industrialnej przeszłości czeskiego Śląska] Witkowicka MM [Ostrawa; Galeria na terenie DOV]

Nasłuchiwanie [ Instalacja na  wystawie "Świat Techniki" na terenie dawnej huty w Witkowicach]

 Zimowa ścieżka [Zamek Hradec nad Morawicą, luty 2015] Zima. [Hradec nad Morawicą, historyczne miejsce spotkania orszaku Dobrawy i orszaku Mieszka I)

Zimowa Opawa [Pałac Razumowskich - siedziba dyrekcji Śląskiego Muzeum Ziemskiego, zima 2015]

Pustka [ Rynek w Nowym Jiczynie]

Żydowska wspólnota [ Krnov-Karniów, Krnovska synagoga] Odcisk [Opawa; dany dom gminy żydowskiej]

To co zostało [Poruba - Ostrava: socrealistyczna architektura nowego osiedla robotniczego; rówieśnika Nowej Huty]

Poruba [Poruba-Ostrawa; dawna dzielnica robotnicza; fragment socrealistycznej zabudowy]

Volby (Wybory) [Opawa; punkt plakatowania po zakończeniu wyborów do Europarlamentu w maju 2014 roku] "Nie mów o nas, żeśmy pi..." [Opawa, protestujący na opawskim rynku w trakcie wizyty Milosa Zemana]

Wymiana spojrzeń? [Milos Zeman, prezydent Republiki na opawskim rynku, październik 2014 r.]

Bożonarodzeniowe bramboraky [Opawa, Jarmark Bożonarodzeniowy, grudzień 2014]

Emocje [ Opawa, instalowanie skarbów muzeow czeskich, lipiec 2014] Czeska piękność [ Wenus z Dolnych Vestonic; fragment wystawy zorganizowanej w Opawie, Pradze i Brnie w ramach obchodów 200-lecia muzealnictwa na Ziemiach Czeskich]

Goście z Polski [ Robert Makłowicz nagrywający jeden z odcinków swojego programu w oddziale Muzeum Śląskiego; umocnienia CS w Darkovickach]

Poszukiwania [Opawa; zdjęcie z wykopalisk w kościele św. Ducha w Opawie poszukujacych szczątków Przemyślidów, lato 2014]

Dwa światy [Ostrawa; Galeria Fiducia, 2014]

Czeska fotografia [Ostrawa, Galeria Fiducia, miejsce spotkań ze współczesną fotografią]

 Legenda Saudka. [Plakat filmu, którego premiera miała miejsce 8 stycznia 2015 r.]

Stolpersteine [Ostrava]

Księżyc nad Opawą

Stare i nowe [Fasada nowego gmachu Muzeum Narodowego w Pradze; historyczny budynek zostanie udostępniony dla zwiedzających w 2018 roku na 200-lecie istnienie Muzeum]

Puste miejsce - zmiany [Konferencja prasowa byłego dyrektora Muzeum Śląskiego w styczniu 2015 r. ]

Tekstylna przeszłość [ Karniów, dawna hale zakładów tekstylnych]

Dotyk [ Ołomuniec; święto światła, 2014]

Mattoni ugasi pragnienie ? [Reklama przy drodze między Ostrawą, a Opawą; kolejną taka znajdziecie przed wjazdem do Pragi, przy drodze krajowej D1] Zachód Słońca [Brama Wielkomorawska; pogranicze polsko-czeskie]

 

Mój TEDxKazimierz

Myślę, że do tych kilkunastu minut, które spędziłem na podium podczas TEDxKazimierz będę jeszcze wracał.

Pod stopami  był dywan, miękki reddot – znak TEDxa. Na sali słuchacze, którym opowiedziałem, jak powstała stała galeria malarstwa dla niewidomych i niedowidzących w dawnym Muzeum Śląskim. Opowiadałem o drodze, ktorą mogą pójść muzea i isntytucje pamięci na Kazimierzu. Bo Kazimierz to wyjątkowe miejsce, gdzie świat, tego co widzialne i tego co na pozór ukryte,  spotykają się ze sobą na każdym kroku… Historia Kazimierza wciąż czeka na napisanie jej tak, by mogła odwoływać się do pamięci wszystkich, przywoływać emocje i zmysły, które krąg odbiorców opowieści o losach Kazimierza poszerzą o tych, którzy byli z tego dotychczas wykluczeni…

Mam nadzieję, że była to też opowieść o pasji i zmierzaniu do celu i poszukiwaniu drogi. By inspirować innych i wzmacniać ich determinację.

Powracam pamięcią do nieco odrealnionych wnętrz Galicja Muzeum.

Do emocji, gdy zegar miarowo odlicza 18 minut, a jest wciąż tyle do powiedzenia. Poszukiwanie zrownoważenia między tym, co chcę powiedzieć i co czuję.

Kilka zdjęć, jak okruchy tamtych słów i obrazów.

Opowieści o pasjach i ludziach, wobec których trudno pozostać obojętnym. W obrazach.

Reddot. TEDx Kazimierz

He did it / On to zrobił (Richard  Lucas)

Zespół / Part of the team (TEDxKazimierz) Radość / Joy (TEDxTeam)

A Life well lived (prof. Wojciech Narębski) Znak / Sign (TEDx Kazimierz)

Miejsce spotkania / A place to meet (TEDxKazimierz)

Muzyk /Musician (Alex Carlin; TEDx Kazimierz)

My TEDxKazmierz / Mój TEDx (polaroid; skan)

 

 

Waranasi. Koniec i początek

Varanasi (Waranasi) to miejsce bez którego odwiedzenia nie można zrozumieć Indii. Tych dawnych i współczesnych.

Współczesne rozpościerają się nad rzeką. To riksze wyposażone w Internet i telefoniczne połączenia międzynarodowe. Świat jest na wyciągniecie ręki. Świat realny i wirtualny.

W Indiach jest łatwiej o sygnał internetowy, niż o chleb. Bez tego ostatniego  umiera zdecydowanie więcej osób, niż z powodu braku dostępu do sieci… Jak zawsze , jak wszędzie kilka rzeczywistości w jednej. Odpakowywanie kolejnych wyostrza nasze rozumienie, że rzeczywistości wokół nie można ująć w proste definicje. Ująć w atynomie tak – nie, dobre –  złe.

Miasto pachnie i śmierdzi. Wszedzie wciska się kurz. Jest brudne i zachwycić może wysublimowanym odczuwaniem świata ducha. Metafizyka przystrojona w szmaty nędzarza, dymie skrywającym niektóre z g(h)at, na których kremowane są ciała zmarłych.

Wierni przybywają tutaj z zakątków Indii i krajów ościennych, by powierzyć swoje prochy matce rzek, Matce matek, Gangesowi.

Odchodzących nie zawsze stać na dość drewna do ich spopielenia. Nikt obcy nie dopłaci do ich kremacji. Drewno jest bardzo drogie. To co nie pochłonie ogień, zabierze Ganges… 

Wcześniej nietykalni zajmą się ich szczątkami. Gdy szybko idą(?), biegną (?) przez ulice Warranasi, ludzie niemal w panice ustępują im miejsca. By nie dotknąć, by nie wpaść na nich. Część z nietykalnych mieszka po drugiej stronie rzeki. Na brzegu, którego praktycznie nie ma. To znaczy jest, przez kilka miesięcy, gdy stan wód Gangesu jest niski. Potem pochłonie tę kupę gałęzi i szmat, z których zbudowali swoje namioty woda… Oni umkną, a resztę zagarnie rzeka… To już wiecie.

***

Gdy jeszcze jest ciemno trafiam na łódź na rzece. Turyści, tacy jak my, ślepo powtarzają gesty. Na wodę trafiają zapalone wianuszki. Dryfują powoli. Nie konkurując ze światłem słonecznym są jak ogniki w letnią noc świętojańską. Rozświetlają mrok. Opisują sferę życia i śmierci. Początku i końca.

Za jakiś czas pojawi się Słońce. Ozłoci g(h)aty i ludzie oddadzą mu pokłon wdzięczności. Światło przyniesie nowy dzień, nadzieję i odsłoni g(h)aty jakimi są. Odedrze z iluzji czym jest życie. Rutyna kąpieli, oczyszczenia, przygotowania naczyń by zjeść, co kto ma. Nam turystom pozwoili wykonać zdjęcia, też te wścibskie łamiące tabu przejścia życia w śmierć. Niemal wszystko na sprzedaż…

A jednak, znanim dochodzę do brzegów Gangesu, niemal wpadam na śpiącą w kurzu i odpadach postać kobiety. Obudzona, szybko wstała i poszła za nami. Nie, nie po to by żebrać. Poszła powitać rzekę. Była bardzo stara. Ona i ja już też wiem, dlaczego jest tutaj i na co czeka. Mam nadzieję, że pozbywszy się tego co miała, zostawiła dość pieniędzy na to, by ją godnie pożegnano. Drewno jest przecież drogie, choć i ona wie (a ja widziałem), że Ganges wszystkich przyjmie…

Zanim wzejdzie Śłońce (Waranasi) / Before Sun rises (Varanasi)

Zjawy / Ghosts (Varanasi, Benares, Ganges River) Zjawy (1) / Ghosts (Varanasi, Ganges River)

Świt / Dawn (Varanasi, India)

Słońce wstaje / Sun rises (Varanasi, India)

Dwóch rybaków na Gangesie / Two fishermen on Ganges Ganges i Słońce / Ganges and Sun

Czekając na Słońce / Waiting for Sun (Varanasi, India)

Gaty o poranku / Ghats in the early morning  Słońce już zaświeciło / Sun already has shined

Sklep rzeczny / River shop  (Varanasi, India) Sklep CD and DVD / DVD and CD shop (Varanasi, India)

Ghaty o poranku / Ghats in the morning

 Mężczyzna na stopniach g(h)aty/ Man on the ghat (Varanasi) Pracujący mężczyżni / Working men (Varanasi, India)

Mały chłopiec piorący / Little boy washing his clothe (Varanasi, India)

Indie. Toaleta poranna / India. Morning washroom (Varanasi, India) Czyszczenie / Cleaning the basket (Varanasi)

Tam, gdzie mieszkają nietykalni / The place where untouchables live...  (Varanasi, India)

Kremacja / Cremation  (Varanasi, India) Stosy / Bonfires (Varanasi, India)

Turysci / Tourists (Varanasi, India) Na rzece / On the river (Varanasi, India)

Buddyjscy mnisi / Buddhist monks (Varanasi, India)

Ruch na g(h)atach / Movement on the ghats (Varanasi, India) Niebieski most / Blue bridge (Varanasi, India)

Kolory Indii / Colours of India (Varanasi, India) Kolizja / Colision (Varanasi, India)

Na brzegu / On the river bank (Varanasi, India) Ganges i łodzie / Ganges and boats (Varanasi)

***

Ulica / Street  (Varanasi, India) U fryzjera / Hair dresser (portrait of the city: Varanasi, India)

Znaki / Signs (portrait of the city: Varanasi, India)

Zapach i kurz / Smell and dust (portrait of the city: Varanasi) Local taxi / Miejscowa taksówka (portrait of the city: Varanasi, India)

Koegzystencja / Co-existence (portrait of the city: Varanasi, India)

Blow (your) horn!!! Trąb ile masz sił !!!

Jogiczny weekend przywołał wspomnienia z Indii.

To było do przewidzenia…?

Tym razem migawki z hinduskich dróg.

Wszechobecne TATY mijające się w ostatniej chwili na dużych prędkosciach. Taka wojna nerwów. Kto komu i kiedy ustąpi.

Jeśli ktoś nie zdąży, jest źle.  Bardzo. Jadąc na północ w kierunku Haridwaru nie raz widziałem zmasakrowane ciężarówki po zderzeniu czołowym. Nie zdąrzyły się minąć.

Zanim się miną lub wyprzedzą, jak wojownicy w hinduskich eposach , kierowcy dmą w swoje trąby, używając klaksonów…

Świat przy drodze żyje z drogi i cierpi z powodu drogi. Droga – jak rzeka – przynosi pieniądze, towary i ludzi.

Gdy dochodzi do wypadku, nie kierowcy (czy współpasażerowie), lecz miejscowa ludność i świadkowie bez względu na okoliczności rozstrzygają, kto był winien. Obcy zawsze będzie winny.

Czekanie na policję może trwać godziny.  Przyjmie opinię tłumu, jak wyrok ostateczny.

Na drodze i na zdjęciach one – hidnuskie ciężarówki i samochody…

Kolorowe, pstrokate, hałaśliwe. Cywilizacyjna metafora Wschodu.

 Spotkanie na drodze / Meeting on the road (heading South / w drodze na południe)

Blow (your) horn / Trąb (ośle)

TATA is everywhere / TATA jest wszędzie National Permit... / Licencja Bus is coming...

Maharadża Jaipuru / Maharaja of Jaipur Przy drodze / Off the road

Wspomnienie Varanasi i obrazy z Dolnego Śląska

Obrazy z Indii napłynęły do mnie podczas minionego weekendu. Tutaj ich nie znajdziecie… Może wkrótce do nich powrócę. Zatęsknilem za kolorami Jaipuru i światłem nad Varanasi nim wstanie słońce…

Warsztaty jogii i fotografii.

Poszukiwanie momentu. Chwili, gdy bycie oznacza spełnienie i zatrzymenie.

Kadru i oddechu, by zrozumieć po co (oddychamy?)

Dyptyk z butelką

 Szczyty  Szczyty (B&W)

Wspomnienie z Amstelveen (strzegomski Ile-de-France) Wspomnienie z Amstelveen (wersja B&W)

Tamten czas Tamten czas (wersja B&W)

Koszyk Koszyk (B&W)

bez tytułu bez tytułu (b&w)

Tajemnica Tajemnica (B&W)

Trzy okna

Kompozycja suprematyczna

Krąg