Bez tytułu czyli „Kaj tyn Opa?”

Felieton  powinien mieć jakiś tytuł, więc nie wiem co zrobię, bo go nie mam…

To znaczy mam, ale wyglądać będzie na to, że zapożyczyłem go z artykułu Marcina Wiatra, który ukaże się w najbliższym (jak zrozumiałem) numerze kwartalnika DIALOG pod tytułem Totalne osamotnienie. Deportacje Ślązaków do ZSRR.  Ten tytuł nie jest mi do niczego potrzebny, nie o tym wprost chce pisać. Czytając go natknąłem się jednak na śródtytuł, który przykuł moją uwagę. Oto on – Kaj tyn Opa?  I ten byłby już pożądanym tytułem dla mojego wpisu…

A więc będzie bez tytułu. To porażka autora, ale załóżmy, że już z resztą będzie lepiej?

Do napisania tego tekstu w pierwszej kolejności zainspirowała mnie (i tutaj oczekuję pewnego zdziwienia) książka Mikołaja Grynberga, Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2014). Drugim impulsem był interesujący i prowokujący do wielu pytań tekst Józefa Krzyka w ubiegłotygodniowej Gazecie Wyborczej, od tytułem Kraina „NIE”.

Lektura książki Grynberga jest wstrząsem dla każdego, kto dysponuje elementarną wrażliwością i nie potraktuje tak osobistych wyznań jako wytworu przemysłu Holokaustu. Taka ocena tej książki byłaby niezwykle krzywdząca i zatracała jeden z jej głębokich sensów, jakim są rozmowy o potrzebie zakorzenienia, odnalezienia się przez ocalonych w „świecie po Holokauście”, odbudowania i zrekonstruowania własnej tożsamości. Myślę, że nie trzeba być ocalonym Żydem (lub jego potomkiem), by zrozumieć, jaki rodzaj wysiłku trzeba podjąć, by powrócić do świata żywych i mieć siłę… żyć dalej.

Dlaczego zatem  książkę Grynberga (pozornie tak odległą)  łączę z tekstem Józefa Krzyka i co z tego wynika?

W artykule Krzyka pada wiele trafnych ocen pod adresem niedoszłej wystawy w Muzeum Śląskim i istotna opinia na temat potrzeby (straconej niestety, jak zauważa)  zaprezentowania skomplikowanej i wielokulturowo niejednoznacznej historii Górnego Śląska.

W przypadku rozmów Grynberga dobitnie widać, że zamiatanie historii „pod dywan”, unikanie mówienia o niej (lub ludzka niemożność zmierzenia się z jej okrucieństwem), poczucie zawstydzenia bycia ofiarą i tego że jest się innym, powoduje, że następstwa tych zdarzeń przenoszą się na kolejne pokolenia. Jedno, a czasami nawet na dwa. „Oskarżam Auschwitz” przynosi potężną dawkę tragicznych losów ludzi, dzieci ocalonych, którzy nie umieli sobie ułożyć życia inaczej jak w cieniu (swoich) historii.

W tym miejscu właśnie znajduję symboliczną paralelę do historii Śląska i Ślązaków. Ślązaków, którzy dorastali nie rozumiejąc (jak zauważa to trafnie Marcin Wiatr) dlaczego w ich rodzinach nie ma dziadków, kiedyś ojców, a ci INNI ich mają.

Ta niejednoznaczność historii Śląska, to nic innego jak właśnie (podobnie jak u Grynberga) niezamknięta historia regionu i jego mieszkańców. Nienazwana, skrywana, dramatyczna i wypierana przez pokolenia z oficjalnego obiegu. Petryfikowana przez niechęć do ujawniania faktów trudnych, niewygodnych, podważających niektóre z komunałów podnoszonych przez część politycznego establishmentu na temat polskości, historii Polski i mitów, którymi (jak historia każdej wspólnoty) dzieje współczesnej Polski są obciążone.

Widzę więc podobieństwo bohaterów książki Grynberga i Ślązaków, nie mających czasami nie tylko wiedzy o losach swoich najbliższych, ale też prawa, odmawianego  przez kolejne dekady do kultywowania ich pamięci. Pytania tak u Grynberga, jak i na Śląsku ‘Kaj tyn Opa?’ pozostawały bez odpowiedzi i nabierały mocnej, bolesnej symboliki. Mogą być metaforą losów tych wspólnot.

Pytam więc czy Górny Śląsk naprawdę może mieć  swoją współczesną (pozytywną) definicję i perspektywę na przyszłość, bez opowiedzenia i „odchorowania” swojej przeszłości?

Doświadczenie (piszę o społecznym, nie dosłownym i nie jest to zrównywanie historii Holokaustu z historią Ślązaków, od razu uprzedzam tego rodzaju zarzuty) uczy, a potwierdzają to losy ocalonych i ich dzieci, że bez takiego „odrobienia” lekcji z przeszłości, budowanie przyszłości jest bardzo, niezwykle trudne. Możliwe (i tezę zorientowania Śląska na przyszłość w pełni popieram), ale trudne. Wymaga czasu, czasu i prawdy. W Izraelu proces ten rozpoczął w latach 60-tych proces Eichmanna.  W przypadku Polski, początkiem odzyskiwania pamięci i „dokopywania się do prawdy” są narodziny niepodległego państwa, a więc trwa on od 1989 roku… Bardzo krótko, a Śląska w tym rekonstruowaniu przeszłości jest jeszcze mniej…

Ale nawet 25 lat… to mało. Za mało, by powiedzieć, że mamy to za sobą, bo nie mamy, czego dowodem debata wokół wieży spadochronowej, obozów deportacyjnych po 1945 roku, czy kontrowersji wokół tego, jaką historię chcemy zanieść w przyszłość (mam na myśli wystawę w Muzeum Śląskim) lub zwykłej woli zmierzenia się z historią i jej świadkami (bo wciąż jeszcze są wśród nas).

Górny Śląsk? Gdzie jest?

Górny Śląsk istnieje, wbrew historycznym próbom jego wymazania, obłaskawienia pojęciowego i terytorialnego. Stalinogrodzkie, katowickie, czy śląskie, żadne województwo nie będzie skuteczną alternatywą dla pojęcia Górnego Śląska. W tym sensie nie doczekamy się powrotu o krain historycznych w Polsce, tożsamych z podziałami administracyjnymi. Tak po prostu jest. Tożsamością Górnego Śląska jest moim zdaniem jego pamięć, a nie materia. Ta ostatnia istotnie się zużywa… Pamięć nie.

A Śląskowi istotnie potrzebna jest wizja rozwoju i plany na kolejne 20-50 lat. To skandal i smutna konstatacja, że takich nie mamy ( a jeśli są, nie wykraczają poza wąskie środowiska specjalistów). Nie wiemy i nie znamy decyzji  jakie przemysły zastąpią te, które odejdą (jak odeszło hutnictwo, a teraz górnictwo) i jakimi je zastąpimy.

Centrami outsourcingowymi, które dzisiaj są, a jutro mogą być „zwinięte” za granicę, bo koszty siły roboczej wzrosną w Polsce? Nie, dziękuję za taką alternatywę. Specjalnymi strefami ekonomicznymi, które odbiją się nam czkawką, gdy okaże się, że system emerytalny nie jest w stanie przyjąć i tych, którzy dzisiaj pracując w strefach albo składek ubezpieczeniowych nie płacą lub opłacają te najniższe? Też dziękuję. Stać nas na więcej.

Naglące staje się więc pytanie o to, co dalej.  Czy zamienimy się w społeczeństwo wiedzy i takie produkty wiedzy będziemy tworzyć, czy dalej będziemy postponować górników, że są, nic nie oferując im w zamian, jako alternatywę dla rozwoju?

Projektem cywilizacyjnym nie może być wyłącznie budowa dróg i kolei. To banał cywilizacyjny i oczywistość. W końcu i tak stajemy na punktach poboru opłat.

Design, przemysły wolnego czasu, informatyka? Jeśli tak, to budujmy realne programy rozwoju tych dziedzin i na nie, a nie na dekoracje inwestycyjne wydawajmy pieniądze.

Ale też mówiąc o przyszłości nie należy – i to element zasadniczej polemiki z autorem Krainy „Nie” – oczekiwać mobilizacji społecznej,  bez „wyleczenia się” z kompleksów głęboko zakorzenionych w przeszłości (nawet jeśli niedalekiej) i bez ich nazwania, opisania i uznania za część dziedzictwa (nawet jeśli uwierającego), które wnosimy w przyszłość.

Akurat nie sądzę, że są to doświadczenia bardzo złe. Są po prostu trudne. A przez swój charakter, w sferze symbolicznej są na wskroś europejskie. Są złożone i bogate. A to już całkiem pokaźny potencjał.

I wreszcie, myślę, że to jasne. Gdyby Śląsk był Krainą „Nie”, nie zastanawialibyśmy się nad sensem opisywania historii  mikroświata, który nas nie dotyczy. Jest za oknem, za drzwiami i nazywa się Górny Śląsk. Śląsk jest. Wciąż i pomimo.

 bez tytułu

3 komentarzy do “Bez tytułu czyli „Kaj tyn Opa?”

  1. Oczywiście ma Pan rację w stosunku do przyszłości- na przód iść, pominąć kompleksy, przeszłość, ale to mogą zrobić „przodownicy duchowi” (jak mówił F. Znaniecki), natomiast szary człowiek musi odreagować traumę. Proszę popatrzyć na Żydów, minęło 70 lat od końca wojny, a oni jeszcze się z niej nie „wyleczyli”. U Ślązaków o przeszłości można cząstkowo mówić dopiero od około 15 lat- po transformacji nie było takich narracji, jeszcze się bano, uciekano w „bezpieczną” niemieckość. Tak, dopóki nie padnie odpowiedź kaj beł opa, nie będzie spokoju w duszach….
    pozdrawiam
    MSZ

  2. Śląsk jest również krainą TAK. Pisywałem o tym wielokrotnie. Tu załączam link do artykułu z roku… 2000 :-). Dziś bym przesunął horyzont czasowy z roku 2010 na nieco późniejszy, ale nadal powinniśmy pracować nad „krainą TAK”. Jeśli nie możemy sami nic zmienić – przynajmniej dzielmy się przemyśleniami. Z pozdrowieniami Andrzej Jarczewski
    http://www.ajarczewski.republika.pl/czasopisma/Slask/informacyjne.htm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *