Już jest (2)

Tym razem trwało to dłużej.

Gdy wróciłem z oblepionej śniegiem A4 już była. Czekała.

Pachnąca (wciąż) intensywnie farbą drukarską, grafika Rudolfa Riedla.

Aktualna, poszukująca w związku z czasem Bożego Narodzenia pewnej syntezy tego, co wokół.

Tego co boli, niepokoi, zachwyca. Co widzi artysta i objawia nam ślepcom.

Myśli tych jest w sam raz tyle, by wziąć ich garść na spotkanie z Trzema Królami.

Jadąc dzisiaj autostradą A4, mijając miejsca, gdzie jeszcze chwilę temu dmuchane mikołaje wyznaczały efemeryczne zagajniki z choinkami, napawałem się promieniami wschodzącego słońca. Najpierw jego tarczą czerwoną, a potem promieniami zalewającymi wnętrze samochodu, wypełniających powierzchnię lusterek, ślizgającego się po faldach ubrania.

Wierzyłem (od czego rok pobytu w czasoprzestrzeni mitów japońskich?), że  wróżą one  (jak niegdyś na plaży w tokijskiej Daibie) rok szczęśliwy i wolny od nieszczęść…

Rozkładam linoryt z uważnością obdarowanego. Wygładzam powierzchnię.

Wpatruje się w twarze ludzi bez ziemi.

Boże Narodzenie 2016. Grafika Rudolfa Riedla (repr. L. Jodliński)

Dwie dziecięce fotografie

Temat mnie fascynuje wówczas, gdy niemal nic o nim nie wiem…

Diane Arbus

 

No właśnie. To jest taka sytuacja. Patrzę na te dwa zdjęcia i nic nie wiem. To znaczy wiem bardzo niewiele. Irytująco mało.

Portrety dziecięce w jakiś oczywisty sposób narzucają się naszej wyobraźni w czasie, gdy Boże Narodzenie i betlejki, i wzruszenie, i przypomniana świadomość cudu narodzin…

Patrzę więc na te dwa posiadane zdjęcia z gliwickich atelier i wiem, że to jest dokładnie odwrotna sytuacja niż ta, którą wymyślała dla siebie Diane Arbus. Wybierała celowo nieznane postaci – jak pisała o tym Susan Sontag – bardziej patologiczne niż normalne i bardziej prywatne niż publiczne. Utajone. Nieznane.

Tutaj sytuacja jest dokładnie odwrotna. Fotograf wiedział wszystko. W tej fotografii nie było nic przypadkowego. No może poza pozą modela wbitego w miękkość futra lub posadzonego na tapicerowanym foteliku. Model był znany, choć nie werbalizował swoich emocji (w jednym przypadku z pewnością nie). Sytuacja fotograficzna oznaczała w tych konkretnych przypadkach opisywanie znanego. A mimo to ja już nic nie wiem. Fascynacja i frustracja w jednym.  Stan rozdrażnienia ratują nieco opisy kartoników, ich wygląd. Sugerujący między innymi, że wykonano je około 1900 roku.

Jedno z atelier jest bardzo znane.

To studio należało do Carla Volkmanna (wcześniej Silbergleita) i znajdowało się w jednym z domów w nieistniejącej pierzei ulicy Dworcowej (Bahnhofstrasse), naprzeciw dawnego kościoła ewangelickiego (dzisiaj św. Barbary). Volkmann posiadał atelier na terenie Gleiwitz i Zabrza (tam miedzy innymi na Florianstrasse; ul. Św. Floriana). Miał opatentowaną własną metodę wywoływania zdjęć. Nie znam szczegółów.

Znacznie mniej wiem o właścicielu atelier, w którym sportretowano dziewczynkę. Emil Mausloff miał świadczyć usługi przy ulicy Dworcowej 4 (Bahnhofstrasse). Musiało to być zatem w bliskim sąsiedztwie kościoła pw. śś. Piotra i Pawła. Blisko, gdy chrzciny lub są inne powody, dla których rodzice postanawiają wykonać zdjęcia swoim dzieciom.

Oba adresy sprawiają, że nabieram do fotografii bardziej emocjonalnego stosunku. Znam obie świątynie i obie lokalizacje. A ulica Dworcowa to moja ulica… Z kapslami zostawianymi przez nas ponad 70 lat później na szynach, by bezgłośnie rozjeżdżały je  wagony tramwajów linii 1 i 2…

Nic to jednak nie wnosi do odczytania tych zdjęć.

Może poza tym, że te portrety niczego jeszcze nie ujawniają, żadnych z tajemnic. Zbyt wcześnie. Tutaj obie strony pozostają równie mocno zafascynowane sobą. A może to tylko literacka próba ożywienia obrazu, o którym nic nie wiem?

Nie będę przy okazji tego szkicu pisał o śmiertelności wśród dzieci na Górnym Śląsku, zagadując to, czego nie wiem o tych zdjęciach.

Ani pisząc o tym, że portret dziecka to temat mniej popularny wśród śląskich fotografów. Zresztą nie był aż tak rzadki. Dzieci są u początków śląskiej fotografii, a portrety i sceny rodzajowe z ich udziałem na odbitkach autorstwa Wilhelma von Blandowsky’ego to szczyt fotografii obyczajowej tego czasu.

W portrecie dziecka zanurzonego w futrze, bardziej zdumiewa mnie to czego nie widać, a co jest niemal identyczną, znaną mi  redakcją tego zdjęcia. Na tym innym futro jest jednak bardzo ciemne. Na tym moim jasne. Jakiego było koloru? Nawet tego nie ustalę…

Dwa zdjęcia. Dwie nieopowiedziane historie.

Fotografia jest przeciwieństwem poznania (S. Sontag)?

Czasami tak, nawet jeśli to zdanie wyjęte z kontekstu. No i co z tego? Jest dobrą puentą dla mojej niemocy.

Ona (około 1900 r.; Gleiwitz/Gliwice) Ono (Gleiwitz/Gliwice/Zabrze)

Malowany ptak… Obrazy NYC.

Opowieść o tych, którzy na spotkanie przy wigilijnym stole już nie dotrą…

U zbiegu Wall Street i Broadway stoi grupka osób z wysokimi tyczkami. Jak wielu innych ludzi spotkanych tego dnia na nowojorskich ulicach i ci robią coś, co – przez chwilę – pozostaje ich odrębnym i tajemnym rytuałem. Cel jednak zostaje osiągnięty. Ludzie przystają i jak ja, robią zdjęcia. Oni zaś wzbudzają krótkotrwale zainteresowanie. Nikt jednak nie pyta o co chodzi. Wreszcie, to mój pierwszy poranek w tym mieście, wychodzę z roli biernego obserwatora. Pytam. Mówią, że poszukują wspólnoty. Tworzą mobilny krąg i odnajdują centrum. To happening, po części społeczny performance.

W tle za nimi neogotycka fasada Trinity Church z pierwszej połowy 19. wieku. Inna wspólnota, inny świat. Jest akurat Dzień Wszystkich Świętych. Kościół wypełnia się powoli… To jedno z tych świąt, gdy dzwony przywołujące na nabożeństwo głośno biją. Od 2006 roku praktycznie ich nie słychać. Przeszkadzały, irytowały. Wieża, na której wiszą (jest ich łącznie 26) została wyciszona płytami pilśniowymi. 11 września kościół był jednym z tych pierwszych miejsc, w których umieszczono rannych. Przybywali tutaj masowo po osunięciu się pierwszej wieży WTC. Tamta wspólnota, tamtego czasu była potrzebna. Dzisiaj, ta symbolicznie oparta na biciu dzwonów nikogo (pozornie) już nie dotyczy.

Nowy Jork ma swój ponadstuletni dworzec centralny, ale to czym – z wielu powodów – żyje opinia publiczna obecnie, to wzbijający się ku górze i właśnie malowany na biało, przesiadkowy hub w World Trade Center, zaprojektowany przez Santiago Calatrava…  Śmiały, odważny projekt osiadłego w Toronto Hiszpana. Jest najdroższą (właśnie po Central Station) realizacją transportową w historii Nowego Jorku (ma kosztować ponad 4 miliardy dolarów i już ma ośmioletnie opóźnienie). Niektórzy ironicznie zauważają, że to oskubany szkielet indyka złożonego na ofiarę w dniu Dziękczynienia lub metafora miasta odzieranego z pieniędzy przez kolejne firmy realizujące inwestycję. W międzyczasie jego skrzydła pokrywane są kolejnymi warstwami farby… Uszczelniania jest konstrukcja. Nowojorczycy narzekając na kolejne przesuwane terminy otwarcia, z ciekawością czekają na ten moment.

Symbolika śnieżnobiałego centrum przesiadkowego odwołuje się do wystrzeliwujących ku górze, powalonych na ziemię ścian kurtynowych wież WTC. Rusztowanie tamtych zastępują nieskazitelnie białe (takimi będą), wnoszące się ku niebu nad Manhattanem, żebra nowej stacji… Pamiętacie zdjęcia po 11 września? Te sterczące z ziemi pozostałości konstrukcji WTC? Dymiące, pokryte diabolicznym puchem azbestu? Owe fragmenty żebrowania dawnych ścian kurtynowych… układające się w symboliczną, kurhanową mogiłę… Obydwa te obrazy są dla siebie więcej niż symbolicznym dopełnieniem.

Stacja jest jednym z elementów nowej zabudowy terenu po obu wieżach WTC. To co uderza, to inne od znanego nam w Europie myślenie o tym, jak pamięć powinna i może współistnieć z przeszłością. W tym przypadku oznacza to tworzenie wyraźnych, wyciszonych punktów odniesienia, by po ludzku ogarnąć i zracjonalizować tragedię ludzi i historię miejsca.

Muzeum 9/11 bez przesadnego patosu, opowiada o losie ofiar zamachu i prezentuje skalę tamtych zniszczeń. Zero krzyku. Fakty i artefakty. Na miejscu wciąż odbijamy się od fragmentów słupów, filarów, które choć nie powinny to pękły, choć zamierzone były na skalę i moc tytanów, to pogięły się i porwały na strzępy. Stacja huba i jej szkielet jest dla mnie przypomnieniem i wołaniem o pamięć tych, którzy niemal bezgłośnie opadali z wież na ziemie, by po chwili popłynąć ku górze. W modlitwie bliskich, wspomnieniach i łzach wylanych i wciąż sączących się w tym miejscu, po ścianach pomnika ofiar…

Wciąż prześladują mnie nazwiska osób, które zginęły tego dnia, a których dane wycięto w brązie wokół basenów po wieżach WTC. Jest wśród nich Reneè May i jej nienarodzone dziecko… Trudno powstrzymać emocje. Złe i dobre. Mieszają się i kotłują. Wciąż.

W niedalekiej odległości od pomnika znajduje się jedna ze stacji promowych na Liberty Island. Bilet do wolności jest na wyciągnięcie ręki.

11 wrzesnia biletów ku ocaleniu dla tak wielu zabrakło… Nie było też ich przy wigilijnym stole, choć byli przy nim obecni bardziej niż kiedykolwiek…

Group / Grupa ( w poszukiwaniu wspólnoty/ Wall Street - Broadway corner)

New York shapes / Kształty Nowego Jorku (Broadway, NY)

St. Paul' s chapel (w tle WTC Hub autorstwa Santiago Calatrava)

Tickets to liberty / Bilety do wolności (WTC, Manhattan)

Fallen bird / Upadły ptak (WTC HUB (l.) i 9/11 Museum (r.) Pamięć / Memory WTC

Naprawianie skrzydeł do lotu / Fixing wings for the flight (WTC Hub; arch. Santiago Calatrava)

O (metro, zanim dojedzie do WTC Hub)

Zaglądanie / Looking into (9/11 Museum)

Złamanie / Broken piece (11/9 Museum)

Złamanie 2/ Broken piece (2) (11/9 Museum - fragment ekspozycji)

Nieobecni / Missing ( 9/11 Memorial)

Tears / Łzy (9/11 Memorial, NY)

Powroty. Berlin w oka mgnieniu

Powrót na chwilę? Momenty wykradane, by zobaczyć miejsca znane, jak te wokół Schlesisches Tor i nowe, choć wciąż bez nazw.

Chwila, gdy kontury tygrysa na Oppelnerstrasse wypełniły się kolorem…, a stoliki w pobliskich knajpach wypełniły się osobami świetującym rozpoczęty weekend.

Kreuzberg w wieczornej odsłonie.

[Berlin, 16 października 2015 r.]

 

Spotkanie (Berlin, Kreuzberg)

Wieczorna szkoła tańca (Berlin, Kreuzberg)

Kreuzberg! mów mi  Kreuzberg

 

Wrześniowa droga w słońcu (a w tle Suwalszczyzna i Krasnogruda)

Z pewną premedytacją pisząc o Suwalszczyźnie zamieszczam fotografie w kolorze oraz w czerni i bieli.

Premedytacja polega na tym, że z rekonstrukcją obrazu tego miejsca jest trochę tak, jak pisał o fotografii dokumentalnej Bertold Brecht.

„Fotografia to możliwość przekazu, który wymazuje kontekst.(…) . Z (rzetelnej) fotografii fabryki Forda nie możemy się dowiedzieć niczego o tej fabryce”.

Mam poczucie absolutnej niewystarczalności jednej i drugiej formy opisu.

To co (po)między daje nadzieję, że próba się powiedzie?

Chmura Droga do Krasnogrudy

Jezioro  Jezioro (2)

Pola tytoniowe (okolice Lipska)

Śluza (Kanał Augustowski)

Koło (Krasnogruda)

Krasnogruda (dworek)

Czerwone (Krasnogruda)

 Słowa (Krasnogruda)

Widok przez  (Wigry) Dachy (Wigry)

Przystań (piony i kule), Krasnogruda

Skrzydła (Korycin) Wiatrak (Korycin)

Pejzaż z wiatrakiem (Suwalszczyzna)

Nieobecni (Sejny)

Mężczyzna z wąsem à la Wilhelm II

Zdjęcie kabinetowe z Görlitz. Na nim portret mężczyzny, z wąsikiem niemal identycznym jak ten noszony przez ostatniego cesarza Niemiec i króla Prus, Wilhelma II. Taka moda i wzorce męskości?

Zdjęcie z przełomu wieków, wykonane w atelier fotograficznym Ernsta Encke. Jest koniec wieku, a może początek nowego. Belle èpoque nad buroszarymi wodami Neisse (Nissy, jak zapewne mawiano wtedy w Krakowie, czy Poznaniu).

Fotograf miał kilka adresów w tym mieście. Wcześniej przy Jacob Strasse 31, w pobliżu Wilhelmsplatz. Potem, a może też (tego nie wiem), otworzył swoje atelier bliżej nowego centrum miasta przy eleganckiej Elisabeth Strasse pod numerami 10 i 11.

Ulica powstała w połowie 19. wieku na miejscu dawnych murów miejskich. Od 1864 roku w jej środkowej części organizowany jest targ żywności, dzisiaj wzbogacony o stragany z tanimi towarami pochodzącymi z Polski, Chin i Wietnamu. Są tańsze od tego co oferują miejscowe centra handlowe po niemieckiej i polskiej stronie granicy. Patriotyzm ekonomiczny ma też swoje granice i o ile cena jest dobra, niepostrzeżenie zastępuje go admiracja dla globalnego rynku… i się sprzedaje.

Ulica Elżbiety to miejscowa esplanada. Szeroka aleja wysadzana drzewami. Skwer tworzony przez okrążającą go ulicę obsadzono pierwotnie 175 drzewami. W niedzielne popołudnia promenada wypełniała się spacerującymi po niej mieszkańcami Görlitz.  Pewnie był wśród nich mężczyzna z kartonikowego zdjęcia….  Ulica wspina się ku górze, ze wschodu na południowy-zachód, pozostawiając za sobą ubogie przedmieścia prawobrzeżnej Nysy. Daleko, u jej szczytu, za średniowieczną opasłą Grubą Wieżą (Dicker Turm) wznosi się wyniosły, imponujący urodą dom towarowy firmy Wertheim (ponownie zostanie otwarty w październiku tego roku). Imponująca skalą budowla oprawiona w uwspółcześniony neogotycki szkielet. Gdy  w 1913 Kaufhaus Wertheim zostanie otwarty, stanie się  jednym z cywilizacyjnych osiągnięć i symboli miasta…  Piękny jak świat, który po katastrofie 1914 roku nigdy tu już nie powróci. 

Göerlitz w tym czasie już wyszło poza swoje średniowieczne mury. Nowoczesne  u progu nowego wieku i świata, który był niemal za rogiem.

Miasto rozrastało się i piękniało w oczach. Pierzeje ulic wypełniały się monumentalnymi, neostylowymi budowlami. Ostatnia taka przy  Elisabeth Strasse, zamykająca oś ulicy, powstała po 1875 roku, gdy uroczyście poświęcono Średnią Szkołę dla Chłopców, wzniesioną  w popularnym tutaj urzędniczym  (jak o nim mawiano) Rundbogenstil.

Fotograf Encke się wyprowadził?  Zmiotła go wojna? Nie wiem. Atelier nie istnieje.

Została sterta papierów. Wśród nich to zdjęcie, po które nikt się nie zgłosił. Wziął je handlarz starzyzną, a potem dostało się w moje ręce. A może było inaczej, jakie to ma dzisiaj znaczenie?

Fotografia. Pole do swobodnych peregrynacji, gdy obraz nie wystarcza, a słowa gdzieś się zgubiły… po drodze.

Mężczyzna z atelier Pana Encke (zbiory własne L. Jodliński)

Miejsce obok. Ulica Elżbiety pod numerem 14/15 (Goerlitz)

Dawny dom towarowy Wertheim (stan z 2009 roku) Dawny dom towarowy Wertheim (1912-1913). (stan 2009)

Niebos(z)kłon ponad wewnętrzną halą domu towarowego Wertheim (stan z 2009 r.)