Coś pięknego (jednak)

Powroty bywają zawsze jakieś. Nie mają neutralnego tła, (przy-)noszą emocje, przypomnienia i wspomnienia.

Tak było i tym razem. Może czas i okoliczności pozwolą, by więcej o tym napisać.

Nie wiem tego teraz.

To co mnie poruszyło (i czemu jak widać nie potrafię się oprzeć) to nieintencjonalna, acz porażająca dawka brzydoty i absurdu. Wykrzywień treści, które wokół. Mają się dobrze i  rodzą nowe warstwy pustostanów myślowych i ironii.

Dwa kadry kpiące z założonego, pierwotnego przekazu.

Brną w konteksty, na które już nikt i nic  ma jakiegokolwiek wpływu.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *