Dwa

Mój „facebook” przypomniał mi, że ten blog ukończył właśnie dwa lata. Pomyślałem natychmiast o tym, co o czyms takim jak wydarzenie (w sensie fotograficznym i historycznym) pisała Susan Sontag. Wydarzenie „(…) to coś, co można sfotografować (…)”. Dość prosta definicja. O reszcie, czyli czy coś jest wydarzeniem, czy tez nie przesądza ideologia…, dodaje w innym miejscu.

Jaki byłby więc portret tego blogu? Kim jestem po tych dwóch latach, a kim moi Czytelnicy? Jaki jest świat, który w swoim nomadycznym oglądzie opisałem, wierząc, że warto być uważnym godząc się z tego świata zmiennością i przemijaniem?

Zmieniło się więc niemało. A może wręcz wszystko?

Za mną emigracja do Czech. Spotkania i twarze, z których część nie powróci.

Doświadczenie emigracji uczy dystansu, wymusza budowanie własnego stosunku do miejsca, które się opuściło. Czechy pozostaną miejscem szczególnym i ten ich kawałek Śląska, na którym mieszkałem.

Niedawno pytany o czas który minął i to jak mnie zmienił (wywiad z Józefem Krzykiem w Magazynie Katowice z 16 kwietnia 2016 r.), wspomniałem o tym, że najbardziej zweryfikował moje relacje z ludźmi. Z pewnym spokojem i rodzajem pozytywnego zaskoczenia odkryłem, że jestem w dobrym punkcie swojego życia. Przebrzmiale przyjaźnie nie bolą, a ludzie spotykani dzisiaj w jakimś sensie są mi bliżsi i doceniam historie ich życia no i to co wnoszą w moje. Uspokojenie… Stan cokolwiek paradoksalny, jeśli mówić o spokoju w chwili, gdy tak wiele, tak niebezpiecznie się zmienia…

Inny jest też Śląsk, który uznałem za własny.

Śląsk, w przestrzeni którego od tych dwóch lat się poruszam, który znam, a zamykając oczy rozpoznaje każdy kamień na drodze. Mój Śląsk jest jeszcze bardziej Górny (choć z radością odkrywałem zadomowienie na Dolnym). Wrósł we mnie.

Blog, jak przewrotnie zaznaczyłem w swoim pierwszym bodaj tekście, był „pisany dla pieniędzy”. Ta deklaracja była prowokacją, ale też miała w sobie ten zamysł, by lektura mojego blogu warta była czasu i zainteresowania Czytelników. Piszą, że warta. Uwierzę im, przecież to tekst rocznicowy.

Niedługo wybór z tego, co znalazło się na jodłowane.pl złoży się na moją post-blogową książkę.

Nie wiem ilu Czytelników sięgnie po nią, by od spotkać się z moim subiektywnym i osobistym oglądem Śląska i światów (sztuki, emocji i topografii podróżniczej), które mnie fascynowały.

Mam nadzieję, że wyposażona w równie osobisty materiał zdjęciowy znajdzie nie mniej Czytelników, niż znajdowały ich moje teksty, pojedyncze zdania, słowa. Flashe wrażeń i emocji.

Te półtora tysiąca osób sięgających co miesiąc po teksty z jodlowania, daje mi nadzieję, że będzie to książka życzliwie przyjęta.

Pisanie nie jest łatwe. Tym bardziej, gdy dotyczy Śląska. Nietrudno jest popełnić błąd i uderzyć w dźwięk naiwnego sentymentalizmu, zatracić dystans. Czas, owe dwa lata właśnie niektóre z tych wpisów zapewne zweryfikuje i pozostaną tylko tutaj na blogu, nie doczekując się swojej „hard kopii”. Trud wyboru przede mną.

Dwa lata, 24 miesiące. 572 wpisy. Tysiące kilometrów.

Przestrzeń rozpięta między nowojorskim High-line, londyńskim barem wegetariańskim, galeriami Brukseli, śląskiego Berlina i tych wszystkich miejsc w Polsce, które jak senne i mocno wczorajsze Kłodzko wyryło swój obraz w pamięci i słowie.

Najistotniejsi byli jednak ludzie. Ich myśli, emocje. Były tym, czemu ulegałem i poddawałem się najchętniej.

Dla nich pisałem – tak myślę – przez te dwa lata… Za bycie ze mną, dziękuję.

Two (fragment obrazu R. Magritte'a; tytuł własny)

 

2 komentarzy do “Dwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *