Dworzec Anhalter. O Berlinie inaczej

Przeczytałem niemal wszystkie reportaże ze zbioru  Mur. 12 kawałków o Berlinie (dziwne, ale numer 12. wciąż się koło mnie „kręci”: a to lista 12. z której kandyduję, a to restauracja „12 Apostołów”, którą dzisiaj mijałem w śródmieściu Berlina). Po ich lekturze  nie mogę ukryć pewnego rozczarowania. Ale może trzeba znać to  miasto inaczej, by wiedzieć, że najważniejsze rzeczy to te, które zdarzają się tutaj o poranku?

Są dalekie od historii muru, które są zbyt osobiste, by być przedmiotem rozmów z berlińczykami.  Tak, owszem. Nadają się na opowiadania dla turystów, dla których to zdarzenia odległe i już nieprawdopodobne. Ale tylko tyle. Te prawdziwe potrzebują ciszy i intymności. Często zresztą można usłyszeć w Berlinie narzekania turystów, że muru już nie ma… Tęsknota za przekleństwem, tych którzy tutaj żyli??? z tym muzrem to zresztą nieprawda. Mur nadal tkwi w głowach, w losach poszczególnych rodzin. No, a  ci bardziej dociekliwi, znajdą jego fragmenty i ślady w mieście. Zobaczą je w tym, jak nagle w pewnych swoich dzielnicach Berlin z Ost, różni się od tego z West. Nieważne. Miało być przecież o poranku w Berlinie…

Zatem jesienne poranki w Berlinie, oznaczają kolory drzew od żółcieni po intensywnie bordowe wariacje. Brązy i zielenie zmieszane i z bielą mgły… Skąpane w sosie nieostrości i niejednoznaczności. Coś niezwykłego i mało pruskiego w tej stolicy Fryderyka Wielkiego.

Gdy, o poranku opuszczałem hotel, ściągał mnie cień wieży telewizyjnej. Cień pozorny. Skryty w chmurach, we mgle spowijającej miasto. Intrygujący. Wielkie oko, Wielkiego Brata, którego już nie ma od 25.lat… A może jest?

We wspomnianym zbiorze reportaży o Berlinie, brakuje mi miasta, które pachnie poranną kawą i rogalikiem podanym na x sposobów. Pośpiechu ulicy, znającej ograniczenia historii i wiedzącej, że to co jest dzisiaj, nie musi dawać gwarancji, że będzie też jutro. Miasto z przeszłością, jak rozwodnik z piętnem tego co było.

Historii, jak ta o dworcu Anhalter, co przetrwał wojnę i zniknął niemal całkowicie z powierzchni ziemi wysadzony na początku lat 60-tych XX wieku. Świadek wyjazdów cesarza Wilhelma II do ludu swego, wstydliwego spotkania Ribbentropa i Mołotowa w listopadzie 1940 roku, czy jeszcze bardziej zawstydzających współczesnych deportacji berlińskich Żydów, co nagle zostali wyzucie z  wszystkiego i jak później dworzec skazani na niebyt?

Berlin. Mój kawałek tutaj. Inny od 12. znalezionych na kartach książki.

PS. A ja polecam swój esej o emigracji. Osoba, której ocenom bezwzględnie zawierzam, napisała, że świetny…  „Obcy u siebie”, taki tytuł. W najnowszej Fabryce Silesia… Już jest. Odczuwanie oddalenia, osobiste. Przeżyte.

 Poranek/ Mgła (Berlin, 16.10. 2015 r.)

Poranek / Mgła (2) Berlin

Poranek / Mgła (3) (Berlin)

Kolory  (Berlin)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *