Hanami. Delikatne muśnięcia wieczności… Zapiski z klawiatury. Japonia (16)

Patrzę przez okno. Na drzewach pojawiają się pierwsze kwiaty. Są przypomnieniem tamtych… odległych, których zwiastunem były płatki kwiatów rozsypane w świątynnych tsukubai (źródła wodne znajdujące się w świątyniach shinto dla rytualnego oczyszczenia). Na przełomie marca i kwietnia, woda szemrząc w świątynnych ogrodach, unosi z sobą ów delikatny zapach owocu wiśni…

Lektura japońskich gazet, gdy zbliża się czas kwitnienia wiśni (sakura) sprowadza się do śledzenia publikowanych w tym czasie map, na których zaznaczane są obszary Japonii, gdzie pojawiły się już ukwiecone drzewa.

Pamiętam to napięcie towarzyszące oczekiwaniu na hanami (zbiorowe oglądanie kwitnących drzew owocowych) i rodzaj powszechnego rozczarowania i niecierpliwości, która poprzedzała hanami wiosną 2007 roku. Zima nie była wówczas ciężka, ale to wiosna  jakoś się ociągała z nadejściem i podobnie było z porą kwitnienia wiśni. Miała już być, a… jakoś jej nie było. Japońscy znajomi chodzili lekko nieswoi i widać było, że w oczekiwaniu tym jest coś więcej niż niespełniona potrzeba uczestniczenia w wyjątkowym spektaklu przyrody, jaki się w tym czasie dokonuje na oczach setek tysięcy osób. Nie tracili jednak czasu. Rezerwowali miejsca pod drzewami, z mozołem rozkładali maty, tradycyjnie w kolorze niebieskim, choć nikt nie wie dlaczego… (niebieskie są właśnie), gromadzili piwo i sake…

Moja niecierpliwość była innego rodzaju. Dotyczyła w istocie pragnienia zobaczenia czegoś, o czym wiedziałem, że jest niezwykle mocno wpisane w kulturę i tradycję japońską. Oczekiwanie zawierało w sobie symboliczną wymowę hanami. Miało tę słodko-gorzką emocję, że być może będzie to pierwsze i jedyne hanami, które kiedykolwiek zobaczę… Nastrój bliski  temu jaki odnaleźć można w niemieckim filmie Hanami – kwiat wiśni (2008; reż. Doris Dörrie).

Był schyłek marca 2007 roku, gdy drzewa zakwitły.  Szczęśliwie stało się to pod koniec tygodnia i już nic ani nikt nie mógł powstrzymać mnie, by hanami stało się i moim doświadczeniem…

Pchany ciekawością poszedłem najpierw do ogrodów świątyni Yasukuni, by przy okazji zgromadzić materiał fotograficzny do pisanej wówczas pracy. Zaraz potem, zawróciłem, by oddać się zbiorowemu oglądaniu kwitnących drzew wiśni wokół cesarskiego pałacu w Tokio.

Wyposażony w zestaw lunchowy bento rozsiadłem się pod jednym z setek drzew i posilając się zieloną herbatą serwowaną na wysokości teatru narodowego, kontemplowałem urodę miejsca, smak bentowego nigiri i wnikałem w prostą metaforę czasu kwitnienia wiśni. W chwilę potem krążąc pośród rzeszy Japończyków, doświadczałem ulotnego charakteru piękna i symboliki życia i przemijania jaką z sobą niesie… kwiat wiśni. Pączkowania, a potem kwitnienia – narodzin i krótkiej egzystencji, kończącej się na kwietnym kobiercu ułożonym poniżej drzew, czy równie  malowniczo, na wodach okalających pałac… Wiem, że tak napisane brzmi to banalnie, fotograficznie ociera się o kicz absolutny, ale dokładnie ten rodzaj emocji odczuwałem i podzielałem wraz z tymi, co wokół…

Myślę, że nie byłoby to możliwe chłonięcie atmosfery hanami, bez wcześniejszego doświadczenia koyo, zwyczaju zbiorowego oglądania opadania liści z drzew jesienią. Schyłek roku i moment zbliżającego się końca wegetacji roślin jest kolejnym momentem doświadczania cykli życia przez Japończyków. Te dwa pozornie odlegle bieguny odczuwania łączy bardzo wiele… Początek i koniec.

Reszta opowieści o hanami to historia czasu spędzonego pod zielonym listowiem drzew czereśni, wiśni czy moreli. Mikro historie płatków kwiatów opadających na kulki sushi i ciasteczka z pasty sojowej. Smak piwa Asashi z odległego Hokkaido i schłodzonej sake z nie wiem skąd. I godzin rozmów, które jak rzadko w tym kraju były okazją do odnajdowania wspólnoty i rozbudzenia tęsknoty za kolejnym hanami, choć to wciąż jeszcze trwało…

Prognoza kwitnienia wiśni (wiosna 2007; źródło: The Japan Times)

Sacura & seven boats (Tokio, fosa pałacu cesarskiego, 2007)

Widok (Tokio; okolice pałacu cesarskiego, 2007)

Moja sakura (Tokio, 2007)

Zanim opadną (cykl: Hanami, Tokio 2007)

Sakura, saakurra! (cykl: Hanami, 2007)

Sakura, sakura... (Tokio, 2007)

Cesarska sakura (Tokio, 2007)

A o poranku błękitne maty pustoszeją... (seria: Hanami, 2007)

Two men and sacura (in the background) (Tokio, 2007)

Catching the moment (2) (Tokio, Sakura 2007) Catching the moment (seria: Hanami, 2007)

Sakura za oknem... (GRIPS, Tokio, 2007)

Sacura and boats (2)

5 komentarzy do “Hanami. Delikatne muśnięcia wieczności… Zapiski z klawiatury. Japonia (16)

  1. Czy użyje odpowiedniego słowa jak napisze „kawaii”?
    Tyle lat mieszkam w Hamburgu, a nie zainteresowałam się tym świętem w naszym mieście, chociaż słyszałam o nim.
    Japanisches Kirschblütenfest (Hanami) in Hamburg.
    Najwyższy czas to zmienić. 🙂

    1. Tak. POlecam tez film, o ktorym piszę w tekście. Jeden z najlepszych jakie widziałem o i obok Japonii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *