Historia bez tytułu, początku i końca (7). Archiwum Herpera

Przeglądam archiwalia po Erwinie Herperze, dyrygencie Orkiestry Górnośląskiej (Oberschlesischer Orchesterring) w Bytomiu. Obfita korespondencja z  Żydowskim Związkiem Kulturalnym Górnego Śląska (Juedischer Kulturbund Oberschlesien).  Niestety, jedynie jakieś ułamki z tego, czym było muzyczne życie górnośląskich Żydów.  Jeszcze mniej informacji na temat chóru synagogalnego.

Jakieś zaproszenie na koncert muzyki żydowskich kompozytorów 12 grudnia 1934 roku w Hamburger Hof. W koncercie jest anonsowany udział chóru synagogi reformowanej pod dyrekcją Rosenthala.  Nic więcej, choć tym razem cieszy mnie nazwisko Rosenthala, gdy znajduję je na skanie dokumentu. Jesteśmy już znajomymi? Trochę tak. To przecież ten sam nauczyciel z żydowskiej szkoły podstawowej.

Losy dyrygenta chóru synagogi w Gliwicach Willy’ego Fleischera kierującego gliwickim zespołem przez ponad 25 lat i świętującego ten jubileusz w 1936 roku, dają mi nadzieję że Heinrich Rosenthal z 1913 roku, to ten sam Rosenthal który kieruje chórem w latach trzydziestych. W najgorszym wypadku (bo jak się okazuje to zawód dziedziczony) jego syn lub krewny. Niemal łapczywie i zachłannie rzucam się na zestawienia finansowe gminy bytomskiej z lat 1935-1936, ale niestety Rosenthal i tam jest tylko pozostaje Rosenthalem. Kwestia jego imienia do końca tej opowieści wnosić będzie pierwiastek niepewności. Nie jedyny.

Tak naprawdę nie ma się tu czego chwycić.

W pozycji Wydatki pojawiają się kwoty wyasygnowane na chór. W roku 1935 jest to 700 RM, w 1936 800 RM. Chórmistrz dostaje  w 1935  r. 511,92 RM. Porzucam te słupki. Ciekawe jest może to, że podobne kwoty na swoje chóry w tym czasie wydaje synagoga w Gliwicach. Wspomnienia rabina Jacoba Cohna z Katowic z 1900 roku, uświadamiają mi zaskakujące ustalenie, że 30 lat wcześniej podobne kwoty (bo 750 RM) pokrywały koszty funkcjonowania chóru synagogi w ówczesnych Kattowitz. Zbieżność, która do niczego tutaj nie prowadzi. To wciaz tylko liczby, po prostu. Metadane wypełniające niewiedzę na temat chóru.

Kopalnią wiedzy na jego temat  pozostaje Max R. Guttmann. Gdy trafił w trzeciej klasie szkoły podstawowej do chóru, traktował to jako pewną odmianę od rutyny życia codziennego.  Przygodę, pozwalającą na słuchanie podczas modlitw w synagodze muzyki organowej, którą właśnie od tego czasu szczerze pokochał.

W poszukiwaniu tropów i ich cieni trafiam na lekturę Juedisches Gemeindeblatt z lat 1934-1937. Skany tego tygodnika wydawanego metodą niemal „powielaczową”, wręcz siermiężnego i po prostu lichego (analogia do wydawnictw drugiego obiektu w Polsce lat 80-tych jest najbardziej wskazana), dostarczają niezwykle ciekawej lektury tego czym żyła społeczność Żydów Bytomia, Zabrza i Gliwic.  Życie muzyczne w tym opisie jest też dość bogate, jednak informacji na temat chóru synagogi z Bytomia właściwie nie ma… Jestem rozczarowany. Nic. Nic tam nie znajduję.

Chór pozostanie więc nieznany. Nie dowiem się ilu liczył członków, gdzie i jak często koncertował poza synagogą. Jedynym tropem jest archiwum Erwina Herpera. Jestem mu za to wdzięczny. No i Maxowi Guttmannowi też. Zamykam sprawę chóru. Tymczasem.

(cdn)

To co zostało. Dawny Hamburger Hof, (Bytom lipiec 2016)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *