Historia bez tytułu, początku i końca (8). List

Napisano go tysiące kilometrów od Bytomia.

Krążąc po północnej mapie Izraela odnalazłem miejscowość, która pojawia się w kartce papieru. Papier jest mocny, dobrej jakości.  Słowa ze stanowczością wybite na maszynie do pisania. Pod nim podpis. To główna postać tej historii.

Osada, z której go wysłano leży na zielonych, południowo-wschodnich stokach Góry Karmel (pol. Winnica Boga). Nazwa pasuje mi do tego co jest moim wspomnieniem Palestyny i Ziemi Świętej. Niemal każde miejsce jest tam naznaczone, słowa mają swoją moc, a ziemia mikro i makro opowieści.

Osada nazywa się Yokneam Moshavah. Leży stosunkowo niedaleko śródziemnomorskiej Hajfy. Dzisiaj liczy około 1 300 mieszkańców.

Założona została w 1935 roku przez żydowskich imigrantów z Europy Środkowej. Spełniali tu swoje marzenia o własnym państwie i nowym, bezpiecznym domu. Ta ostatnia potrzeba dla wielu uciekinierów z Europy musiała być czymś najważniejszym, podstawowym.

Oglądam archiwalne zdjęcia z pierwszych lat osadnictwa. Na szczęście ktoś zebrał je razem i umieścił na You Tube.

Na zdjęciach oglądam proste, wręcz prymitywne domki. Trochę miejscowe, a trochę przypominające te pozostawione w Europie.

Zaorane stoki, sadzone drzewa oliwne i pomarańczowe. Zbierane pierwsze plony. Ciężka praca pierwszych osadników. Nauka nowych zawodów i porzucanie starych, które w warunkach budowania wszystkiego od podstaw stawały się nagle anachroniczne i zupełnie nieprzydatne.

Port w Hajfie był zapewne tym, do którego przybyła rodzina Martina Hirscha, Żyda bytomskiego. Właściciela sklepu z tytoniem, papierosami i cygarami. Ostatni adres sklepu jaki odnajduję to – wedle książki adresowej z 1937 roku – Kattowitzer Strasse 24.

Z pewnym niepokojem i podekscytowaniem wybieram się pod ten adres. Dom wciąż stoi jak stał, a na parterze jak kiedyś wciąż jest sklep. Teraz spożywczo-monopolowy. Z zachowanym, typowym narożnym wejściem. W nie najgorszym stanie.

Wraz z Martinem Hirschem do Palestyny przyjechała jego rodzina.

Żona Rachel Hirsch i syn Samuel. Mimowolny bohater tej opowieści. To właśnie jego podpis znajduje się na końcu listu. Nieco nieporadny, a może po prostu zdradzający jego sędziwy wiek.  To Samuel urodził się 27 listopada 1921 roku w Berlinie. Pamiętacie?

List nie jest długi, ale nie to jest w nim istotne. Ważą zdania wypisane na maszynie. Każde jedno jest jak otwieranie drzwi do przeszłości, choć wydawało się, że ta jest już znana i pewna.  A teraz zatacza coraz szersze kręgi…

(cdn)

Narożny sklep Martina Hirscha (kiedyś Kattowitzer Strasse 24)

Jokneam Moshavah (1936; stopklatka z You Tube)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *