Hollywood nie dla Śląska?

Sonda

Przeczytałem sondę opatrzoną tytułem „Polska – scenariusz dla Hollywood”, którą zamieszczono w dodatku PLUS MINUS w ostatniej „Rzeczpospolitej” (11-12.grudnia 2015). Autorzy postawili swoim dobrze dobranym rozmówcom (są właśni i obcy, tych ostatnich niewielu) pytanie o to, kto w obrębie nowej polityki historycznej Polski, powinien na oczach naszych i całego świata, wyrosnąć na bohatera kultury masowej, ikonę wyobraźni Polaków i mieszkańców Europy, ba świata.  No i docelowo trafić na ekrany kin…

Tekst poprzedzony jest dosyć kontrowersyjnym i w sumie naiwnym nawoływaniem redaktora Dominika Zdorta, byśmy odzyskali dla Polski i naszej historii pamięć takich wydarzeń jak Bitwa Wiedeńska, czy Solidarność. Pisze o naiwnym apelu nie lekceważąc tych zdarzeń (zwłaszcza powstania Solidarności), ale z tego oto powodu, że to nagle twórcy kultury (nazwę ich tym eufemistycznym określeniem, by uciec od bardziej precyzyjnego określenia funkcjonariusze resortu kultury, o jakich jest potencjalnie jest mowa), mają odkręcać to, co tak koncertowo schrzanili politycy (przez lata).

Ich bowiem winą i grzechem zaniedbania jest to, że dzisiaj taki przełom 1989 roku w Europie Środkowej i Wschodniej pozbawiony jest w szerokim odbiorze (mówimy o wymiarze pop kulturowym) wątku na przykład Solidarności. Politycy utopili Solidarność i jej etos w bagnie wzajemnych oskarżeń, deprecjonowania zasług. Podobnie nie zawsze dość dobrze rozumieli dyplomację kulturalną przegrywając czas o pamięć, gdy wejście w obieg odzyskiwanej narracji historycznej w Europie oznaczał naturalne zainteresowanie dziejami tej części Europy, przez pozostałych mieszkańców naszego kontynentu, świata. Straciliśmy ten czas.

Wreszcie tak samo jak stało się to na Górnym Śląsku, zupełnie nie zrozumieli, że historia, która rozgrywała się  w tej części Europy może i musi oznaczać historię, która należy do wielu kultur, nacji i konfesji. Chcieli ją pokazać jako tylko własną. Własną i dla siebie. Polską, bez podmiotowej obecności Żydów, Ukraińców, czy Ślązaków właśnie. Porażka…

Bohaterowie nasi, nie wasi…

Ale, ale… Może jednak co dla jednych oznacza porażkę i wyjałowienie historii przez sprowadzenie jej do ersatzu historycznego i wymiaru homogeniczności narodowej, dla innych jest pozytywnym „zaoraniem” tej historii i uczynienie „najszą”, bo przecież odrobina fałszu (jak na G. Śląsku) skutecznie zmienia taką historię w zupełnie inną, nową opowieść z pogranicza alternatywnych historii własnych (tzn. polityków).

Coś jest na rzeczy, że skutek taka polityka historyczna odniosła i odnosi, bo gdy czyta się zestawienie blisko trzydziestu wypowiedzi osób zaproszonych do sondy „RZ” i gdy pada tam pytanie o to, kogo światu powinniśmy przedstawić z naszej historii (naszej, więc myślę naiwnie, że pewnie i śląskiej) to nie znajduję nikogo… ze Śląska właśnie. Przez chwilę, w desperacji chwytam się wypowiedzi takiego Cezarego Pazury czy o. Macieja Zięby, gdy wspominają św. Jadwigę, ale szybko okazuje się, że wykazuje się absolutną naiwnością…, bo oczywiście mowa jest wyłącznie o św. Jadwidze, królowej Polski i Litwy.

Historia Polski historią bez Śląska

Sytuacja ta nieszczególnie mnie dziwi. Pytane są osoby o pewnej pozycji w mediach, historii lub dzisiaj hołubione, ale właśnie nie lekceważąc ich pozycji i dorobku (nie mnie ją oceniać) jest niezwykłą okolicznością to, że żadna z nich nie wskazała w swoim zestawieniu kogoś lub czegoś co reprezentowałoby w tym przekazie dla świata historii o nas, jakiegoś epizodu, czy postaci z historii Śląska.

Śląsk nie ma – wedle tego zestawienia – bohaterów, nie ma go i niczego do historii Polski nie wniósł, o czym można byłoby światu powiedzieć.

Nie ma tam nagle historii powstań śląskich, duchowości tego regionu, wątków narodowych, modernizmu w sztuce i architekturze, uprzemysłowienia czy przysłowiowej Karolinki, co tak chciała do Gogolina. Może byłoby miejsce na Ślązaków w filmie o bitwie pod Monet Cassino (o filmie nie o Ślązakach wspomina Bronisław Wildstein), ale co by scenarzysta z reżyserem zrobił z Volkslistą, nie chce nawet myśleć. Może dostalibyśmy nowe wcielenie Gustlika. Ślązaka dobrego, choć nieco prostego. Silnego ciałem, ale skołatanego intelektualnie, takiego bohatera Przymanowskiego bis (Gustlik reaktywacja), na czasy nieco recyklingowe, jakie mamy. Nie ma wśród wyliczonych zdarzeń dokonań współczesnej medycyny śląskiej, czy może tak nośnych dzisiaj gwiazd sportu w 20. wieku (to w ogóle ciekawe, że postaci z tego środowiska nikt nie wymienia)… Wymowna lektura.

Dlaczego tak?

Gdy powstawał scenariusz wystawy (odrzuconej ostatecznie) w Muzeum Śląskim, wąskie grono osób, które ją broniły, powtarzały o potrzebie stworzenia, powołanie na nowo pewnego mitu założycielskiego dla Śląska. Pokazania nowego oblicza tej ziemi i jej historii. Jedni tego w ogóle nie chcieli (bo i po co Śląskowi jego własna historia), inni niestety nie rozumieli, że dzisiaj masowy odbiorca nie ma innych wyobrażeń o Śląsku, niż te w które wyposażył go PRL. Te uznali za wystarczające, myśląc że relacja centrum-peryferia nie wymaga lepszego opisu końca świata, na którym dla nich samych Śląsk leży. Górny Śląsk dodajmy czarny, górniczy, brudny i kryminogenny (cytuje jedynie wyniki badań z 2010 roku). No byli i tacy, którzy „bez zrozumienia tekstu”, mówili coś o tym, że historia nie znosi mitów, i że to coś nieznanego historii (by mity były?!). Zostawiam ich i ich ówczesne argumenty na boku, bo brak zdolności do abstrakcyjnego myślenia, wyklucza z dyskursu humanistycznego, zresztą każdego chyba.

Nie doczekaliśmy się więc śląskich bohaterów, postaci, które weszłyby do historii Polski i Europy do masowego obiegu. Nie dokonała tego (bo nie mogła), ukształtowana przez polityków i politykę wystawa w Muzeum Śląskim, nie wniosła czegoś co można nazwać ikonami Śląska dla Polski i Europy. Oczywiście wiem, na wystawie postaci takich jest teoretycznie wiele, nawet po ostrej selekcji ostało ich się trochę. Co z tego? Papierowe, blade w prezentacji wystawy. Zostały tam, gdzie były – w mrokach historii i sal muzealnych. Taki Korfanty na przykład. Komu on bohater, komu postać wybitna? Żadna z osób, które wypowiedziały się  w sondzie  (pomijam osoby, które wycofały się z takich wskazań, jako upolitycznianie kultury) nie wskazały na dzieje Śląska i postaci z tej historii.

Śląsk jest więc w tej sondzie i w życiu społecznym gdzieś obok, gdzieś tam. To Ubolandia polskiej polityki historycznej i przyszłej produkcji filmowej… Moment, moment, ale skoro Ubolandia i ten Śląsk to takie science-fiction dla naszych środowisk opiniotwórczych, to może jednak to jest temat na film dla Hollywood?

Już widzę początek takiej superprodukcji i Ślązaków (Górnoślązaków należy dodać)  osiedlających się w teksanskiej Pannie Marii. Potem to już jakoś pójdzie. Na szczęście zajmą się tym fachowcy z Hollywood…

 Bez tytułu

Komentarz do “Hollywood nie dla Śląska?

  1. Tak, tak, tematów filmowych na Śląsku jest wiele:
    Ślązacy w Teksasie to jeden wątek historii, ale i św Jadwiga Śląska (trzeba ją odkurzyć), myślę, że początki przemysłu by były świetne (taka Ziemia Obiecana bis), a Joanna Gryzik (cudny wyciskacz łez), i jeszcze wybitni Ślązacy-nobliści, albo architekci budujący pałace potentatom przemysłowym, a miasta śląskie- ich rozwój. Można sięgnąć i do bitwy pod Legnicą i podziału Śląska na Górny i Dolny i do Władysława Wygnańca i jego wizji kraju i pozycji w Europie. Oj i obraz jasnogórski- ile tematów, ale nasi (polscy) filmowcy są niedouczeni, znają historię tylko „oficjalnego” nurtu…..podoba mi się Pana pomysł. Proszę napisać polemikę do Rzeczpospolitej 🙂 może ktoś kupi Pana pomysły 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *