I nawet kamień zapłacze…

I nawet kamień zapłacze / This stone shall cry 

/z inskrypcji na nagrobku na cmentarzu żydowskim w Wielowsi/

Wiem, że każda gra słowami jest ryzykowna i trudna. Z drugiej strony pewien poziom skojarzeń lingwistycznych może prowadzić do odkrywania światów wcześniej nieistniejących…

Stoję oto przed słupami znaczącymi dawną bramę na cmentarz żydowski w Pyskowicach  (do 1945 roku Peiskretscham) i nie mogę się oprzeć pokusie łączenia słów wyjętych pozornie z kontekstu. Tego, co widzę, a co jest sponiewieraniem pamięci, miejsca i materii wraz z tym, co poza bramą (której nie ma). Materia zresztą broni się najlepiej, bo wciąż trwa, jest. Pamięć odejdzie. To kwestia czasu.

No więc stoję przed bramą, której nie ma i myślę o shintoistycznej bramie świątynnej. Przypomina mi się japońskie słowo ‘tori’.

Brama-tori, poza którą zaczyna się (tam w Japonii) świątynna przestrzeń, a tutaj miejsce w którym pochowano wyznawców Pięcioksięgu i jak zgaduję (a jak nakazuje tradycja) żłożono tutaj niejedną, zużytą Torę.

Tora, tori. Słowa nie powiązane ze sobą, a jednak tutaj dziwnie (bo to przypadek przecież) siebie odnajdują. Miejsce przejścia. Zetknięcie się dwóch światów. W istocie wielu i czynią one z tego miejsca punkt symboliczny i wyjątkowy.

Do cmentarza można dojechać, gdy zbliżając się od strony Gliwic dostrzeżemy charakterystyczne kształty macew i steli nagrobnych. Wynosi je ponad poziom drogi i wiedzie ku niebu, rzędami, spokojnie i statecznie, pobliski pagórek, na którym przed 1840 rokiem ulokowano tutejszy kirkut.

Nie doprowadzi nas do niego żaden drogowskaz…

Najbliższy i niejako po drodze, prowadzi nas na… wysypisko śmieci. Taki znak. Przypadkowo czyni to miejsce jeszcze bardziej oderwanym od rzeczywistości i symbolicznym ponad miarę. Miejsce nieopisane. Nienaznaczone. Nieistniejące.

Przeglądam strony internetowe poszukując prawdy i faktów o cmentarzu. Coraz mniej z nich się zgadza. Na pewno rachunek stojących nagrobków. Jest ich mniej niż 100 i jak i one został obalony przez matematykę wandali, głupców, złodziei. Bo to nie czas jest tutaj tak okrutny. Gdy popatrzeć na wystające z ziemi lub z postumentów nagrobnych grube pręty, trudno sobie wyobrazić, by taka piaskowa stela, sama „odpadła” od podstawy.

Cmentarz służył społeczności pyskowickich Żydów od 1840 roku. Wcześniej, jak zawsze zwróceni w stronę odległej Jerozolimy, chowani byli na nekropoli w nieodległej Wielowsi (Langendorf). Stąd i tutaj, i tam spotkać można wypisane na nagrobnych płytach te same nazwiska: Gretz, Orgler, Openheim.

Błądząc po cmentarzu jestem skazany na lakoniczne inskrypcje w języku niemieckim. Poza nimi teksty i obrazy nie dopuszczają mnie do tamtego świata. Pozostaję więc przed swoją symboliczną tori i uruchamiam inny sposób patrzenia. Uważnie oglądam obrazy i formy, śledzę symbole. Neogotyckie stele z końca XIX wieku (nie tak typowe i zdradzające asymilację), stoją obok typowych macew noszących motywy charakterystyczne dla żydowskiej tradycji grzebalnej. Pojedynczy świecznik (grób kobiety), sąsiaduje z reliefem kwiatów (symbol przemijalności życia). Na niektórych pojawia się motyw złożonych dłoni, znak przynależności do roku arcykapłana Arona.  Jest ich kilka.

Czytam w innym miejscu, że na cmentarzu w Pyskowicach spoczywają pradziadek i dziadek Edyty Stein. Nie wiem którzy, Stein czy Courant. Szukanie ich grobów, pozostawiam bardziej dociekliwym. To cokolwiek beznadziejne zadanie. Resztki sniegu, trawa. Zimno. Poddaję się.

To kolejne miejsce, po niewiele starszej nekropoli Na Piasku w Gliwicach (założonej w 1815 roku), gdzie można trafić na ślady jej rodziny. Na cmentarzu w Gliwicach spoczywają jej (Edyty) brat i siostra. Nie można uciec w takiej chwili od myśli, że przekraczając bramę tego miejsca, dostajemy się do świata skomplikowanych tropów i znaków. Nazwisk, dat. Jak tutaj, gdy nazwisko Stein prowokuje lawinę pytań i spekulacji.

Ostatniego pochówku dokonano tutaj w 1920 roku. Potem było to, co było.

Można odnieść wrażenie, że poza tymi którzy od czasu do czasu podejmują próby odczyszczenia cmentarza, to rodzaj pamięci od której się ucieka. W niepamięć? Bo obcy, bo Żydzi, bo niech sami… To dziwne, bo kto jest w tym wszystkim obcy, a kto przybyszem? Gdzie tytuł do szczycenia się tymi wybitnymi (jak Troplowitz w Gliwicach, czy tych znanych jak rodzina Karliner z Pyskowic), a gdzie elementarny obowiązek zachowania przyzwoitości i odczyszczenia miejsca ze śmieci. Kosztuje? Co bardziej? Tracona pamięć, szacunek dla zmarłych i zadośćuczynienie? A może faktycznie to zysk, że w kasie zostanie kilka stów, zaoszczędzonych na tym, że jest brud, poniżenie. Lubimy mówić o wielokulturowości Górnego Śląska, ale co ma być jej potwierdzeniem? Słowa, a może jednak gest swoistego miłosierdzia w stosunku do kamienia, na którym wyryto nazwisko mojego nieznanego sąsiada, miejscowego lekarza, stolarza, czy handlarza tkaninami?

Jest też ta przewrotna i okrutna historia cmentarzy żydowskich na Górnym Śląsku.

W więcej niż pragmatyczny (a czasami wyrachowany) sposób domy pogrzebowe stawały się magazynami kamienia (Gliwice), a to stolarnią (Gliwice), a to ośrodkiem dziennej opieki dla dzieci (Gliwice),a to warsztatem tapicerskim (Pyskowice).  A potem nic, zero. Mury, o ile stoją wyglądają jak ta ruina w Pyskowicach, czy pozostałości domu pogrzebowego Na Piasku w Gliwicach. No i obok tego wszystkiego zagłębie kradzionego materiału kamieniarskiego. Ohyda. Wstyd.

Ten tekst prawdopodobnie niczego nie zmieni.

Nie wiem, czy zmienią go pojedynczy ludzie, którzy jak w Zabrzu, Wielowsi, czy jak słyszę nawet tutaj także próbują coś zmienić, usuwając PET butelki i puszki po piwie, okazując elementarny wyraz szacunku i zobowiązania. Zobowiazania, że ktoś gdzieś postąpi podobnie. Że jak na tych tysiącach cmentarzy na Kresach zapali 1 listopada świeczkę (położy kamień), nie stłucze  epitafium w języku polskim, niemieckim. Widziałem dość takich cmentarzy-widm w Europie Środkowej. Ślady po śladach. Wymazane z powierzchni ziemi, cmentarze polskie, żydowskie, niemieckie.

Nie wiem, gdzie jest konserwator zabytków i pozwala na to, by za chwilę miejscowy dom pogrzebowy był tylko wspomnieniem i „sprawą z głowy”. Bo jest bezstylowy? Bo zatracił swoją funkcję, bo nie ma gospodarza (akurat ma zresztą i jak wyczytuję w Internecie jest nią podobno starostwo powiatowe w Gliwicach). Styl stracił lata temu, ale jest, powinien pozostać i nie straszyć, swoją trupią urodą.

Jest jednak coś gorszego, czym jest to miejsce. To opis tego, jaki jest nasz stosunek do tych, co odeszli.

Też odejdziemy. Na pewno.

Miejsce / Place (former Jewish cemetery/ dawny cmentarz żydowski, Pyskowice)

Dom przedpogrzebowy / Pre-burial House (dawny cmentarz żydowski w Pyskowicach) Brama / Tori / Gate (cmentarz żydowski w Pyskowicach / do 1945 Peiskretscham)

Podłoga / Remains of the floor (dom przedpogrzebowy, cmentarz; Pyskowice)

Droga na / Road to... (d.cmentarz żydowski w Pyskowicach)

Wciąż stoją / They still stand (d.cmentarz w Pyskowicach/till 1945 Peiskretscham) Wciąż stoją (2) / They still stand (d.cmentarz w Pyskowicach - old Jewish cemetery in Pyskowice)

bez tytułu / without title (cmentarz żydowski w Pyskowicach)

Tutaj... /Hier.../ Here (d. cmentarz żydowski w Pyskowicach)

Tutaj spoczywa ... / Here are the remains (Cmentarz w Pyskowicach) Urodzony... zmarł... / Born... Died... (cmentarz żydowski w Pyskowicach)

Dwa / Two (cmentarz żydowski w Pyskowicach) Doktor /M.D. (cmentarz żydowski w Pyskowicach)

Wandale / The Vandals (cmentarz żydowski w Pyskowicach)

I kamień zapłacze / This stone shall cry... (Pyskowice, old Jewish cemetery)

[Zdjęcia wykonane 26 stycznia 2016 r./ Photos taken on 26th Jan., 2016]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *