Japońskie Boże Narodzenie. Zapiski z klawiatury (14)

Czas Bożego Narodzenia jest w Japonii  czasem wyjątkowym, choć innym od nam znanego. Nie tylko dlatego, że  jest tam tak mało chrześcijan.

Japończycy w swoim dążeniu do westernizacji zrobili wiele, by i to święto jakoś wpisać w ich kulturę i doroczny kalendarz świąt. A mimo to…dla przybysza spoza wysp, gaijina (obcego-cudzoziemca) to okres, który myślę trudno się znosi, mając –  jak ja – w pamięci święta rozgrywające się w cieniu betlejemki, przy dźwiękach kolęd i obrazu opłatka, którym przełamujemy się z najbliższymi…

Szczerze? Perspektywa Bożego Narodzenia w Tokio lekko mnie przerażała, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze i 23 grudnia lądowałem na warszawskim Okęciu (mgieł nie było, jak dzisiaj)…

Co takiego napawało mnie przestrachem? Jakie wygląda Boże Narodzenie po japońsku ?

Oto krótka opowieść o niektórych obyczajach tego czasu…Opowieść zbudowana na tym co widziałem i co opowiedzieli mi o tym czasie sami Japończycy (Japonki w istocie, kultywujące tradycję; tą własną i przysposobioną)

Xmas tree, czyli choinka musi być kawaii

Oczywiście, jak wiele innych miłych rzeczy (a Xmass są miłe) i te święta muszą być „kawaii”. W praktyce oznacza to niezliczone  iluminacje choinkowe i „lodowe instalacje” . Tak przynajmniej było w Tokio, w którym mieszkałem. Owe choinki to zresztą rodzaj bardzo swobodnej interpretacji tego czym jest Xmas tree (tak też tutaj nazywanej) i dowód na to, że o ile Japończycy są  strażnikami własnej tradycji,  to tę zachodnią traktują już bardziej swobodnie lub (powie tak optymista) baaardzo kreatywnie…

Choinka ma być zatem słodka w wyrazie, ma być kawaii, musi byś śliczna, piękna. Świecić się i skrzyć złotem i srebrem, granatem, purpurą, różem. Olśniewać światłem własnym i odbitym. Drzewko w praktyce jest raczej pokaźną konstrukcją stalową, rzadko już zielonym drzewem (mówię o tych wystawianych w miejscach publicznych).

Choinka a la naturelle

Jeśli z jakiś powodów chcemy mieć prawdziwą choinkę, świerk lub jodłę, to jest to oczywiście możliwe.

Te są  sprowadzane na życzenie, droższe z Japonii (z Hokkaido), tańsze spoza wysp. No, ale w takim przypadku po pierwsze trzeba rzecz całą zaplanować wcześniej (coś co Japończycy robią nader chętnie) i już na początku listopada wybrać z katalogu najbliższej kwiaciarni drzewko naszych marzeń i… możliwości finansowych.

Taki okaz 1,50 m wysokości (+ pokaźny korzeń w donicy), zachwyci nas nie tylko swoją nieziemską urodą, ale też ceną około 10 000 yenów (100 dolarów) za sztukę. Te większe będą z każdym centymetrem droższe, a i transport trzeba jakoś w to wliczyć, bo o ile nie ma się siły i warunków na miarę Pudziana, dostarczenie go do odległej dzielnicy metropolii będzie nas kosztować co najmniej drugie tyle…

Przez pewien czas bardzo chciałem stać się szczęśliwym posiadaczem bożonarodzeniowego drzewka, rekompensując sobie oddalenie od ojczyzny… Może z powodu niepowodzenia przy jego zakupie zdecydowałem się na desperacki powrót do Polski? Może, to dobry pretekst i trop do rozwinięcia zupełnie innej opowieści, ale mnożąc kolejne „może”, może, nie tym razem?

Było bardziej banalnie.

Oto w drodze na moją uczelnię, w jednej z bocznych uliczek, w ekskluzywnej kwiaciarni w dzielnicy Roppongi, choinki kusiły mnie już od połowy listopada. Na początku twardo opierały się mojej nadziei na przecenę i na to, że coś utarguję.. To ostatnie przeświadczenie przywiozłem z Europy Środkowej, gdzie targowanie się jest przyjętą formą wykazywania zmysłu ekonomicznego i oczywistej inteligencji. Nie tutaj, niestety.

Po pierwszych rozmowach z właścicielem w sprawie zbyt wysokiej ceny (zero reakcji na moją legitymację studencką!), wymiany uwag na temat wyjątkowej jakości jego towaru (pochlebstwo nie zadziałało, wzmocniło jedynie upór sprzedawcy i przekonanie o wartości jego towaru…), a na koniec przywoływaniu z przeszłości wspomnień radosnych świąt spędzonych w domu i tych smutnych poza nim (próba wzbudzenia współczucia zawiodła całkowicie), dałem sobie spokój…

Z obojętnością i dobrze wyćwiczonym fochem mijałem przez kolejne dni kwiaciarnię, nie spoglądając w stronę zieleniejącego igliwia.

Pomyślałem sobie nawet (dla wygody własnej oczywiście i tak sobie tłumacząc porażkę negocjacyjną), że pewnie jest to jeden z tych szemranych interesów prowadzonych przez miejscową yakuzę (jest mocno reprezentowana  w Roppongi). Drzewka po prostu nie są na sprzedaż, a to co się robi w tej kwiaciarni bliższe jest  w swojej istocie znajdującej się obok pralni chemicznej, czyli pierze się tam kasę mafii i zniechęca klientów (bez właściwego tatuażu) do jakichkolwiek zakupów.

Potem, nagle choinki były tańsze, ale równie niespodziewanie okazało się, że na święta powrócę do Polski, więc problem świąt (i choinki) sam się rozwiązał… (no nie wiedziałem, że podróż z Aeroflotem dostarczy mi innych, intensywnych emocji, ale to już inna opowieść).

Wracając do świąt, są oczywiście enklawy w Japonii, gdzie święta i związana z nimi obrzędowość jest traktowana bardziej świadomie (np. północna część Hokkaido poddana historycznie oddziaływaniu prawosławia), ale nawet w Tokio, żyjące tam wspólnoty chrześcijańskie nie są w stanie zmienić powszechnego obrazu tych świąt, jako czegoś zupełnie innego i na inny temat… (że tak to ujmę).

Boże Narodzenie w Japonii, czyli ‘Love hotel, ’ KFC, tort truskawkowy i dzień cudów (miłosnych)…

Boże Narodzenie po japońsku to mówiąc obrazowo hybryda będąca formą skrzyżowania hollywodzkich (Diseney’owskich) obrazów Bożego Narodzenia, z dość typową u Japończyków predyspozycją do przesady i popadania w coś co w Europie nazwalibyśmy estetyką kiczu, maksymalizacji efektu i racjonalizacji.

Zatem już od połowy listopada ulice japonskich miast się z(a)mieniają w iluminowane arterie, coś na kształt widowisk z gatunku „światło i dźwięk”. Cale dzielnice rozświetlają  iluminacje i dekoracje o motywach „it must be Christmas now” (gwiazdy, gwiazdeczki, świece i sople lodu itd).

Wspominając to wszystko teraz, z lekkim rozbawieniem myślę, że choć święta tego Japończycy ( w mojej ocenie) nie rozumieją (ba, wyrasta z tradycji odrzuconej i tępionej w epoce Edo, jaką było chrześcijaństwo, a zwłaszcza zakazany tutaj katolicyzm), to cieszą się na ich nadejście jak dzieci…i jak my właśnie, widząc w nich okazję do uczynienia życia barwniejszym i ciekawszym od tego, którym jest na co dzień.

Love comes first

Przede wszystkim Boże Narodzenie w Japonii, to odpowiedni i właściwy czas na okazanie sobie (i zamanifestowanie światu jeśli trzeba) miłości.

W Wigilię Bożego Narodzenia, a także w pierwszy dzień świąt, zakochani spotykają się i czynią sobie wzajemnie wyznania miłosne. Gdy sprawy są już zaawansowane, to dzień świąteczny jest dobrą i właściwą okazją do tego, by para w romantycznym uniesieniu wylądowała w jednym z licznych „love hotels” i tam nieniepokojona przez nikogo (najwyżej cenione są hotele bezobsługowe), ustaliła intensywność emocji i trwałość relacji…

Kolacja, na którą w taki dzień zaprosi swoją ukochaną, kochający ją  mężczyzna, będzie miała niezwykle ciekawy, by nie powiedzieć kontrowersyjny anturaż. Tym najbardziej pożądanym miejscem będzie restauracja… KFC i serwowany tam drób… Tak, wiem jak to brzmi.

Bez przesady można powiedzieć, iż w te dni „Love is All Around” i tym stanem emocji przesycona jest cała  Japonia… Dzień ten odgrywa zresztą niezwykłe ważną rolę w biografiach miłosnych większości Japończyków, urodzonych po 1945 roku. Niezaproszenie jej/jego tego dnia do restauracji KFC (lub podobnej; w tej pierwszej miejsca trzeba rezerwować z miesięcznym wyprzedzeniem!)  lub niezłożenie poważnej propozycji (jak owa wizyta w hoteliku na godziny), może definitywnie zachwiać, by nie powiedzieć zmieść z powierzchni ziemi inkryminowaną miłość… Święta w tym przypadku to bardzo poważna sprawa…, jak widać.

Tort truskawkowy na deser

Tradycyjne danie w czasie Bożego Narodzenia, to jak już widać z tej opowieści, drób przygotowywany metodą pułkownika Sandersa i… spożywany tego dnia (24 grudnia) i następnego, tort truskawkowy… nazywany z angielska „Christmas cake”.

Biszkoptowy, „wypasiony” gdy mowa o ilość kremu i bitej śmietany, dekorowany godną liczbą truskawek, które w zadziwiającej liczbie, jak na tę porę roku, zdobią jego szczyt… Przyznaje, że byłem mocno zdziwiony, gdy pewnego grudniowego poranka (na początku tego miesiąca) wchodząc do swojego sklepiku „na rogu” (Daily Yamazaky) moim oczom ukazało się to cukiernicze cudo… Cena (nie jestem tego teraz pewien, może ktoś mnie skoryguje?) też była lekko szokująca, bo było to co najmniej  powyżej 5 000 yenów (ok. 50 dolarów US), czyli sporo jak na tego rodzaju kulinarną awanturkę (wiem, wiem, co to awanturka, ale mi tutaj to słowo bardzo pasuje).

No i uwierzcie, że siła tej ponowoczesnej tradycji wciąż działa, bo choć tort jest naprawdę drogi, to są one kupowane masowo, zamawiane i wreszcie zjadane (niestety, nie spróbowałem, nie znam smaku!) w Wigilię i pierwszego dnia świąt…

26 grudnia zawsze tracą drastycznie na wartości i… podlegają przecenie… Nagle też nikt ich nie chce… i stoją takie niechciane i porzucone…  (Ta niechęć Japończyków do przecen nie dziwi mnie w ogóle; Japończycy bardzo krytycznie postrzegają wszelkie „okazje” i przeceny, wietrząc w nich próbę sprzedania im w takich razach tandety i rzeczy o złej lub co najmniej obniżonej  jakości).

Za długi ten wpis. Też wiem. Czas kończyć…

Tort truskawkowy stał się także inspiracją do wykreowania przysłowiowego wyrażenia odnoszącego się do młodych kobiet… Gdy usłyszymy zatem, zdecydowanie w lekko ironicznym kontekście, że jakaś dziewczyna lub kobieta „przeistoczyła się w Bożonarodzeniowy tort ”, oznacza to ni mniej, ni więcej, że ma już ukończone co najmniej 26 lat i podlega „przecenie”, przestając być młodą, atrakcyjną panną do wzięcia…

Taak, owszem. Japończycy mają wiele wad (jaka nacja ich nie ma). Jedną z nich jest i ta, że są bardzo seksistowskim społeczeństwem. To wyrażenie nie należy zresztą do najgorszych. Bardziej zniechęcające jest to jak nadal i wciąż pomimo między innymi zapewnień obecnego premiera Shinzo Abe postrzegają miejsce kobiet w swoim społeczeństwie. To co jest praktyką życia codziennego, a to co jest postulowane, to dwa różne światy, w Japonii potrafiące się świetnie uzupełniać.

A bycie tortem Bożonarodzeniowym japońskie kobiety raczej nie przeraża, Wiem to od nich. Powiedziały mi to w sekrecie. No, to już i Wy wiecie.

A  to jest ów wyczekiwany koniec.

(PS. Szczęśliwych Świąt, gdy już nastaną)

"Lodowe pole". Stacja Shimbashi

"Xmas tree" na nabrzeżu Odaiby. W tle nocna panorama Tokio.

Siedziba FujiTV w świątecznej oprawie. Odaiba, Tokio

Roppongi Midtown. Świąteczna iluminacja. W tle Tokyo Tower

Komentarz do “Japońskie Boże Narodzenie. Zapiski z klawiatury (14)

  1. Zawsze chcialem do Japoni… i mimo ze moglem i w sumie moglbym – nigdy tam chyba nie dajade. Duzo czytalem , troche wiem, ale takich codziennych spostrzezen jak te tutaj nie sposob wyczytac czy tez przezyc jako turysta. Zazdroszcze… Ale z pewnoscia mialem w tym czasie inne ciekawe czasy i przezycia wlasne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *