Kartka (świąteczna) z nieistniejącego Dziennika

Pełnia 

Księżyc w pełni w Boże Narodzenie…

Fachowcy mówią, że coś podobnego wcześniej wydarzyło się w… 1977 roku. Kolejny raz ma to nastąpić w  2034 lub 2037 roku… Precyzja datowania nie ma tu dla mnie większego znaczenia, bo i tak stawia pod poważnym znakiem zapytania moje osobiste szanse na zobaczenia tego, czego z pewnością  nie widziałem trzy dekady temu i tego, co zobaczyłem dzisiaj, zanim wstał dzień. Księżyc w pełni na poranno-nocnym nieboskłonie… Zdjęcie takie sobie, ale jak mawiał mistrz Lewczyński, nie ostrość, a emocje budują jakość zdjęcia.

Bożonarodzeniowy Księżyc (25 grudnia 2015 r.)

Betlejemscy górale

Oglądam bożonarodzeniowe szopki i dochodzę do wniosku, że Betlejem zdecydowanie leży gdzieś między Tatrami, a innymi bliżej nienazwanymi górami. W co drugiej wita mnie góral w podhalańskim stroju. Rysy mocne, stanowcze, choć nie sabałowe. Coś jakby pochodził bardziej ze specjalnej strefy ekonomicznej  Shenzen, a nie spod Poronina czy Zakopanego samego. A obok niego pies pasterski i nieprzebrane stada owiec. Snują się nie widząc (jeszcze) dlaczego…

Anioły spracowane

Figury aniołów z kiwającym (w istocie dziękującymi) głowami nie mają teraz lekko. Tkwią przy żłobkach i ku uciesze najmłodszych, zbierają grosiwo na szopkę, która stoi za nimi czy może już na tę przyszłoroczną. Moneta, ukłon. Grosik i… następne skinienie, i kolejne  i jeszcze jedno. Przychodzi jednak moment, kiedy pieniądze się kończą. To znaczy wiadomo, że są jeszcze (widać po portfelu rodzica, że jest tam wciąż co rzucać do skarbonki), no ale dorośli odmawiają. Stanowczo. A racja dominacji ekonomicznej (tak ją nazwijmy) stoi za nimi.

Nic to. Po pewnym czasie, dzieci pozbawione zasilania w monety, poszukują rozwiązań alternatywnych i dość szybko zauważają, że grzeczne podziękowanie aniołów można wymusić uderzając je po prostu w głowę. Powab ukłonu nieco bardziej gwałtowny, melodia uruchamiana przez skłon główki, jakby szybsza w odtwarzaniu, ale co tam. Liczy się efekt. Nie to jest jednak najgorsze, tak myślę (dla aniołów).

Dzisiaj moją uwagę na moment przykuła dziewczynka, która do aniołka przyniosła swoją nową(?) lalkę Barbie. Krótkie porównanie walorów jednej i drugiej figury, przyłożenie lalki w pozycji chick to chick anioła  i… wybór nieodwołanie pada na różową piękność. Anioł nie musi już nawet kiwać główką. Zostaje gdzie był. Barbie wraca z dziewczynką do domu… Konkurs piękności rozstrzygnięty, a może po prostu dzieci też nie lubią tych, którzy im wciąż potakują?

Życie

Zdumiał mnie. Stroik. Taki pozornie normalny, no ładny nawet. Zima jest taka, jaka jest. Nie przesłoni tego faktu nawet śnieg (sztuczny) wymalowany na szybie.

Oto siedzę i patrzę na jedną z gałęzi pomalowanych na biało i ku swojej radości widzę na niej zielone, drobne listki. Cud życia? Zachwyt nad siłą witalną? W sam raz w czas Bożego Narodzenia. Pozostaję w niekłamanym, ułamkowym zachwycie. Lubię taki chwile.

Zielone (1) Zielone (2)

Hopper po raz kolejny

No i znowu on. Hopper. I poczucie tego, że rację miał Gerd Gemünden, gdy pisał o obrazie Hoppera, że Jastrzębie nocy, to obraz o krążeniu obrazów. Pośrednio dowodem na to, są niezliczone pastisze płótna Hoppera (ostatni taki widziałem na blasze w Berlinie, była to wersja G. Helnweina, Boulevard of Broken Dreams z 1984 roku, na której bar u Phillies’a zapełniają M. Monroe, J. Dean, H. Bogart i E. Presley). Patrzę na ten obraz i mam poczucie tego, że w barze takim byłem. Nie, nie w Nowym Jorku na rogu Greenwich Avenue. Mam w pamięci inny wieczór, gdy mógłbym się zgodzić z Charles’em Baudelaire (Paryski spleen), że „To co można zobaczyć w świetle dnia, jest zawsze mniej interesujące niż to, co dzieje się za okienną szybą”. Był taki bar lub podobny, dojrzała jesień wokół  i poczucie (jak to wyzierające z obrazu Hoppera), że dwie znajdujące się obok filiżanki, nie muszą oznaczać, że rozmówców (jak na obrazie) coś łączy… Wręcz przeciwnie… Dowiadują się jednak o tym, dopiero po ich wypiciu (choć nie herbata, a rozmowa była tu źródłem objawienia).

Bulward

Nighthawks (Nocne marki/jastrzębie), Edward Hopper (1942) źródło: Cultural Insitute, Google

4 komentarzy do “Kartka (świąteczna) z nieistniejącego Dziennika

  1. lubie te texty twoje. nawet te o niczym. a najmniej te widzocznie emocjonalne i przez to subiektywne – osobiste. bo czuc w nich negatywne doswiadczenie i traca na lekkosci piora

    1. Witam w nowym roku i serdecznie pozdrawiam:) Tak pewnie do niego jeszcze nie raz powrócę. Kilka obrazów z Nowego Jorku wciaz w moim archiwum, czeka… Chłonę go zadziwiony, że wciaz mnie tak uwodzi swoim malarstwem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *