Moja piwnica

Była obok. W tym wieku (25-27 lat) nie lubi się legend. Ma się do nich albo bałwochwalczy stosunek albo kontestuje. Byłem gdzieś (po)między.

Tak było z Piwnicą pod Baranami. Połowa lat dziewięćdziesiątych. Poranki gdy zmierzałem do Rynku 25 i mijałem Vis-à-vis bar w Rynku pod numerem 29. Ocierałem się o nich – legendy Piwnicy pod Baranami. Z daleka widać było szal i kapelusz Piotra Skrzyneckiego. Gdzieś magiczne piórko, a moze mi sie tylko wydaje że i je widziałem. Czasami obok był ktoś z artystów Piwnicy. Pożna kawa? Ostatnia setka? Nieco odklejeni od tego co wokół, choć prawdę mówiąc, jak pomyślę o tamtych czasach stanowili dobry pomost łączący epokę od której uciekaliśmy (a której metaforycznym zapisem była pieśń „Ta nasza młodość” wyśpiewywana przez Halinę Wyrodek), a coraz ciekawszymi czasami, co były tu i teraz.

Wychowany na balladach Leszka Długosza, zasłuchany w piosenkach Ewy Demarczyk i Jana Kantego Pawluśkiewicza, byłem po prostu wdzięczny za fakt tego, że Piwnica tak bardzo się do mnie zbliżyła, była na wyciągnięcie ręki, a ja chętnie z tego korzystałem.

Gdy zespół Piwnicy zabierał się za wykonanie Dezyderaty, nie potrafiłem opanować wzruszenia, a pył opadający ze sklepień piwnicznych, był jak pył gwiezdny, przypomnienie innego świata. Świata, w którym wódeczka pita przez Romę Ligocką i Piotra Skrzyneckiego w jednym z kościołów Starego Miasta w Krakowie, była przypomnieniem, że świat potrafi być piękny niejednoznacznie.

Dzisiaj, do nieziemskiego towarzystwa wspominającego czasy najlepszej świetności Piwnicy i może raczącego się z Piotrem Skrzyneckim napitkiem pokolenia ocalonych z zagłady, dołączyła Anna Szałapak. Jej postać na biało sunąca po Rynku, często z białym kwiatem w ręku dołączam do wspomnień, więcej niż osobistych…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *