Nobuyoshi Araki i jego warszawska wystawa z supportem Pawła Jaszczuka. Zapiski z klawiatury. Japonia (13)

„Arakimania” i „Love by Leica” Nobuyoshi Arakiego oraz „Kinky City” Pawła Jaszczuka w warszawskiej galerii Leica, to bardzo wyjątkowe wydarzenie artystyczne tej jesieni, z kilku powodów. Zostało jeszcze kilka dni, by ją obejrzeć… (do 14 grudnia!).

Nobuyoshi Araki swoimi zdjęciami zbliża nas to intymnej sfery życia Japończyków, jaką jest ciało, sex, intymność odczuwania i doznawania – bólu i przyjemności lub obu tych składników równocześnie. To opowieść o zaspokajaniu, która zbliża nas do zdefiniowania tego, czym w sztuce  są korzenie, jak shunga w tym przypadku. Drzeworytnicza sztuka „zaawansowanej erotyki”  związana z epoką Edo, wyradzająca się w pornografię…

Ta (pornografia) nadal funkcjonuje w Japonii i ma się bardzo dobrze, uprawiana nie tylko w mediach ( w istocie drugiego obiegu i z ograniczeniami cenzorskimi), ale przede wszystkim w komiksowych wcieleniach brutalnej mangi, zczytywanej przez rozgorączkowanych mężczyzn w całodobowo otwartych sklepach Seven Eleven i im podobnych. Tam właśnie jest jak ryż  powszechna. Tam, bo czytana za darmo, dopóki o swoje prawa nie upomni się obsługa sklepu…

Pisze o tym, bo tych wystaw i fotografii Arakiego (i pośrednio obyczajowości japońskiej), nie da się zrozumieć, czytając dosłownie to,  co Araki pisze o koniecznej obecności pornografii w sztuce.

Skoro pornografia i fascynacja nią obecna jest w życiu codziennym  (choć często w chory sposób skrywana i kamuflowana, w myśl i tam panującej zasady, że jeśli o czymś się nie mówi, to tego nie ma), to tym bardziej ujawnia się w japońskiej sztuce. Tej dawnej i współczesnej.

Opowiedzenie się Arakiego na rzecz obecności pornografii w sztuce, w jego fotografii, jest więc naturalną konsekwencją tej konstatacji. Tym bardziej, że jak sam pisze  (a cytat ten jest potraktowany przez autorów wystawy jako rodzaj otwarcia i wprowadzenia w jej przestrzeń), fotografia jest „jak oddychanie” . To oddech, a czasami jak widzimy, ból pętania sznurem ciała w rytualnym kinbaku. Innym razem to akt miłosny lub emocje tuż po. I nie wiem, czy teraz pisze o fotografii, czy japońskiej erotyce, bo przecież to w jakimś sensie to jedno, gdy wierzyć Arakiemu.

Fotografia Arakiego jest osobista. To dobrze i źle.

Dobrze, bo pozostaje autentyczna (nawet jeśli jest narcystowską opowieścią o kobietach, które stały się częścią jego życia).  Źle, bo dla niektórych seria jego polaroidowych aktów pozostanie dziennikiem i obrazem emocji, których nie rozumiemy i je odrzucamy.  Bo kłócą się z naszym poczuciem estetyki, bo nie jesteśmy z wyspy zwanej j Japonią.

Fundamentalnie nie zgadzam się z opinią wyrażoną w tekście katalogu wystawy, że ciało w kulturze i sztuce japońskiej nie stanowi tabu. Jest nim i dlatego właśnie, taką siłę wyrazu (po części jako obrazu świata, którego nie rozumiemy) posiadają zdjęcia  Nobuyoshi Arakiego, choć on erotykę swą łagodzi i humanizuje. I może to łączy go w ciekawy sposób z tradycją shungi. Łagodnieje.

Kontrastem dla jego zdjęć, kontrastem dla mnie negatywnym, pozostają fotografie Pawła Jaszczuka, wyraźnie ulegającego fascynacji perwersją tokijskich salonów i odgrywanych tam  takich czy innych inscenizacji erotycznych (wystawa Kinky City, też Leica Gallery).

Ten świat seksualnych marzeń i traum, gry i perwersji będącej reakcją na ludzką samotność, znalazł już swój filmowy wyraz  w Mapie dzwięków Tokio (2009, reż. Isabel Coixet). I chyba wolę prawdę tamtego obrazu, niż wyłącznie to, co widzę na zdjęciach Jaszczuka, a jest nią w mojej ocenie powierzchowna opowieść typowego  gaijina (obcego) zafascynowanego Japonią, której nie rozumie…  lub godzącego się na to, co o świecie który ogląda opowiedzą mu sami Japończycy. Nie powiedzą (wszystkiego). To pewne.

Istotą tych zachowań (w części nawiązuję do wywiadu Pawła Jaszczuka dla Wysokich Obcasów  z 29 listopada 2014) jest coś więcej niż rozbudowany przemysł porno w Japonii. To pytanie raczej o to, czego brak w relacjach międzyludzkich i co  sprowadza jednostki nadwrażliwe, wykluczone (z współodczuwania a la japonaise) do podziemia seksualnego Tokio, w którym tę akceptację i zrozumienie znajdują…

Fotografia Arakiego, do niej wracając,  funkcjonuje w dziwnym miejscu. Nie znam innego miasta na świecie, gdzie funkcjonują  sklepy sprzedające używaną bieliznę damską, w lokalach nocnych wykłada się lustra na podłodze, by obserwować to co pod spódniczkami lolitowatych kelnerek… Miejsca,  gdzie obraz seksu, wygenerowany przez przemysł erotyczny to w istocie wyłącznie ból, poniżenie i podporządkowanie. Jaszczuk pozostaje w swojej opowieści na tym brzegu. Rozumiem, ale to jakby tylko część tego świata. I grzeszy wymiarem zero-jedynkowym. Jak jego czarno białe zdjęcia.

Erotyka Japończyków, jak sądzę, to świat rozpięty między projekcjami związków idealnych (a więc nierealnych i niespełnionych), a tym co nazwałbym obawą przed zbliżeniem i wynikającą stąd pokusą traktowania relacji, jako neutralnego związku ( a więc opłaconego  i niezobowiązującego społecznie ). Neutralnego, w istocie egoistycznego i skoncentrowanego na realizacji własnych projekcji tego, co jest jej absolutnym zaspokajaniem.

Ciało w życiu i sztuce japońskiej temat bardzo ważny, to przedmiot „mrocznego  pożądania” (korzystam z tytułu filmu Luisa Buñuela z 1977 roku), ale z pewnością też sposób na kompensowanie sobie tego, co jest ponurą rzeczywistością życia społecznego w Japonii: alienacji, porażająco głębokiego sformalizowania niemal każdej sfery życia: prywatnego i publicznego.

W tym kontekście innego znaczenia i wymiaru nabiera ten inny, podziemny wymiar cielesnego, seksualnego spełniania się Japończyków, który interesuje Jaszczuka. Sfery kompensacji, wyzwolenia, zmierzenia się z nieznanym i społecznie zakazanym. Nawet jeśli to konfrontacja nie wprost, co jest typową formą niedopuszczania w Japonii zachowań nieakceptowanych i niedopuszczalnych.

Erotyka, jako zabagniona sfera prowadząca do wyzwolenia i wolności? A klucz do zrozumienia, to fakt, że bliskość (lub jej brak) wiąże się z wysoką ceną, jaką za nią jesteśmy zdolni ponosić?

Interpretacji tego co dzieje się na ścianach galerii Leica w Warszawie jest pewnie o wiele więcej. Pozostanę przy tej wierząc, że w tle tych i kolejnych obrazów rozgrywają się historie i pozostają konteksty, jakich nie jesteśmy, tu i teraz, w Polsce, w Europie świadomi.

Shunga (lub jej ekwiwalent)  w nie ma swojego odpowiednika w naszej tradycji. To wyznacza  obszar ograniczenia poznawczego.  Ekstaza lub ból obecny na twarzy fotografowanego modela, nie musi być tym, czym nam się wydaje, że jest.  Czasami to emocje zupełnie bezużyteczne dla innych ludzi, by sparafrazować wypowiedź Arakiego.

Polecam, choć to trudny świat, emocje i estetyka. Dwa spojrzenia (Araki i Jaszczuk), dwa inne obrazy.

"Kinky City" (fragment)

Love by Leica (fragment ekspozycji)

Araki. Fragment ekspozycji

Art & porn...

Shunga by Araki (fragment wystawy)

 

Arakimania (fragment ekspozycji)

Arakimania (fragment ekspozycji)

 

"Kinky city" by Jaszczuk (fragment wystawy)

Znak

2 komentarzy do “Nobuyoshi Araki i jego warszawska wystawa z supportem Pawła Jaszczuka. Zapiski z klawiatury. Japonia (13)

  1. Ucieszyłam się z nowego tekstu o Japonii. Bardzo je lubię.Chciałam zostawić tu komentarz w rodzaju: O jak dobrze, że znowu o Japonii. Ale post okazał się czymś całkiem innym, o niespodziewanym ciężarze i jakiejś chyba doniosłości. Poruszył mnie do głębi. I tym razem nie Japonią, lecz tym, że każdy pragnie bliskości, jednak realizacja tego pragnienia przybiera różne formy. Czasem rozpaczliwe. Żałuję tylko, że nie zobaczę wystawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *