Nostalgia jako choroba oczywista. Słowo na wtorek (7)

Krążymy wokół przeszłości żywiąc się nią, czerpiąc z sentymentu za minionym. Inspirację, łagodzenie (wciąż) strachu przed wchodzeniem w nowy wiek.  W czasy, które okazują się mniej oczywiste od tych jakimi spodziewaliśmy się, że będa. Z jej pomocą chcemy zrozumieć siebie jakimi jesteśmy dzisiaj? To podobno typowe dla cywilizacji żyjących na przełomie wieków.

To potrzeba umuzealnienia rzeczywistości, zobaczenia z czego wyrastamy i zrozumienia co nas ukształtowało?

Dostrzegam dziwną tendencją w tym, że w kulturze europejskiej to przeszłość, a nie przyszłość nas pociąga. Dzieje się tak, bo ta pierwsza pozornie należy do nas? Bo możemy ułożyć ją na obraz i podobieństwo własne? Jedynie „odszczepieńcy” i „szaleńcy” przyjmują inny tok myślenia i zakładają Stany Zjednoczone Ameryki lub budują życie  na wygnaniu. Nie na długo. Pierwsze co  robią to przywołują formy sprzed ich wielkiego wybuchu, sprzed zmiany. Pewnie dlatego stare miasteczka Australii i Tasmanii tak bardzo przypominają swoim wyglądem osady osiemnastowiecznej i wiktoriańskiej Anglii.

Koniec historii nie jest w istocie jej zamknięciem. Budujemy własną każdego dnia zapatrzeni w przeszłość, choć tego nie wiemy.

Gdy dotykają nas takie zdarzenia jak rok 1914, 1939 lub inne  cywilizacyjne i zbiorowe „pęknięcia” w ciągłości historii, to przeszłość właśnie wydaje się być tym jedynym stałym i (pozornie) pewnym punktem odniesienia.

Portret przywoływany

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *