O art brut ( w Polsce) i niepokojach jej (sztuki) pokazywania

Moda na art brut już jest. Mądra i przemyślana prezentacja art brut powinna wykraczać poza formy jej paternalistycznego cywilizowania.

Docenienie sztuki osób wykluczonych, tworzących sztukę poza oficjalnym nurtem edukacji akademickiej jest procesem, który wreszcie dotarł i do Polski. To dobrze. Powoli też – choć nie jest to dzisiaj normą ani warunkiem przynależenia do art brut – z rodzajem tej sztuki wiąże się nie tylko twórczość osób cierpiących na choroby psychiczne, lecz także osoby nadwrażliwe, w jakimś sensie dotknięte przez ból i świadomość trudu egzystencji (tego rodzaju artystą jest jej wybitny przedstawiciel, tworzący we Francji, Adam Nidzgorski; jego pracę ze zbiorów własnych tutaj prezentuję).

To, co współcześnie definiuje dokonania twórców art brut, w kręgu anglosaskim określanych mianem artystów nurtu outsider art (Roger Cardinal, 1972), jest twórczością powstającą z postawy skrajnej nadwrażliwości i niezgody na zastaną rzeczywistość, także tą opanowaną przez formalizm sztuki współczesnej. To sztuka głęboko humanistyczna, tworzona z potrzeby jej uprawiania, niejako poza kategorią użyteczności i często wbrew dominującej estetyce. Kreowana przez osoby chore psychicznie wpisuje się tym bardziej w otwartą, nowoczesną definicję sztuki i jako odrębna dziedzina aktywności artystycznej, zyskuje na znaczeniu nie tylko w obrębie arteterapii.

Uznanie dla tej sztuki ze strony szerokiej publiczności, jest czymś, co zaskakuje część współczesnej krytyki, instytucje promocji artystycznej, do tej pory zamknięte w okowach tego co „solidne”,  „akademickie” i formalnie „oczywiste”. Publiczność wiedziona własną intuicja, odnajduje w art brut autentyczność postawy twórcy i szczerą formę środków ekspresji, po które artysta sięga. Często, z różnych względów, nie widzi jej w twórczości uznanych (instytucjonalnie) artystów. Art brut, co ważne pobudza i inspiruje twórców współczesnych.

Art brut w Polsce to sztuka, która – gdy odnieść ją do twórczości intuicyjnej i amatorskiej oraz naiwnej – ma głębokie korzenie w polskiej tradycji plastycznej. Wystarczy w tym miejscu przypomnieć pierwsze prezentacje Nikifora Krynickiego w 1932 r., czy też ważną dla całego ruchu sztuki intuicyjnej wystawę ówczesnego środowiska w Warszawie, w 1937 r. Dopiero jednak dekada lat dziewięćdziesiątych 20. wieku, w tym kolejne wystawy „…a prawda was wyzwoli” (Płock, 1992), „Oswajanie świata” (Warszawa 2003) oraz powstające wówczas pierwsze kolekcje i galerie zajmujące się art brut, wprowadziły twórczość ludzi chorych psychicznie i wykluczonych do świadomości stosunkowo wąskiego grona obiorców: instytucji i kolekcjonerów.

Następstwem tej postawy, było zainteresowanie tworzonymi kolekcjami art brut w szpitalach psychiatrycznych lub też prowadziło do dyskusji na temat losów prac byłych i obecnych pacjentów tych placówek. Pewnym wzorcem postaw pożądanych ze strony szpitali psychiatrycznych w zakresie chronienia, opracowywania i prezentowania twórczości dawnej i współczesnej chorych psychicznie, stało się Muzeum Dr. Guislain w Gandawie. Instytucjonalnym docenieniem znaczenia sztuki wykluczonych w przestrzeni kultury europejskiej, było powołanie do życia w 2009 roku Europejskiego Stowarzyszenia Outsider Art, które zakresem swojej aktywności objęło także art brut.

Art brut pozostaje, na co wskazują uwagę liczni eksperci (por. Roger Cardinal, John Maizels, Leszek Macak) nadal zjawiskiem niejednorodnym w definicji i treści. Nie zmienia to jednak faktu, że jego potencjał i oddziaływanie poszerza się coraz bardziej. Dzisiaj art brut wykracza poza obszary psychiatrii, z której brała swój początek, choć jest z nią nadal bardzo ściśle związana.

Prace artystów art brut są przedmiotem rosnącego zainteresowania na rynku sztuki, czego potwierdzeniem są projekty targowe i festiwalowe takie jak Outsider Art Fair (Nowy York), czy rodzimy Art Naif Festiwal (Katowice), w obrębie których dochodzi także (choć w wąskim zakresie) do prezentacji sztuki wykluczonych.

W ocenie krytyków i ekspertów tego nurtu, polski art brut posiada ogromny potencjał rozwojowy. Potwierdza to rosnąca liczba galerii, muzeów i innych podmiotów zajmujących się art brut. Paradoksalnie, choć sama pozycja i znaczenie art brut w Polsce nie jest tak silna jak np. w Niemczech, Austrii, Francji, czy krajach skandynawskich, to już sama twórczość artystów tworzących w Polsce (tak w przeszłości jak i współcześnie) pozostaje w kręgu  zainteresowania instytucji gromadzących tę sztukę. Nazwiska takich twórców jak m.in. Maria Wnęk, Henryk Żarski, czy współcześnie odkrywana Justyna Matysiak (laureatka ostatniego, bratysławskiego Triennale Sztuki Intuicyjnej INSITA), wzbudzają rosnące zainteresowanie instytucjonalnych i prywatnych kolekcjonerów.

Tyle wniosków i uwag ogólnych. Dlaczego o tym pisze i może popadam w niebezpieczny slang, tych co twierdza, ze o sztuce coś wiedzą?

Po pierwsze wierzę, że warto pisać o art brut, bo zjawisko to ma przed sobą ogromną przyszłość, w oczywisty sposób demokratyzując pojęcie sztuki i jej percepcję.

Po wtóre, o ile z radością przyjmuję informację, że sztuką tą interesują się poważne instytucje, takie jak krakowski MOCAK (którego plany wystawowe sprowokowały ten tekst), to już z niepokojem, czekając na wystawę słucham, jak prezentacja dzieł art brut ze zbiorów krakowskiego Szpitala Psychiatrycznego im J. Babińskiego w Krakowie, posłuży do pokazania „odniesień” tej sztuki do kanonu polskiej historii sztuki.  Stwierdzenie tego rodzaju jest nierozumieniem, że art brut jest naprawdę sztuką niezależną i mającą swoją artystyczną autonomię (podmiotowość chciałoby się wręcz wykrzyczeć w estetyce art brut) i poszukiwanie tego typu relacji (jak tradycja Grupy Krakowskiej?) jest gubieniem sensu sztuki osób wykluczonych. Sądzę, że to, czego potrzebują te środowiska, to dostrzeżenie ich istnienia i posiadania przez tę grupę całkowicie własnych odrębnych środków wyrazu i komunikowania. Ba, oficjalnego uznania ich aktywności artystycznej, jako sztuki (odsyłam do sylabusów uczelni kształcących historyków sztuki, etnografów, gdzie wciąż nic lub niewiele mówi się o tej sztuce, by uzasadnić tą tezę).

Wszyscy do pewnego stopnia żyjemy w relacji to obrazów pierwszych, „stygmatyzujących” nasze widzenie, ale czy zawsze oznacza to odwołanie się do Sykstyny, Marcela Duchampa czy popkultury Andy Warchola?  Przykłady można mnożyć. No właśnie, ale… Cywilizowanie sztuki wykluczonych przez zestawianie jej z twórcami najwybitniejszymi, to jak nobilitacja sztuki prymitywnej na początku XX wieku, przez współczesną, głownie europejską awangardę. Metoda ta była wtedy, będzie i teraz relacją z gruntu paternalistyczną i krzywdzącą. Hierarchizowaniem sztuki na tę „inną” i sztukę. Zostawiam to pod rozwagę kuratorek tego projektu (Julita Kwaśniak, Magdalena Mazik). I czekam na wystawę.

 

Święta Rodzina. Adam Nidzgorski (fragment)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *