O potrzebie mówienia

Film Julie walking home (2002) w reżyserii Agnieszki Holland, przypomniał mi co istotne i ważne, gdy nas lub kogoś z naszego otoczenia dopada nowotwór, rak.

Niechętnie się o tym pisze i mówi. Może przede wszystkim dlatego, że czym innym jest nowotwór widziany jako abstrakcyjna jednostka chorobowa (która nas nie dotyczy), a czym innym jego doświadczanie dzień po dniu, godzina po godzinie. Nawet jeśli to doświadczenie z drugiej ręki.

Rak dotyka bowiem nie tylko swoją ofiarę. Pogrąża też w chorobie najbliższych. Zabiera im siłę na posiadanie nadziei, oddala od chorego. Ich cierpienia są różne, nieporównywalne. To co bywa najtrudniejsze to odbudowanie więzi, nowej, innej ponad poczuciem strachu. Strachu chorego przed śmiercią, najbliższych by móc o tym spokojnie mówić. W istocie odpędzać te strachy. Chory potrzebuje uczciwej rozmowy o tym, jakie są ryzyka, jakie zagrożenia i że czasami się nie udaje. To nie powinno być zaklinanie rzeczywistości, bo pierwszym, który zaneguje ten tok myślenia będzie chory. Straci zaufanie do nas i sens rozmowy. A zegar tyka, czas ucieka bezpowrotnie. Mówienie o przysłowiowym niczym, gdy za drzwiami wybór: śmierć lub odzyskanie zdrowia, zamyka go bezpowrotnie. Czym innym jest powiedzenie mu, że to ryzykowna walka i może się nie udać, ale warto ją podjąć, niż banalne powtarzanie, że będzie dobrze. Nie musi być dobrze i chory czuje i wie to najlepiej. Zresztą to ostatnie jest też potrzebne, ale nie zastąpi uczciwej rozmowy o tym, co może się stać.

To nie-mówienie o tym, że boi się chemioterapii, wzdryga się na myśl o radioterapii. Strach, obawy co paraliżują. Bo widział i słyszał. Jak ludzie wymiotują, tracą włosy, stają się otyli z powodu zażywanych sterydów. że rak to walka. Mozolna, mecząca, wyczerpująca.

Nie wolno nie być, gdy chory idzie na swój pierwszy zabieg. Gdy przekracza instytut onkologii, a potem słyszy, że to nieoperowalny guz. Nasza ucieczka przed rakiem nas nie chroni. Ba, odbiera nam szanse na bycie z kimś, kogo może za chwilę zabraknąć. Kogo kochamy. Nie uspokoi i naszych nocnych zmor, że geny, że dziedziczenie. Że to wszystko jest przewidywalne.

Rak łamie charaktery lub czyni nas bardziej heroicznymi niż moglibyśmy wcześniej podejrzewać. Ważne jest byśmy nie tkwili w tym stanie zawieszenia, pretensji i ucieczki zbyt długo. Straty mogą być nie do odrobienia. Czas w chorobie nowotworowej liczy się inaczej. Dla każdego i nie  warto go tracić.

Nadzieja nie umiera ostatnia. To nie prawda. Jest do końca. I w tym sensie rak zawsze przegrywa.

Bez tytułu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *