Pałac Dożów

Wyprawa  do Nowej Huty. Jak wielu przybywających do tego miejsca, nie znam go dobrze.

 Do huty marsz

Dzisiaj, gdy  wyciągam te zdjęcia z zakamarków komputera, nagle tu i teraz stają się dla mnie pretekstem  wybrania się do pobliskiej, ostrawskiej Poruby, gdzie także straszy inna komunistyczna wersja miasta idealnego. Prawdziwe jest w nim to, jak w Nowej Hucie, że idealne nie jest i może dlatego potrafią w nim żyć ludzie?

W kadrze aparatu znalazł się tym razem opuszczony już jakiś czas temu (właściwie wciąż opuszczany) gmach dyrekcji dawnej Huty im. Lenina. Zaprojektowany  przez Janusza Ballenstedta oraz Marię i Janusza Ingardenów kompleks dwóch symetrycznie usytuowanych budynków tkwi w tym sama mym miejscu od 1955 r. Przetrwał zmiany systemu, upadki i wzloty polskiego przemysłu stalowego. Jak w Ostrawie tak i tutaj rządzi teraz ArccelorMittal.

Na  tamtym etapie istnienia Nowej Huty, budynki te zamykały eksperymenty formalne  z nowym stylem, nowego miasta. Kompleks przewrotnie nazywany pałacem Dożów, ociera się o kicz nowonarodowego stylu, wytworu konającego homo sovieticusa, w którym przemieszane zostały cytaty z niemal wszystkich realizacji krakowskich: Wawelu, kaplicy Zygmuntowskiej, krakowskich sukiennic czy malowniczo odrealnionych attyk Zamościa i Kazimierza razem wziętych.

Budynki budowane na chwałę systemu i go legitymizujące, do bólu szczerze odzwierciedlały porządek tamtego świata.

Budynek „Z”, twierdza dyrekcji huty (to ten po lewej stronie gdy zbliżamy się do huty od strony Krakowa) onieśmielał splendorem piaskowców i marmurów kieleckich pogardliwie i dobrodusznie równocześnie nazywanych przez adeptów historii sztuki „salcesonem”. Ten po prawej, budynek „S” służył, odarty z urody okładzin i drogich materiałów, ludowi pracującemu, by się spotykał, obradował, uchwalał, bawił się i czytał (od czasu do czasu).

Z opisu i komentarza widać, że nie jest to moje ulubione miejsce. Fakt nie jest.

Jego pseudowawelskie formy dziedzińca, zgubione proporcje bryły zamku, attyka grubo ciosana, to dla mnie źródło tego, co nazwałbym systematycznym niszczeniem architektury w Polsce przez kolejne dekady po 1945.  Estetyczna  chała, czasami uratowana rękami rzemieślników, którzy trochę jakby z innego świata, stawali ponad poziom tego, czego oczekiwała od nich socjalistyczna estetyka i bylejakość. Przestrzeń publiczna zepsuta i nijaka. Coś na co współcześnie wpadamy przy okazji lektury „Wanny z kolumnadą”, bo przecież kogoś, to coś ukształtowało.

Świat, który odchodzi w niepamięć? Miejmy nadzieję, że nie. Świadek czasu, który powinien trwać.Tutaj zatrzymany w kadrze.

Dwie odsłony. Kolor i czerń&biel.

A wspomnienie Nowej Huty mam dobre.

To stamtąd w roku 1988 roku płynęła do Krakowa (i Polski) nadzieja na zmianę, na wolność. Ma dzisiaj wydźwięk pustosłowia, wtedy brzmiała bardzo odpowiedzialnie. Nowa Huta  miała postać umęczonych, prostych robotników z Solidarności, jakich nie można było znaleźć przy kawiarnianych stolikach u „Noworola”, gdzie o wolności rozprawiano, a w Nowej Hucie ją uprawiano.

Na przekór sukom milicyjnym, w których wywożono, tych złapanych, do komendy wojewódzkiej. Pomimo pękatych krów, z których przepastnych brzuchów lano na demonstrantów wodę i ich załzawiono gazem. Może tego gmachu dyrekcji jako symbolu opresji, też tak naprawdę mieli dosyć i zostawiali go za sobą wychodząc z huty? Nie wiem. Może.

Dzisiaj po prostu jest. Punkt zbiegu pamięci  i emocji, które powinny zostać z nami.  Pałac Dożów. Taka PRL-owska kpina z wolności Republiki św. Marka.

Krzywizny. Budynek dyrekcji

Sala teatralna z widokiem na lepszą przyszłość

Senatorska poręcz (Walwelska inspiracja). Budynek dyrekcji

 Klatka paradna (wspomnienie Wawelu)

Kolumnada. Wspomnienie na modernę

The reds have gone and the red chairs are still there / Czerwoni zniknęli. Czerwone (krzesła) zostały

Lenin i jego krzesło

Splendor Pałacu (fragment sali konferencyjnej). Budynek dyrekcji

Sala konferencyjna (Niemi świadkowie)

Tunel (Łącznik klasowy)

Klatka schodowa (budynek "S")

Brązy i marmury. Klatka schodowa budynek "Z"

Zdjęcie, które lubię (budynek "Z")

Patrząc w niebo (a go tam nie ma...)

Katalogi

Biblioteka (budynek "S")

Pustka

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *