Podróż do kraju króla Ubu…z 70 minutowym opóźnieniem…

Właśnie jestem po wyczerpującej, bo długiej, podróży z Opawy do Warszawy, gdzie wziąłem udział w nagraniu najnowszego odcinka spotkań w Hali Odlotów, w TVP Kultura. O tym może w innym miejscu i nie teraz, bo podróż przyniosła także kilka refleksji na temat tego,  co dzieje się w Polsce. Te (refleksje) z perspektywy Opawy i życia w innym kraju wyostrzają mój punkt widzenia i zapewne „radykalizują” poglądy…No, ale czy na pewno to radykalizacja? Może glos rozsądku, gdy nie widać go (rzeczonego rozsądku) wokół?

Wątpliwości tego rodzaju naszły mnie, gdy po raz kolejny pomyślałem o tym, jakich postaw potrzebujemy, by móc efektywnie zmieniać, ba, komentować rzeczywistość. Wspomniałem też mimowolnie na tragiczną (u kresu swojego życia), postać Oriany Fallaci, która za odwagę przeciwstawiana się postawom arogancji i lekceważenia wartości lokalnych, endemicznych chciałoby się powiedzieć, skończyła we włoskim sądzie. Przed wyrokiem uratowała ją (jakkolwiek zabrzmi to makabrycznie) śmierć, a znalazła się tam m.in. po serii tekstów, w których skrytykowała zachowania społeczności muzułmańskiej w jej rodzinnej Florencji… Dosłownie i w przenośni olewającej jej świątynię, na przykład.

Myślę, że my, mieszkańcy Europy (także tej Środkowej) i absolwenci uniwersytetu życia pod nazwą multikulti nie lubimy oglądów rzeczywistości zbyt wyrazistych, bo jakoś usuwają nam grunt spod nóg i zagrażają naszej (odzyskanej) małej i różewiczowskiej  stabilizacji… Wzbudzają widmo utraty zasobnej i spokojnej Europy, a tej chyba „za każdą” cenę nie chcemy stracić…

Skutek jest taki, że ku zdumieniu ideologów i stróżów europejskich wartości (ciekawe czy wiedzą tak naprawdę czego strzegą, bo wielu z nich kilkanaście lat temu zdecydowanie występowało przeciwko umieszczeniu w preambule do tzw. konstytucji europejskiej odwołania do świata wartości i ducha tradycji judeo-chrześcijańskiej), młode pokolenie Europejczyków obojętnieje lub zaczyna  zasilać szeregi tzw. państwa islamskiego, tam znajdując zaginiony świat idei i alternatywę duchową.

I by była absolutna jasność. To nie jest jakikolwiek głos na rzecz lub w obronie tego co wyprawia się w tworzącym się na naszych oczach współczesnym syryjsko-irackim kalifacie. To jedynie powiedzenie, że obecność tak wielu Europejczyków  w tym projekcie, to przejaw kryzysu wartości i poszukiwania (bywa), że niebezpiecznych alternatyw. Tragiczne i smutne.

Piszę o tym, bo jakoś dziadzieje to życie publiczne w Polsce i prowokuje do zabierania głosu. Można oczywiście milczeć, ale właśnie dlatego, że jak ktoś „leje na moją świątynię”, to powinienem jednak nie udawać, że to krople deszczu i być jak Oriana Fallaci.

Dziwie się więc, gdy czytam w nielubianym przeze mnie śląskim dzienniku (nadwątlona wiarygodność uzasadnia ten negatywny stosunek do tytułu, prawda?), że oto za sprawą oddziaływania biskupów diecezji województwa śląskiego nie dochodzi do zawarcia takiej czy innej koalicji w tym województwie.. Myślę, że to niezwykłe (bez względu na to kto z kim, dla jasności)  i chyba wolałbym, by sprawy ducha bardziej zajmowały hierarchów, niż to, kto z kim usiądzie przy zielonym stoliku prezydialnym. Łudzę się też (bo jest  taka możliwość zważywszy na ową wiarygodność), że nie po raz pierwszy dziennik ów nie wie co pisze i fatalnie tylko, że nikt tego rodzaju wiadomości nie dementuje. Obie możliwości napawają mnie niepokojem i poważnymi rozterkami.

Martwi mnie też, że jak jadę do stolicy 38 milionowego kraju, to pociąg na dystansie ponad trzystu kilometrów doświadcza (co kuriozalna nowomowa) 70+  minutowego opóźnienia… I choć nie jest to sytuacja normalna, nikt o tym nie uprzedza i gdyby nie fora internetowe, szeptana informacja, uprzedzająca o takiej możliwości,  to kończy się to tak, jak w przypadku mojej współpasażerki, która już drugi raz, dzień po dniu próbowała się dostać do Warszawy, z każdym razem spóźniając się tak mocno, że na owe spotkania nie docierała…

Kto za to odpowiada? Gdzie jest ktoś to posprząta ten żwir i cały bajzel (przepraszam, ale tak mówi się w Polsce) wzdłuż torów, co miał posłużyć za nasyp kolejowy i szyny, a zalega tam, jak niedawne obietnice wyborcze?

W pociągu, gdy opóźnienie wyniosło ponad 60 minut zaczęto roznosić (w ramach bezpłatnego poczęstunku) wodę gazowaną i niegazowaną? Po cholerę? By uspokoić rozgrzane głowy, czy dola oliwy do ognia? Nie chce, nie zgadzam się na to. To upiorna niekompetencja i arogancja wobec ludzi. A w tle tego wszystkiego przemieszczające się za oknem stojącego pociągu, z zawrotną prędkością  40 km/h, pendolino. Wolny przedmiot pożądania zarządców polskich kolei, leczących nas z kompleksów zacofania? Jakich? Własnych? A może wizyta w Japonii (dla jasności na koszt tej „awangardy zarządczej” gotującej nam los pasażerów opóźnionych o kolejne 70 minut) i zobaczenie jak to działa już od 1964 roku…

I przykład pozytywny, choć pokazujący, że bez inicjatywy własnej, determinacji nie można wiele osiągnąć, gdy jednak zawodzi system i instytucje, które są, a jakby ich nie ma.

Dostałem właśnie do lektury pracę doktorską Jacka J. Proszyka, która w formie płyty CD,  staraniem autora doczekała się tłumaczenia na język angielski.

The History of Jews in Bielsko (Bielitz) and Biała between 17th century and 1939 właśnie trafia do wąskiego grona odbiorców, a ja się pytam, jak to się dzieje, że stało się tak wyłączne za sprawą trudu Autora, i jego determinacji (już raz zademonstrowanej, gdy wydał polską wersję tej publikacji) oraz grona prywatnych sponsorów i darczyńców. Nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie i niech pozostanie, drążąc milcząco sprawę  i tych, którzy kulturę i edukację traktują jak własne poletko, kultywowane za publiczne pieniądze.

Autorowi składam naturalnie wyrazy szczerego uznania i gratuluję. Do lektury szczerze zachęcam, wydanie tej e-książki z radością odnotowuję (choć wolałbym szelest przewracanych kartek) . Wyraźnie i dobitnie. Z interpunkcyjną kropką na końcu, wkładając publikację do odtwarzacza i zagłębiając się w lekturze.

Bez tytułu

 

3 komentarzy do “Podróż do kraju króla Ubu…z 70 minutowym opóźnieniem…

  1. Troche chaotycznie mieszaja sie tu rozne spostrzezenia na kraj ale fakt jest faktem: zagraniczna perspektywa pozwala na dystans i wyostrza krytycyzm. A to w spotkaniu z narodowa duma wybuchowa mieszanka i niczym nitrogliceryna – nie ruszac!!! 🙂

    1. To prawda (z tym chaosem). Zalezalo (brak polskich czcionek) mi na czasie, ale tez, mysle, ze biegunowo odrebne zjawiska, pociag co sie spoznia 70+ minut (i jest oook) i Kosciol ingerujacy w sfere zycia politycznego, to oznaki tej samej patologii. Obok tego narzekania jacy jestesmy bezideowi… (zwlaszcza slysza to mlodzi ludzie). Moze wlasnie dlatego? I dlatego Europejczycy szukaja innych miejsc, religii, wartosci, oddalajac sie od wlasnych? Nie wiem, Gdybym wiedzial nie napisalbym tego postu, a cala wiedze zostawil dla siebie i… przestal prowadzic tego bloga:)

      1. Coz temat europejskich wartosci i korzeni jest aktualnie bardzo trudny. Wiele z nich sie wlasnie obala, wywraca i wykorzenia. Ja uwazam ze to raczej szkoda, ale dzisiaj tak nie wypada… Dzis trzeba byc otwartym na nowe.
        Prowadzi to nawet u mnie do pewnej schizofreni. Przyklady? Z jednej strony na pewno nie absolutnie jestem zwolennikiem organizacji kosciola katolickiego (szczegolnie w PL) ale z drugiej cenie jego historyczna wartosc dla Europy i role skaly na wzburzonym morzu poprzez stulecia. Inne? Ja generalnie staram sie byc tolerancyjny na nowe jak islam czy homo-tendencje ale z drugiej nie akceptuje ze musze tolerowac jak szczegolnie te dwa w.w. „ruchy” wymagaja ode mnie absolutna akceptacje wlacznie np. z adopcja dzieci przez homopary.
        No ale tu i teraz poszerzylem juz zakres Twojego textu i dolalem nowej jakosciowo oliwy do ognia 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *