PO(RAŚ) ka czy sukces?

Informacja o powstającej koalicji PO i RAŚ zelektryzowała opinię publiczną i ją zaskoczyła? Mnie do pewnego stopnia nie, zwłaszcza jeśli obserwować uważnie to, co zaczęło się dziać na scenie politycznej po wyborach prezydenckich.

Wiele się bowiem zmieniło, czego początkowo nie dostrzegało liczne grono komentatorów, jak niektórzy z tych w „DZ” z 29 maja 2015 roku, gdy zastanawiali się nie wprost nad istotą i źródłem porażki PO i pisząc o „śląskich” perspektywach prezydentury Andrzeja Dudy.

Budując swoją interpretację spraw śląskich, niektórzy – jak Jan Dziadul (tekst „Mój nowy niekochany prezydent”) – popadli w absolutną amnezję, ze smutkiem, a może zaskoczeniem zauważając, że (wciąż) obecny prezydent RP Śląskowi nie poświęcał zbyt wiele uwagi…

Jan Dziadul dopiero teraz to zauważył… ? Ups… Późna to refleksja i nie słyszałem jej przed II turą wyborów… No i skąd to nagle obudzone poczucie krytycyzmu?! Krytycyzmu, którego nie widziałem na Sali Sejmu Śląskiego, gdy cytowany tu Jan Dziadul prowadził w 2012 roku debatę na temat scenariusza wystawy stałej w Muzeum Śląskim…

Na szczęście w dalszym komentowaniu tego dziwnego w treści felietonu wyręczył mnie głos samych polityków PO, którzy w nowej sytuacji uznali, że zakaz tworzenia koalicji z RAŚ już ich nie obowiązuje, podobnie jak postanowienia przemilczanego (znowu amnezja?!) przez red. Dziadula słynnego spotkanie w Wiśle. Tej samej, w której – jak pisze – tak lubił bywać prezydent i gdzie (o czym wybiórczo nie wspomina ponownie) rozstrzygnięto o tym kto jest, a kto nie śląskim patriotą…

W ogóle pisząc w owych komentarzach o utraconym zaufaniu Ślązaków do polityków PO i obecnego prezydenta, czy roztrząsając błędy kampanii prezydenckiej, część komentatorów nie zauważyło lub nie chciało dostrzec tego, że poza sprawami braku perspektyw ekonomicznych dla regionu, pozorowanych inwestycji cywilizacyjnych (bo umówmy się, że Stadion Śląski, takim projektem na 21. wiek z całą pewnością nie jest) i ogólnie braku wizji rozwojowej dla regionu, powód tej sytuacji jest zupełnie inny.

Była nią i nadal pozostaje utrata zaufania do tej formacji. To następstwo odbieranego Ślązakom przez niektóre środowiska PO (kierowane przez Sekułę Mirosława, przy ochoczym wsparciu publicystów „DZ” pokroju Semik Teresy i populistów wszelkiej maści) prawa do nowoczesnej tożsamości. Nowej, i kosmicznie odległej od dyrdymał doktryny historycznej PRL-u…

Tożsamości śląskiej, europejskiej, której wyrazem miała być wystawa stała w Muzeum Śląskim. O niej (tożsamości i wystawie) tak łatwo na łamach „DZ” pisano, że jest proniemiecka, antypolska… Zaskakuje w tym świetle swoją radykalną zmianą ocen i opinii (a może nie powinna dziwić w ogóle, gdy wiatry się tak nagle zmieniły?) wypowiedź  dziennikarza„DZ” Marcina Zasady.

W tym samym numerze „DZ” („Mały śląski poradnik dla nowego prezydenta Polski”) nagle dostrzega cechy tamtej polityki historycznej prezydenta Komorowskiego i nawet pozwala sobie na rodzaj krytyki pod adresem prezydenta pisząc o jego cyt. „bierno-protekcjonalnym” stosunku do aspiracji tożsamościowych (Ślązaków). Gdzie był, gdy na łamach jego (a kierowanej to na pewno) gazety wylewano morze słów kłamliwych, przekłamanych i dezawuujących taką właśnie postawę tożsamościową części środowisk intelektualnych na Górnym Śląsku?

Kilka dni minęło i to politycy, a nie komentatorzy spraw śląskich pojęli, że  problem na Śląsku jaki ma PO i siły dotychczas reprezentujące środowiska konserwujące stereotypy tożsamościowe Ślązaków (jak pisze o tym stosunku do Śląska ten sam Marcin Zasada), to nie jest kwestia tego jak przeprowadzono kampanię lub czego nie powiedział i czego nie zrobił w jej trakcie jeden czy drugi kandydat (co oczywiste), ale kwestia tego, jak w swoich dążeniach tożsamościowych, kulturowych w ciągu minionych 8 lat potraktowani zostali Ślązacy.

A potraktowani zostali instrumentalnie, cynicznie, arogancko i w myśl zasady, że nie mają prawa do własnej historii. A dla tłumienia ich prawa do prawdy można użyć każdej metody i każda jest dobra…?

Ma to wszystko dzisiaj swoje znaczenie, gdy toczą się rozmowy na temat koalicji w samorządzie województwa śląskiego.

Dla PO jaką była dotychczas, przyszła koalicja to  próba uniknięcia politycznej odpowiedzialności za rządy m.in. Sekuły Mirosława, gdy przyjdzie wyborcza jesień.  Uniknięcia odpowiedzialności tych polityków w obrębie śląskiej PO, którzy zaszkodzili tej formacji na G. Śląsku, sabotując wystawę w Muzeum Śląskim, ośmieszając pamięć ofiar 1945 roku (owszem tak było jeszcze do niedawna, warto odświeżyć sobie pamięć w tej sprawie) lub ferując inne łatwe oceny na temat historii G. Śląska w 19. I 20. wieku, po to by dla realizacji celów polityki „pałacu” dzielić opinie publiczną na Górnym Śląsku na dobrych i złych Ślązaków, a w walce tej nie wzdrygając się przed sięganiem po kłamstwo i łamanie prawa.

Dla RAŚ koalicja jest jednym wielkim testem na wiarygodność w dziedzinie prawa regionu do podmiotowości w obszarze kultury, pamięci historycznej, wdrażania dobrych praktyk zarządczych w instytucjach kultury i  w ogóle w polityce regionalnej. Pryncypialność i autentyzm jak pokazały niedawne wybory jest częścią potrzeby ZMIANY w Polsce. Warto by RAŚ wziął po uwagę.

RAŚ jeśli chce już za cztery miesiące, jesienią 2015, spojrzeć w twarz swoich wyborców i liczyć na ich poparcie, będzie musiała wziąć autentyczną odpowiedzialność za CAŁĄ kulturę w województwie śląskim, nie pozostawiając wysp niekompetencji i swoistych rozwiązań, jakie wyszły spod ręki Sekuły Mirosława i jego ekipy.

Bycie odpowiedzialnym za kulturę (i za każdą inną dziedzinę w obrębie umowy koalicyjnej) oznacza bycie odpowiedzialnym za wszystko, co się w niej dzieje. W innym przypadku RAŚ przejdzie do historii. I to jasne, że nie ja o tym zdecyduję tutaj, ani żaden komentator. Zrobią to wyborcy.

A ZMIANA wisi w powietrzu na Śląsku i to jest ten moment napięcia społecznego, o jakim pisałem blisko rok temu. To stan rozumiany jako potrzeba prawdy, uczciwości i nie robienia nam wyborcom piany z mózgu. Na przykład na temat tego, że podobno nie mamy prawa samodzielnie mówić o własnej historii i swobodnie kształtować opisu rzeczywistości społecznej. Mamy, właśnie dokonaliśmy tego (jako naród) kilka tygodni temu.

To jasne, że dla śląskiej PO i tej części jej zaplecza, które się nagle obudziło koalicja daje nadzieję na ucieczkę przed perspektywą politycznego niebytu. Taka koalicja oznacza szansę na przeżycie. Przykład niektórych formacji uczy, że jest to pewna wartość w polityce, takie być lub nie być…, prawda?

Ale by tak się stało musi to być coś więcej niż zerwanie przez śląską PO z zasadą słuchania dyspozycji płynących z gabinetów prezydenta RP i jego doradców (czego do wczoraj śląska PO się wypierała) na temat tego, co należy robić na G. Śląsku, a co jest be i niestosowne.  Powinno to oznaczać odzyskanie własnej miary sądzenia i zdolności do podejmowania decyzji, pozbawionych arogancji i prymitywnego kolesiostwa.

Wreszcie, choć to zaboli – przeprosić, naprawić błędy i sięgnąć po cywilizacyjne wzorce państwa i partii o naprawdę  europejskim formacie, jaką PO była u swojego zarania. Widzącą potencjał regionu (także w wymiarze jego etnicznego bogactwa) jako swoistego paliwa na przyszłość. Także dlatego, że choć kultura kulturą, ale „ekonomia głupcze” (B. Clinton) jest najważniejsza… A by zmieniać i kształtować rzeczywistość, trzeba mieć za sobą wiarę i determinację mieszkańców regionu chcących wiązać swoją przyszłość z miejscem, którego historię i kulturę podzielają… To pewne i oczywiste. Bez przyjęcia tego jako zasady kształtującej cele koalicji, będzie ona dla śląskiej PO jedynie przedłużeniem kryzysu w jakim pozostaje i utrwaleniem napięć społecznych w jakie wpędziła G. Śląsk, niestety.

Na koniec jeszcze jedna uwaga.

Nieprawdą jest to co pisze, cytowany tutaj już Marcin Zasada. Nie trzeba być ze Śląska, by dobrze zrozumieć Ślonzoków i G. Śląsk.

Gdyby tak było, jak pisze red. Zasada i jak mówi bohater przytaczanej przez dziennikarza anegdoty, nie mielibyśmy całej rzeszy polityków różnej maści i opcji, którzy choć pochodzą ze Śląska i się tutaj urodzili, to kompletnie go nie rozumieją. Ba, zawstydzali i wręcz działali na rzecz utrwalania stereotypów, które funkcjonowały na temat Śląska i Ślązaków.

Myślę, że to coś, czego potrzeba, by zrozumieć Śląsk, kochać go i dobrze mu życzyć wymaga przede wszystkim kompetencji, wiedzy, otwartości i słuchania ludzi. Odwagi też. To a propos dzisiaj wygłaszanych opinii, jakich jeszcze nie usłyszelibyśmy przed 24. maja tego roku.

Cech tych nie posiadali ani politycy, którzy dzisiaj odchodzą do historii, ani ci którzy jeszcze niedawno zawłaszczali sobie prawo do bezwzględnego rozstrzygania o tym, czym jest Śląsk i kim  mają być Ślązacy.

PO(RAŚ)ka czy sukces? Pytanie już wkrótce znajdzie swoją odpowiedź.

Bez tytułu

3 komentarzy do “PO(RAŚ) ka czy sukces?

  1. „RAŚ jeśli chce już za cztery miesiące, jesienią 2015, spojrzeć w twarz swoich wyborców i liczyć na ich poparcie”.

    O których wyborach Pan pisze? Bo samorządowe było niedawno, a jesienią są parlamentarne. No chyba, że RAŚ będzie w parlamentarnych startować 🙂

    1. Jest oczywiste, że pozycja w wyborach każdej z formacji buduje jej zachowanie na poziomie regionu. Wierzycielem w sprawie Śląska dla PO, będzie RAŚ. Stąd znaczenie i pytanie o jakość warunków, na których RAŚ stanie się częścią koalicyjnej umowy.

  2. Orientując się co do treści umowy koalicyjnej wiem, że RAŚ bardzo wysoko podniósł próg wejścia do koalicji. Jeśli tym spośród regionalistów, którzy są architektami porozumienia nie zabraknie determinacji i stanowczości, jest moim zdaniem realna szansa na poprawę jakości polityki w obszarze kultury i transportu w perspektywie tej kadencji. Szkoda tylko, że obecna dyrektor MŚ otrzymała taki, a nie inny kontrakt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *