Powiedz szefowi co myślisz, czyli bōnenkai party. Zapiski z klawiatury. Japonia (15)

„No to je parada” – chciałoby się powiedzieć po czesku, myśląc  o bonenkai party, które tradycyjnie organizują wszystkie instytucje w Japonii w okresie poprzedzającym święta i  przed końcem  starego roku.

Patrząc na źródłosłów tej nazwy, od razu zrozumiemy, że jest to spotkanie którego istotą, jest… zapomnienie o tym co było (głównie złego) w minionym roku…

Bonenkai-party to wydaje się dobry pomysł na odreagowanie tego, co można nazwać sformalizowanymi, powierzchownymi stosunkami ludzkimi w Japonii, gdzie nawet w trakcie rozmowy telefonicznej wymienia się (na odległość) grzecznościowo-rytualne ukłony. Pamiętam taką scenę na tokijskiej Ginzie i muszę powiedzieć, że wywarła ona na mnie kolosalne wrażenie. Uzmysłowiła siłę rutuału i tego co nazwać można hierarchią społeczno-plemienną Japończyków.

Jest więc taki dzień, „wyjątkowy, choć grudniowy”, chciałoby się sparafrazować znany tekst pastorałki,  gdy pozornie nic nowego się nie dzieje, bo wszyscy znowu zostają w pracy,  po pracy (nota bene często pozorując pracę i po prostu będąc w niej, by zadowolić szefa swoją obecnością i trwaniem – jak i on –  na stanowisku). Tym razem jednak to „po pracy”, oznacza wspólne wyjście na sutą kolację, opłaconą przez firmę. Bywa zresztą, że spotkanie organizowane jest w siedzibie danej instytucji. W jakimś stopniu zależy to od kultury korporacyjnej danej instytucji.

Na kolacji kończącej rok, spotykają się wszyscy pracownicy danej firmy. Jej opuszczenie jest oczywiście niemile widziane, w końcu to dzień wolności (o tym za chwilę), ale nie od wszystkich obowiązków… Zresztą magia suto zastawionego stołu, alkoholu i wszystkiego tego, co kojarzy się z dobrze spędzonym czasem sprawia, że raczej nikogo nie zabraknie na takiej imprezie…

Egalitaryzm kolacji i całego spotkania uwidacznia się także w sposobie zasiadania do stołu. Jest mniej formalny, nie obowiązuje wprost hierarchia i zdarza się (manifestacje takie są mile widziane i w jakimś sensie pożądane), że prezes firmy usiądzie koło fizycznego pracownika (inna sprawa, że etos pracy w Japonii nie dyskryminuje  pracowników fizycznych, ani ich pracy nie lekceważy  w sposób znany nam w Europie, więc sytuacja taka z zasady nie jest tak bardzo szokująca).

Formalizm i ceremonia, która z jednej strony potrafi tak bardzo uwierać w Japonii, tym razem się ogromnie przydaje, bo wiedza na temat tego czym jest i czemu służy  bonenkai-party sprawia, że szybko i skutecznie wszyscy przestawiają się i dostosowują do nowych ról i nieformalnego, otwartego charakteru takiej imprezy.

Wygląda to dokładnie tak, jakby na tych kilkanaście godzin Japończyk przestał być Japończykiem, choć pamiętajmy dzieje się tak właśnie dlatego, że wiadomo, że można, że wolno tak się zachowywać i w ramach konwencji jaka obowiązuje tego dnia, nie poniesie się żadnych konsekwencji.

Je się i pije się tego wieczora, a z ust uczestników biesiady mogą i płyną żale, pretensje, zwierzenia i co tam jeszcze chcecie. Szef może zweryfikować opinię na swój temat (robi to z godnością i zrozumieniem, że w końcu także i on nie jest tak doskonały), ale takie spotkanie pozwala mu też spojrzeć (w tej jeden wieczór) innym okiem na ludzi, którzy go otaczają i na co dzień, zachowują się (czasami) zupełnie inaczej.

To oczywiste, że i szef  ma prawo do osobistego odniesienia się do tego, jaki był to rok i tego co i o kim i jak myśli. By była jasność. Akcenty tego co dobre i co złe mieszają się na takim spotkaniu w niejednoznacznych  proporcjach i nie jest tak, że jest to ten rodzaj spotkania, podczas którego alkohol topi tylko złe emocje. To moment swoistego oczyszczenia i właściwie tak należy interpretować to, co ma miejsce  tego wieczora i nocą przy stole…  To zamykanie spraw, których prawdopodobnie inaczej nie da się już rozwiązać.

Po bonenkai-party przychodzi dzień po. ..

Nie łączy się go już w żaden sposób z tym co miało miejsce jeszcze kilka godzin wcześniej (no może jedynie z silnym bólem głowy, jeśli się przesadziło z sake lub shōchū (rodzaj japońskiej wódki). Są to dwa różne światy, które mają tych samych bohaterów, ale pozostających oni w kompletnie innych konwencjach zachowań i kodów językowych.

Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie podobnej sytuacji w Polsce i założenia, że to co było wczoraj, nie ma wpływu, na to co dzieje się i co myśli się następnego dnia. No może, wnioskowanie po takich spotkaniach możliwe jest i w Japonii, ale zdradzanie się z tym, że zacznie to kształtować wprost  zachowanie wobec określonych osób, byłoby z miejsca napiętnowane (ostracyzmem, odrzuceniem) i jest złamaniem pewnej ważnej umowy społecznej. W Japonii można czasami wiele (?), ale nie aż tyle… Obyczaj, niepisane (i pisane) zasady postępowania (tradycja kodeksu bushido) sprawiają, że jest rzeczywistość bonenkai -party i tego co się tam stało, to obszar funkcjonowania swoistego, niewzruszalnego milczenia. Tak jest. Po prostu. Taka jest Japonia.

Bonenkai-party poza tą ceremonialną i integracyjną rolą, spełnia inną bodaj jeszcze ważniejszą rolę. Jest w mojej ocenie swoistym „wentylem bezpieczeństwa” w relacjach społecznych, które – nie waham się tego powiedzieć – eliminują jakikolwiek poziom indywidualizmu, ograniczają ekspresję własną i przeciwstawiają  się  zmianom, o ile te nie  są akceptowane przez istniejący establishment, czy senioralnego systemu opresji wielopokoleniowej, którego doskonałym przykładem na gruncie administracji jest system konsultacji i podejmowania decyzji znany jako nemawashi. To system mający dać przekonanie wszystkim, których dotyka, że faktycznie uczestniczą w podejmowaniu decyzji. Niestety, choć rozstrzygnięcia są podejmowane „od dołu”, w praktyce każda decyzja- taka, czy inna – dawno już została przesądzona przez podejmującą owe rozstrzygnięcie senioralną „górę”. Ta ostatnia ma swoje oczekiwania, które w nieformalny sposób potrafi zawsze skutecznie przeforsować. Czy to nie powód (kolejny), by w tej jeden, jedyny grudniowy dzień się zapomnieć i kontestować istniejący porządek?

*

Bonenkai-party jest częścią tego, co składa się na grudniowe celebracje w Japonii. Temat uznany już wczoraj (prawie) za zamknięty, domykam dzisiaj. Sprowokował go artykuł w miejscowej prasie o czeskich firmowych imprezach świątecznych…

Następstwem tych czeskich, jak dowodzą badania (lubię to, że Czesi tak naukowo i z powagą badają swój charakter i styl życia) jest to, że stare przyjaźnie bywają zastępowane nowymi. Rozczarowanie ustępuje miejsca fascynacji (np. walorami osoby przez nas dotąd lekceważonej), no i często pozostaje silny ból głowy. Spotkania takie sprzyjają także przygodnemu seksowi, co niestety psuje relacje w pracy i utrudnia powrót do następnego dnia (a ekonomia i wynika finansowy firmy cierpi).

Czytam tak o tym i myślę o serialu Mad men, wspominam lekturę  książki Mad women (Jane Maas, 2012) i łapie się na tym, że daleko od wysp japońskich są lub raczej były firmy, gdzie bonenkai-party trwały cały rok… Zastanawiam się komu to przeszkadzało? Ale to typowe wręcz idealne pytanie na bonenkai party, ale nie na blog. Tutaj traci ono rację bytu i jest już bardzo niepoprawne politycznie.

 Oczekiwanie. (Kioto, Japonia)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *