Przekraczanie Rubikonu (8). Metropolis w Neue Galerie

Jest taka wyjątkowa mila w Nowym Jorku (Museum Mile), która jest w istocie przedłużeniem Piątej Alei. Na wysokości Central Parku rozlokowane są wzdłuż tego jej odcinka liczne muzea miasta, poczynając od Met(ropolitam Museum of Art), z którego trudno jest wyjść, bo posiada tak fantastyczne i przepastne zbiory, a kończąc na muzeach mniejszych, jak Neue Galerie, do której dotarłem skuszony tytułem trwającej tam właśnie wystawy Berlin Metropolis 1918-1933.

Wystawa o jakiej kilka słów poniżej (sorry, ale Archibald Motley czeka!) potrwa do 4 stycznia przyszłego roku, więc jeśli ktoś będzie miał na zbyciu 20 dolarów lub będzie to jeden z pierwszych piątków miesiąca, gdy podwoje muzeum stoją otworem dla publiczności, można się tam wybrać.

W samym muzeum jest z reguły kameralnie, podają niezłą kawę i miejsce to ma coś w sobie raczej z przystani dla tych, którzy łakną tradycji i kultury Austrii i Niemiec (oficjalna nazwa instytucji to Neue Galerie. Museum for German and Austrian Art) w Nowym Jorku, niż posiada cechy wybitnej i potężnej instytucji muzealnej. Rodzaj slow museum. Fanom takiego muzealnictwa miejsce to się z pewnością spodoba.

Na co dzień Galeria oferuje zbiory, których lwią część zbudowano na kolekcji nieżyjącego już Serge’a Sabarsky’ego, kolekcjonera i marszanda sztuki secesyjnej i ekspresjonistycznej powstałej w środowiskach artystycznych Wiednia, Monachium i Berlina. Dlatego zapewne na wystawie stałej (tworzą ją zaledwie trzy salony pierwszego pietra pałacu miejskiego, w którym ulokowano Neue Galerie) tyle Oscara Kokoschki, Gustawa Klimta, czy Josefa Olbricha.

Zbiory Sabarsky’ego bywały zresztą pokazywane w Polsce. Zamierzchłe to już czasy, ale w Krakowie w Międzynarodowym Centrum Kultury pokazywano prace wiedeńskich Wilde w połowie lat 90-tych 20. wieku, wywołując w tamtym czasie i klimacie spore poruszenie. Były to bodaj pierwsze prace Kokoschki, czy Schiele’go pokazywane nad Wisłą, a że cenzura obyczajowa już nie szalała, to było w tych pokazach więcej zachwytu niż oburzenia ze strony widzów i krytyki. Jedna i druga spragniona była dzieł  twórców światowych. Kolekcja Sabarsky’ego dawała bodaj namiastkę obcowania z taką właśnie sztuką.

To co jednak ciekawego w Neue Galerie to nie wspomniane prace klasyków przełomu 19.i 20. wieku, lecz znajdująca się na 2. piętrze Galerii opowieść o Niemczech i Berlinie po wielkiej zmianie jaką w życiu tego miasta i państwa był rok 1918 i powstała na gruzach Cesarstwa Republika Weimarska. Lustrem, w którym się przeglądamy i zaglądamy do Niemiec tego okresu jest Berlin pokazany w okresie jego zachłyśnięcia się awangardą, Berlin oddychający moderną, kosmopolityczny. Czarny, jazzowy. Szalony.

Wystawa (kuratorem jest dr Olaf Peters) potwierdza wciąż żywe zainteresowanie tym okresem zarówno po stronie krytyków i historyków, jak i publiczności, która (może szczególnie w Nowym Jorku, gdzie istnieje i spora diaspora emigracji niemieckiej, i liczne środowisko Żydów mających swoje korzenie w krajach niemieckojęzycznych Europy), ustawia się w kolejce, by zobaczyć wystawę (stałem w takiej około 15 minut).

Czy warto? Na pytanie to nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć, ale chyba drugi raz bym się na nią nie wybrał i jest to chyba jakaś forma odpowiedzi nie wprost na to moje pytanie.

Pomimo ambicji mówienia o nowej rzeczywistości (świadoma gra autorów wystawy z kategorią Neue Sachlichkeit, jako nurtu artystyczno- intelektualnego, funkcjonującego w Berlinie w drugiej połowie lat 20-tych XX wieku), obracamy się raczej wokół tradycyjnego dla podobnych wystaw odtwarzania obrazu tamtego miasta i tamtego społeczeństwa (co już wielokrotnie robiono i powiedzmy to sobie wprost na znacznie lepszym poziomie, jak między innymi w obrębie wystaw zestawiających ze sobą dwie awangardy artystyczne Berlina i Tokio).

Na wystawie mamy więc miasto w biegunowym ujęciu. Jeden oparto na wizji miasta i społeczeństwa rodem z „Metropolis” Fritza Langa. Potężnego, żarłocznego i… fascynującego. W jego cieniu rozgrywa się narracyjna i niemal dokumentalna (choć nie mniej przerażająca chwilami) opowieść o Berlinie współczesnym dla czasu wystawy, w filmie Alfreda Döblina „Berlin Aleksanderplatz” z końca lat dwudziestych XX wieku.

Na przeciwległym biegunie umieszczono oniryczne, kabaretowe i ultranowoczesne migawki z miasta, które znajdujemy na obrazach Ludwiga Kirchnera, Georga Grosze, czy na fotomontażach Johna Heartfielda. Półnagie zdjęcia Josephine Baker w kabaretach Berlina to ikoniczny obraz nowego Berlina. W jego i jej tle nowa kobieta (Neue Frau), berlińska kobieta wyzwolona, która po wojnie jest już inna od tej z kojarzonej z tradycyjnymi trzema K(kościół), K(uchnia), K(ilkoro dzieci). Nowa jest niepodobna do niczego wcześniej co widział Berlin przed 1914 rokiem. Inaczej ubrana i uczesana, inaczej odczuwająca. Wyzwolona, także w sferze seksualnej jak dowodzi bardzo odważny obraz Christiana Schada Girls/ Dziewczęta z 1928 roku, które w mieście bez mężczyzn leniwie  masturbują się na naszych oczach…

Jeśli już pójdziemy na tę wystawę to dlaczego warto to uczynić? Ja miałem swój powód i był nim Berlin. Jakie mogą być inne?

Wystawa to natłok obiektów (głównie obrazów ekspresjonistycznych tego czasu, do wymienionej już grupy artystów dodajmy m.in. prace Otto Dixa, czy Maxa Beckmanna). Zamierzony lub nie rodzaj kolażu wrażeń i ikon (z) tego czasu właśnie. Trochę wymuszone (bo ograniczone przestrzenią sal wystawowych), a trochę przemyślane, by dać obraz pełny i zróżnicowany.

Obok tego sztuka plakatu, fotografii (rewelacyjny Herbert Bayer, Lonely Metropolitan, 1932) i przede wszystkim (także w obrębie narracji o schyłku Berlina urodzonego 1918 roku, a umierającego w 1933 roku w cieniu brunatnych koszul) fantastyczne dokonania grafiki fotograficznej (zaangażowanej społecznie) wspomnianego już tutaj wcześniej Johna Heartfielda. Duża gratka by zobaczyć je tutaj w oryginale.

Na szczęście (nie tylko dla mnie) na wystawie pojawia się tez opowieść o architekturze miasta, architekturze Niemiec tego okresu, pośrednio Europy.

Głos zyskuje cała awangarda i przywiezione specjalnie na tę wystawę eksponaty między innymi z Niemieckiego Muzeum Architektury z Frankfurtu nad Menem. Wśród nich oryginalne rysunki Miesa van der  Rohe (w tym słynny wieżowiec zaprojektowany na Aleksanderplatz), czy projekty Ericha Mendelsohna, wraz z jego gipsowym modelem Wieży Einsteina w Poczdamie. Lekki uścisk w gardle i moment niezwykły dla kogoś, kto jego architekturze poświęcił kawałek swojego życia. Obok tego lekka irytacja, że jak rzadko w nowojorskich muzeach, nie można robić zdjęć na wystawie. Właściwie pisząc o niej na swoim blogu robię wyjątek od wyjątków, bo wystawy na których nie można dokumentować, by móc o nich potem pisać, w jakimś sensie nie interesują mnie (jako przedmiot opisu właśnie). Będziecie w Nowym Jorku, wpadnijcie, zobaczcie. Może jednak warto? Wciąż nie wiem…

***

Co: Berlin Metropolis: 1918-1933

Gdzie:   Neue Galerie, Nowy Jork

1048 Fifth Ave.

Wstęp: 20 USD

 Berlińskie Metropolis

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *