Przywilej?

Czytam bez specjalnego zdziwienia w dzisiejszej prasie, że „PiS nie da przywilejów Ślązakom”.

Nie pojmuję tego zdziwienia. Jeszcze bardziej nie rozumiem tego, o jakich przywilejach jest mowa? Do mowy własnej i jej kultywowania? Do tradycji? To przywilej? Chyba jednak elementarne prawo człowieka. Naprawdę trzeba być już nieźle opitym szaleju, by formułować takie tezy…  Różnica między prawem, a przywilejem jest oczywista. Nie zamierzam jej tutaj tłumaczyć. Nierozumiejących odsyłam do złotoustych polityków. Opcja nie ma znaczenia. cos tam powiedzą.

Refleksje mam w związku z tym wszystkim dwie. Pisane bez specjalnej satysfakcji.

Pierwsza dotyczy wyborów Ślązaków, tych niedawnych, parlamentarnych. Mam nadzieję, że wyciągną z nich wnioski.

Opieranie się w swoich nadziejach zarówno na tych, którzy mogli uchwalić ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym przed 25 października, ale tego nie uczynili, jak i głosowanie na tych, którzy wrzucają ją (mowę) i Ślązaków do kosza ich aspiracji tożsamościowych było to łatwe do przewidzenia i powinno być dla wszystkich dobrą lekcją. To nauka, że bez oparcia się na własnych elitach, na ludziach dla których Śląsk jest wartością i celem, a nie elementem propagandy wyborczej, nic się nie zmieni. Nic. Czas to pojąć, ruszyć głową i sobie utrwalić.

Druga refleksja jest taka, że nie pozostaje nam nic innego, jak budowanie programu na przyszłość, na Śląsku.

Poszukiwanie sojuszników dla sprawy Śląska. Nawet jeśli jeszcze przed chwilą mieli „gdzieś” kwestie śląskie, to może teraz, na fali przebudzenia dotrze i do nich to, że lekceważenie praw mniejszości kończy się poniewieraniem praw tzw. większości. Ci którzy to pojmą, będą na gruncie śląskim moimi potencjalnymi sojusznikami. Ale dlatego też na Górnym Śląsku, na kolejnych transparentach nie może zabraknąć haseł, które do Śląska się odnoszą.  W każdym innym przypadku nie będzie to moja sprawa, a podobne rozczarowania (jak to związane z ustawą o mniejszościach)  będą się powtarzać. Ci, którzy wówczas będą tak bardzo ubolewali nad losem Śląska i jego tożsamości kulturalnej, niech po prostu milczą. Skorzystają z przywileju nic nie mówienia, podobnie jak wcześniej nic dla tej sprawy Śląska nie robili.

Solidarność wspólnoty oznacza bycie razem w dobrym i złym, a nie wówczas jedynie, gdy okazuje się, że ktoś nam zakręcił ciepłą wodę w kranie. Zazwyczaj robi to wówczas, jak nie pozwala już o tym mówić na głos. Takiej solidarności na Śląsku przed 25 października nie było. Niestety. Ślązaków systematycznie dzielono, napuszczano na siebie. Pozwalaliśmy też sobą manipulować, by spijać iluzję łask dworu i władzy. A może warto do tej solidarności i wspólnoty powrócić. Na przekór tym co byli i są? Dla nas samych. I to jest przywilej. Wyboru.

 bez tytułu

2 komentarzy do “Przywilej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *