Radioman, jako sposób na odczuwanie świata

Obejrzałem (słowo, miałem robić coś zupełnie innego) świetny film w reżyserii Mary Kerr z 2012 roku Radioman, który opowiada o ikonicznej postaci, kiedyś włóczęgi i alkoholika, a dzisiaj jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci filmowego Nowego Jorku…

Zagrał w ponad 100 filmach, w tym mojej ulubionej serii Bourne’a.  W tej ostatniej nigdy go zresztą  nie  dostrzegłem, dopóki w „Radiomanie” właśnie, na zwolnionym ujęciu poprzedzającym napisy kończące Krucjatę Bourne’a (2004), przemyka na swoim rowerze (97, 42 min. filmu ) przecinając drogę głównemu bohaterowi (na chwilę i niewinnie). Craig Castaldo – tytułowy Radioman dzięki temu filmowi odzyskał tożsamość, prawo do własnej historii i może lepsze rozumienie tego, dlaczego to on właśnie zna setki aktorów Hollywood, a oni znają, a w najgorszym razie tolerują, jego…

Nie chce w tym miejscu toczyć jałowych rozważań o roli fricków (jak dzisiaj by ich nazwano), czy dziwaków  w naszym życiu i na temat tego, jak dalece zmieniają i ubarwniają pejzaż naszych ulic. To zdecydowanie bardziej skomplikowane niż pozór obserwacyjny, który czyni z nich dobrowolnych kontestatorów rzeczywistości. Taki uzasadniony odsetek tych, którzy odrzucają to, w czym tkwi reszta populacji. „Tak, wybrali, tak chcieli”- mówimy sobie w duchu i rzucając jakąś monetę w ich kierunku, tłumimy jej metalicznym odgłosem wyrzuty naszego sumienia. Po czym, idziemy dalej w świat, którego często jak oni nie akceptujemy.

Chyba każdy z nas ma w swoich wspomnieniach cienie takich postaci przemykające w miejscach, w których kiedyś wzrastał. Pamiętam i ja takie malowane ptaki z Gliwic. Nie miałem wówczas aparatu fotograficznego, by zrobić im zdjęcie. By utrwalić moment zdumienia i ciekawości, że są, że tak mocno nie pasują do jednoznacznego obrazu tamtej rzeczywistości.  Zresztą poza Rydetową, a po niej Lewczyńskim, nikt im nie robił zdjęć. To nie był temat na fotografię. To była nędza, dziwactwo i opuszczenie. Przestroga dla niegrzecznych dzieci, że jak się nie będą uczyć, to też tak skończą (marnie).

On i ona. Para niezwykła.

On niższy, w długim płaszczu, ziemistym, kiedyś może beżowym, białym. Broda, pet w ustach…. Ciągnący wózek z różnymi „szpejami”. Papier, metal, jakieś druty.

I ona. Potężna. Dominująca nad nim wzrostem, wagą, intensywnością obscenicznych bluzgów, jakie płynęły z jej ust w konwersacji, gdy rozmawiali ze sobą. Tolerowani przez system, aparat porządku. Kroczący ulicą, która wietrzyła w ich zachowaniu coś niezwykłego i zanurzonego w przeszłości. Sztafaż gliwickiej ulicy połowy i końca lat 70-tych. Do dzisiaj nic o nich nie wiem.

Inną taką postacią już z ulic Krakowa, a właściwie jego dawnego dworca PKP, była starsza kobieta poważnej postury, która podchodziła do stojących w kolejce ludzi i od każdego domagała się grosza na bułkę dla siebie. Czasy były już inne, ja też odmieniony, ale mimo to nie zadałem sobie pytania dlaczego? Po co? Kim jest?

Mamy czasy cokolwiek podłe. Pełna konsumpcja, wystarcza ciepła woda w kranie, pięć stów na dziecko i przezorna rozdzielność majątkowa świeżo upieczonego posła, by w razie co, niewiele lub nic nie stracić na tym, że jest naszym trybunem. Facebook dusi się od egotycznych zdjęć i zwierzeń z życia równie prawdziwego, co smak serka o aromacie waniliopodobnym. Konsumpcja i świat wartości księgowego. Mam, nie mam. Bilans się zgadza lub nie. No i wciąż „ja, mnie, o mnie i znowu ja”. Zbiera mi się na mdłości.

A wokół nas oni.

„Wyrzutki” takie jak Radioman.

Irytują nas. Ich obecność kłuje, prowokuje do weryfikowania tego, po co i jak my żyjemy. No może przydają się w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie. Dają szansę, by jak w „Opowieści wigilijnej” wykazać się dobrym sercem i dać sobie szanse na poprawę.

Radioman mówi w filmie o sobie i o gorzkim doświadczeniu ludzi, jak on kiedyś wzgardzonych, bezdomnych. Są „niewidoczni”-  jak on –  przez lata całe. To świat, w którym nie ma miejsca tak naprawdę miejsca dla odmienności i ich bezdomności. Ta ostatnia jest niestosowna i nie ma ceny za metr kwadratowy ulicy swojej mizerii.

Radioman mówi też coś o nas, gdy podkreśla, że bycie sobą jest wartością. Po czym dodaje – „A tamci to tłum. Tłum też przecież jest potrzebny…”. Ale komu?

***

Słowniczek terminów (historycznych) dla młodzieży

  1. Gierek, Edward – I sekretarz KC PZPR (taka partia), którego karierze  kres położyły strajki sierpnia 1980 roku.
  2. „Opowieść wigilijna” – opowiadanie Ch. Dickensa; pokazywane w zekranizowanej wersji pod koniec 20. wieku, w Wigilię Bożego Narodzenia w TVP. Potem zastąpione przez produkcję USA „Kevin sam w domu”.

 bez tytułu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *