Surrealizm po śląsku. W sprawie Muzeum Śląskiego po raz ostatni?

Sprawa obsadzenia stanowiska dyrektora Muzeum Śląskiego, to kolejny przykład przedmiotowego traktowania kultury i historii Górnego Śląska. Informacyjnie to przykład skrajnej dezinformacji, czyli jakby powiedziano „robienia Ślązakom piany z mózgu…”

Uttemann-i-slup-graniczny-26-czerwca-2013-2

Czytam te wszystkie wypowiedzi, wywiady i deklaracje polityków, nowej dyrektor muzeum i myślę, że idea „Śląska wymyślonego” śp. Michała Smolorza osiąga szczyty absurdu i demagogii.  Przebija przez te wypowiedzi rodzaj pewności i bezkarności w upowszechnianiu przekonania, że Ślązakom można wcisnąć każdy kit. Największy, najgłupszy, byle nagłośniony we właściwy sposób i z przekonaniem opartym na nadziei kreatorów kultury z Warszawy, że naród to kupi. Zmęczony, nierozumiejący regulacji prawnych, dobrych praktyk w dziedzinie zarządzania kultury, no i taki naprawdę beznadziejnie naiwny. Naiwny, bo tak naprawdę to społeczeństwo pozbawione tradycji posiadania własnych instytucji pamięci.

Zawsze były czyjeś, ale nie ich. Tak będzie i tym razem.

I niestety, choć społeczeństwo to okazało się hojne w ramach akcji „Dopisz się do historii”, to dzisiaj jest bez szansy na pisanie owych dziejów samodzielnie.

POLITYCY W ROLI KONSULTANTÓW SCENARIUSZA WYSTAWY STAŁEJ

Zacznijmy od oryginalnego zdania, które padło w jednym z wywiadów, a w którym usłyszeliśmy słowa Alicji Knast, że:

„(…) Politycy mogą zawsze dyskutować z historykami i z tych dyskusji z reguły wynika wiele dobrego” (GW, 26.06. 2014) (…)”.

Jestem pod wrażeniem tej wypowiedzi, zważywszy na skalę i bezdenną nijakość dyskusji polityków na temat kształtu wystaw w muzeach warszawskich (Powstania Warszawskiego, Chopina) czy też innych, planowanych wystaw w muzeach: Historii Polski (Warszawa), czy II Wojny Światowej (Gdańsk). W dziwny sposób, właśnie to politycy spowodowali, że  muzeów tych wciąż nie ma (jak w przypadku Muzeów Historii Polski i II Wojny Światowej), a scenariusze wystaw stałych w obu muzeach zostały skrytykowane przez polityków, zanim powstały!!! Bardzo śląskie…

Udział polityków w kształtowaniu treści muzealnych może też mieć taki finał, jak w przypadku Muzeum Powstania Warszawskiego. Tam placówka muzealna operuje jedyną słuszną wizją historii opisywanych zdarzeń, odrzucając dialog i dyskusję, niezbędną, gdy toczymy rzetelny spór o zasadność blisko 200 tysięcy ofiar tego zrywu narodowego.

Pomijając ten wątek, Muzeum Powstania Warszawskiego to dobry przykład tego, jak jego kierownictwo wciska, za przeproszeniem, opinii publicznej ciemnotę, mówiąc, że nie ma nic wspólnego z polityką. Dzieje się tak nawet wówczas, gdy jego dyrektor ma w swojej karierze posłowanie do Sejmu z ramienia PiS.

Kontynuując ten wątek spytajmy wprost, czy ktoś pamięta ogólnonarodowe dyskusje (polityków także) nad scenariuszem wystawy stałej w Muzeum Powstania Warszawskiego ??? Oczywiste, że nie, bo takich nie było. Podobnie jak nie miały miejsca aroganckie wypowiedzi na temat wystawy w Warszawie, porównywalne do głosów „ekspertów” pokroju Piotra Semki, czy Jana Pospieszalskiego, gdy ci ostatni wykorzystując dostęp do mediów publicznych, ingerowali w śląską wystawę. Także z dnia na dzień wyrośli na demagogów jedynie słusznej historii G. Śląska… a jeden z nich nawet wówczas powtarzał bzdurę o Górnym Śląsku, jako składowej zaboru pruskiego… i tak definiowanym „powrocie Śląska do Macierzy”.

Innym przykładem jest Muzeum Chopina.

Chopin i jego muzyka, jako bohater wystawy stałej w Muzeum Chopina, nie urażając nikogo, przedmiotem kontrowersji w tym kraju być nie mógł. To nie był trudny temat. I nim nie będzie. Umiędzynarodowiony Chopin (jak i jego muzyka) zawłaszczony być nie może. To proste i oczywiste, nawet dla osób mających tego rodzaju pokusy. Dlatego ekspozycja w Pałacu Ostrogskich nie wywoływała innych dyskusji poza tymi na temat proporcji użytych multimediów i oryginałów (tych ostatnich jest tam bardzo niewiele), kosztów i spraw personalnych, które toczyły się na obrzeżach wystawy i którymi żyła wyłącznie Warszawa. To nie był temat polityczny, o ile nie dotyczył obchodów Roku Chopina 2010 i tego, jak pisał Stefan Friedmann w kabarecie Radiowej Trójki, kto, za co i ile wziął.

Dlatego, z tych rożnych względów, kwestionuję i odrzucam przekonywanie nas (na Górnym Śląsku) do pozytywnego udziału polityków w tworzeniu scenariuszy wystaw. To nonsens, który ma już bardzo złe precedensy w historii współczesnego polskiego muzealnictwa (poczynając i kończąc na Muzeum Śląskim).

Jest dla mnie oczywiste, że w swojej lwiej masie politycy kierują się wyłącznie interesem partii i środowisk, które reprezentują. Polityka historyczna po katastrofie smoleńskiej, dobitnie pokazuje, że politycy nie są obiektywni i powinni być trzymani z dala od tworzenia narracji historycznej. Są niekompetentni i tendencyjni. I jest to bardzo delikatnie powiedziane.

Z dwojga złego niech lepiej balują za publiczne pieniądze w restauracjach, prowadząc „prywatne” rozmowy o sprawach państwa. Rżnąc głupa, jak by powiedziała ulica, że to normalne…

Jest to tak normalne, jak konsultowanie przez polityków wystaw w muzeach. W muzeach, w których nota bene nie bywają…, o czym kpiąco mówiono podczas Kongresu Kultury Polskiej w Krakowie w 2009 roku (por. słynną wypowiedz Michała Zadary wygłoszoną na Kongresie na ten temat).

NAJLEPSZY DYREKTOR POCHODZI Z NADANIA POLITYKÓW…?

Rozbrajająca jest uwaga nowej dyrektor (wywiad w DZ, 24.07. 2014), że jej „(…) wybór bez konkursu to uznanie jej kompetencji (…)”. Ktoś chyba naprawdę, nam wciska skrajną ciemnotę. A może to właśnie konkursy służą zaprezentowaniu owych kompetencji…?  Skąd ta obawa, by zmierzyć się z innymi i zaprezentować skalę talentów i własnej kompetencji w ramach konkursu??? To wspomnienie zmanipulowanego konkursu z czerwca 2013 roku, powstrzymało przed jego organizacją, a zainteresowaną przed udziałem w takiej weryfikacji swojego dorobku?  Pytania więcej niż oczywiste. Kto startuje w konkursach? No chyba ci bez kwalifikacji idąc rozumowaniem zaprezentowanym w tym wywiadzie…

A i zapewne ”uznaniem dla kompetencji” poprzedniego dyrektora Muzeum Śląskiego było mianowanie go dyrektorem, w sierpniu 2013 roku; też bez konkursu??? „W uznaniu kompetencji”??? Czyjej? Chyba Zarządu w tworzeniu standardów polityki kadrowej rodem z krajów Trzeciego świata…

Hmm, to może lepiej powiedzieć (a nie tumanić ów lud śląski), że stanowiska obejmowane są bezkonkursowo… i że tylko takie nominacje dają politykom bezpośredni wpływ na osoby kierujące instytucjami kultury?  I nie chrzanić, że nie ma wpływu polityków na pracę tak mianowanych dyrektorów, bo to oczywiste, że wpływ taki jest częścią zawieranego dealu…, przepraszam… umowy o pracę.

No i jak to jest, że na G.Śląsku jest tak łatwo i bezkonkursowo, a w ważnych ośrodkach i instytucjach kultury w Polsce nie… Tam konkursy i weryfikowanie kompetencji, jak na przykład ten z maja 2014 roku na dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie? Lub wcześniej na dyrektora Muzeum Narodowego we Wrocławiu?

Jaki to powód, że standardy dla Muzeum Śląskiego są tak zaniżane i nie rodzi to zdumienia (mediów, większości środowiska muzealnego) i niepokoju (społecznego), że sprawy dziedzictwa i instytucji pamięci,  to część łupów politycznych rządzącej (aktualnie) partii?

Skąd naiwność, że podobnie nie zachowają się ci, którzy patrzą na to dzisiaj z pozycji partii i środowisk kontestujących tego rodzaju praktyki, praktyki, powtórzę, rodem z krajów rozwijających się i ustrojów niedemokratycznych?

7 lat…Tłustych, czy chudych?

Czas pokaże.

Jest jasne, że obecnie będzie jedno wielkie pompowanie pieniędzy w tzw. nowe muzeum. Do czasu. Do 2015 roku.

Wówczas może się okazać, że te obecnie zastosowane „standardy” użyte przez drugą stronę wywrócą wszystko i jak powiedziałby Grek Zorba, będzie to kolejna (niestety) „piękna katastrofa”. Wówczas jednak jeszcze bardziej smutna i gorzka.

Podniesione wówczas larum nikogo już nie obudzi, bo ile razy można mówić, że coś jest ważne, a potem zniszczyć to koncertowo.

„Sprawdzę na jakim etapie jest nowy scenariusz”, mówi dyrektorka muzeum… A na jakim powinien być, skoro było gotowe 29 marca 2013 roku?  Na jakim, skoro jury dokonało swojego wyboru w październiku 2012 roku?

Teraz nowe, to znaczy czyje? I komu wystawimy rachunek za te zmiany?

10 komentarzy do “Surrealizm po śląsku. W sprawie Muzeum Śląskiego po raz ostatni?

  1. Bardzo mocno napisane. Panie Leszku, dość juz. Całe środowisko uważnie Pana czyta, niejaki Dagobert posługuje sie Pana tekstem na forum, za co dostaje się Panu. Ale, mimo, ze sporo osób sie z Panem zgadza, nikt Pana nie poprze ani tu, ani nigdzie. Wszyscy sie boją. Nie warto już nic mówić, nie warto walczyć o standardy, nic to nie zmieni. Dzieją się rzeczy, których nie można było sobie jeszcze niedawno wyobrazić, wieloletnie kontrakty bez konkursu, dyrektorowanie na dwóch stołkach i za dwie pensje. No i co? No i nic. Nikomu to nie przeszkadza. Życzę Panu wszystkiego najlepszego i powiem tak: szkoda Pana wiedzy, czasu i zdrowia na to wszystko.

  2. Kilka cytatów…
    Nasunęły mi się po przeczytaniu tego tekstu.
    Słowa nadal aktualne( z lat 30-tych i 50,60-tych XX wieku.)Czyżby nic się nie zmieniło?

    Lata trzydzieste:
    „Straszno jest żyć i pracować w tym kraju, tak niewdzięcznym, w którym kochać można tylko kilkoro ludzi”.

    18.11.1936:
    „Polska staje się krajem bandytów i chuliganów. Wystarczy odezwać się szlachetnemu człowiekowi, aby skierowały się przeciw niemu majcher, nóż, kastet- łajno”.

    12.03.1937:
    „(…)W Polsce było zawsze tak, jak jest dzisiaj. Pomyje i plwociny dla wielkich i szlachetnych, uznanie i entuzjazm dla bałwanów lub zgoła nędzników”.

    24.08.1956:
    „Jakim destrukcyjnym czynnikiem jest politykierstwo!”

    Oraz

    25.04.1960:
    „(…)niemożność porozumienia się, niemożność wydawania sądów, niemożność rozróżnienia- to istota naszych czasów”

    Maria Dąbrowska. Życie moje cudowne. Dzienniki w jednym tomie.

  3. Dominantą myślenia( lub antymyślenia)kolejnych włodarzy województwa śląskiego ( chciałoby się napisać: katowickiego, bo z tamtej epoki część tej formuły pochodzi)jest postawa: Niech się wszystko JAKOŚ toczy,niech wszyscy dadzą spokój, wychylających się skracamy o wystające, myślące części, nie budzimy niepokojów ani nawet uwagi tych, którzy są wyżej. Dobrze nam w tym sosie.
    Cechą nowoczesnych europejskich społeczności – tak, także społeczeństwa niemieckiego jest m.in.inne podejście do konfliktu. Konflikt może być pozytywny, twórczy, konstruktywny. Nikt się tam konfliktu np. w sferze zawodowej, społecznej nie boi. I nikt nie traktuje go jako ataku czy agresji. Jakże inaczej jest u nas…

  4. Jestem młodym czytelnikiem ale od tego wpisu zaczynałem, skojarzyło się z pewną znaną pieśnią:
    https://www.youtube.com/watch?v=cvChjHcABPA
    Kompetencji nowej Pani nie podważam, Internet mówi że dostała szansę. Chciałbym odwiedzić Muzeum Śląskie w nowej siedzibie, bez tych problemów o których się mówi.
    Myślę że piosenka Abby jest tak naiwna jak dobre muzeum w którym możemy się czegoś nauczyć.

    1. Dziękuję za lekturę i witam na blogu. Szansa… Hmm, ja natomiast zakładam, że w swoim życiu chciałby Pan dostawać szanse (pl.) w sposób, który daje Panu każdorazowo satysfakcję; w tym przypadku na przykład, ze było się najlepszym z tych wszystkich, którzy po ową szansę sięgnęli. Niestety, nikt tego tutaj nie sprawdzał, bo taką rolę pełnią konkursy (m.in. w tych instytucjach). Proste, trudne, ale tak rob cały świat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *