SZUM muzeów. Polemika

W ostatnich wydaniach magazynu SZUM (wersje internetowe) pojawiły się dwa teksty, z którymi zamierzam podjąć krótką polemikę na łamach mojego bloga.

Zacznę od tej dłuższej, odnoszącej się do tekstu, w istocie wywiadu Adama Mazura z Jarosławem Trybusiem, dyrektorem Muzeum Warszawy, który jest – jak rozumiem – wprowadzeniem w tematykę zaplanowanego na najblizsze dni Kongresu Muzealnictwa Polskiego (w Łodzi).

Tekst jest o tyle prowokacyjny i ciekawy, że z jednej strony definiuje niektóre z bolączek polskiego muzealnictwa, z drugiej nad niektórymi z nich przechodzi do porządku dziennego, nie widząc ich zupełnie.

Wątpię i jest to zasadnicza polemika z wypowiedzią Jarosława Trybusia, by największą bolączką polskiego muzealnictwa była kwestia zdefiniowania tego „czym mają być muzea”.

Może istotnie jest to część poglądów człowieka nowego w obszarze muzeów (co sam podkreśla), ale w mojej ocenie zdecydowanie istotniejszym dla przyszłości polskich muzeów jest docelowe, ustawowe zdefiniowanie i ochrona nazwy rodzajowej muzeum. Ta, co może wydawać się wręcz nieprawdopodobne, nadal nie podlega prawnej ochronie w polskim ustawodawstwie (w przeciwienstwie do takich instytucji zaufania publicznego jak… banki) i niemal każdy może dzisiaj założyć, posiadać i prowadzić muzeum.

Problem nie jest nowy, nie uporała się z nim poprzednia nowelizacja z 2010 roku (i wcześniejsze). To sprawa ważna, bo jeśli dzisiaj mówmy o tym, że muzea cierpią na brak ofiarności społecznej i wzbogacania muzeów w depozyty, to dotykamy istotnej kwestii właśnie publicznego zaufania do instytucji muzeum i do tego, że coś co jest muzeum pozostanie nim i jutro, i pojutrze i przez  kolejne dziesiątki lat (w istocie „na zawsze”). Przypadek Muzeum Hansa Klossa w Katowicach (śmieszny i prowokacyjny), uświadomił, że nazwy tej można używać bez konsekwencji prawnych i do pewnego stopnia (jak wiele innych podobnych przypadków) podważał on społeczną wiarę w to, że zbiory i instytucja ta podlega szczególnej ochronie w naszym systemie ochrony dóbr kultury.

Jak możemy oczekiwać przekazywania zbiorów do muzeów (praktyka bardzo powszechna tutaj w Czechach), skoro ofiarodawcy nie będą mieli pewności jaki los spotka ich darowizny? Zostaną w magazynach? Będą tam spoczywały jak dar Feliksa Jasieńskiego Manggi przez niemal stulecie, a może jak onegdaj z bezpiecznymi kasami Grobelnego, ludzie przekażą dary swego serca instytucji, która będzie jedynie muzelanopodobna???

Ciekawe, wracając do banków, że bezprawne użycie ich nazwy jest karalne (stad wszelkie kasy kredytowe itp.), a stosowanie nazwy muzeum nie? To jest realny problem, a nie to czy chcemy (nie wiem po co) defininiować rozwój muzeów, dyskredytując te „starego typu” i promując nowe. O ich istnieniu powinien decydować odbiorca, a nie ustawodawca. Pewne z nich są licznie odwiedzane, a inne świecą pustkami. Proste.

Powstanie muzeów narracyjnych było naturalną konsekwencją zapóźnienia muzealnictwa polskiego. O tej sytuacji pisała w połowie pierwszej dekady prof. Maria Poprzęcka, mówiąc że potrzeba nowych muzeów, „kombinatów do spędzania wolnego czasu” (GW, 2004 r.). Jest pozytywnym znakiem w rozwoju wspólczesnego muzealnictwa polskiego to, że z lekcji Muzeum Powstania Warszawskiego (2004) wyciąga się wnioski  i znakomitą część błędów muzeum w Warszawie unika już krakowskie Muzeum „Schindlera” w Krakowie (2010). Tam właśnie dochodzi do doceniania obiektu, jego w jakimś sensie „odkrycia” na nowo, po okresie zachłyśnięcia się multumediami, jak ma to miejsce w warszawskim muzeum Powstania i Fryderyka Chopina, gdzie nawet „obiekty mzuealne” udają same siebie, bo w ponad 50% są to kopie, fascimile itd.

To, że wystawy tego rodzaju się szybko starzeją, a świat coraz bardziej odchodzi od multimediów na rzecz ekpresji i właściwej selekcji muzealiów, jest już rzeczą oczywistą. Istotnie tworzone obecnie narracje tego typu (Muzeum Żydów Polskich, Muzeum Powstań Śląskich, projekt Muzeum II Wojny Światowej, projekt wystawy w Muzeum Śląskim) są z różnych powodów spóźnione o dwa, trzy lata lub więcej (takich doświadczyły opóźnień realizacyjnych) i czas ich trwania, funkcjonowania będzie krótszy. Dzisiaj atrakcyjne, wkrótce będą podlegać wymianie, zestarzeją się.

Inna kwestia. Nie mogę, na grunice ustawy o muzeach, zgodzić się z taką oto tezą, że akcent we współczesnych muzeach powinien być położony na przedmioty czyli zbiory. A co z dziedzictwem niematerialnym? A co z artykułem 2 ustawy o muzeach, ktory zawiera wyliczenie funkcji i zadań muzeów? Które z nich są mniej ważne?

Patologią przy takim podejściu będzie to, że magazyny będą pełne, a na wystawach (jak zidentyfikował to raport NIK-u o muzeach polskich z 2008 roku) będzie 1-2% zbiorów danej placowki muzealnej? O to chodzi? Nie, z pewnością nie.

W wypowiedzi pojawia się też postulat profilowania zbiorów i tak naprawdę deakcesji kolekcji, obiektów muzealnych… Ciekawe.

Ten ostatni pogląd jest bardzo kontrowersyjny. Postulowałem go od dawna, ale TYLKO wówczas, jeśli faktycznie instytucje muzealne zaczną liczyć pieniądze, znać koszty swojej działalności, prowadzić klasyczny facility management w stosunku do posiadanych nieruchomości i zasobów lokalowych oraz posiadać jasną strategię zakupów zbiorów. Nie mają takiej najczęściej i próbują uporać się ze śmietnikiem, jakim jest współczesna kultura materialna produkująca tysiące ton przedmiotów, które ze „współczesności” niemal natychmiast trafiają do „przeszłości”. Kto i jak ma je gromadzić? To dobre i bardzo trudne pytania. Muzea są jak czarne dziury. Trafia tam coraz więcej przedmiotów niż byśmy chcieli, ale z drugiej strony gdzie część z nich ma się znaleźć? Może w prywatnych?

No i kwestie przemilczane.

Muzea publiczne i prywatne muszą być traktowane tak samo w polskim prawie i w finansowaniu kultury. Wciąż nie są.

Muzea, a wystarczy zapoznać sie z FB portalem Praca w Muzeach, to dzisiaj niebezpieczne pole silnej ingerencji polityki, samorządów oraz sił innych niż kompetencyjne. To wstrzymuje zmiany.

Nie poprawimy systemu używając do tego  pozakonkursowej selekcji na stanowiska dyrektorów muzeów („podręcznikowym przykładem” tego rodzaju rozwiązania jest Muzeum Śląskie z parodią konkursu i rozwiązaniem pozakonkursowym w finale tej „selekcji”).

Muzea zaś nie będą (i tutaj pozostaje się zgodzić z takimi opiniami jak w cytowanym tekście)  dobrze pełniły swojej roli, o ile będa serwowały publiczności prawdy objawione, jedyne. Znowu jednak należałoby wrócić do sprawy Muzeum Śląskiego, gdzie właśnie takie podejście zostało zanegowane i zastąpione wytycznymi polityki historycznej.

***

W tym samym numerze SZUM-u (lub wcześniejszym, nie ma to znaczenia) pojawia się artykuł pod znamiennym tytułem Nikt nie może zawłaszczać muzeum. Rozmowa z Alicją Knast (rzecz o Muzeum Śląskim) i będzie to przedmiot mojej drugiej, tym razem krótkiej  polemiki.

Nie muszę czytać (choć oczywiście to zrobiłem) tekstu tego wywiadu, by zgodzić się z nim całkowicie.

Nikt nie może zawłaszczać, zwłaszcza gdy muzeum z powodu nacisków i kampanii fobii nacjonalistycznej popada w wieloletni kryzys, konkurs jest jego parodią, a bezkonkursowe wyłonienie dyrektora, oznacza siedmioletni kontrakt dla tak wyselekcjonowanej osoby. Tak, istotnie to jest  przejaw kryzysu polskiego muzealnictwa i faktycznie dobry temat dla kongresu, gdyby (generalizując kwestię doboru kadr w muzealnictwie) miał odwagę i wolę się nim zająć.

Bez tytułu

 

[Tekst, do ktorego się odnoszę:

http://magazynszum.pl/rozmowy/awangarda-konserwatyzmu-rozmowa-z-jaroslawem-trybusiem]

2 komentarzy do “SZUM muzeów. Polemika

  1. serdecznie pozdrawiam ze wschodnich rubieży Górnego Śląska. jestem zaszczycony mogąc czytać Pana wypowiedzi i wpisy internetowe. nie muszę chyba podkreślać, że jestem pod wielkim wrażeniem Pana pracy na rzecz Śląska i wysiłków, jakie Pan podejmuje pracując dla mojej Małej Ojczyzny.
    Jednakże mam wielka prośbę, kora w „wielkim świecie” pozostanie pewnie niezauważona. Dla mnie osobiście, i pewnie tylko dla mnie, bardzo bardzo istotnym jest rozróżnienie dwóch bytów: republiki Czeskiej oraz Śląska (składowej Republiki Czeskiej.
    Wiem, że jest to czepianie się nieistotnych w pędzącym świecie szczegółów.. 🙁 Może wynika to z tego, że przywiązany jestem do „śląskości” mojej rodziny mieszkającej w Republice Czeskiej… przy całym szacunku i wielkim podziwie dla Czech oraz Moraw…
    Jesli prośba zwykłego, prostego ślązaka, kiery wele gruby miyszko, stanowić może dla Pana coś na kształt „głosu umęczonej czarnej ziemi” to bardzo proszę o rozróżnianie w swoich wypowiedziach pojęć Republika Czeska oraz Czechy.
    cyt. (…) (praktyka bardzo powszechna tutaj w Czechach)(…)koniec cytatu.
    W Czechach? czy w Republice Czeskiej? a może „tu, na Śląsku leżącym w Republice Czeskiej?”…
    Wiem, że moja prośba jest nieistotna z punktu widzenia rozwoju muzealnictwa europejskiego. Nie ma też znaczenia dla rozwoju Muzeów Śląskich – ani tego w Katowicach, ani tego w Opavie…. ale…..
    z pozdrowieniami i wyrazami wielkiego szacunku

    Darek Bierunpl (fb)

    1. Uwaga zasadna i z pewnością się dostosuję, bardzo dziękuję za komentarz. (W tym przypadku mowa / zamysł dotyczył Republiki Czeskiej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *