Jerozolima. Drzwi do świata chrześcijan. Izrael (4)

Prawo wyłącznego posiadania kluczy do Bazyliki Bożego Grobu i korzystania z nich należy do dwóch rodzin muzułmańskich: Dżuda i Nusajba.

Jest częścią obowiązującego od 1757 roku Status Quo regulującego stosunki między wyznaniami chrześcijańskimi na terenie bazyliki. Status quo to porządek prawny, który dobrowolnie przyjął na siebie świat chrześcijański, skłócony i do niedawna brnący w małostkowych sporach.

Rodziny odpowiedzialne za otwieranie drzwi  robią to na mocy prawa przyznanego im w 1246 roku przez As-Salih Ajjub, kalifa z dynastii Ajjubidów. Status Quo jedynie utrwalił tę tradycję.

Codzienne ceremonie otwierania i zamykania drzwi są szczegółowo uregulowane i można je przeprowadzić na trzy różne sposoby. Rytuał otwierania bazyliki rozpoczyna się w dokładnie wyznaczonych godzinach.

Wersja podstawowa polega na tym, że zakrystian wyznaczony z grona trzech osób pełniących tę funkcję, uchyla tylko jedno skrzydło.

Wariant drugi pozwala na otworzenie obu skrzydeł – lewego przez zakrystiana, a prawego przez klucznika.

Trzeci, uroczysty sposób, stosowany jest w dni świąteczne między innymi w soboty Wielkiego Postu.

Zakrystianie zbierają się wewnątrz bazyliki przy bramie. Mieszkający poza bazyliką klucznik (siedziba strażników tzw. muslim guard mieści się wewnątrz bazyliki na lewo od wejścia), przychodzi o ściśle określonej porze. Po otworzeniu przez klucznika małego okienka w skrzydle bramy, zakrystianie wysuwają na zewnątrz drabinę, która zostaje oparta o bramę i służy mu do sięgnięcia do górnego skobla.

Operacja zamykania przebiega w odwrotnej kolejności. Za każdorazowe otwieranie i zamykanie bramy, klucznik otrzymuje wynagrodzenie. Sowite mam nadzieję.

Mijając drzwi bazyliki, zabieram ze sobą wspomnienie odnowionego po ponad dwustu latach sporów i kłótni Grobu Bożego.

Odzyskuję wiarę, że również zwyczaj otwierania i zamykania drzwi ustanie, a coś tak prozaicznego jak przekręcanie klucza w zamku do świątyni, nie będzie wywoływało dreszcz emocji w chrześcijańskim świecie…

Zamek (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima) Zamek (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Drzwi do bazyliki (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Spotkanie w drzwiach (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima) Drabina (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Szabasowa winda. Izrael (1)

Szabas dla gościa ortodoksyjnego hotelu w Tel-Awiwie oznacza kilka zmian w stosunku do rutyny pozostałych dni tygodnia.
Gdy w piątkowy wieczór (tym razem po 16.30) rozpoczął się czas świętowania, zupełnie nieopatrznie wsiadłem do „szabasowej” windy (hotel reklamował ją na swoich stronach do czego oczywiście nie przykładałem żadnego znaczenia), a ta „sama z siebie” jęła się zatrzymywać na każdym piętrze podstarzałego hotelu w centrum Ramat Gan. Dzięki temu, jak dowiedziałem się później, ortodoksyjny wyznawca judaizmu nie narusza zasady powstrzymania się od wszelkich czynności, które można uznać za pracę… Zwolnienie go z konieczności wykonywania pracy, czyli naciskania przycisków pięter w windzie, wydało mi się zakazem tyleż oryginalnym, co nieco anachronicznym…

Poza tym, że była to jedna z najdłuższych podróży windą jaką kiedykolwiek odbyłem ( mieszkałem na 10.piętrze hotelu, oddychając z ulgą, że nie dano mi pokoju na 16. kondygnacji), mogłem pocieszać się tym, że na szczęście istnieje zasada pikuach nefesz zezwalająca na łamanie zakazów szabasu w przypadku zagrożenia życia. Ta dawała mi przez kolejne dni wątłą nadzieję, że w przypadku zatrzymania się między piętrami, ktoś jednak wyciągnie do mnie pomocną dłoń i nie skaże na dwudniowe przebywanie w szybie hotelowej windy bez jedzenia i picia… uznając to za rodzaj zagrożenia dla mego jestestwa… (to z lekka naciągana interpretacja wskazań Tory, ale może by zadziałała?)
Oderwanie się od codziennych i przyziemnych spraw, co nakazuje tradycja szabasu, obeszła mnie już bardziej osobiście, gdy od czasu do czasu nagle w hotelowym pokoju brakowało prądu, a ciepła woda (ogrzewana współczesnym ogniem, czyli elektrycznie) zamieniała się pod prysznicem w lodowatą strugę. Drobiazgiem było to, że hotelowy router Wi-Fi padał pozbawiony zasilania i ogólnie rzeczywistość, choć odświętna, szarzała i zawężała się do wymiarów pokoju, w którym mieszkałem. A wszystko dlatego, że wzniecanie kiedyś ognia (zakazane w czasie święta), dzisiaj zrównane z uruchamianiem elektryczności, to inny rodzaj aktywności „wykluczonej”.
Nie ogarniałem, przyznaję, logiki tego ograniczenia, gdy śniadaniową kawę musiałem przygotować zalewając „neskę” niby-wrzątkiem o mocno obniżonej temperaturze, bo nie ma prądu lub właśnie go wyłączono… Nie to jednak szczerze mnie zadziwiło, a raczej fakt, że ekspres do kawy też w czas szabasu „nie pracuje”. Tym razem już z dwóch, „skumulowanych” powodów.
Jednym jest brak prądu, drugi (gdy prąd już jest) sprowadza się do fundamentalnej kwestii tego, czy można w czas szabasowego święta narażać kogokolwiek (kto naciśnie przycisk w ekspresie, by dokonać wyboru między cappuccino, espresso na przykład), na wykonywanie zabronionej pracy… By wybór ten nie rodził wątpliwości, ekspres na czas szabasu po prostu oficjalnie „nie działa”. Wtyczka do prądu, zbędna, smętnie zwisała z kontuaru… na którym tkwił bezczynnie.
Perspektywa tego, że przez najbliższe dwa dni nie będę mógł rozpocząć poranka od filiżanki mocnej dobrej kawy, nie wzbudzała mego entuzjazmu… W oczywisty sposób stan ten wymuszał poszukiwanie alternatywnego miejsca do jej spożycia.
Gdy w sobotni poranek opuszczam hotel jestem w pełni gotowy do stawienia czoła świątecznej rzeczywistości i odkrywania Izraela, którego tak naprawdę nie znam.
Byłem tutaj cztery lata temu, też w marcu. Działo się to w przededniu smutnego końca projektu nowej wystawy stałej w Muzeum Śląskim, wiec czas ten szczególnie dobrze pamiętam. Trudno jednak tamtą podróż uznać za szansę na jakieś szczególnie dogłębne poznanie Izraela. Nie mogła być nią wiedza wyniesiona z pielgrzymki do Jerozolimy, Jerycha, nad rzekę Jordan, Jezioro Tyberiadzkie, do Betlejem, czy do Nazaret.
Jeszcze tylko lekkie pchnięcie zazwyczaj samodzielnie otwierających się drzwi do i z hotelu, które w czas szabasu też ‘nie pracują’. Robię to już bez specjalnego zdziwienia (proces socjalizacji szybko postępuje) i w sumie to już nie wiem, co lepsze. Czy to, że prąd  pracuje za mnie i drzwi te otwiera, czy fakt, że to ja je pcham, nie czekając na to kiedy prąd będzie, a kiedy go zabraknie.
Tuż za drzwiami hotelu owiewa mnie ciepłe, choć wciąż rześkie powietrze. Niemal letnia temperatura poranka (na dworze jest około 18-19 stopni).

Szybko opuszczam ulice Ramat Gan w poszukiwaniu białego Tel Awiwu i tego co dalej. Sam jeszcze nie wiem jak i gdzie, i dlaczego…

Wschód Słońca nad Ramat Gan (Izrael)

Ziemia Święta / Holy Land. Spojrzenie / A Glimpse (1)

Zapis podróży. Wrażeń. Marzec 2013 roku. Pierwsze spotkanie z Izraelem, Palestyną.

Notatnik subiektywny, pozbawiony potrzeby kategoryzacji.

Zdjęcia wyciągnięte z archiwum, odkurzone.

Fragment, spojrzenie, a glimpse…

***

The record of the journey. Impressions. March of the year 2013. The first visit to Israel and to Palestine…

Subjective notes, done without the  need to place motives in any specific order.

Taken from the personal archives. The dust been taken off to recall the colors and shadows…

A piece, a glimipse, spojrzenie…

Początek. Lotnisko Bena Guriona, Tel Awiw / The Beginning. Ben Gurion Airport, Tel Aviv

Via Dolorosa - Rzymska droga / Via Dolorosa (Roman Road) (Jerusalem)

W drodze na targ / Going to the market (Jerusalem in the morning)

 Idący / A walking man (Jeruzalem, Jerusalem)

Grób Boży / Holy Sepulchre (Jerusalem)

Krzyże, Krzyżyki, krzesło... / Crosses, Coptic crosses and a chair (the Monastery of the Egyptian Coptic Monks, Jerusalem)

Światło / Light (Grób Boży - Holy Sepulchre, Jerusalem)

Wetern Wall / Mur Zachodni (Jerozolima, Jerusalem)

Ściana Płaczu, część kobieca / The Wailing Wall, female section

Biblioteka / Library (The Western Wall / Ściana Płaczu, Jerusalem)

  Ściana Zachodnia / The Western Wall /

 Standstill - Zatrzymanie (The Wailing Wall / Ściana Płaczu ) Tak, słucham? / Yes, who's on line? (The Western Wall / Ściana płaczu)

Prośby i modlitwy / Requests & Prayers (Western Wall)

Góra Oliwna / Mount of Olives (to the right)

Dolina Cedronu, Grób Zachariasza / Kidron Valley, Tomb of Zechariah (Jerusalem)

Mur / Wall (on the Israeli-Palestinian Border; illegal photo since the tourists are discouraged to take any)

 

 

Betejem. 2014 lat później

Nie wiem, jakie było Betlejem 2014 lat temu… To znaczy domyślam się, rekonstruuję fakty, ale w oczach mam to współczesne miasto.

Wyobraźnię zbyt mocno obciążają obrazy, które z tamtym zdarzeniem, nie mają zbyt wiele wspólnego.

W obrazie współczesnego Betlejem, nie ma nic z tradycji franciszkańskiej, którą znamy i uznaliśmy za swoją.

Wjazd na obszar palestyńskiego Betlejem, to przejście do innego świata. Za murem, do palestyńskiego getta.

Chyba nie wszystko jest w porządku (jak słyszy się w oficjalnym przekazie mediów izraelskich), bo nadal bezpośrednio na przejściu granicznym nie można wykonywać zdjęć.

Robię je ukradkiem, zwabiony ironicznym graffiti witającym przybyszy.

Zdjęcia zbyt mocno ujawniałyby to coś, co bardziej krytyczne głosy,  nazwałyby obrazem pogardy i lekceważenia. Jednostki ludzkiej i odmienności.

Mimo to turysta i pielgrzym może się tam czuć dobrze i bezpiecznie.Trochę jak w parku tematycznym, gdzie kontekst poznania schodzi na plan dalszy i dba się o przede wszystkim o komfort przybysza.

Pielgrzym nie jest koniecznie zwiastunem dobrej nowiny i cudu narodzin. Z pewnością pozostaje nadzieją na to, że miejscowa ekonomia za jego sprawą, będzie się miała nie gorzej niż rok wcześniej, a mieszkańcy Autonomii w spokoju doczekają kolejnego dnia, miesiąca, roku…

Światy rozpięte między Jerozolimą (jak tutaj na zdjęciu widzianą ze Wzgórza Oliwnego), a biednym Betlejem, są metaforą losów Świętej Rodziny, której nikt nie chciał przyjąć pod swój dach i dlatego dotarła do odległego Betlejem. Myślę, że także współcześnie cud narodzin nie mógłby się zdarzyć w innym miejscu Ziemi Świętej.

Betlejem jest miejscem dla odrzuconych i trwających  w wierze. Zmienione przez cud – narodzin (Jezusa) i odrodzenia (narodowego).

Sacrum dla jednych. Refugium  dla pozostałych.

Dla tych ostatnich  sacrum schodzi na plan dalszy i jest jednym ze zdarzeń na osi czasu (przed i po narodzeniu Chrystusa).

To o nich szepczą trawy porastające brzegi Jordanu… i milczy wyschła Dolina Cedronu w Jerozolimie.

Witamy w Betlejem

Group photo. (Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem)

Ślad. (Wnętrze bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem)

Znak - to miejsce. Grota Narodzenia

Dotyk...

Uliczny warsztat. Betlejem Wytwórca krzyżyków. Betlejem

Franciszkańska wizja (Betlejem. Grota Mleczna)

Jerozolima. Widok z Góry Oliwnej