Podróż na Północ. Epilog historii Samuela Hirscha. Izrael (6)

Jadę na północ. Opuszczam Tel Awiw i jadę do miejsca, istotnego dla mojej opowieści o Samuelu (Franz) Hirschu. Ważnego dla zrozumienia jego życia po opuszczeniu Beuthen. To będzie symboliczny koniec opowieści o Samuelu Hirschu, lecz nie koniec  spotkań z rodziną Hirsch i historii bytomskich Żydów.

Północe dwie

Ale na jaką północ się wybieram? Tę na miejscu, powyżej Hajfy i w kierunku Góry Karmel? Czy będzie to wędrówka gdzieś w okolice Rygi, niegdyś polskiej Kurlandii i Lipawy, która po II rozbiorze stała się jedynym portem polskim nad Bałtykiem, który należał do Korony od 1793 do 1795 roku?

Kilka zdjęć na ścianie domu Samuela Hirscha (którego już nie ma, ale którego pamięci strzeże Hannah Kramer, pochodząca z łotewskiej  Liepāja (pol. Lipawa) wdowa po nim), podważy jednoznaczność Północy w tej topografii.

Tymczasem Izrael. Podróż na północ. Jedziemy płatną A6. Wiedzie z Tel-Awiwu przez stosunkowo zielone tereny, choć im dalej na północ, tym bardziej jest to zieleń wydzierana lub wydarta naturze. Na kilkudziesięciokilometrowych odcinkach po mojej prawej stronie rozciąga się mur graniczny z Autonomią Palestyńską. Szary i bez obrazów Banksy’ego  jest smutnym przypomnieniem muru ze śródmieścia Wschodniego Berlina.

Wiele jest w nim z tamtego. Wieżyczki wartownicze o nieco większych kapeluszach i jakby bardziej rozłożyste. Mimo to przypominają tamten berliński. Czarne otwory strzelnicze.

Odwracam wzrok, tak jest łatwiej. Dzisiaj zresztą nie chce nic o nim wiedzieć. Nie rozwiążę niczego. Ani sensu jego istnienia, ani nie znajdę dość dobrej odpowiedzi na pytanie dlaczego.

Tuż za murem i dalej, po horyzont widać kolejne arabskie, palestyńskie miasta. Minarety. Często po kilka w jednej osadzie. Pamiętam też już z pierwszej wizyty w Izraelu, że to co za murem jest bardziej szare. Mniej tam zieleni, soczystych jej odcieni.

Moszawa

Dojeżdżamy do Jokne’am. Właściwie tuż przed miastem skręcamy na jednym z rond w prawo i docieramy do Jokne’am Moszawa, dawnej spółdzielni, którą w 1935 roku założyli między innymi syjoniści wszelkiej orientacji i żydowscy imigranci między innymi z niemieckiego Bytomia i polskiego Bielska. Na zdjęciach publikowanych przez Jacka Proszyka („Życie według wartości. Żydowscy liberałowie, ortodoksi i syjoniści w Bielsku – Białej, Jaworze 2012), widać tamten czas i młodych Żydów pracujących przy budowie domów, odwiertów artezyjskich. Na zdjęciach dominuje syjonistyczny entuzjazm i szeroki uśmiech. W listach do domów więcej jest już prawdy. Opisów trudów zamieszkiwania na nieużytkach, złej sytuacji ekonomicznej i tego, że bycie pionierem oznacza czasami klepanie biedy, której nie znało się przed emigracją.

Współczesna moszawa przypomina plan wioski, jaki spotkalibyśmy na kontynencie. Jest jakiś centralny punkt, dawna obora i silos zbożowy zamieniony na sklep, dom kultury i lokalną, bardzo cenioną koszerną  restaurację Tanduka.

Obok plac, dawne zabudowania rady (dzisiaj szkoła) i prosty budynek synagogi. W niej śpiewał Samuel Hirsch. Nie zawsze. czasami. Tam też znajdziemy tabliczkę z jego imieniem i nazwiskiem, jaką tradycyjnie umieszcza się w domu modlitwy po śmierci członka wspólnoty.

Wnętrze synagogi w Jokneam Synagoga w Jokneam, fasada

Tablica z synagogi; inskrypcje odnoszące sie do Martina i Samuela Hirsch

Dzisiaj Jokne’am wita przybysza starą zielenią wysokich drzew, cieniem potężnych eukaliptusów zabijających wylęgarnie malarycznych komarów. Widok domków schowanych w zieleni. Nieco małych, przycupniętych do ziemi, ale przypominających podobne z Europy. Z tą różnicą, że miast jabłoni skrywają się w cieniu dawanym przez drzewa cytrynowe i pomarańczowe.

Stara tablica - dom Hirschów

Dom Samuela i Hannah Hirsch (d. Kramer) Jokneam, 2017 Eukaliptusy w Jokneam, (Izrael marzec 2017)

Zdjęcia i wspomnienia

Zanim jednak się rozglądnę, wysiądę z samochodu, przywołuje inne obrazy. Jest ich w istocie kilka. To zdjęcia z rodzinnych albumów rodziny Hirsch.

Na jednym z nich jest Leopold Saul Kramer. Elegancki łotewski Żyd, biznesmen z Libau (łot. Liepāja). Stoi na nabrzeżu gdyńskiego portu. W tle MS Polonia z podanym na burcie portem macierzystym w Gdyni. Statek dość słynny, bo nie tylko z tego powodu, że odbywał regularne rejsy między Europą, a Hajfą do 1939 roku. To na jego pokładzie doszło do słynnego i potężnego przemytu broni do Palestyny w 1936 roku. Tymczasem jest rok 1935 i Leopold Saul Kramer rozpoczyna swoją podróż do Hajfy. W Palestynie był już rok wcześniej, by kupić ziemię w moszawa w Jokne’am. Teraz definitywnie opuszcza rodzinną Łotwę, a wcześniej Lipawę. Wraz z nim są żona Deborah i córka Hannah, która ma wtedy 9 lat. Nie boi się podróży. Ufa rodzicom i w to, że jej tate wie co robi. W 1937 roku także na pokładzie MS Polonia przybędzie do Hajfy Samuel Hirsch. Dziesięć lat później pobierze się z Hannah.

Lipawa

Tymczasem powróćmy do zdjęć z Lipawy.

Grupa jest liczniejsza. Nie ma fotografii, na której byliby wszyscy. Wraz z nimi podróżuje kilka cioci i wujków, dzieci. Wszyscy są z Lipawy, a że w domu używa się hebrajskiego i niemieckiego, na długie dziesięciolecia wspomnienia krążyć będą wokół wyjazdu nazywanej z niemiecka Libau. W domu przez lata mówić się będzie po niemiecku, szczególnie gdy dorośli będą chcieli omówić coś poza wiedzą dzieci. A potem przestanie.

Żydzi z Niemiec, z Łotwy różnią się od innym żydowskich emigrantów. Są mocno zasymilowani z europejską kulturą. Pewni swojej pozycji. Łotewscy, podobnie jak ci z Niemiec, mówią po niemiecku. Wielu zabrało z sobą meble i przedmioty z „tamtego” świata. Do czasu Nocy Kryształowej mieli silne przywiązanie do kultury niemieckiej. No i noszą  marynarki. Z ich powodu, będą powszechnie przezywani przez miejscowych Żydów „Jekke” (niem Jacke – marynarka).

Niektórzy, przytłoczeni ciężką pracą i upałami, po krótkim pobycie zdecydują na powrót do Europy. W Palestynie – jak mówili – było dla nich po prostu za gorąco i tęsknią za domem. Powracają jeszcze przed wybuchem wojny na Łotwę. Żadne z nich nie przeżyje.

W 1935 roku, gdy Kramerowie opuszczali swój dom, w łotewskiej Lipawie mieszkało 7 379 Żydów. Wojnę przeżyje w ukryciu zaledwie dwudziestu, trzydziestu. Brak jest dokładnych danych.

Nic nie pozostanie z dwóch synagog zbudowanych w ostatnim ćwierćwieczu XIX wieku. Główna (chóralna) synagoga stała w zabytkowym centrum miasta, a druga – w jej nowej części. Żydzi do Lipawy przybywali z Rosji, Polski i Litwy. Żyli tu lata całe nielegalnie. Działo się tak po części dlatego, że port w Lipawie był jednym z największych europejskich portów tranzytowych dla żydowskich emigrantów. W okresie między rokiem 1906, a 1910 właśnie z tego miejsca Imperium Rosyjskie opuściło ponad 100 000 osób.

1941

Los społeczności żydowskiej przypieczętowały dwa zdarzenia.

Dekret Stalina, wydany tuż przed wybuchem wojny 14 czerwca 1941 r., zaprowadził 181 Żydów lipawskich, w większości niemieckojęzycznych,  na Syberię. Większość nie przeżyła.

Gdy pod koniec czerwca 1941 r. do Lipawy wkroczyły wojska Wehrmachtu, w mieście nadal było około 7 000 Żydów. Także ci z terenów podmiejskich zostali przetransportowani do Lipawy. W pierwszych dniach po wkroczeniu nazistów w centrum miasta zastrzelono 33 Żydów.

8 i 9 lipca 1941 r. setki żydowskich mężczyzn zostało przetransportowanych z miejscowego więzienia nad morze i tam (na południe od miejscowej latarni morskiej) zostali wymordowani przez plutony egzekucyjne. Pod koniec lipca 1941 r. doszło do masowych egzekucji przeprowadzonych przez Niemców i jednostki paramilitarne Łotyszy w znajdującej się na północ od Lipawy, Skede. W okresie między 15, a 17 grudnia 1941 r. zamordowano 2 773 Żydów.

Był to koniec istnienia społeczności żydowskiej w Lipawie i śmierć wszystkich krewnych Hannah Kramer.

Zdjęcie klasowe i smak bałtyckich szprotek

Tego wszystkiego nie dowiaduję się jednak w Jokne’am. Sięgam do źródeł, sprawdzam. Wszystko dlatego, że gdy jestem już w domu 91-letniej Hannah Hirsch, z domuKramer, pokazuje mi pewne zdjęcie, a może to ja widząc je na ścianie pytam, co przedstawia? Pytanie jest nieco oczywiste, to co widać na fotografii mówi już wiele.

To zbiorowy portret szkolny. Więcej niż liczna gromadka dzieci (jest ich blisko, a może więcej niż 100) otacza dorosłych.  To nauczyciele. Hannah Hirsch pomaga mi w odnalezieniu jej na fotografii. Mama Hannah, Deborah Kramer specjalnie na tę okazję uszyła jej jedwabną sukienkę. „Przyjście do szkoły fotografa to było wielkie święto”- mówi. Po czym dodaje. „Poza mną, nikt z tej fotografii nie przeżył…” „Tylu nas było i nikt poza mną”.

Szkolne zdjęcie z Lipawy, ok. 1933 Hannah Kramer - Hirsch (detal)

Stawianie kropki nad i

Rozmawiamy, czasami przechodzimy na niemiecki. Język ważny, dzisiaj wywołuje wzruszenie, ale po wszystkich tych latach, został wyparty i nieco zapomniany. Gdy na stół w kuchni jako prezent trafiają wędzone szprotki z Rygi kupione w delikatesach w Tel Awiwie (nie ja je przywiozłem), powracają na moment wspomnienia z Łotwy, z początków życia w Izraelu, trudu wychowywania czwórki dzieci, jakie miał Samuel (Franz) Hirsch i Hannah Hirsch z domu Kramer mieli w Jokne’am. Dla mojej opowieści najważniejsza pozostanie Michal. To ona we wrześniu 2016 roku odwiedziła Bytom i wraz z mężem Haim Noy, uczestniczyła w prezentacji kipy Samuela Hirscha. Ona też przywozi mnie do Jokne’am i oboje wiemy, że było to konieczne by historia  kipy z Bytomia zatoczyła swój krąg i się domknęła…

Hannah Hirsch (d. Kramer) przed swoim domem wraz z córkami Michal i Gila, Jokneam 2017

Obok pokoju, w którym się spotykamy, ostatnie tygodnie życia spędził Samuel Hirsch. Prowadzony przez Michal, bardzo dyskretnie spoza progu rzucam okiem na przyciemnione wnętrze. Niewiele się od tego czasu zmieniło.

Na ścianach zdjęcia. Niemal vis a vis łóżka Samuela Hirscha wisi fotografia jego dziadka i ojca Martina Hirscha. Tego, który znalazł kipę na zgliszczach bytomskiej synagogi.

Jerozolima. Esej fotograficzny – pierwszy . Izrael (5)

Trudno jest coś napisać o tym miejscu, czego by nie napisano. Nie zabrzmi oryginalnie informacja, że ma więcej imion niż większość miast na świecie. Syjon, Jeruzalem, Ariel, miasto Dawidowe… Jerozolima.

Podróż z Tel Awiwu, do centralnego dworca Jerozolimy, zajmuje około 50 minut. Autobus nr 405, wyposażony w doskonałe łącze internetowe (jak wszystkie tutaj), mknie z przedmieść Tel Awiwu do Jerozolimy, unosząc na swym pokładzie ludzi takich jak ja, turystów, ale zdecydowanie dominują młodzi Izraelczycy. Większość z nich to żołnierze i żołnierki. Bertolt Brecht byłby zadziwiony tą zamianą sprawnej markietanki Mutter Courage, na równie przebojową kobietę-żołnierza, noszącego ciężki worek z czymś tam i karabin.

Kipy pasażerów widziane z tylu autobusu rytmicznie falują, gdy bierzemy kolejne zakręty wzgórz, zanim docieramy do Jerozolimy.

Izrael, z perspektywy nie-pielgrzyma jest co najmniej tyle wart, co doświadczenie pielgrzymie. Patrzę przez szybę autokaru i widzę z rzadka opuszczone osiedla w dolinach. Przypominają mi to, co w jakimś sensie jest niemal biblijnym wyobrażeniem tej ziemi. Kamienne domy, małe okna, sterczące drzewa oliwne w ich otoczeniu.

Podróż do i po Izraelu oznacza, że w miejsce tego co wokół i co naprawdę, wypełniamy swoją pamięć obrazami Ziemi Świętej do jakiej mentalnie tęsknimy, jaką znamy z literatury, Biblii lub po prostu z naszych o tym miejscu wyobrażeń. Przypomina mi to poszukiwania Japonii, jakiej podejmują się turyści przybywający na wyspy i mający w głowie, w miejsce wrażliwości na to co zobaczą, obrazy wyniesione z drzeworytów Hiroshige, kadrów Kurosawy, czy komiksów manga. W końcu nie widza niczego i wracają rozczarowani.

Jerozolima wita mnie wiszącym mostem Harfą Dawida, który znajduje się w pobliżu dworca autobusowego i – co z uwagą zauważam – niemal w sąsiedztwie izraelskiego ministerstwa finansów.

Kilka kroków dalej, znajduję przystanek tramwaju linii nr 1 i po pomocy udzielonej mi przez uczynnego pracownika komunikacji miejskiej mam w ręku bilet na podróż w okolice starego miasta i Bramy Nowej w pobliżu Wieży Dawida. Po raz kolejny przekonuję się w Izraelu, jak w niewielkim stopniu pomaga tutaj j. angielski. Przynajmniej automat do biletów nie mówi w tym języku i bez pomocy odzianego w pomarańczową kurtkę pracownika  pomagającego takim nieszczęśnikom jak ja, spędziłbym przy nim dodatkowe minuty, odczytując nieznany mi hebrajski, oczywiście zapominając, że mam czytać  od prawej do lewej i poszukiwać sensów, których nie odnajdę.

Sunę ulicami miasta w nowoczesnym cielsku tramwaju. Kilkadziesiąt minut i docieram w okolice miejscowego ratusza. Tuż obok wyrastają mury starego miasta. Biały i żółciejący kamień z jakiego wzniesiono Jerozolimę daje mi poczucie przynależenia i bezpieczeństwa. Odtąd będzie mi towarzyszył przez cały czas. Nie mogę inaczej widzieć tego miasta, niż przez pryzmat bieli jego kamieni.

Jest też inna perspektywa. Sugestywne i porywające wizje bł. Anny Katarzyny Emmerich. Idealne wprowadzenie do tego, by przejście przez stacje drogi krzyżowej na Via Dolorosa, stało się czymś więcej niż prostym spacerem, przerywanym głosami sprzedawców i potknięć o schody lub zderzeń z innymi przechodniami. Zanurzam się w miasto.

Jerozolima. Zapis fotograficzny pewnego wczesnomarcowego dnia.

Terra sancta Holy Land (Christian Section)

Własna droga / My own way (Jerozolima, 2017) Na ulicy / In the street (Jerozolima- Jerusalem, Israel, 2017)

Scene in the city / Sena uliczna (Jerozolima) Heading for the Western Wall / Jadac w stronę Murru Zachodniego (Jerozolima, 2017)

Via Dolorosa, Jeruzalem Droga. Stacja trzecia. Via Dolorosa Station 3.

 Jerusalem web /Pajęczyna Jeruzalem Uliczki Starego Miasta - Złota Kopuła

 Pepek świata / The very center of the world (Jerusalem, The Church of the Holy Sepulchre)

The place/ To miejsce (The Church of the Holy Sepulchre - Bazylika Grobu Bożego)

 Holy Sepulchre / Grób Boży (Jerozolima) Kaplica Grób Boży po remoncie / The Chapel of the Holy Sepulchre (after renovation in early 2017)

Kobiety na Gogocie / Women on Calvary(The Church of the Holy Sepulchre / Bazylika Grobu Bożego)  Golgota / Calvary

Orthodox monk / Mnich ortodoksyjny 

Krzyże / Crosses (left by Crusaders)

 Meeting / Spotkanie (Jerozolima, Bazylika Grobu)

Dotknięcie / Touch (Stone of the last The Stone of Anointing) Dotyk / Touch (2nd version)

Western Wall / Ściana Zachodnia (1) Western Wall / Ściana Zachodnia (2) Western Wall / Ściana Zachodnia (3)

Popatrz! / See there! Western Wall / Ściana Zachodnia, Jerozolima At the Western Wall / Przy Murze Zachodnim

Modlitwa / A Prayer (Jerozolima)

Flagi / Israel (Old Jerusalem, Jeiwish Section)

Coming out of the shadow / Wychodzenie z cienia (Latin Section, Jerusalem)

Co ja tutaj robię? What Am I doing here (Jewish Section, Jerusalem)  

Starwberries / Truskawki (Close to Damascus Gate / Pobliże Bramy Damaszku ( Jeruzalem) Handlarz dywanów (Jeruzalem) / Salesman of the carpets, Jerusalem

Wspinaczka do nieba / Stairway to heaven (Western Wall)

Paradies'gardens / Rajskie ogrody (Jeruzalem) Mon over the city / Księżyc nad miastem

Jerozolima. Drzwi do świata chrześcijan. Izrael (4)

Prawo wyłącznego posiadania kluczy do Bazyliki Bożego Grobu i korzystania z nich należy do dwóch rodzin muzułmańskich: Dżuda i Nusajba.

Jest częścią obowiązującego od 1757 roku Status Quo regulującego stosunki między wyznaniami chrześcijańskimi na terenie bazyliki. Status quo to porządek prawny, który dobrowolnie przyjął na siebie świat chrześcijański, skłócony i do niedawna brnący w małostkowych sporach.

Rodziny odpowiedzialne za otwieranie drzwi  robią to na mocy prawa przyznanego im w 1246 roku przez As-Salih Ajjub, kalifa z dynastii Ajjubidów. Status Quo jedynie utrwalił tę tradycję.

Codzienne ceremonie otwierania i zamykania drzwi są szczegółowo uregulowane i można je przeprowadzić na trzy różne sposoby. Rytuał otwierania bazyliki rozpoczyna się w dokładnie wyznaczonych godzinach.

Wersja podstawowa polega na tym, że zakrystian wyznaczony z grona trzech osób pełniących tę funkcję, uchyla tylko jedno skrzydło.

Wariant drugi pozwala na otworzenie obu skrzydeł – lewego przez zakrystiana, a prawego przez klucznika.

Trzeci, uroczysty sposób, stosowany jest w dni świąteczne między innymi w soboty Wielkiego Postu.

Zakrystianie zbierają się wewnątrz bazyliki przy bramie. Mieszkający poza bazyliką klucznik (siedziba strażników tzw. muslim guard mieści się wewnątrz bazyliki na lewo od wejścia), przychodzi o ściśle określonej porze. Po otworzeniu przez klucznika małego okienka w skrzydle bramy, zakrystianie wysuwają na zewnątrz drabinę, która zostaje oparta o bramę i służy mu do sięgnięcia do górnego skobla.

Operacja zamykania przebiega w odwrotnej kolejności. Za każdorazowe otwieranie i zamykanie bramy, klucznik otrzymuje wynagrodzenie. Sowite mam nadzieję.

Mijając drzwi bazyliki, zabieram ze sobą wspomnienie odnowionego po ponad dwustu latach sporów i kłótni Grobu Bożego.

Odzyskuję wiarę, że również zwyczaj otwierania i zamykania drzwi ustanie, a coś tak prozaicznego jak przekręcanie klucza w zamku do świątyni, nie będzie wywoływało dreszcz emocji w chrześcijańskim świecie…

Zamek (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima) Zamek (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Drzwi do bazyliki (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Spotkanie w drzwiach (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima) Drabina (Bazylika Grobu Bożego, Jerozolima)

Jerozolimska bar micwa. Izrael (3)

Jerozolima. Żydowska część miasta.

Ściana Zachodnia, a właściwie jej 48 metrowy fragment zarezerwowany wyłącznie dla mężczyzn. Widok kamiennych ciosów uzupełniają tym razem dwie nastawy Aron ha kodesz, w których przechowywane są święte zwoje Tory. Widzę je ilekroć przesuwana jest dekoracyjna tkanina parochetu osłaniająca zawartość Świętej Arki.

Cztery lata temu ich tam nie było. Wówczas ściana świątynna była bardziej atrakcją turystyczną niż miejscem, gdzie profanum w tak przekonywający sposób przeistacza się w sacrum.

Stoję ze swoją gliwicką jarmułką (jej losy to zupełnie inna , długa historia) przy murze i obserwuję to, co się dzieje. Niemal taśmowo odbywają  się tego dnia (jest marcowy poniedziałek) bar micwy, jedna po drugiej.

Ich uczestnicy w religijnym zapale i uniesieniu niemal unoszą na swoich barkach żydowskich chłopców, którzy już za chwilę staną się mężczyznami i pełnoprawnymi członkami wspólnoty.

Błyskawicznie unoszone są zwoje tory. Grupki szybko docierają w pobliże ogrodzenia, za którą znajduje się  kobieca część placu przed świątynnym murem.

Otulona w ozdobna sukienkę, Tora trafia na pokryty aksamitem stół zaaranżowanej w ten sposób bimy.

Wszyscy w napięciu wsłuchują się w słowa Pięcioksięgu. Kilka słów komentarza wypowiadane przez chłopca, po czym  grupa radośnie wykrzykuje niezrozumiałe dla mnie słowa. Po chwili już wiadomo, że chłopiec pożegnał się z dzieciństwem i osiągnął  pełnoletniość wobec prawa i wspólnoty. Kobiety –  ich matki, babcie i siostry obserwują to wszystko zza ogrodzenia. Są, ale jakby ich nie ma…

Tego dnia, w ciągu jednej godziny czynność ta powtarza się kilkakrotnie.

Słowa wędrują z placu przed murem prosto do nieba… przemieszane z  tym co codzienne i nieodświętne.

***

Wikipedia mówi:

Bar micwa (hebr. בר מצוה syn przykazania) – uroczystość żydowska, obchodzona od XIV w. Podczas takiej uroczystości chłopiec żydowski staje się pełnoletni wobec prawa.

Pierwszego dnia po 13. urodzinach chłopców uznaje się za dorosłych (tj. zdolnych do przestrzegania przykazań Prawa Mojżeszowego). Od tego czasu są odpowiedzialni przed Bogiem za swe czyny. Mogą brać pełny udział w uroczystościach religijnych, odbywających się w synagodze.

Podczas uroczystości bar micwy chłopcy wzywani są po raz pierwszy do odczytania fragmentu Tory oraz wygłoszenia do niej komentarza.

Chłopcu zakłada się wtedy tefilin, czyli „filakteria” – małe, skórzane pudełeczka, które zawierają napisane na pergaminie wersety Tory. Jedno z takich dwóch pudełeczek znajduje się na czole, a drugie przymocowane jest do lewego ramienia u praworękich (u leworękich do prawego). Oznacza to, że chłopiec oddaje się na służbę Bogu wolą, czynem i rozumem. Wtedy otrzymuje również od rabina torę i modlitewnik. W XX w. podobne ceremonie zostały wprowadzone także dla dziewcząt (bat micwy).

Początek (cykl: Bar micwa, Jerozolima 2017) Radosny pochód (cykl: Bar micwa, Jerozolima 2017)

Otwieranie księgi (cykl: Bar micwa) Znajdowanie słów (cykl: Bar micwa)

Bar micwa. Już po (cykl: Bar micwa, Jerozolima, 2017)

Tora powraca (cykl: Bar micwa, Jerozolima 2017) Powrót Tory (cykl: Bar micwa, Jerozolima, 2017)

Pamiątkowe zdjęcie (cykl: Bar micwa, Jerozolima 2017)

Znajdowanie słów (cykl: Bar micwa, Jerozolima, 2017)

48 metrów (Ściana Zachodnia, Cykl Bar micwa, 2017) Sacra conversazione. (cykl: Bar micwa, Jerozolima 2017)

Zanim Bar micwa (cykl: Bar micwa, Ściana Płaczu, Jerozolima)

Szabasowa winda. Izrael (1)

Szabas dla gościa ortodoksyjnego hotelu w Tel-Awiwie oznacza kilka zmian w stosunku do rutyny pozostałych dni tygodnia.
Gdy w piątkowy wieczór (tym razem po 16.30) rozpoczął się czas świętowania, zupełnie nieopatrznie wsiadłem do „szabasowej” windy (hotel reklamował ją na swoich stronach do czego oczywiście nie przykładałem żadnego znaczenia), a ta „sama z siebie” jęła się zatrzymywać na każdym piętrze podstarzałego hotelu w centrum Ramat Gan. Dzięki temu, jak dowiedziałem się później, ortodoksyjny wyznawca judaizmu nie narusza zasady powstrzymania się od wszelkich czynności, które można uznać za pracę… Zwolnienie go z konieczności wykonywania pracy, czyli naciskania przycisków pięter w windzie, wydało mi się zakazem tyleż oryginalnym, co nieco anachronicznym…

Poza tym, że była to jedna z najdłuższych podróży windą jaką kiedykolwiek odbyłem ( mieszkałem na 10.piętrze hotelu, oddychając z ulgą, że nie dano mi pokoju na 16. kondygnacji), mogłem pocieszać się tym, że na szczęście istnieje zasada pikuach nefesz zezwalająca na łamanie zakazów szabasu w przypadku zagrożenia życia. Ta dawała mi przez kolejne dni wątłą nadzieję, że w przypadku zatrzymania się między piętrami, ktoś jednak wyciągnie do mnie pomocną dłoń i nie skaże na dwudniowe przebywanie w szybie hotelowej windy bez jedzenia i picia… uznając to za rodzaj zagrożenia dla mego jestestwa… (to z lekka naciągana interpretacja wskazań Tory, ale może by zadziałała?)
Oderwanie się od codziennych i przyziemnych spraw, co nakazuje tradycja szabasu, obeszła mnie już bardziej osobiście, gdy od czasu do czasu nagle w hotelowym pokoju brakowało prądu, a ciepła woda (ogrzewana współczesnym ogniem, czyli elektrycznie) zamieniała się pod prysznicem w lodowatą strugę. Drobiazgiem było to, że hotelowy router Wi-Fi padał pozbawiony zasilania i ogólnie rzeczywistość, choć odświętna, szarzała i zawężała się do wymiarów pokoju, w którym mieszkałem. A wszystko dlatego, że wzniecanie kiedyś ognia (zakazane w czasie święta), dzisiaj zrównane z uruchamianiem elektryczności, to inny rodzaj aktywności „wykluczonej”.
Nie ogarniałem, przyznaję, logiki tego ograniczenia, gdy śniadaniową kawę musiałem przygotować zalewając „neskę” niby-wrzątkiem o mocno obniżonej temperaturze, bo nie ma prądu lub właśnie go wyłączono… Nie to jednak szczerze mnie zadziwiło, a raczej fakt, że ekspres do kawy też w czas szabasu „nie pracuje”. Tym razem już z dwóch, „skumulowanych” powodów.
Jednym jest brak prądu, drugi (gdy prąd już jest) sprowadza się do fundamentalnej kwestii tego, czy można w czas szabasowego święta narażać kogokolwiek (kto naciśnie przycisk w ekspresie, by dokonać wyboru między cappuccino, espresso na przykład), na wykonywanie zabronionej pracy… By wybór ten nie rodził wątpliwości, ekspres na czas szabasu po prostu oficjalnie „nie działa”. Wtyczka do prądu, zbędna, smętnie zwisała z kontuaru… na którym tkwił bezczynnie.
Perspektywa tego, że przez najbliższe dwa dni nie będę mógł rozpocząć poranka od filiżanki mocnej dobrej kawy, nie wzbudzała mego entuzjazmu… W oczywisty sposób stan ten wymuszał poszukiwanie alternatywnego miejsca do jej spożycia.
Gdy w sobotni poranek opuszczam hotel jestem w pełni gotowy do stawienia czoła świątecznej rzeczywistości i odkrywania Izraela, którego tak naprawdę nie znam.
Byłem tutaj cztery lata temu, też w marcu. Działo się to w przededniu smutnego końca projektu nowej wystawy stałej w Muzeum Śląskim, wiec czas ten szczególnie dobrze pamiętam. Trudno jednak tamtą podróż uznać za szansę na jakieś szczególnie dogłębne poznanie Izraela. Nie mogła być nią wiedza wyniesiona z pielgrzymki do Jerozolimy, Jerycha, nad rzekę Jordan, Jezioro Tyberiadzkie, do Betlejem, czy do Nazaret.
Jeszcze tylko lekkie pchnięcie zazwyczaj samodzielnie otwierających się drzwi do i z hotelu, które w czas szabasu też ‘nie pracują’. Robię to już bez specjalnego zdziwienia (proces socjalizacji szybko postępuje) i w sumie to już nie wiem, co lepsze. Czy to, że prąd  pracuje za mnie i drzwi te otwiera, czy fakt, że to ja je pcham, nie czekając na to kiedy prąd będzie, a kiedy go zabraknie.
Tuż za drzwiami hotelu owiewa mnie ciepłe, choć wciąż rześkie powietrze. Niemal letnia temperatura poranka (na dworze jest około 18-19 stopni).

Szybko opuszczam ulice Ramat Gan w poszukiwaniu białego Tel Awiwu i tego co dalej. Sam jeszcze nie wiem jak i gdzie, i dlaczego…

Wschód Słońca nad Ramat Gan (Izrael)

Ziemia Święta / Holy Land. Spojrzenie / A Glimpse (1)

Zapis podróży. Wrażeń. Marzec 2013 roku. Pierwsze spotkanie z Izraelem, Palestyną.

Notatnik subiektywny, pozbawiony potrzeby kategoryzacji.

Zdjęcia wyciągnięte z archiwum, odkurzone.

Fragment, spojrzenie, a glimpse…

***

The record of the journey. Impressions. March of the year 2013. The first visit to Israel and to Palestine…

Subjective notes, done without the  need to place motives in any specific order.

Taken from the personal archives. The dust been taken off to recall the colors and shadows…

A piece, a glimipse, spojrzenie…

Początek. Lotnisko Bena Guriona, Tel Awiw / The Beginning. Ben Gurion Airport, Tel Aviv

Via Dolorosa - Rzymska droga / Via Dolorosa (Roman Road) (Jerusalem)

W drodze na targ / Going to the market (Jerusalem in the morning)

 Idący / A walking man (Jeruzalem, Jerusalem)

Grób Boży / Holy Sepulchre (Jerusalem)

Krzyże, Krzyżyki, krzesło... / Crosses, Coptic crosses and a chair (the Monastery of the Egyptian Coptic Monks, Jerusalem)

Światło / Light (Grób Boży - Holy Sepulchre, Jerusalem)

Wetern Wall / Mur Zachodni (Jerozolima, Jerusalem)

Ściana Płaczu, część kobieca / The Wailing Wall, female section

Biblioteka / Library (The Western Wall / Ściana Płaczu, Jerusalem)

  Ściana Zachodnia / The Western Wall /

 Standstill - Zatrzymanie (The Wailing Wall / Ściana Płaczu ) Tak, słucham? / Yes, who's on line? (The Western Wall / Ściana płaczu)

Prośby i modlitwy / Requests & Prayers (Western Wall)

Góra Oliwna / Mount of Olives (to the right)

Dolina Cedronu, Grób Zachariasza / Kidron Valley, Tomb of Zechariah (Jerusalem)

Mur / Wall (on the Israeli-Palestinian Border; illegal photo since the tourists are discouraged to take any)

 

 

Pielgrzymowanie. Jerozolima Męki Pańskiej

Wędrówki śladami męki i śmierci Chrystusa w Jerozolimie, to spotkanie światów: sacrum i profanum. Sfery te zresztą przenikają się czasami bardzo niejednoznacznie…

Bo czymże innym jak swoistą ambiwalencją dla przestrzeni sacrum jest status quo obowiązujący w Bazylice Grobu Pańskiego od połowy XIX wieku (ostatnie firmany sułtana osmańskiego z 1852 i 1853 roku). Nie sam status naturalnie, precyzyjnie określający rozgraniczenie praw poszczególnych kościołów w obrębie świątyni, lecz jego następstwa. Postawa najpotężniejszych rodzin religii chrześcijańskich (Ormian, koptów, prawosławnych i katolików), które nie potrafią wyjść poza własne ograniczenia. Skutkiem tego jest widoczna niechęć, skłócenie, a w efekcie stan zaniedbania i opuszczenia, którego doświadczamy niemal na każdym kroku w jednej z najważniejszych świątyni chrześcijaństwa…

Do Bazyliki nie wchodzimy pierwotnym wejściem  (jest zamknięte; należy bodaj do Ormian lub prawosławnych, w sumie jakie to ma znaczenie do kogo, skoro zamknięte?), wielokrotnie potykamy się o śmieci, a wiele z miejsc w kościele, ma raczej piwniczny niż sakralny wymiar. Są odrapane, brudne, pachnące wilgocią i tym co w nich zostało. Świątynia, bywa remontowana tylko po to, by przeciwdziałać ewentualnym katastrofom budowlanym. Bodaj najbardziej spektakularnym przykładem tego stanu rzeczy jest stalowa konstrukcja Anastasis (budowli skrywającej grób Chrysytusa) opinająca ją „ratowniczo” od… 1947 roku.

W Bazylice trwa typowy dla tego miasta i trzech dominujących tu religii rwetes. Niemal taki sam jaki spotkamy na uliczkach Via Dolorosa. Hałas, atmosfera rozpięta między piknikiem, a miejscem naznaczonym.

Pielgrzymi w pospiechu przechodzą przez trasę w obrębie Bazyliki. Prędzej czy później trafiają do kolejki stojącej do grobu Chrystusowego, gdzie – gdy bywa bardziej gorąco – porządku poza mnichami prawosławnymi, strzeże izraelska policja.

Lśniąca powierzchnia kamienia ostatniego namaszczenia (pochodzi w istocie z początku XIX wieku) bywa tak samo celem adoracji wiernych, jak i nachalnych czynności poświęcania wszystkiego co znajdzie się w plecaku turysty, pielgrzyma, czy handlarza „świętościami”. Tam ich wino z Ziemi Świętej, staje się jeszcze bardziej święte, bo na kilka sekund położone na zimnym kamieniu. Na marmurze lądują też liczne woreczki ziemi z Ziemi Świętej, różańce, części garderoby…

Miniaturowa forma Grobu Bożego („pomniejszona” skalą całej Bazyliki) spętana w stalowym uchwycie, stoi poczerniona, ogorzała od tysięcy świec, których światło niesie modlitwę wiernych lub jest rodzajem upamiętnienia obecności w tym miejscu.To dla tych,  dla których bazylika, to jedna z wielu i kolejnych atrakcji Jerozolimy…

Trudno jest w tym miejscu znaleźć  czas i miejsce na coś, co nazwać można wyciszeniem, rozmową wewnętrzną, chwilą modlitwy…

Ale też wiem, że istotną zmianą która nastąpiła od czasu mojego pobytu w Jerozolimie, jest i to także, że wymiar tamtych zdarzeń nabrał zupełnie nowego, konkretnego kształtu. Mogę z obrazem tym polemizować, spierać się o to jaki jest (wówczas gdy rozczarowuje lub zaskakuje), ale jest ze mną i już pozostanie.

 

Droga (Jerozolima, 2013) Życie o poranku na Via (Jerozolima, 2013)

Kaplica Adama (pod Skałą Golgoty)  (Jerozolima, 2013)

"Niewiasty nakładły wonności do martwych rąk, koło nóg i pod nogi" (z objawienia Bł. Anny Emmerich) (Jerozolima, 2013; kamień ostatniego namaszczenia)

Grób (Jerozolima, 2013) Grób i pielgrzymi (Jerozolima, 2013)

Świece przy Grobie (Jerozolima, 2013)

Wejście do Grobu... (Jerozolima, 2013)

Historia zapisana... Krzyżowcy (kaplica św. Heleny; Jerozolima 2013)

Miejsce (umieszczenia Krzyża Świętego; Jerozolima, 2013)

 

 

Betejem. 2014 lat później

Nie wiem, jakie było Betlejem 2014 lat temu… To znaczy domyślam się, rekonstruuję fakty, ale w oczach mam to współczesne miasto.

Wyobraźnię zbyt mocno obciążają obrazy, które z tamtym zdarzeniem, nie mają zbyt wiele wspólnego.

W obrazie współczesnego Betlejem, nie ma nic z tradycji franciszkańskiej, którą znamy i uznaliśmy za swoją.

Wjazd na obszar palestyńskiego Betlejem, to przejście do innego świata. Za murem, do palestyńskiego getta.

Chyba nie wszystko jest w porządku (jak słyszy się w oficjalnym przekazie mediów izraelskich), bo nadal bezpośrednio na przejściu granicznym nie można wykonywać zdjęć.

Robię je ukradkiem, zwabiony ironicznym graffiti witającym przybyszy.

Zdjęcia zbyt mocno ujawniałyby to coś, co bardziej krytyczne głosy,  nazwałyby obrazem pogardy i lekceważenia. Jednostki ludzkiej i odmienności.

Mimo to turysta i pielgrzym może się tam czuć dobrze i bezpiecznie.Trochę jak w parku tematycznym, gdzie kontekst poznania schodzi na plan dalszy i dba się o przede wszystkim o komfort przybysza.

Pielgrzym nie jest koniecznie zwiastunem dobrej nowiny i cudu narodzin. Z pewnością pozostaje nadzieją na to, że miejscowa ekonomia za jego sprawą, będzie się miała nie gorzej niż rok wcześniej, a mieszkańcy Autonomii w spokoju doczekają kolejnego dnia, miesiąca, roku…

Światy rozpięte między Jerozolimą (jak tutaj na zdjęciu widzianą ze Wzgórza Oliwnego), a biednym Betlejem, są metaforą losów Świętej Rodziny, której nikt nie chciał przyjąć pod swój dach i dlatego dotarła do odległego Betlejem. Myślę, że także współcześnie cud narodzin nie mógłby się zdarzyć w innym miejscu Ziemi Świętej.

Betlejem jest miejscem dla odrzuconych i trwających  w wierze. Zmienione przez cud – narodzin (Jezusa) i odrodzenia (narodowego).

Sacrum dla jednych. Refugium  dla pozostałych.

Dla tych ostatnich  sacrum schodzi na plan dalszy i jest jednym ze zdarzeń na osi czasu (przed i po narodzeniu Chrystusa).

To o nich szepczą trawy porastające brzegi Jordanu… i milczy wyschła Dolina Cedronu w Jerozolimie.

Witamy w Betlejem

Group photo. (Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem)

Ślad. (Wnętrze bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem)

Znak - to miejsce. Grota Narodzenia

Dotyk...

Uliczny warsztat. Betlejem Wytwórca krzyżyków. Betlejem

Franciszkańska wizja (Betlejem. Grota Mleczna)

Jerozolima. Widok z Góry Oliwnej