(Nie)Szczęście świata

Szczęście świata No jestem nieco rozczarowany. Z kilku powodów. Nie jest nią, nieco spowolniona narracja kreśląca atmosferę dusznego lata 1939 roku. Znam ją i w jakimś  sensie bliska jest ona opowieściom tkanym w takich filmach Bernardo Bertolucciego jak „Pod osłoną nieba” (1990), czy w „Ukrytych pragnieniach” (1996). Patrząc na film Michała Rosy „Szczęście świata” (2016), powraca do mnie też klimat „Kroniki wypadków miłosnych” (1986, […]

Historia bez tytułu, początku i końca (12). Spotkanie we Wrocławiu

Jest rok 1917? A może już 1918. Trwa wojna, a to jest ważne zdjęcie. Martin Hirsch stoi na nim po lewej stronie. Obok niego inny podoficer Helmuth Bloch. Pochodził z Mühlbach z Alzacji. Musiał mieć dla Martina znaczenie, bo to jego nazwisko odręcznie pojawia się obok fotografii. I z nim robi sobie zdjęcie. Oficerska czapka Helmutha (ujednolicony wzór z 1917 roku) pozwala na dosyć dokładne ustalenie […]

Historia bez tytułu, początku i końca (11). Matura

Budynek w czerwonej cegle. Trzypiętrowy. Nawiązuje, choć poorany ranami z II wojny, do modnego wówczas stylu niderlandzkiego. Victoriaschule przy dawnej Holzgasse (ul. Kładki 24)… Pierwsza żeńska szkoła (Mädchenschule) w tym mieście. Wzniesiona pod koniec 19. wieku, dobrze wpisywała się w ceglaną estetykę miasta i klimat miast Hanzy. Gdańsk – krótki i odległy od Bytomia przystanek na trasie poszukiwań w tej opowieści. Szkoła nie jest taka zupełnie anonimowa. Gości […]

Historia bez tytułu, początku i końca (10). Fotografia

„Roland Barthes przewraca się w grobie ze zgrozy, słysząc, jak MIT – wtórny system modelujący – likwiduje pierwotny sens języka, czyli tej fotografii” (zasłyszane, dziwnie pasujące) Susan Sontag pisze o fotografiach, po których obejrzeniu się zmieniamy. Bezpowrotnie. Definitywnie. Tak jest w przypadku i tej historii. Staje się inna, a my z nią, gdy oglądamy postaci z jej kart. To „oglądanie” jest zresztą pojęciem umownym. Lewczyński by się ucieszył. Nie lubiłem […]

Historia bez tytułu, początku i końca (8). List

Napisano go tysiące kilometrów od Bytomia. Krążąc po północnej mapie Izraela odnalazłem miejscowość, która pojawia się w kartce papieru. Papier jest mocny, dobrej jakości.  Słowa ze stanowczością wybite na maszynie do pisania. Pod nim podpis. To główna postać tej historii. Osada, z której go wysłano leży na zielonych, południowo-wschodnich stokach Góry Karmel (pol. Winnica Boga). Nazwa pasuje mi do tego co jest moim wspomnieniem Palestyny i Ziemi Świętej. Niemal […]

Historia bez tytułu, początku i końca (7). Archiwum Herpera

Przeglądam archiwalia po Erwinie Herperze, dyrygencie Orkiestry Górnośląskiej (Oberschlesischer Orchesterring) w Bytomiu. Obfita korespondencja z  Żydowskim Związkiem Kulturalnym Górnego Śląska (Juedischer Kulturbund Oberschlesien).  Niestety, jedynie jakieś ułamki z tego, czym było muzyczne życie górnośląskich Żydów.  Jeszcze mniej informacji na temat chóru synagogalnego. Jakieś zaproszenie na koncert muzyki żydowskich kompozytorów 12 grudnia 1934 roku w Hamburger Hof. W koncercie jest anonsowany udział chóru synagogi […]

Historia bez tytułu, początku i końca (4). Sklepy tytoniowe i kolonialne

Nie wiem czy bliższa jest mi pamięć sklepów cynamonowych z kart powieści Schultza, czy też wyobrażenie jakiegoś tajemniczego i dystyngowanego miejsca jakim mógł być sklep tytoniowy Hirscha w Bytomiu. W oczach stają mi obrazy z filmu Dym (1995, reż.  Paul Auster, Wayne Wang), na które nakłada się wspomnienie gabinetu fajkowego Pana Domu w Willi Oscara Caro. Jego brązowy, koniakowy klimat, przywołuje obrazy wnętrz brązowych kawiarni […]

Pod Białym Bocianem, o szczęściu też

Ta synagoga miała więcej szczęścia od innych. Klika razy. Co najmniej. Najpierw gdy ją wzniesiono, po licznych sporach i nie mając pierwotnie dość pieniędzy, by przejść od słów do czynu. Pierwsze wersy modlitwy popłynęły ku niebu w 1829 roku. W tle był uśmiech Białego Bociana. Jedni mówią, że patrona gospody, która stała w tym miejscu. Inni, że oryginalna nazwa synagogi pochodziła od nazwiska rodziny Storch, która mieszkała w tym miejscu przed wykupieniem […]

Droga Hermana Schindlera. Esej o cmentarzu żydowskim w Gliwicach.

Leży. Jest pomostem, drogą, najlepszym skrótem. Drogą do tamtego świata, na tamtą stronę… Herman Schindler miał 58 lat, gdy umarł w styczniu. Nie wiem, czy był krawcem. To całkiem możliwe. Bo jeśli jego dziad był krawcem, ojciec i bracia, to kim on miał zostać, jeśli nie jednym z nich? Siła tradycji, no i wszyscy wiedzieli, że jak do krawca to do Schindlera… Herman Schindler nie spodziewał się, że odegra taką rolę. Że […]

Pohańbienie. Cmentarz żydowski, którego już nie ma…

Istniał do 1970 roku. Przez kolejne trzy przestał. Dzisiaj jest przypomnieniem tego wszystkiego, czego w nas możemy się wstydzić. Takie postscriptum do „Pokłosia” i „Idy”. Cmentarz żydowski, kiedyś w Ratibor i Raciborzu. Dzisiaj nie-cmentarz, a  symbol pohańbienia.