Yokohama Shashin. Zapiski z klawiatury. Japonia (15)

Raj dla odkrywców

Na początku na przybyszy z Zachodu nikt nie czekał w Japonii. Było wręcz przeciwnie. Obcy (aliens) zaczęli doń napływać od początku epoki Meiji (1868-1912). Było to następstwem przymusowego otwarcia kraju po 1854 roku i decyzji cesarza (wraz z jego otoczeniem) o westernizacji kraju.

Cudzoziemcy szybko znajdowali zatrudnienie w gwałtowanie modernizującym się  kraju. Zapełniali stanowiska na cesarskim dworze jak Ottmar von Mohl, tajny radca na dworze cesarza Mutsuhito, autor interesujących wspomnień pod tytułem Na japońskim dworze (Am japanischen Hofe) wydanych drukiem w Berlinie w 1904 r. Pełnili rozmaite i z reguły wysokie funkcje w tworzącej się administracji państwa. Inni byli  pożądanymi ekspertami. Inżynierami, architektami, których tak pilnie potrzebowało Cesarstwo. Uczyli Japończyków rozwijać przemysły: tekstylny, stalowy, wspierali budowę kolei i rozbudowywali armię. Wprowadzali, jak w Jokohamie, nowoczesną  infrastrukturę miasta. Promowali zachodnią architekturę. Przykłady tego rodzaju budownictwa można nadal znaleźć na nabrzeżu współczesnego portu w Jokohamie. Są wyjątkową pamiątką tamtego okresu, jakich niewiele już w całej Japonii.

Ottmar von Mohl. Strona tytułowa jego wspomnień. Berlin 1904 (ze zbiorów własnych) / Ottmar von Mohl. Front page from his memories from the Emperor's court, Berlin 1904

Stare magazyny w Jokohamie / Old store-houses in Yokohama seaport from the late 19th century (2007) Przeszłość, która trwa / Past that lasts (Jokohama/ Yokohama, 2007)

Początkowo dotarcie do Japonii nie było łatwe.  Podróż na wyspy japońskie oznaczała długą, wyczerpującą i kosztowną podróż. Zdobywało się na nią niewielu. Wkrótce jednak doszło do zmian, które w skali globalnej (jak dzisiaj byśmy powiedzieli)  zainicjowały faktyczne odkrywanie Japonii przez przybyszy z zewnątrz.

Pierwszą ze zmian było uruchomienie transkontynentalnej kolei w USA w maju 1869 roku. Kolej ta, budowana nota bene rękoma tysięcy chińskich robotników, ułatwiła dostęp do portów zachodniego wybrzeża USA, a stąd otwierała drogę na Daleki Wschód (i do Japonii) dla rosnącej liczby przybyszy z kontynentu amerykańskiego. Pierwsze stałe połączenie transoceaniczne z San Francisco do Hong Kongu  (przez Jokohamę, Kobe i Nagasaki) zostało uruchomione już w 1867 roku. Obsługiwała ją Pacific Mail Steamship Company. Turyści podróżowali do Japonii na pokładzie niewielkich (drewnianych) statków parowych. Długi czas podróży, jak wspominała jedna z pasażerek, spędzali spacerując po górnych pokładach statku, zajmując się lekturą książek, słuchając muzyki lub (co było ulubionym zajęciem panów) praktykując ćwiczenia gimnastyczne…

Otwarcie kanału suezkiego w listopadzie  1869 roku, znakomicie zwiększyło liczbę osób, które zafascynowane opowieściami o Japonii, były pierwszymi turystami, którzy w większej liczbie zaczęli napływać do Japonii z Europy…

Jokohama była pierwszym miejscem, które widzieli przybywając do cesarstwa. Wiarygodną wizję ówczesnej Jokohamy przynosi filmowy obraz „Ostatni samuraj”, wielokrotnie przywoływany na stronach tego bloga. Jak wspomina jeden z podróżników tego czasu, bostończyk Harry Hughes, „(…) miasto to było jedną z najbardziej zadziwiających mieszanek tego,  czym było zderzenie Wschodu z Zachodem… (…)”. Najważniejszym adresem w tym mieście dla zachodnich turystów był otwarty już w 1870 roku Grand Hotel, wzniesiony w manierze czegoś, co współcześni nazywali zachodnim stylem właśnie.

Proces westernizacji postępował jednak bardzo dynamicznie i już po 1900 roku osoby przybywające do Jokohamy przypływały do prawdziwie zachodnioeuropejskiego miasta. Oświetlonego lampami gazowymi, wyposażonego w brukowane chodniki i drogi, szczycącego się miejskimi wodociągami, które uruchomiono w 1887 roku.

Pojawienie się turystów w Japonii, pociągnęło za sobą publikację pierwszych relacji z podróży do tego kraju, poczynając od zapisków Komodora Perry’ego z 1854 roku, a kończąc na stosunkowo współczesnych przewodnikach i albumach fotograficznych… Te ostatnie, pierwszemu pokoleniu podróżników na wyspy japońskie, dawały przedsmak czekającej ich przygody i wpisywały się w romantyczną wizję kraju Kwitnącej Wiśni, która  funkcjonowała w Europie i w USA. Fotografia podróżnicza generowała i odzwierciedlała współczesne wyobrażenia o Japonii jako kraju egzotycznego, nieznanego. Zaludnionego postaciami samurajów i gejsz.

Fotografie z Jokohamy

Yokohama Shashin, fotografie z Jokohamy, w pewnym sensie zastępowały lub dopełniały doświadczenia podróżników, którzy przybywali na wyspy japońskie i swoje poznanie kraju ograniczali do… tego portu. Jeszcze bowiem do 1899 roku, każdy przybysz planujący podróże po cesarstwie musiał posiadać specjalny paszport, umożliwiający mu wędrówkę w głąb wysp. Bez tego dokumentu, przed turystami otworem stało jedynie pięć wielkich portów Japonii (Jokohama, Kobe, Nagasaki, Hakodate i Nijgate) i dwa metropolitalne miasta (Tokio i Osaka) wraz z obszarem dwudziestu pięciu mil wokół każdego z tych miejsc. Mimo tych ograniczeń, ruch turystów i poszukiwaczy przygód przybywało. Zdjęcia jedynie podsycały to zainteresowanie. W otwartych miastach  otwierano hotele, które – jak głosiły ich reklamy i opisy – z myślą o przybyszach oferowały im  „dobre zachodnie łóżka”, „wina i alkohol w rozsądnych cenach”, a latem luksus „serwowania lodu”…

W miastach tych powstawały liczne atelier fotograficzne, które dawały możliwość niemal osobistego kontaktu z egzotyką i kolorytem lokalnym. Sesja fotograficzna w stroju samuraja, czy kimonie gejszy stała się obowiązkowym punktem w programie zwiedzania każdego szanującego się turysty. Pracownie fotograficzne wytwarzały zdjęcia z przeznaczeniem na eksport, publikując imponującą liczbę obrazkowych wydawnictw na temat Japonii. Albumów niosących z sobą zarówno prawdziwe wyobrażenia o kraju, jak i tych podporządkowanych potrzebom swoistej projekcji zachodnich turystów na temat tego, czym w oczach owych przybyszy pozostawała Japonia.

Wydaje się, że szczególnie zdjęcia z 2 połowy 19. wieku,  przyczyniły się do stworzenia niezwykle trwałych wyobrażeń na temat mieszkańców tego kraju i panujących w Japonii obyczajów. Fotografie te wzmacniały stare i budowały nowe stereotypy kulturowe. Te skutecznie wrosły w symboliczne wyobrażenia na temat Japonii, które często i zupełnie nieświadomie nosimy w sobie po dziś dzień… Przez ich pryzmat ‚widzimy’ przeszłość Japonii, choć często nie ma ona zbyt wiele wspólnego z prawdziwymi scenami z historii tego kraju.

Na centrum fotografii tego czasu, tj. II połowy 19. wieku, wyrosła Jokohama, gdzie fotografia stała się potężną gałęzią aktywności ekonomicznej jej mieszkańców.

Była to fotografia odręcznie kolorowana, prezentująca pejzaże, typy ludzkie, sceny rodzajowe, portrety. Jeszcze w roku 1867 w Osace było ponad czterdzieści warsztatów fotograficznych, podczas gdy w Jokohamie tylko cztery… Wkrótce sytuacja ta radykalnie się zmieniła i to w Jokohamie zaczęły masowo powstawać studia fotograficzne. Masowo zatrudniano w nich statystów do scen rodzajowych. Miasto stało się centrum produkcji wydawnictw albumowych. Te, publikowane  w formie zbiorów liczących od 50 do 100 zdjęć, oprawiane w ozdobny papier lub dekoracyjnie potraktowaną skórę, setkom, a potem tysiącom turystów napływających do portu i kraju miały zastępować ich osobiste doświadczenie Japonii… lub je utrwalać.

Wytatułowany Japończyk. Zdjęcie z epoki (reprodukcja) / Japanese man with tatoos. Photo from the epoch

Fotografowie z Zachodu

Za prekursora fotografii z Jokohamy uchodzi, pochodzący z Wysp Brytyjskich Felice Beato, który założył swoje atelier latem 1863 roku. Już w roku 1865 oferował zainteresowanym wystandaryzowane formaty zdjęć i cennik albumów. Albumy, poza samymi zdjęciami zawierały opisy pomieszczonych tam fotografii i bardzo szybko zyskały popularność zarówno wśród turystów, jak i między rodzimymi fotografami, znajdując licznych i zdolnych naśladowców. Ich zdjęcia stały się równie popularne, co oryginały. Były autorstwa między innymi Uchidy Kuichi, fotografa z Tokio i Kusakabe Kimbei, znanego fotografa praktykującego w Jokohamie. Miejscowi autorzy zdjęć wypracowali nowe typy ikonograficzne i przedstawieniowe, które na trwale ukształtowały fotografię z Jokohamy i z Japonii tego czasu, w ogóle.

Kolejną postacią na trwale związaną z fenomenem fotografii z Jokohamy jest Adolfo Farsari, fotograf pochodzący z Włoch, którego biografia jest porównywalna do historii głównego bohatera „Ostatniego samuraja” z tą może różnicą, że jest… prawdziwa i równie niezwykła.

Farsari, zagorzały abolicjonista, ochotnik w wojskach Unii i kawalerzysta podczas Wojny Secesyjnej, w 1873 roku wyemigrował ze Stanów do Japonii i osiedlił się w Jokohamie. Tutaj po opanowaniu technik fotograficznych, w 1883 roku  otworzył swoje studio i rozpoczął własną praktykę.

Farsari w istotny sposób wpłynął na ukształtowanie się japońskiej fotografii tego okresu. Jej symbolem stały się ręcznie kolorowane odbitki albuminowe (były to fotografie wykonywane zresztą nie tylko w tej technice). Pomimo nieszczęść i wypadków, które trapiły go  i jego firmę A. Farsari & Co. (np. w 1886 roku wszystkie posiadane przez niego negatywy spłonęły w jego atelier w Jokohamie; nie wyklucza się, że być może  w wyniku działań konkurencji), po jego śmierci pozostało ponad 1 000 negatywów, głównie z dziedziny fotografii pejzażowej i rodzajowej. Miarą sukcesu odniesionego w Japonii było to, że Farsari był pierwszym z fotografów aktywnych w Japonii, któremu zezwolono na wykonanie zdjęć w Ogrodach Cesarskich w Tokio.

Farsari współpracował z wieloma japońskimi fotografami, choć równie liczną i ważną częścią jego zespołu były zatrudnione przez niego osoby… ręcznie kolorujące zdjęcia ( w 1891 roku, na 32 pracowników jego firmy, 19 zajmowało się właśnie kolorowaniem zdjęć). Jego spuścizną były kolejne pokolenia rzemieślników i mistrzów fotografii, które inspirowały się jego pracą…

Fotografia się upowszechnia, niestety.

Kolorowanie zdjęć, w jakimś sensie i paradoksalnie przyczyniło się do… upadku fotografii z Jokohamy. Stało się tak, gdy począwszy od  1888 roku, w Tokio, zaczęto fotomechaniczne (światłodrukowe) wytwarzanie zdjęć kolorowanych.

Takie zdjęcia były zdecydowanie tańsze, wytwarzano je masowo, co w praktyce oznaczało koniec ekskluzywnych albumów z Jokohamy. O nowych zdjęciach  z Tokio pisano, reklamując ich zalety, że ich „kolory nigdy nie płowieją” i są zawsze doskonałe technicznie, czego istotnie nie dało się powiedzieć o fotografiach powstających w rzemieślniczych warsztatach Jokohamy.

Gdy w 1900 roku dopuszczono w Japonii do obrotu handlowego pocztówki, los zdjęć z Jokohamy został ostatecznie przypieczętowany. Fotografia  trafiła na kartki pocztowe, co  przyczyniło się do umasowienia fotografii w ogóle… Swoistym gwoździem do trumny dla  przemysłu fotograficznego w Jokohamie, było szybkie, także w Japonii, rozwijanie się fotografii amatorskiej, która ostatecznie obaliła monopol atelier fotograficznych. Te były już potrzebne co najwyżej do… wywoływania zdjęć. W 1905 roku właściciel sklepu fotograficznego w Tokio, Pan Kusakabe, dumnie reklamował się jako wiodący importer na rynek japoński aparatów fotograficznych firmy Kodak…  i wszystkich innych akcesoriów fotograficznych.

Meisho stare i nowe

No, a co fotografowano najchętniej?

Fotografia, jak każda nowa dziedzina sztuki bardzo szybko „weszła w buty” wcześniejszych gatunków, jakimi były między innymi popularne drzeworyty klockowe. Stała się nową formą obrazowania tradycyjnych motywów krajobrazowych meisho-e, czyli widoków słynnych i popularnych miejsc, wcześniej uwiecznionych w literaturze i przekazie historycznym, w okresie Edo i wcześniejszych.

Do najpopularniejszych meisho wśród cudzoziemców należały widoki Kioto i Edo (Tokyo) oraz krajobrazy wokół historycznej i współczesnej stolicy Japonii. Innym, niezwykle popularnym tematem była Góra Fuji, Jezioro Hakone, wzgórza wokół Jokohamy i miejsca spopularyzowane w okresie Edo, takie jak świątynia w Nikko, czy (jak w Tokio) park Ueno oraz  nabrzeża płynącej przez to miasto rzeki Sumida…

Nowy gatunek wykreował także własną, autonomiczną ikonografię i popularyzował nowe miejsca, wcześniej nieobecne w wyobraźni samych Japończyków. Do rangi nowych meisho szybko awansował trzynastowieczny, odlany w spiżu, posąg Wielkiego Buddy w Kamakurze, czy też mauzoleum shogunów z dynastii Tokugawa w Nikko. Nikko zresztą cieszyło się wśród turystów ogromną popularnością, do tego stopnia, iż to wówczas właśnie utarło się powiedzenie że „ten kto nie widział Nikko, nie widział wspaniałości świata”

Kamakura, zdjęcie z epoki / Kamakura. Photo from the beginning of the 20th century

Wielki Budda w Kamakurze / Great Budda in Kamakura Budda z Kamakury

Nikko. Antyczne latarnie / Nikko, Old lanterns

 Epilog

Świat zdjęć z Jokohamy to z jednej strony fascynujący obraz tradycyjnej Japonii, z drugiej rejestracja zmian, które  bezpowrotnie ją zmieniły.

Gdzie je można zobaczyć?

Ponad 20. zdjęć z okresu Meiji i Taisho (a więc do 1926 roku), głównie fotografii portretowej, po swoim powrocie z Japonii przekazałem do zbiorów gliwickiego muzeum. To bodaj jedyna taka placówka muzealna na Górnym Ślasku, która za sprawą darowizn przekazanych przez niemieckich oficerów doradzających Japończykom w wojnie japońsko-rosyjskiej 1905 roku, posiada dzisiaj relatywnie bogate zbiory japoników na  Śląsku i w Polsce.

W Tokio (pomijając miejscowe muzea) wciąż można się na nie natknąć i… co już jest wyjątkowe,  stać się ich właścicielem.

Co niedzielę,  na terenach przylegających do Tokyo International Forum (ścisłe centrum miasta, znajdujące się w pobliżu historycznego, głównego dworca kolejowego japońskiej metropolii) odbywają się targi staroci. Wśród nich, przy pewnej dozie szczęścia i uwagi, odnaleźć można historyczne fotografie z Jokohamy i inne 19. wieczne zdjęcia z Japonii w ogóle. Wśród nich są i dagerotypy, ferrotypie, albuminy… i odbitki stereograficzne. W każdym przypadku będzie to wyjątkowe doświadczenie…a  nagrodą niezwykłe zdjęcia…

Osobista pamiątka i intymne wspomnienie z Japonii…

Tokio. Targi staroci / Tokyo. Antique market Antique market in Tokyo / Tokio. Targ staroci w Tokyo International ForumA po targach staroci czas na kawę... / Nothing tastes better than coffee after visiting antique market (Tokio, 2007)

Pani MacKenzie i jej uczennice (1895). Zdjęcie ze zbiorów własnych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *