Za chlebem… Sprawy Górnego Śląska. Konkretnie i na temat (Dlaczego kandyduję – 3)

231 tysięcy mieszkańców województwa śląskiego wyemigrowało za chlebem za granicę…

Takie dane przedstawił w 2013 roku Główny Urząd Statystyczny. Nie wiem ilu przybyło od tego czasu, ale nawet taka liczba poraża i zmusza do zadania kilku pytań.

Jak pisała prasa województwo śląskie było najbardziej dotknięte falą wyjazdów, a komentarze, które się wówczas pojawiły mówiły wręcz o wyludnianiu się województwa śląskiego.

Unijny raport ośrodka eksperckiego Shrink Smart, wymieniał pośród najbardziej wyludnionych miast UE(!)… Bytom. Gdyby zresztą odnieść się do całego województwa, a nie tylko Górnego Śląska, to jednym z kolejnym najbardziej opustoszałych miast regionu pozostawał Sosnowiec. Wciąż kurczą się między innymi Katowice, Gliwice. To jasne, że wpływ na to ma także migracja ze Śląska do polskich metropolii. Głównie wyjazdy do Warszawy, Wrocławia. Poznania, czy Krakowa. Powody są te same, co w przypadku emigracji: praca i subiektywne odczucie, że tam gdzieś jest życie, jakiego nie są w stanie zapewnić sobie na Śląsku. W domu, u siebie…

Liczbę tych co wyjechali (a ostatnie liczby mówią o 2, 31 mln mieszkańców Polski, którzy w poszukiwaniu pracy i lepszego życia wyemigrowali), należy pomnożyć przez tych którzy tymi wyjazdami są dotknięci bezpośrednio. Ich własne rodziny, starzejący się rodzice. Bliscy zostawieni może z przelewami z Western Union, ale samotni, opuszczeni, bo tak trzeba było. Dla chleba.

Emigracja zarobkowa nie jest złą rzeczą. Mówi się, że wręcz trzeba mieć w sobie gen emigracji, by zdobyć się na odwagę zostawienia obecnego życia i zamienienia go na nowe. Odwagę do zmiany środowiska, otoczenia, emocjonalnego rozstania.

Znam go, sam byłem emigrantem po wielokroć. Ostatnio, gdy nie mogąc znaleźć pracy w Polsce, na Śląsku, znalazłem ją u Czechów. Nie znam pośród „wysokich numerów” polityków paradujących na plakatach wyborczych wieszanych na każdym wolnym słupie w województwie śląskim takich, którzy mogliby coś z własnego doświadczenia powiedzieć o tym, czym jest emigracja co znaczy poszukiwać chleba u obcych. I czym jest opuszczenie najbliższych, rozłąka z miejscem w którym wzrastała się przez lata. Nie znają ceny obijania się o drzwi urzędów pracy, jak ci ze 124 tysięcy kolejnych emigrantów, którzy wyjechali z Polski  w 2014 roku zapewne „nie rozumiejąc”, że jest tak dobrze, a jednak ich to nie dotyczy. A oni się nie liczą.

Z pewnością jest w tych decyzjach o wyjeździe wiele z rozczarowania tego jak wygląda życie społeczne i przede wszystkim dialog społeczny w Polsce. Obecne w nim piętnowanie innego, obcego. Brak tolerancji, niechęć. Na przykład wobec  kogoś, kto jak na Śląsku odnajduje w sobie typową tożsamość człowieka pogranicza. W oczywisty sposób emigrant szuka swojej szansy w Europie, gdzie nagle odkrywa, że czuje się bardziej zadomowiony niż u siebie ‘doma’. Bo choć pracuje w magazynach TESCO, na zmywaku lub na taśmie mrożonek, może sobie pozwolić na zakup mieszkania, domu na kredyt, a zdanie o tym, że „płaci podatki to wymaga”, przestaje być frazesem, jakim często jest tutaj.

Nie pocieszają mnie zdania o tym, że teraz wyjeżdżają ci, którzy mając pracę, chcą sobie poprawić standard życia. Poprawić z czego na co? – spytam. Ze śmieciówek na etat? Ze śmieciówek na wiarygodność kredytową? Jeśli nawet tak jest, to tracimy tych istotnych dla naszej ekonomii i egzystencji. Bo, by wyjechać, trzeba mieć odwagę.

Nie wiedzą tego politycy, którym  wielu z trudem przyjdzie sklecenie zdania w jakimś języku obcym poza ‘raus’ jakie znał np. poseł Protasiewicz na lotnisku we Frankfurcie. Nie mają nie tylko genu emigracji (kto po niektórych by płakał???), ale też genu odwagi by spróbować. W końcu wszyscy tutaj ich dość dobrze zaopatrujemy  futrując dietami i cała tą patologią synekur w radach nadzorczych i podmiotach w spółkach Skarbu Państwa, gdzie chętnie, po wyborach „emigrują”.Mniejsza o nich.

Protestuję…

Po pierwsze, że bogaty potencjalnie Śląsk (Górny Śląsk) nie stać na to, by (młodzi) ludzie tutaj zostawali, by z nim wiązali przyszłość. Bo węgiel to „obciążenie i problem” (jak powie niemal każdy polityk z prawa do lewa), bo dziedzictwo postindustrialne to obciążenie i koszty społeczne, niewygodne i mało medialne (takie dzielnice biedy źle się w tv prezentują). Bo programy rozwoju dla Śląska powstają, gdy tyka zegar wyborczy, a znikają, gdy jest już po nich. Wtedy Śląsk, staje się czarną dziurą, nie ma go, albo jak dzisiaj w TVP INFO słyszę, że kandydatka jakiejś partii jedzie „na Śląsk” i odwiedzi Będzin i Czeladź.

Protestuję po raz wtóry i pytam, czy ten rodzaj emigracji nie jest wstydem, że tak wielu z tych ludzi nie dano szansy, by swoje życie związali z Górnym Śląskiem? To zawstydzenie, że wyludniają się dzielnice kolejnych miast, bo ludzie nie mają siły, pieniędzy i perspektyw, by tutaj żyć. By tutaj budować. Że i tak są wielcy wykazując hart ducha i próbują.

To nie jest protest (byłby naiwny i jałowy), że ludzie opuszczają Śląsk. Tak działo się zawsze. Zwracam uwagę na to, że ponad dwieście tysięcy naszych sąsiadów powiedziało od 2005 roku, że nie widzą swojej przyszłości tutaj, na ziemi tak bogatej!

Bogactwem nie węgla (choć ważny i niedoceniony w kraju nie mającym długoterminowej strategii energetycznej, raz budującego elektrownie atomowe, a raz dopominającego się o farmy wiatrowe itd., itp.), czy innych zasobów surowców i kompetencji (także np. wiedzy zgromadzonej tutaj to jasne, reprezentowanej przez śląskie wyższe uczelnie), ale przede wszystkim bogatego z powodu ludzi, których – o ile nie ma wyborów – ma się zbyt czesto za nic.

Dlatego wyjeżdżają i dlatego, czas to zmienić i zrobić wszystko, by dać ludziom szanse tu gdzie przyszli na świat. W ich domu, w ich rodzinie. Pośród miast i miasteczek, które zbudowali ich poprzednicy i gdzie znają każdy kamień, gdzie bije ich (w co nie wątpię) serce i do którego (za)tęsknią.

Podpatrzone w Tarnowskich Górach

Ze Śląska i dla Śląska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *