Zapis osobisty, czyli moje pożegnanie z kanonizacją…

Zapis osobisty

Pisanie o tym, co miało miejsce w Rzymie, co działo się na Placu św. Piotra, jest zdecydowanie trudniejsze, niż operowanie obrazem. To oczywiste.

Na Placu św. Piotra, na co zwraca uwagę wielu obserwatorów, pokazała się, gdy mowa o polskich pielgrzymach, Polska „prowincjonalna”, Polska spoza wielkich miast i metropolii. Charsznica, Niepołomice, Nowy Sącz, Jasło… Trochę jakby tam tylko zobaczono i uwierzono w cud wyniesienia Jana Pawła II na ołtarze. Wiem, ze podobne obserwacje bywają powierzchowne, ale takim właśnie jawił się Plac św. Piotra w dniu kanonizacji przybyszowi ze Śląska. Czyżby tylko takiej Polsce potrzebny był święty JPII? A może, z czym się całkowicie nie zgadzam, to tylko ta Polska zachowała to, czym jest Bóg, honor i ojczyzna i postanowiła to zamanifestować w Rzymie?

Na Placu św. Piotra i wokół niego podkreślano, że dorobkiem tego Świętego (Jan XXIII w jakimś sensie nikł w tych rozważaniach i przez polskie media był pomijany, bo nie nasz święty?) jest troska o rodzinę, o życie i miłosierdzie, to ostatnie tak dogłębnie dowiedzione własnym życiem i tak ważne dla chrześcijanina doświadczonego XX wiekiem i dla tego żyjącego w 21. stuleciu?

Pytanie o to, co zrobimy z dorobkiem JPII jest aktualne i pozostanie zadaniem dla kolejnych pokoleń. Na Placu św. Piotra, w Domu Pielgrzyma Polskiego, spotykałem ludzi, którzy się o JPII „otarli”, dla których był znaczącą częścią ich własnego życia. Dla nich w szczególności kanonizacja jest zamknięciem ich aktywnego życia w obrębie Kościoła. Czy i jakie świadectwo JPII będą dawać innym? Mam nadzieję, że wyjdą poza ograniczenia akcentujące przynależność narodową JPII, czyniąc z niego postać obecną w życiu Kościoła Powszechnego.

Świętość JPII jest w mojej ocenie tym, co jesteśmy mu winni. My tu żyjący, których namawiał byśmy się nie lękali. Współcześnie nie lękali być odważnymi w tym, co robimy, śmiało zabierając głos w sprawach świata i nas dotyczących. Głos JPII bywa nader często sprowadzany do rangi wyłącznie symbolicznej. Wolałbym, by zachował żywy charakter, a jego nauka nie była pustosłowiem słów chętnie cytowanych, ba, wykorzystywanych przez postaci polskiego życia publicznego. By był żywym świadectwem. To moja nadzieja. Wierzę, że dla JPII naprawdę wszyscy ludzie byli braćmi. Chciałbym, by powołujący się na dorobek i świętość JPII, o tym pamiętali i żyli jak bracia, choć może dzielić ich bardzo wiele. Może szczególnie na Górnym Śląsku ma to szczególną wymowę i gdzie o tym ostatnio zapomniano.

Kanonizacja i to, co wokół niej przyniosła i inne obserwacje…

To oglądanie Kościół doświadczającego wewnętrzne zmagania starego z nowym. Zderzenia powściągliwości i prostoty Papieża Franciszka I z tymi w Kościele, którzy ten kierunek zmian odrzucają. Jawnie lub po cichu i czekają, że może się nie uda.

Znaczącym było to, że choć oficjalnie nie było podziału na lepszych i mniej uprzywilejowanych pielgrzymów i cały Plac św. Piotra był dostępny dla wszystkich, to jednak były sektory, karty żółte (najlepsze), czerwone i niebieskie. Przykład woli demokratyzacji w Kościele i tego, że na razie nawet tak proste rozstrzygnięcia pozostają jedynie deklaracją.

Rzym mniej świętował tym razem, a mogę porównać tę uroczystość z beatyfikacją sprzed trzech lat. Wówczas niemal całe miasto udekorowane było wizerunkami i hasłami odnoszącymi się do postaci Jana Pawła II. Zorientowani mówią, ze miasto nie miało pieniędzy, że było jednak mniej pątników, niż się spodziewano. Nie wiem. Gdy obserwowałem pielgrzymów (szczególnie tych z naprawdę odległych krajów) epatowali radością i stanem uniesienia, którego Stara Europa może im tylko pozazdrościć i całej tej oprawy, chyba po prostu nie potrzebowali.

Kończy się pewna epoka w historii Watykanu, Kościoła Powszechnego. „Nie chcą nas już tutaj”, „pozbywają się Polaków”, usłyszałem podczas niejednej rozmowy. Nie wiem. A może czas na nowe? Nowe, którego początkiem jest i ta kanonizacja, i Franciszek I. Inny. I to w nim cenię, podobnie, jak odwagę, o którą apelował JP II.

PS.

W Rzymie skończyłem też 47 lat. Kilka osób o tym pamiętało, co przyjąłem z prawdziwą radością. Wspominam o tym, by dopełnić wątków osobistych i metrykalnych, jakich w blogu (jak piszą) nie powinno zabraknąć. Kropka

Okruchy, pamiątki, bilety... Rzym 25-28.04.2014 r.

2 komentarzy do “Zapis osobisty, czyli moje pożegnanie z kanonizacją…

  1. No cóż… ja także nie zgadzam się z tezą, jakoby tylko w „Polsce prowincjonalnej” znano jeszcze wymiar pojęć : Bóg, honor, ojczyzna. Jeśli to TA Polska przyjechała na kanonizację (a sama geograficznie się z niej wywodzę), to wg mnie z innego powodu (proszę nie posądzać mnie o sarkazm, to raczej smutek). TA Polska znalazła się 27.04 w Watykanie niesiona wezwaniami swoich hierarchów i proboszczów i by po raz ostatni pojechać „ na papieża” – tak jak to bywało podczas Jego wizyt w Polsce oraz doświadczyć uniesienia zbiorowego kontaktu z „naszym” ( w jakim sensie?) Janem Pawłem II. Niestety, obok niewątpliwej radości i dumy to , co zostało Polsce po JPII to powierzchowna cześć osoby, bez znajomości Jej myśli i dziedzictwa, kult mnożących się relikwii oraz masa strasznych , plastikowych czy gipsowych pomników. Może pieniądze przeznaczone na te ostatnie należałoby zgodnie z duchem JPII przeznaczyć np. na wspieranie, także edukacyjne, ubogich rodzin i samotnych matek? Może należałoby z ambon częściej głosić Jego myśli , mogące być drogowskazem w nowych czasach?
    Jeśli dla niektórych ludzi na Placu św. Piotra kanonizacja była – cytuję – „zamknięciem ich aktywnego życia w obrębie Kościoła”, to na czym owa aktywność polegała? Czy była oparta tylko o JPII i „pielgrzymki”(nie bez powodu ten cudzysłów)? Czy może, jak zawołała pewna starsza pani, JPII był dla wielu ważniejszy niż Bóg?
    Wszak to każdy z nas powinien być Kościołem i być w nim dla innych.z lub bez JPII.
    Jeszcze jedno : niewiele naszych mediów ma odwagę pisać rzeczowo, analitycznie i bez krytykanctwa także o tym, co się JP II nie udało , Jego klęskach nawet. Był wszak człowiekiem. O tym , jak podzielony, daleki od braterstwa, oddalony od ludzkich problemów i niestety – nadęty – jest polski Kościół ( są oczywiście chwalebne wyjątki). Ile ludzi przestało go słuchać i odeszło. Także np. o zaniechaniach tragicznych. W tych dniach mija 20 lat od ludobójstwa w Rwandzie, katolickiej Rwandzie, gdzie JPII był poważany , czczony. W ciągu 3 miesięcy zabito tam maczetami na tle waśni plemiennych 800 tys. osób. Wojciech Tochman pisze, że wyobraża sobie Jana Pawła II, jak przyjeżdża tam, tupie czerwonym butem i woła: „Nie wolno wam zabijać!” Nie przyjechał, nie przysłał, zareagował za późno , za słabo. Ludzie – ci ,co przeżyli – w Rwandzie pytają: Czy naprawdę w kwietniu musieliście kanonizować tego waszego polskiego papieża?
    Czy Franciszek w czarnych butach postąpiłby inaczej? Czy Ojcowie Kościoła kiedyś się obudzą? Co do polskiego Kościoła jestem raczej sceptyczna.
    Proszę wybaczyć mi tak długi wpis.

    1. Dziękuję, za tak obszerny komentarz. Może istotnie warto pomyśleć (polecam) własny, odrębny blog? Do sprawy kanonizacji i ocen raczej nie wrócę. Wierzę, że przekroczenie polsko-czeskiej granicy zwalnia mnie z tak intensywnego wypowiadania w tej kwestii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *