Zapiski z klawiatury. Japonia (2). Dlaczego ‚sprzątacze’ kłaniają się (pociągom)?

Japonia jest w pewnym sensie dziwnym krajem i takim go pewnie zapamiętam. Ten rodzaj zadziwienia (bliski estetyce surrealistów) towarzyszył mi, ilekroć wchodząc na peron dworca kolejowego i czekając na pociąg, obserwowałem, jak oczekujący na niego sprzątacze, kobiety i mężczyźni, zgodnie wykonywali ukłon (często po wielekroć), w chwili gdy się pojawiał. W istocie, nie ma chyba jednoznacznej i przekonującej odpowiedzi, dlaczego to robią. Dla jednych ukłon jest wyrazem szacunku ‚sprzątaczy’ dla pracy innych osób (kolejarzy, obsługi technicznej dworców), które tworzą coś na kształt jednej wielkiej rodziny i są wzajemnie od siebie zależne. Dla innych, ów ukłon, to gest wyrastający bezpośrednio z religii shinto, będący po prostu gestem afirmacji dla życia i szacunku dla wszelkich jego przejawów. Także szacunku, gdy w grę wchodzi oddawanie czci przedmiotom nieożywionym posiadającym jednakowoż swojego ducha (‚tsukumogami’). Tak, kłaniają się pociągowi. Powierzając swoją pracę jego opiece i życzliwości…

W Japonii człowiekowi się nader często kłaniają, a my się (od)kłaniamy. Początkowo instynktownie, a potem rozumiejąc, że jest to gest oczywisty i oczekiwany (chociażby wówczas, gdy witając się z osobą nieznajomą, nauczeni kilkutygodniowym pobytem, powstrzymujemy gest wyciągnięcia ręki w zachodnim stylu i… się kłaniamy).

W pociągach kłaniać się będzie konduktor, ilekroć wejdzie do przedziału i będzie go opuszczał. Podróżując Shinkansen lubiłem patrzeć, jak robił to on i inni pracownicy kolei; gdy w swoim paradnym mundurze (coś między galowym strojem strażaka, a mundurem admirała) wkraczał i opuszczał wagon. Po nim, niemal niemo powtarzając ten ceremoniał wchodziła miła Japonka, serwująca napoje i jedzenie na pokładzie pociągu. To, co mnie, postronnego obserwatora mogło zadziwić to fakt, że nikt nie zwracał na to uwagi… Czy na pewno?!?

Odpowiedzi na to pytanie nie znalazłem na pokładzie ekspresu (mocno przereklamowanego nota bene, sporo w nim taniego, jak to Japonii plastiku, nie za dużo w nim miejsca; na szczęście zawsze jest w nim „bardzo czysto i pewnie”, jak głosiła jedna z naszych pierwszych, siermiężnych reklam podpasek). Wyjaśnienie wątpliwości i odpowiedz na dręczące mnie pytanie o percepcję tego kto i komu się kłania, przyszło do mnie niespodziewanie, przy zupełnie innej okazji.

W najbardziej kosmopolitycznej dzielnicy Tokio, Roppongi, w której znajdowała się moja uczelnia, rewitalizowano w tym czasie kilka rządowych budynków, zamieniając cały dawny kompleks biurokratów (jak ich się tam nazywa urzędników) w centrum handlowo-lifestylowe o nazwie Tokyo Midtown. Miejsc takich w tokijskiej metropolii jest całkiem sporo, nawiązują one zresztą do rozwiązań urbanistycznych wywodzących się z epoki Edo (kiedyś może o tym, nie wszystko na raz), ale istotnie Tokyo Midtown jest duże i wciąż pozostaje jednym z największych. Rozmiarami jest imponujące. Dziesiątki pięter w górę, sześć, siedem poziomów w dół. Japoński design i estetyka minimalizmu w wystroju.

Przy okazji otwarcia centrum ujawniono, że zespół bezpośredniej obsługi centrum (Japończycy nazywają go roboczo i z angielska ‘hospitality’; są to pracownicy obsługujący takie centrum, witający gości, czy po prostu uśmiechający się do klientów itd.) przeszedł właśnie szkolenie z… kłaniania się. Zespół, brzmi w tym przypadku nieco enigmatycznie i ma cechy typowej japońskiej poprawności politycznej. Tak naprawdę informacja ta dotyczyła grupy ponad 25 hostess, które uczono… „ukłonów pod kątem nieco mniejszym niż 45 stopni, właściwego ułożenia dłoni (nieco poniżej brzucha, na tzw. dołku) i właściwego, pogodnego, choć nienarzucającego wyrazu twarzy”. Hostessy te miały już wkrótce rozpocząć pracę w owym ultranowoczesnym centrum i… właśnie ich pojawienie się wzbudziło publiczne pytania o sens zatrudniania osób do pracy w takich miejscach, po części stawiając pod znakiem zapytania sens pracy hostess i serwisu powitalnego w ogóle.  Pamiętajmy, pisząc o zasadności ich pracy, że miejscami, gdzie spotkamy te osoby są… wejścia na schody ruchome, wejścia do samego centrum, wejścia do wind itp. W każdym z nich powitają nas one ukłonem i… na nic więcej nie powinniśmy liczyć. Ba, nie stresowałbym ich pytaniem o drogę, czy przerażał zdawkową wymianą zdań (nawet na poziomie podstawowego japońskiego), bo wpędzimy je w przeogromny stres. Te osoby naprawdę mają się wyłącznie kłaniać… i być, i stać, i dość na tym.

Inwestorzy z Tokyo Midtown odpowiedzieli na powstałe kontrowersje krótko i przekonująco. Oto w świetle przeprowadzonych badań, ponad 80% zapytanych Japończyków nie wyobrażało sobie braku tzw. „serwisu powitalnego” (jeszcze inna nazwa na owe ‘hospitality’)  w centrach handlowych! W przypadku jego braku, byli skłonni rezygnować z bywania i dokonywania zakupów w takich miejscach.

W tej sytuacji rozstrzygnięto, że serwis tego rodzaju będzie w Tokyo Midtown, a ja już wiedziałem, że choć Japończycy nie wyrażają tego wprost (jakby coś wprost w ogóle wyrażali!), to jednak to, czy ktoś się im kłania (bez względu na to, czy w pociągu czy na wejściu do centrum handlowego), czy też nie, ma dla nich ogromne znaczenie. Wiedziałem już (i cieszyłem jak dziecko z tego odkrycia), że ukłon konduktora, kierownika pociągu oraz pani sprzedającej herbatę i sojowe ciasteczka ma sens i jest doceniany. Wierzę więc, że także ktoś inny, poza turystą, docenia ukłon(y) sprzątaczy pociągów (na jego posprzątanie mają 7 minut!), gdy ten wjeżdża na peron tokijskiego dworca…

To kłanianie się ma tak naprawdę znacznie głębszy i szerszy kontekst. Jest nim, sięgający tradycji wpływów chińskich w Japonii, obecny i tutaj konfucjanizm utrwalający przekonanie (w istocie jedną z wielu obowiązujących tu reguł ‘kanonicznych’ porządkujących życie państwa i społeczeństwa) o organiczym charakterze państwa i społeczeństwa, w którym każda jednostka ma do spełnienia swoją jasną zdefiniowaną rolę i jest to zawsze bardzo ważna funkcja. W naturalny sposób rodzi to szacunek (nawet, jeśli tylko rytualny i formalny) dla pracy każdej jednostki oraz przekonanie, że praca ta jest społecznie użyteczna… Nawet jeśli jest to wykonywanie ukłonu powitalnego przed wejściem do windy i odprowadzanie nas pełnym troski wzrokiem do jej wnętrza…

Idąc dalej, warto wiedzieć, że kreowanie miejsc pracy we współczesnej Japonii, tak kiedyś jak i teraz nadal pozostaje swoistym obowiązkiem pracodawcy w stosunku do państwa i społeczeństwa, i zdecydowanie nie jest wyłącznie wypadkową rachunku ekonomicznego pracodawcy. Wciąż też funkcjonują w tym społeczeństwie zawody i specjalności (jak ów serwis witający), które są uznawane za wysoce użyteczne, choć z perspektywy ekonomicznej nie mają większego sensu i są wyłącznie wydatkiem. Dla przybysza na wyspy japońskie, są  jedynie zbędnym wydatkiem. Bo kosztują, trudno powiązać je wprost z wydajnością, a w kraju zaawansowanych technologii i gospodarki będącej ważnym składnikiem globalnej ekonomii, ich istnienie wydaje się być anachronizmem.

To pozór. W istocie takie podejście do społecznie ‘służebnej’ ekonomii, generuje miejsca pracy i przeciwdziała wykluczeniu społecznemu i zawodowemu. Nie wprost przekonuje, zważywszy na koszty wykluczenia społecznego i zatrudniania danego człowieka, że rachunek ekonomiczny to nie wszystko, a praca ma służyć człowiekowi, któremu zapewnia miejsce w społeczeństwie i nadaje sens jego, bywa że skromnej, ale godnej egzystencji.

To niby prosta filozofia, ale zadziwia w kraju, gdzie do śródmieścia miasta z Odaiby zawozi nas bezobsługowy pociąg, hale fabryk samochodów wypełniają niemal w 100% roboty, rzeczywistość wirtualna wypiera tą realną, a Japończyków najlepiej (wciąż) bawi maszyna do karaoke, a nie piosenkarz występujący na żywo.  Zadziwia też po powrocie do Europy, gdzie tyle sloganów o państwie opiekuńczym i socjalnym, a tyle bezrobocia i kłującej w oczy biedy…

Shinkansen trains. Tokyo Central Station Head of the train... Just ready to go...

A teraz grzecznie w kolejce do pociągu... And now gently in a line to Shinkansen. Tokyo Central Station

Shinkansen. Interior.

Tablica informacyjna z wnętrza Shinkansen / Shinkansen map of orientation

Reward for any trip with Shinkansen to Kyoto. Fuji-san in a winter outfit. / W drodze do Kyoto. Fuji za oknem...

 Tokyo Midtown / Centrum handlowe Tokyo Midtown Tokyo Midtown Entrance to Tokyo Midtown / Widok na wejście do Tokyo Midtown, centrum handlowego

W klatce? Nie w bezzałogowym pociągu Yurikamome. Tokyo / In a cage? No, on the board of unmanned train Yurikamome, Tokyo Tokio widzane z trasy kolejki Yurikamome/ Tokyo downtown as seen from unmanned train, approaching center of the city

4 komentarzy do “Zapiski z klawiatury. Japonia (2). Dlaczego ‚sprzątacze’ kłaniają się (pociągom)?

  1. Dla mnie podróż Shinkansen do dziś pozostaje nie lada przeżyciem. Cały rytuał związany z kupnem biletu, wejściem na peron (kłopoty na bramce, nie wiedzieliśmy że potrzebny będzie też bilet z metra) a później oczekiwanie na peronie i właśnie ten serwis sprzątający, oraz samo wejście do pociągu, to jedno ze wspomnień które na zawsze ze mną zostaną. I oczywiście pokonanie trasy z Tokio do Osaki w 2,5 godziny:-)
    A co do zasadności pewnych zawodów, które zaobserwowałem podczas Naszej wyprawy, to dla mnie największym zaskoczenie jest „Pan ze świecącą pałeczką” który kieruje ruchem wszystkiego co porusza się po drodze. I szacunek z obu stron, bo tak jak Pan kłaniał się kierowcom i pieszym, tak kierowcy i piesi kłaniali się panu który ułatwiał sprawne poruszanie się wszystkim użytkownikom dróg.

    1. Sprawdzana jest każdego dnia i zdecydowanie działa. Piszę mniej, ale to co jest jest dostępne non-stop. Może jakiś wirus u Pana? Proszę sprawdzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *