Zapiski z klawiatury. Japonia. Boskie strzały…(18)

Pogoda, ani dzień nie wróżył takich emocji.

Zatłoczone metro, choć nie tak bardzo jak oczekiwałby tego przybysz z „naszego” świata, przyzwyczajony do obrazów „dopychaczy”, upychających pasażerów na każdym wolnym centymetrze podłogi… Jest wciąż dość miejsca, by znaleźć jakieś dla siebie, poczytać lub podpatrywać to, co dzieje się w wagoniku kolejki. Pasażerowie. Senni i śpiący, niektórzy zagłębieni w lekturze komiksów manga. Inni mają nieco tępo wlepiony wzrok w jakiś nieodgadniony punkt w przestrzeni kończącej się gdzieś przed szybą wagonu. A za nią Tokio.

Dojazd do parku Meiji. Linia Yamanote biegnie gdzieś dalej. Mnie interesuje stacja Harajuku. Świat, ten dalej dzisiaj nie ma znaczenia.

Przed wejściem do parku festiwal ekspresji zagubionej generacji DINKS-ów. Duchy anime i mangi zapełniają pasaż biegnący w stronę parku Meiji. Jedna z zielonych wysp w morzu betonu i stali tego miasta. Pobliskie drzewa prowokują, by sprawdzić czy to co widzę jest tym czym jest, a nie ersatzem natury. Tak. To park, to zieleń, to prawdziwe drzewa.

Założony w 1920 roku, Park Meiji. Na cześć cesarza, który zastał Japonię drewnianą i zostawił murowaną i odmienioną… Park porównać można do londyńskiego St. James Park i Hyde razem wziętych, czy też paryskiego ogrodu Luksemburskiego czy berlińskich Tiergarten.

Mijam kolejne sintoistyczne bramy torii (dłuższa wymowa „i” niż krótsza), na tyle duże, że wciąż konkurują z pobliskimi drzewami. Ich skala nadaje im nadnaturalne, boskie cechy. Sakralizuje przestrzeń, wycisza głosy spacerowiczów. Pewnie także dlatego, że jak wierzą prowadzi do oczyszczenia ich serc i dusz… Dziesięć minut spaceru od południowej bramy i trafiam do kwartału głównej świątyni dedykowanej cesarzowi.

Na przyświątynnych terenach, w istocie na granicy tego parku i przenikającego się z nim parkiem Yoyogi trafiam na spektakl, który mnie tutaj sprowadził.

Jest ciepłe, nadzwyczaj ciepłe październikowe przedpołudnie. Dobiega mnie tęten kopyt końskich i co rusz rozlegajace się okrzyki publiczności przeplatane moementami absolutnej ciszy.

Przed mną i tysiącami zgromadzonych widzów rozgrywa się ceremonia, konkurs(?), zawody (?) yabusame, strzelania z łuku.

Dla Japończyków to ceremonia poświęcona bogom. Dla takich obserwatorów jak ja, to wyjątkowy spektakl i zawody w jednym, które wymagają od jego uczestników wyjątkowej sprawności, odwagi i skupienia. Miejscem rozgrywania się tych „zawodów” jest blisko 250.metrowy tor do jazdy konnej. Po nim kolejno, na dany sygnał, w pełnym galopie, ubrani w historyczne stroje z okresu Edo pędzą barwni i egzotyczni w tych strojach jeźdźcy. Jadąc muszą trafić do trzech tarczy, ustawionych niemal jedna po drugiej.

Istnieją dwie szkoły yabusame i tradycyjnie kilka miejsc, gdzie można je obserwować. Tokijskie yabusame nie jest najsławniejsze (przodują Nikko, Kyoto i pobliska Kamakura, której wówczas jeszcze nie znałem), ale i tutaj emocje sięgają zenitu, gdy kolejni jeźdźcy kończą swój wyścig z czasem i celnością. Na ich głowach, pomimo zawrotnej prędkości z jaką nas mijają, niewzruszone pozostają jingasy, lekkie hełmy, rozcięte na środku, by nie spadały właśnie. Każde trafienie nagradzane jest aplauzem i okrzykami radości i uznania publiczności. Na trybunie, gdzieś daleko ode mnie jest specjalne podestr, a na nim grono osob oceniających kunszt i zdolności jeźdźców. I choć to nie zawody, ci najlepsi i wyróżnieni, dostają w dowód uznania biały szalik…

Pisałem tutaj już kilka razy, że są momenty, kiedy Japończycy pokazują nam swoje inne, zaskakujące oblicze. Powściągliwość i pewne zdystansowanie, do którego się szybko tutaj przywyka, zastępuje w takich razach entuzjazm, śmiech, radość  i spontaniczność. Tak dzieje się i tym razem. I wiem, że jak w dworskim teatrze gagaku, choć widzę spektakl,  to to co najważniejsze (w Japonii i Japończykach) pozostaje wciąż nieodgadnione…

Powracam na stację. W drodze widzę sprzątaczy omiatających ogromnymi miotłami ścieżki i drogi parku, i świątyni… Spektakl i tutaj dobiega końca…

Tokijskie metroKoloryt Harajuku (Tokio, 2006)

Torii (Park Meiji, Tokio)

Jeźdżiec yabusame

1/4 km metrów (tor do yabusame; Tokio, 2006)

Start

Nie tym razem (Meiji Park, Tokio, 2006)

Po zawodach (prezentacja wyników i najlepszych)

Powrót / Dwóch sprzątaczy (Tokio, Meiji Park)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *