Coś pięknego (jednak)

Powroty bywają zawsze jakieś. Nie mają neutralnego tła, (przy-)noszą emocje, przypomnienia i wspomnienia.

Tak było i tym razem. Może czas i okoliczności pozwolą, by więcej o tym napisać.

Nie wiem tego teraz.

To co mnie poruszyło (i czemu jak widać nie potrafię się oprzeć) to nieintencjonalna, acz porażająca dawka brzydoty i absurdu. Wykrzywień treści, które wokół. Mają się dobrze i  rodzą nowe warstwy pustostanów myślowych i ironii.

Dwa kadry kpiące z założonego, pierwotnego przekazu.

Brną w konteksty, na które już nikt i nic  ma jakiegokolwiek wpływu.

 

 

 

4 komentarzy do “Coś pięknego (jednak)

  1. Tego rodzaju miejsca są prawie wszędzie na Bałtykiem, nawet w uroczym i historycznym Jelitkowie. Zwykle schowane z tyłu świeżo i jaskrawie pomalowanych domów, czekających na fale turystów.
    Na szczęście są także nadal miejsca nieodkryte jeszcze przez tłumy, gdzie nie ma kombinatów turystycznych i fabryk relaksu, hoteli spa itd. Gdzie są kilometry zupełnie pustych, białych plaż, nieporównanie piękniejszych niż te w Łazach czy Ustce, jest cisza i czyste sosnowe lasy i trudno kogoś spotkać. Można za to zobaczyć sarnę, bielika, borsuka. Wciąż są też miejsca, gdzie można spać w rybackim domku z widokiem na morze albo siedzieć w przeszklonej tawernie na samej plaży, najlepiej o nietypowej porze roku. Tam tej nachalnej brzydoty nie ma. Trzeba sobie zadać trochę trudu i być gotowym na eksplorację, być te miejsca znaleźć, ale warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *