Czesi i ich morze…

Czesi i ich może morze

Pobyt tutaj przekonuje mnie, że – jak to bywa między najbliższymi sąsiadami – niewiele o sobie wiemy. Truizm, owszem, ale trudno od niego uciec. I to nie jest tak, że tkwimy w okowach stereotypów na swój temat. Nie, po prostu nie wiemy o sobie zbyt wiele i już. Wiedzy tej nie zastąpi, nie wiem jak intensywna i obfita twórczość Czechofilów… Żyjemy obok.

Buduję więc swoją wiedzę intensywnie, z poświęceniem (?) i nie tracąc czasu. Przy okazji spotkania grup środowiskowych zajmujących się turystyką i mediami w Czechach, dowiedziałem się, jak przeciętny Czech spędza swoje wakacje… Oto garść tych informacji. W subiektywnym wyborze, naturalnie.

Po pierwsze, powinniśmy mieć świadomość, że w naszych wędrówkach po Polsce, Czecha raczej nie spotkamy.  Ale już z chwilą, gdy wybierzemy się „w świat”, w podróż po Europie, to nasze szanse na spotkanie prawdziwego (i wypoczętego) Czecha/Czeszki bardzo wzrastają…, więc może weźmy z sobą rozmówki polsko-czeskie i czesko-polskie, by ze spotkania takiego nic nie uronić.

Czeskie rodziny z dziećmi i ludzie starsi, nadal preferują wakacje na wsi, w swoim domku lub „u rodziny…”. Robi tak 18,62% Czechów, czyli nieco ponad 1,6 mieszkańców tego kraju. Co zresztą interesujące, gdy dotrą już na miejsce wypoczynku, niespecjalnie są zainteresowani zwiedzaniem i poznawaniem tego, co wokół. Niekończąca się sjesta nad wodą (woda i jej obecność, przy wyborze takiej formy wypoczynku jest bardzo ważna!), to rodzaj skróconego opisu tego, co się podczas takich dwutygodniowych (statystycznie) wakacji robi.

„Nasze góry i zamki są piękne” powtarzają Czesi, ale młode i średnie pokolenie, jakby w to mniej wierzy i bardziej kusi je zagranica i… morze.

Morze, morze, morze…. Ciepła woda i piaszczyste plaże. Romantyczne zachody słońca, a na pierwszym planie piękne kobiety, które Czesi mogą spotkać na owych rajskich odludziach lub przywożą je ze sobą (choć piękności, które spotkam na czeskich ulicach, nieco się różnią od tych z billboardowych wyobrażeń). Tak czy inaczej, taki przynajmniej obraz; miejsc pożądanych, dzikich i pięknych, gości na  billboardach rozsianych przy morawskich i śląskich drogach. Obraz ciepłych i spokojnych mórz intensywnie kontrastuje z zielonymi wzgórzami Morawsko-śląskiego Kraju… i aż żałuję, że nie mogłem (nadziei nie tracę!) uwiecznić ich na fotografiach, by móc się z Wami nimi tutaj podzielić… Uwierzcie na słowo, że to krásný výhled (piękny widok); te billboardy na tle morawskich pejzaży.

Za granicę, wyjeżdża niemal 40% Czechów (dokładnie 38, 15%) i są to głównie osoby w wieku 35-44 lat, ze średnim i wyższym wykształceniem (aż 58%). Nawiasem mówiąc owe billboardy to akurat bardzo dobry pomysł i medium komunikacji w tej grupie odbiorców, bo to właśnie ten rodzaj reklamy okazuje się najpopularniejszym źródłem informacji przy planowaniu wyjazdów za granicę. Co zaskakujące, dopiero na drugim miejscu jest Internet… To nie do końca musi i powinno dziwić, bo oto tylko 53% Czechów ma do niego dostęp… Oj, to niemiła niespodzianka. Może powinienem był napisać, że „większości Czechów ma dostęp do Internetu”, wypadłoby lepiej i przyjaźniej?  Jest jednak te 53% i to jasno definiuje wyzwania rozwojowe tego kraju. Może nawet (sprawdzę!), któryś z polityków ubiegających się  o miejsce w Parlamencie Europejskim użyje i tego argumentu, na rzecz swojej kandydatury. Powinien. Odradzałbym jednak kontakt z wyborcami przez Internet. Wiadomość może nie dotrzeć do części adresatów :/

Tymczasem, jeśli Czesi wyjeżdżają za granicę, to jest to niemal tożsame z podróżą nad morze. Niestety, Bałtyk nie jest celem takich wyjazdów (nie ma go w pierwszej dziesiątce morskich destynacji, jak mawiają w biurach podróży). Czesi zresztą o Bałtyku niespecjalnie chyba pamiętają (no może poza tymi, których wspomnienia wiodą do Szczecina, gdzie onegdaj cumowały statki pod czeską banderą). Mówiąc o Polsce czasami wspominają coś o smaku krówek, przepysznych lodach i Disney’owskich bajkach dla dzieci. To chyba zła wiadomość dla tych, którzy słysząc tutaj o zamiłowaniu Czechów do morza, w wyobraźni swojej „zagospodarowali” już te miliony (około 4) mieszkańców Opawy, Pilzna, Brna, czy Pragi wędrujących od Świnoujścia, po Krynicę Morską i z powrotem… Cudny widok…, choć to rzeczywistość raczej rodem z Króla Ubu, więc czas na fakty.

Czechów ciągnie głównie nad Morze Śródziemne. Do Chorwacji. To zdecydowanie ulubione miejsce ich letnich wędrówek od 2011 roku. Turyści z Czech jeżdżą również nad morze do Włoch, ratują gospodarkę Grecji spędzając wakacje (nad morzem, naturalnie). Poza Chorwacją, Włochami i Grecją, spotkamy ich (statystycznie) najczęściej, na plażach Bułgarii, Turcji, Hiszpanii, Egiptu i Maroka. Niezwykłym sukcesem jednego z czeskich biur podróży jest spowodowanie, że na liście morskich eskapad Czechów pojawia się od 2012 roku odległy Mauritius. Okazuje się przy okazji, że więcej Czechów spędza wakacje na Mauritiusie, niż nad polskim morzem…

Smutne to wszystko (nieco), bo dowodzi, że choć Czesi to w proporcji do liczebności swoich obywateli, najczęściej podróżujący turyści w Europie (kolejne zaskoczenie), to jednak w pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że szerokim łukiem omijają oni Polskę i nasze atrakcje turystyczne… (wiemy już, że tak w ogóle, to zwiedzać nie lubią).

Myślę, i myślę… czego im brak w wizerunku polskiego morza, gdy patrząc z pędzących samochodów na mijane obrazy rajskich plaż, nie odnajdują w nich urody polskiego morza, piękna bursztynów, czy tupotu mewich stóp o poranku…? Hmm, może po prostu ONI nie wiedzą, po co mieliby nad to morze jechać? No, ale kto ma im to powiedzieć? Ci z Mauritiusa? No właśnie…

No i na koniec, choć zabrzmi to nieco anegdotycznie, możemy sobie zrekonstruować (zrobił to największy portal internetowy Czech www.seznam.cz), jak Czesi dokonują wyboru miejsca i sposobu spędzania wakacji.

Dla każdego Czecha, najważniejsza jest… nie cena (ponowne zaskoczenie), a miejsce zaplanowanych wakacji. Potem dopiero pojawia się kryterium ceny, terminy, opis miejsca zamieszkania, czy budujący wyobrażenie o wakacjach, materiał fotograficzny, który ogląda podejmując decyzje… Nie lubi specjalnie ani Last, ani First Minute… Przed podjęciem ostatecznej decyzji sprawdzana jest też kuchnia lokalna (regionalna). Tutaj widziałbym zresztą ponownie pewne szanse dla Polski, bo jeśli coś jest tutaj pamiętane o Polsce i w związku z Polską, to polska kuchnia właśnie, a nie rok 1968 (jak nam się wydaje). No, ale Czesi musieliby jednak naprawdę wiedzieć, po co mają nad ten Bałtyk jechać. Nie widząc, jadą nad „swoje morze” do Chorwacji… ahoj…

Morze Bałtyckie. Okolice Jastrzębiej Góry. Tutaj Czechów nie spotkałem... Jastrzebia Góra. I tutaj ich też nie ma... Nad polskim morzem, prędzej spotkasz bobra niż Czecha? Zachody Słońca są też spektakularne... Morze Bałtyckie (2012) Czesi o morzu, czyli zamknij oczy i snuj marzenia...

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *