Efekt Elvisa

To się zaczęło podczas ostatniej (niedzielnej) wizyty na targach staroci. Jak morze w czasach PRL-u, tak targ  wyrzuca na swój brzeg „śmieci”, odpady, przedmioty do odnalezienia (czekając na swojego Marcela Duchampa). Robi to z tą samą siłą z przedmiotami cennymi, jak i tymi całkowicie pozbawionymi wartości. Te ostatnie kuszą i mamią chyba tylko ich właścicieli. Ułudą zysku i odnajdującego je klienta.

Wracałem  pochłonięty tymi myślami (ruch nie był zbyt wielki), gdy nagle zobaczyłem coś, co niemal odmieniło postrzeganie tej części dnia, a może tygodnia nawet. Minąłem właśnie starszego mężczyznę, który idąc wąskim poboczem drogi sycił się zapachami kwitnących bzów i miast uważać, pamiętać o drodze jak dziecko dopadał kolejne kiście kwiatów. „Życie jest piękne” – pomyślałem i już miałem sięgnąć po aparat fotograficzny, ale – jak można wnioskować z tytułu tego eseju – nie było go w pobliżu. I w miejsce zdjęcia powstał ten na pozór niewiarygodny i może zbyt ckliwy tekst o tym, że  życie pachnie i czasami ma zapach bzu właśnie. To całkiem pozytywne przesłanie.

Efekt Elvisa, jak prawo Murphy’ego ma pewnie tę cechę, że dla potwierdzenia swojej słuszności potęguje się i multiplikuje. W krótkim czasie i irytująco szybko.

Wkrótce miałem tego doświadczyć, opuszczając w czwartkowy wieczór rodzinne Gliwice i obserwując jak nieprawdopodobnie pięknie ulice i domy zalewa złote, pomarańczowe i żółte światło zachodzącego słońca. Plastycznie zdynamizowane fasady gliwickich kamienic, tu i ówdzie pojawiający się bruk miejscowych ulic, wyglądał marsjańsko i w całkowicie odrealniony sposób. Tym razem nie sięgałem nawet ręką po aparat, wiedząc, że go nie mam z sobą. „Efekt Elvisa” – pomyślałem i pogodzony z tą świadomością pojechałem dalej, dostrzegając gdzieś na horyzoncie owal pełnego księżyca i skupiając całą swoją uwagę na tym, by scenę tą zapamiętać.

Mniej obrazów, to więcej słów i emocji? Może… W każdym razie to co widziałem tkwi w mej głowie do teraz, emocje też. Obrazu nie będzie. To znaczy jest, ale inny. Ma to swoją wartość. Odkrycie warte efektu Elvisa.

No i wreszcie są. Zrobione przed chwilą, gdzieś tutaj gdzie jestem. Trzy zdjęcia. Bardziej na przekór i po to, by efekt Elvisa zastąpić… zasadą Elvisa. „Nieważne co zrobiłeś, ani co robisz teraz. Ważne, że masz plany i projekty”- brzmi zasada. To całkiem atrakcyjna perspektywa. Rytro. Nowe – stare miejsce.

Inny kontekst. Inna perspektywa. Oddech. Kurtyna (a za nią Elvis i jego efekt).

[Rytro, maj 2016 r.]

Cykl: The Fish is gone (1) Potok / Creek (Rytro, 2016)

Cykl: The Fish is gone (2) Wyspa / Lonely island (Rytro)

Przed chwilą była tu ryba / The Fish is gone (3) / Kamienie w wodzie / Stones in water (Rytro)

2 komentarzy do “Efekt Elvisa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *