Gubienie drogi i jej znajdowanie…(Na marginesie Dziennika Franza Pawlara)

Krążyłem dzisiaj po miejscach, o których co prawda ksiądz Pawlar nie pisze, ale gdzieś tam są. W oddali, w jego myślach o najbliższych, w metryce chrztu, w księgach parafialnych w Bieńkowicach (Benkowitz), gdzie się urodził przed Wojną Światową, 8 III 1909 roku. W miejscu będącym i wówczas, i obecnie na granicy dwóch światów. Śląska austriackiego i Górnego. Polski i Czech, historii znanej i tej niezupełnie oczywistej.

To takie miejsce , gdzie dzieci w chwilę po przyjściu na świat i drąc się w wniebogłosy dokonywały mentalnościowego wyboru przynależenia, bo przecież nie musiał on powtarzać wyborów ich dziadów, matek (zróbmy ten ukłon w stronę równouprawnienia), czy rówieśników…

Oglądam z zainteresowaniem Krzanowice (Kranowitz), w jakimś sensie bardzo typowe dla pogranicza, Brzydkie i ładne jednocześnie. Gdzieś (nie poznam go dzisiaj) majaczy barokowy kościół, z pięknym cebulastym hełmem wieży zegarowej. Z domami, które za chwile znikną, a pewnie wśród wielu Franz Pawlar rozpoznałby mu znane i ich mieszkańców, do których mógł mówić po imieniu.

Na jednym z mijanych gniazd, kilka dni temu widziałem bociana… (no wiem, dzisiaj nikt mi nie uwierzy).

Taka miłość i przywiązanie do miejsca, czy po prostu na pograniczu najłatwiej się zgubić (czego doświadczyłem osobiście)?  Dzisiaj już go nie było, odleciał? Szkoda. To miało być TO  zdjęcie…

To krążenie sprawia mi autentyczną przyjemność. Gubienie drogi nie martwi. To trochę tak  jak oczekiwanie tego, co przyniosą kolejne strony dziennika księdza Pawlara. Pewność, że tu wrócił niewymownie mnie uspokaja…

[Na końcu podróży tym razem Racibórz i symboliczny jeden pączek. Taki dzień – Tłusty Czwartek, 12. 02. 2015 r.]

 bez tytułu

bez tytułu (2)

Taki zachód słońca w okolicy  Bieńkowic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *