Haute Silésie czyli jak francuscy żołnierze kartki ze Śląska pisali…

Zamiast wstępu

Odnaleźć je można na kartkach pocztowych z początku dwudziestolecia międzywojennego. Zwykle nie przykuwają uwagi filokartystów. Czasami zainteresują historyków, choć i to nie zdarza się zbyt często. Listy żołnierzy francuskich… na kartach pocztowych z terenu plebiscytu na G. Śląsku.  Korespondencja, która sprawiła, że we Francji na aukcjach kolekcjonerskich (jak w żadnym innym kraju poza Niemcami i Polską) wciąż znaleźć można leciwe pocztówki  z Gleiwitz, Kattowitz, czy Oppeln…

Kartki, listy i pocztówki

Listy i krótkie informacje wysyłane przez żołnierzy francuskich z miast Górnego Śląska spisywane były bardzo często na kartkach pocztowych, umieszczanych pojedynczo lub po kilka w kopertach i w ten sposób wysyłanych do Francji.

Współcześnie często uniemożliwia to dokładną identyfikację adresatów i nadawców tej korespondencji, a brak stempli pocztowych przybliżony czas jej wysyłki, jeśli w treści listu informacji takiej nie zamieszczono.

Mimo tych ograniczeń teksty te są ciekawym dopełnieniem wiedzy na temat warunków życia żołnierzy francuskich, którzy przybyli do odległego i nieznanego im kraju, jakim był wówczas Górny Śląsk. Kraju, którego skomplikowanej historii nie próbowali nawet zrozumieć,  często niezadowoleni i rozgoryczeni, że dla nich wojna i służba trwała nadal…

Górny Śląsk to Haute-Silésie…

Pobyt na Górnym Śląsku w oczywisty sposób prowokował żołnierzy do formułowanie opinii i sądów na temat Śląska i jego mieszkańców. Wiedzę tą zdobywali podczas przepustek, rozmów z miejscową ludnością (doceniając m.in. urodę Ślązaczek) czy też, a może przede wszystkim, w trakcie pełnienia służby.

Lektura korespondencji dowodzi, iż zachowane kartki wyszły spod pióra osób słabo wykształconych, prostych żołnierzy, robiących liczne błędy ortograficzne i w składni. Pisząc je posługiwali się wręcz transkrypcją fonetyczną języka francuskiego, co współcześnie znakomicie utrudnia ich tłumaczenie…

Błędy te czasami dotyczyły tak  pozornie oczywistych faktów, jak pisownia powszechnie znanych osobistości tego czasu. W korespondencji (prawdopodobnie z maja-czerwca 1922 r.)  nieznany autor pisze o generale „Leraud”. Jest jasne, że uwaga ta dotyczyła dowodzącego tymi wojskami generała H. Le Ronda.

Ciekawe światło na to zjawisko rzuca treść kartki żołnierza o imieniu Joseph (Józef).  Tłumaczenie na j. polski  próbuje oddać nieporadność tekstu sporządzonego po francusku. Zobaczcie sami –

*

Opole 25 listopad 1921

Drogi bratowo i bracie,

Odpowiadam nawasz list który zrobiłmi dużą pżyjemnoś że jesteście w dobrym zdrowiu i co do mnie zdrowie je ciągle dobre i aby wam powiedzieć że dostałem moje książki, bo głupio mi było prosić mamę wreszcie jestem przyzwyczajony do zawodu jeszcze raz. Nie ma jusz wiencej coby wam rzec na razie kończę całujonc fszystkich mocno. Józef (nazwisko nieczytelne)

*

Przy wyborze zdjęć i motywów na awersach pocztówek dominowały miejsca, o których autorzy pisali (np. koszary),  typowe dla danego miasta (np. gliwicki Rynek miasta) lub wizerunki ulic, centrów miast. Wydaje się, ze w tych ostatnich przypadkach o wyborze tematu karty mogła decydować chęć pochwalenia się przed rodziną, znajomymi czy ukochaną miejscem, w którym zainteresowany odbywał swoją służbę.

Wysyłane i przebadane przeze mnie pocztówki były różnej jakości. Niektóre litograficzne, ale dominują te oparte na czarno-białej fotografii i współczesne żołnierzom. Karty, co ciekawe, nie noszą śladów jakiejkolwiek cenzury wojskowej. Ich ogólnikowy charakter w odniesieniu do sytuacji politycznej i wojskowej rodzi domniemanie, że żołnierze dokonywali swoistej autocenzury nie chcąc narażać się na ryzyko zatrzymania korespondencji.

Żołnierze listy piszą…

Korespondencja żołnierzy francuskich to swoiste okruchy pamięci, obraz ich życia codziennego. To mozaika emocji, faktów i drobnych obserwacji, jakie dopełniają  narrację historyczną, tworząc odrębną „historię historii” obecności wojsk Komisji Międzysojuszniczej i rozgrywających się w ich tle wydarzeń z lat 1920-1922.

To co uderza w korespondencji to ogromny ładunek tęsknoty za ojczyzną.

„(…) Dużo serdeczności od waszego syna, który Was czule kocha”, napisał do rodziców z 13 lutego 1921 roku, stacjonujący w Kluczborku  Pierre.

Analizując inne, dostępne  kartki z tego czasu można uznać, iż tęsknota za rodzinną wioską, miasteczkiem, rodzicami, czy rodziną, była pośród żołnierzy zjawiskiem powszechnym i niemal wszyscy kierowali do swoich biskich „(…) najsłodsze czułości (…)” (tak pisał żołnierz na kartce – liście wysłanej z Gliwic (Gleiwitz) 24 lipca 1921 r.), dziękowali za dodatkowe jedzenie (kartka z 7 kwietnia 1922 roku nadana z Gleiwitz). Dopraszali się wieści z domów, których byli spragnieni. Pisali listy miłosne do swoich ukochanych [kilka takich przykładów – L.J.].

Ważnym tematem  były obserwacje bardziej praktycznej natury odnoszące się do warunków służby w wojsku, jak  ta pozbawiona patriotycznego patosu, krótka wiadomość do kolegi (bez daty, prawdopodobnie wysłana z Gleiwitz/Gliwic)

 „(…) co do roboty, nie jest źle można wytrzymać, bo jestem ciągle portierem. Kończę kartkę Twój kumpel który ściska ci piątkę. To jest 254 dzień do cywila (…)”.

Joel stacjonujący w dawnych koszarach 22 pułku ułanów w Gliwicach, w kartce z 3 kwietnia 1921 roku chwalił warunki zamieszkania.

Wielu podkreślało czas dzielący ich od demobilizacji i w ten sposób dodatkowo określali czas na pisanych przez siebie kartach pocztowych. O swoim 348 dniu służby pisze 2 kwietnia 1921 roku do kolegi,  żołnierz George stacjonujący w Gliwicach w 12-tym regimencie huzarów, w 2-gim szwadronie, 4 plutonie, w sektorze 184 Armii Górnego Śląska…

Górny Śląsk w oczach Francuzów

W korespondencji nie brak naturalnie obserwacji żołnierzy na temat miejscowej ludności i kraju, w którym przyszło im pełnić służbę, a który swoim charakterem (często) dalece odbiegał od ich stron rodzinnych.

Nieznany z nazwiska i imienia żołnierz przebywający w Gliwicach, tak pisał w marcu 1920 roku do swoich kuzynów –

„(…)Moi drodzy (…), pozwólcie, że na pamiątkę, wyślę wam ten widok. Z miasta które okupujemy. Jak widzicie, to są całkiem ładne miasta gdyby nie straszna temperatura [czyli niska-L.J.],  byłoby idealnie (…)”.  

Roland Kiper w swojej interesującej pracy o pobycie wojsk francuskich na Górnym Śląsku podczas plebiscytu również przypomina, iż żołnierze francuscy bardzo źle znosili klimat i niskie temperatury na Górnym Śląsku. Odczucia te pogłębiały czasami spartańskie warunki koszarowania i wyżywienia żołnierzy (np. w Kluczborku / Kreuzburg).

Inny z żołnierzy, na kartce datowanej na dzien 7 marca 1922 r. tak opisywał swoje wrażenia z Górnego Śląska –

„(…) Przedwczoraj pojechałem z sierżantem do Petersdorf [Szobiszowice, obecnie dzielnica Gliwic – L.J.], miejsca gdzie ostatnimi czasy mieliśmy spotkanie z powstańcami. Mogłem stwierdzić zniszczenia i zobaczyć miejsce które jest bardzo piękne. Zresztą czy są tutaj jakieś miejsca, które nie byłyby ładne i uprzemysłowione?(…)”.

Karta ta zresztą jest jedyną, w której autor wspomina o powstańcach.  Jest to jedna z najpóźniejszych kart pocztowych, do których dotarłem. Był to czas już po rozstrzygnięciu kwestii podziału Górnego Śląska, kiedy żołnierze niecierpliwe czekali na rozkaz opuszczenia Górnego Śląska i go lepiej poznawali, częściej opuszczając koszary. W jakimś sensie ich rola na obszarze plebiscytowym się zmieniła i nie rodziła już wcześniejszych emocji i tak ostrych konfliktów w relacjach z (głównie) niemieckojęzycznymi mieszkańcami Górnego Śląska.

Akceptacja, a czasami wręcz entuzjazm dla tego co zobaczyli żołnierze na Górnym Śląsku nie był jednak powszechny. Zdarzały się i takie głosy, jak ten z 13 czerwca 1922 roku, gdy oczekujący na rozkaz wyjazdu z Gliwic żołnierz pisał do swoich kuzynów –

„(…)Powinniśmy wrócić do Francji,  z końcem czerwca jedziemy do Montpellier i bardzo jestem zadowolony, że opuszczę ten paskudny kraj, bo to nie jest raj.(…)”.

Listy do bliskich przynoszą zarówno relacje z bieżących wydarzeń, ale też prognozy na temat plebiscytu w dniu 20 marca 1921 roku.

“(…) w następną niedzielę będzie ciężko(…)– odnotował  14 marca 1921 roku w Gliwicach żołnierz o imieniu Roquer. Kartkę wysłał do swoich rodziców.

Wcześniej relacjonował wypadki z 14 marca 1921 podkreślając napiętą sytuację w Gliwicach i próby konfrontacji między żandarmerią, konną policją, a protestującymi urzędnikami. Ten sam autor mile wspominał równocześnie tańce w restauracji w „Neue Welt”, miejscu wówczas nie cieszącym się najlepszą reputację wśród mieszkańców Gliwic.

List ten potwierdza zresztą, że te i im podobne rozrywki były współorganizowane przez francuskie władze wojskowe z myślą o zagospodarowaniu czasu wolnego żołnierzy. Kroki te miały przeciwdziałać szerzącym się na coraz szersza skalę patologiom dotykającym także żołnierzy jakimi była m.in. kwitnąca na obszarze plebiscytowym prostytucja, bójki i awantury i powiązany z czarnym rynkiem przestępczy półświatek…

Przebywając na Górnym Śląsku, żołnierze wciąż żyli sprawami swoich najbliższych pozostawionych we Francji, martwiąc się, a to o handel, a to o spóźnioną wiosną 1921 roku orkę…Często odżywają w niej kwestie innych prac gospodarskich (jak np. białkowania drzew w sadzie; ten sam Roquer na kartce spisanej w Gliwicach 14 marca 1921 r. ).

Post scriptum

Obraz Górnego Śląska widziany przez często krzywo i nierówno stawiane litery żołnierzy to mozaika drobnych i osobistych refleksji. Śląsk jakiego nie znamy, widziany z perspektywy żołnierzy mających świadomość bycia wśród obcych im i (czego dowodem zamachy w czasie plebiscytu) nieprzychylnych mieszkańców.

Były sporządzane na gorąco, powierzchownie, ale choć nieporadne, to pozwalają na rekonstrukcję fragmentu świata, który blisko 11 tysięcy żołnierzy francuskich odkrywało po przybyciu na teren Górnego Śląska od lutego 1920 roku.

Dodać należy, iż zapewne m.in. ze względu na liczebność wojsk francuskich, korespondencja w tym języku z terenu objętego działaniem Komisji Międzysojuszniczej  jest najobfitsza. Na tle innych formacji wojskowych obecnych na G. Śląsku w latach 1920-1922, korespondencja żołnierzy francuskich stanowi samodzielny, ciekawy i wyjątkowy materiał poznawczy. To tylko skromne jego omówienie.

W swojej pracy badawczej i muzealnej nie zetknąłem się z podobną korespondencją zredagowaną w języku włoskim lub angielskim. W przypadku żołnierzy brytyjskich mamy do czynienia z opisem Górnego Śląska obecnym głównie na kartach pamiętników i wspomnień spisanych przede wszystkim przez oficerów.

Myślę, że w wybranych przypadkach opracowywanie korespondencji żołnierzy francuskich powinno znaleźć  swój ciąg dalszy, stając się inspiracją dla badaczy i autorów literatury popularnonaukowej podejmującej nowoczesne dzieje Górnego Śląska i powstań śląskich.

Przypadkiem wartym tutaj odnotowania była historia ślubu córki żydowskiego radcy miasta Gliwic (Gleiwitz) doktora Arthura Kochmanna, Susanne Kochmann z włoskim majorem Giuseppe Renzettim, który stacjonował na Górnym Śląsku w latach 1920-1922. Ze względu na swój dramatyczny epilog w latach czterdziestych XX wieku (to już temat na inną opowieść), jest zdarzeniem tyleż wymownym co niezwykłym i odnoszącym się do historii Żydów górnośląskich  i ich zagłady. To jedna z historii, których początek sięga trudnych i gorących miesięcy plebiscytu…

***

Tekst jest skróconą wersją  artykułu opublikowanego w 2010 roku.

Żołnierze francuscy na Wilhelmstrasse w Gliwicach (Gleiwitz). Prawdopodobnie marzec 1921 r. (zbiory własne; fragment)

Komentarz do “Haute Silésie czyli jak francuscy żołnierze kartki ze Śląska pisali…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *