Jak się zabija na śmierć. Zapiski z klawiatury (7). Japonia

Pamięci Lindsay Hawker

Wiosna 2007

Do tego spektakularnego i makabrycznego morderstwa doszło wczesną wiosną 2007 roku. W tym czasie Japonia i życie w niej w jakimś sensie już znormalniało i stało się dla mnie rutyną.  Ciekawą, ale w jakimś sensie przewidywalną. Tak myślałem. Wydarzenia, które się wówczas rozegrały, kazały mi się mocno zastanowić nad tym, co wiem, a czego nie wiem o Japończykach.

Boicie się uogólnień, ja też.  Bywałem ich ofiarą. Jednak, gdy ostatnio przeczytałem o 15-letniej Aiwa Matsuo, którą po zamordowaniu, jej koleżanka pozbawiła głowy, (w trakcie śledztwa, w lodówce morderczyni znaleziono zamrożoną głowę kota!), wspomnienia z 2007 roku powróciły. Trudno w takich razach uciec od pytania o przyczyny takich zdarzeń i motywy morderców. W tle pozostaje pytanie o kondycję społeczeństwa, w którym do takich zbrodni dochodzi.

Ofiarą zabójstwa w marcu 2007 roku, była 22-letnia nauczycielka angielskiego Lindsay Hawker.

Jedna z tysięcy dziewcząt i chłopców, którzy przybywają na Wyspy Japońskie, by uczyć języków obcych. Robią to dla pieniędzy, by po powrocie podjąć studia w rodzimym kraju. Część podejmuje się takiej pracy dla przygody, jaką jest spotkanie z kulturą i cywilizacją Japonii. Są studentkami (częściej) i studentami (rzadziej) japonistyki. Marzą o poznaniu fascynującego ich kraju.

Czasami zresztą praca nauczycielki przestaje być interesująca (wiele osób narzeka na niskie zarobki w tej branży) i jak Lea Jacobson (bardzo pouczające wspomnienia w: ‘Bar Flower’,pol. „Amerykańska gejsza” 2009), wybierają pracę hostess, pracując w szeroko rozumianym przemyśle rozrywkowym. Ale porzucam ten temat, nie czas i miejsce na niego teraz.

Szkoły języków obcych (także przedszkola) są bardzo popularne w Japonii. Nie dziwi mnie to z kilku powodów.

W mojej ocenie Japończycy mają naprawdę kiepski system edukacji, także tej językowej. Przekonałem się o tym osobiście, poznając kolejno dwie nauczycielki tego języka na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum, które doprawdy z trudem władały tym językiem… Nauka w szkołach polega zasadniczo na ‚wkuwaniu’ tekstów z kolejnych stron podręcznika języka obcego. Nic z tego nie wynika. Wystarczy, w formie testu przejść się ulicami Tokio i spytać o drogę, godzinę, stację metra. Miast odpowiedzi będzie ucieczka przed odpowiedzią, przerażenie w oczach…

Szkoły prywatne są więc pewnym ratunkiem dla systemu edukacji i masowo zatrudniają native speakerów. Tysiące przyjeżdża ich do Japonii, nie tylko z Wysp Brytyjskich, ale także z bliższej Australii, Nowej Zelandii, nieco mniej z USA i Kanady.

Lindsay Hawker, przybyła do Japonii z Wysp Brytyjskich i uczyła stosunkowo krótko, bo od października 2006 roku. Może także ten fakt (w podobnym czasie rozpoczęliśmy naszą przygodę z Japonią) sprawił, ze stała mi się bliższa. Pracowała w jednej z najlepszych wówczas szkól języków obcych o nazwie Nova. W marcu pierwszy raz spotkała swojego zabójcę. Drugiego ze spotkań już nie przeżyła.

Jej zabójcą, w istocie oprawcą, był 6 lat starszy od niej Tatsuya Ichihashi. Raczej typowy produkt generacji DINX, z tą może różnicą, że zamiast zarabiać otrzymywał od rodziców co miesięczne wynagrodzenie. Bezideowy, bezwyrazowy, sam dla siebie. Z lekko zabazgraną policyjną kartoteką.

Pierwszy raz spotkał Hawker na ulicy i ścigając ją na rowerze, dojechał do miejsca, w którym mieszkała (nie sama i choć nie uratowało to jej życia, pomogło w ustaleniu sprawcy morderstwa). Podenerwowaną tym faktem Lindsay Hawker, uspokoił, poprosił o wodę i w trakcie krótkiego pobytu w jej mieszkaniu zaproponował, że chciałby także korzystać z korepetycji językowych.  Gdy umówili się na kolejne spotkanie, Ichihashi pojechał wraz z nią do siebie i namówił na pięciominutową rozmowę o szczegółach lekcji, płatności. Taksówkarz usłyszał od Lindsay Hawker prośbę, by poczekał 5 minut. Czekał pięć minut (to Japonia, za tyle zapewne zapłaciła), nie więcej, odjechał.  Nie spytał, nie sprawdził co się stało, że klientka nie wróciła. To część także tego, co i jak czasami myśli się o Europejkach.

Morderstwo na raty i raz po raz

Był 24 marzec 2007 roku.

Lindsay Hawker nigdy już nie wróciła. Ani do rodzinnego Coventry, ani do swoich uczniów w Novej. Ciało okaleczone, bez jednej z kończyn, znaleziono dwa dni później w wannie z piaskiem i materiałem do biodegradacji. Ichihashi, jak już tylko z tego faktu wynika, morderstwo zaplanował wcześniej, a sposób ukrycia zwłok sugerował, że liczył na to, że zbrodnia ta nie wyjdzie na jaw… Lindsay dosłownie zniknie.

Policja dokonała najazdu na jego apartament, nie mając ze sobą broni, sprzętu łączności. To zadziwiająca indolencja, w kraju, gdzie bez telefonu (już w roku 2007!) trudno znaleźć było jakikolwiek adres, miejsce, z kimś się spotkać, nie mając telefonu i GPS-u. Tatsuya Ichihashi zbiegł 9 policjantom… Prasa anglojęzyczna w Japonii donosząc o tym wydarzeniu nie mogła ukryć irytacji i zdumienia taką „sprawnością” policji. Szef policji wykonał rytualny „ukłon przepraszający”  w miejscowej telewizji i jakby było po sprawie.

29 marca po raz pierwszy zobaczyłem twarz mordercy na jednym z tokijskich stacji metra 2007 roku. Odpychający, a może ja już go osądziłem i nie widziałem w nim nikogo innego.

Zbrodnia była bardzo szeroko komentowana w prasie, także w tej anglojęzycznej. Morderstwo było szokiem dla wszystkich cudzoziemców. Natychmiast odbiło się na spadku liczby osób przyjeżdzajacych do Japonii w celu nauki i nauczania języków obcych. Po jakimś czasie sytuacja wrociła do normy i… niepamięci?

Tatsuya Ichihashi skutecznie ukrywał się do listopada 2009 roku, przechodząc w międzyczasie  kilka operacji plastycznych. Wyładniał. Obiektywnie.

Sprawa tego zabójstwa była we mnie przez kolejne lata. Obok wspomnienia wejścia na Górę Fuji, czy Wschodu Słońca w Nowy Rok nad Zatoką Tokijską. Część mojej Japonii.

Historia wraca

Gdy więc przeczytałem w „Japan Today” o morderstwie owej 15-latki w japońskim Sasebo, nie mogłem nie pomyśleć o tamtej śmierci.

Ta z 2007 roku miała wstrząsnąć Japonią i chyba nie wstrząsła dość mocno.

Można odnieść przekonanie, że Japończykom nadal wystarcza przekonanie, podtrzymywane z powodzeniem w samej Japonii, że skala przestępczości jest tam jedną z najniższych na świecie. To prawda, która uspokaja, ale – co przyznają te same media – formy dokonywania przestępstw są tam jednymi z najbardziej  okrutnych, by nie powiedzieć zwyrodniałych.

Morderczyni z Sasebo (prefektura Nagasaki) wcześniej zaatakowała swojego ojca kijem basebolowym, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Po konfliktach w rodzinie, śmierci matki żyła w wynajmowanym mieszkaniu. Znaleziono w nim 1 mln yenów (10 000 dolarów USA). Dużo, sporo pieniędzy jak na 16-latkę.

Zabójczyni, powiedziała w dzień po aresztowaniu, że była już całkowicie znudzona zabijaniem zwierząt.

Jej ojciec wiedząc o tej i innych wypowiedziach kontaktował się z agencją zajmująca się osobami z problememi psychicznymi i opieką nad dziećmi, ale powiedziano mu w piątek, dzień przed morderstwem, by skontaktowął się ponownie po weekendzie.

Dlaczego? Fragmenty odpowiedzi

Społeczeństwo japońskie toleruje zjawiska patologii w szkołach ( w żaden sposób nie przeciwdziała się skutecznie powszechnemu zjawisku nękania wybranych uczniów i doprowadzania ich do skraju wyczerpania, samobójstw; nietolerowania indywidualizmu).

Wynaturzone wzorce kulturowe (kino, gry komputerowe), iluzoryczne życie w przestrzeni 2.0,  dodatkowo brak perspektyw zawodowych i alienacja społeczna, prowadzą do sytuacji, w której osoby praktycznie dorosłe wkraczają w świat, którego nie rozumieją.  Nie wiedzą jak żyć. Pakują się w półświatek przestępczy, tkwią w szarej strefie ekonomicznej. Spędzają całe dnie na „niby byciu” przed ekranem komputera…

Tłumione emocje, masowa erotyka komiksowa, często balansująca na granicy perwersji i zwyrodnienia, to część obrazu społeczeństwa, które też gdzieś tam jest. Nie ma nic bardziej przerażającego (w świetle morderstw na tle seksualnym, a takim było to dokonane na Lindsay Hawker), jak widok w sieciach całodobowych sklepów w rodzaju SevenEleven,  Daily Yamazaki (odpowiedniki naszych ‘Żabek” itp., tzw. sklepów na rogu),  grupek mężczyzn przerzucajacych pośpiesznie (lunch) i lub powoli (wieczory) kolejne komikusy z mangą erotyczną i w jakimś lekkim transie czytelniczym tkwiących w tych sklepikach i kradnących (bo nie kupują tych książek) cenne minuty z niedozwolonej lektury, którą się sycą. Nota bene, wiecie już skąd Japonia ma największy odsetek osób czytających książki. ONZ w kategorii książki umieszcza także komiksy i… Japończycy są nacją skąd inad czytającą najwięcej…

Tych światów i obok światów jest w Japonii całe mnóstwo. Erotycznie flirtująca z kulturą tradycyjną estetyka cosmo też ma w tym swój udział…

Mamy więc, co najmniej dwa schizofreniczne światy, w których pozostają niektórzy Japończycy. Świat norm społecznych i ten obokświat równoległy, gdzie dochodzi do ich łamania. Ta druga  rzeczywistość jest tą, która w mojej ocenie zbiera czasami tak tragiczne żniwo.

Widzieliście “Mapę dźwięków Tokio” (2009) w reżyserii Rinko Kikuchi?

To obraz filmowy, który w mojej ocenie czasami zdarza się na jawie i w tym sensie nie jest wcale kreacją artystyczną. Co więcej, nic nie odejmując mu jako obrazowi artystycznemu, może być dla niektórych inspiracją do odnajdowania innej, tragicznej drogi własnego postępowania.

Film w swojej estetyce zanurza się idealnie w tym co “japońskie”. Zanurza się w mrocznej mitologii Japonii, świecie wyborów z definicji trudnych i nie posiadających dobrych zakończeń.

Umieszczony w rzeczywistości współczesnej Japonii, przypomina, że taka też bywa (Japonia). Niestety.

  On (1)

On (2)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *