Most łez

To miasto odkrywałem powoli. Nie sam. Byli ludzie. Opowiadali. Tłumaczyli. Zarażali emocjami.

Moje pierwsze wspomnienie jest koloru piaskowo-szarego. Nie znajdziecie go na zdjęciach. Nie lubiłem go. Tamto Görlitz, to miasto przyjaźni polsko-niemieckiej, której nie było. Miasto nieistniejącego państwa NRD, które coraz bardziej staje się nieprawdopodobnym tworem. Tak odległym, że w jego istnienie wątpią nie tylko pokolenia urodzone po 1989 roku, ale też ci z nas, którzy wczoraj uwierzyli, że zmarły generał był dobrowolnym twórcą zmian w Polsce i właściwie nasz sprzeciw wobec komunizmu miał (jeśli wierzyć tym słowom), drugorzędne znaczenie… Piasek w oczy…

Inne Görlitz,, wyłaniało się z traumatycznych opowieści Niemców, wypędzanych z terenów przyznanych Polsce układem poczdamskim. W ich historiach pojawiał się ten sam most kolejowy, po którym wjeżdżał do NRD mój pociąg, zanim wtoczył się na szaro-żółty dworzec w honeckerowskich Görlitz. W tych opowieściach miał niezrozumiałą i niepokojącą nazwę „mostu płaczu”. Niezrozumiałą, do czasu, gdy swoją historię powrotu do Niemiec, opowiedziała mi stara Niemka i przywołała zbiorowy płacz, jaki rozległ się w bydlęcym wagonie, gdy ten przejeżdżał ponad Nysą Łużycką, zamykając dwutygodniową podróż przesiedleńców do nowej – starej ojczyzny, dając im nadzieję na koniec upokorzeń, gwałtów i poniżenia. W dziwny sposób, mnie pokoleniu wyrosłemu w cieniu lektury „Dwóch miast” Adama Zagajewskiego, opowieść ta była bardzo bliska w tym współodczuwaniu utraty ojczyzny i tego, czym jest poczucie wykorzenienia. Görlitz było miejscem powracania Niemców do Niemiec i przynoszenia z sobą doświadczenia wypędzenia. Bogatszy o tę wiedzę zrozumiałem wtedy, że przyjaźń nie mogła tutaj rozkwitnąć. A na pewno nie tak od razu i bez pamięci o moście, mokrym od łez.

Miast miało swoje też śmieszno-smutne tajemnice. Oto, za każdym razem, gdy był w nim z wizytą Erich Honecker, malowano fasady domów i remontowano dachy… Zrobiono to dwa razy (tyle razy był tutaj wielki Erich), za każdym razem pośpiesznie i byle jak malując fasady ulic, którymi przejeżdżał (na ów piaskowo-żółty kolor) i te tylko te fragmenty dachu, które mógłby dostrzec patrząc na szczyty świeżo pomalowanych domów… Podwórza i oficyny tych samych domów popadały w ruinę, dachy się zapadały…

Tamtego Görlitz, na szczęście nie ma. To też bywa zmartwieniem, choć w inny sposób. Oto, gdy przygotowywano plan filmu „Lektor” (2008), zdecydowano się na użycie plenerów Görlitz, miasta, niemal wyjętego z przeszłości i gotowego do grania Niemiec po 1945 roku. Wkrótce okazało się jednak, że miasto tak szybko się odzyskuje urodę, skrytą pod kurzem koloru piaskowo-żółtego, że trzeba środkami scenograficznymi je postarzać. Ulice, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej były pokryte patyną czasu i zaniedbania, ku rozpaczy scenarzysty i reżysera były już wyremontowane! Oglądając „Lektora” i „Bekartów wojny” (2009), rozglądajcie się uważnie. To Görlitz.

Nie liczę moich przyjazdów do tego miasta. Czy liczymy spotkania z przyjacielem, ukochanym, -ą?  W pamięć zapadają pożegnania. Było ich 9. Są częścią tej relacji. Smutku i nadziei powrotów.

Gdy byłem w nim ostatnio, nogi zaniosły mnie na Przedmieście Mikołaja (Nikolaivorstadt). Dlaczego mam jechać do Pragi, by zobaczyć Złotą uliczkę, skoro jest ich tyle tutaj?  Uliczka w uliczkę, dom kata, fragmenty murów miejskich. Wiekowy Cmentarz (z XVII wieku, rozbudowany w połowie XIX wieku), kościół św. Mikołaja, a w nim ekspresjonistyczny pomnik(?), instalacja z lat 20-tych XX wieku, poświęcona ofiarom I wojny światowej. Ich nazwiska, rangi i stopnie wychodzą z murów. Nieme, twardo wypisane, wypełniają wnętrze świątyni. Rysunek i kolor rozkołysują filary kościoła, unosząc dusze zmarłych ku górze, a może to tylko złudzenie?

Na pobliskim cmentarzu leży jeden z najbardziej znanych mieszkańców Goerlitz, XVII-wieczny mistyk  i filozof Jacob Böhme. Fanatyczny szewc, jak o nim mówiono, urodził się po polskiej dzisiaj stronie Nysy. Tam ma swój dom i tuż obok świetną restaurację, „U Jakuba”. Po tej stronie jest jego grób. Pierwszy filozof piszący po niemiecku leży pośród zgorzeleckich mieszczan, choć za życia nie był przez nich rozumiany.

Goerlitz, Goerlitz… Poznajcie je może nocą? Jak u Rembrandta, krąży sobie po mieście taka Straż nocna i towarzystwo snuje swoje opowieści, przysiadając od czasu do czasu na kufel piwa. Ja zrobię to następnym razem. Wciąż tak mało wiem o moim Goerlitz…

Follow me... if you can. Goerlitz

Stones. Goerlitz Wilgoć. Goerlitz

Use me... Goerlitz

Przedmieście Mikołaja. Goerlitz Doręczyciel. Goerlitz. Dolny Rynek

Stary Cemntarz. Goerlitz Pamięć i niepamięć. Goerlitz. Przedmieście św. Mikołaja. W tle wieże kościóła św. Piotra i Pawła. Goerlitz

Historia życia. Goerlitz Grób Jakuba (Boehme). Goerlitz

Pamięć 1914-1918. St. Nikolai Kirche. Goerlitz

Jezusowa piekarnia. Przedmieście Mikołaja. Goerlitz

 Yellow&Red. Goerlitz

Dwaj panowie z Rudaw... Goerlitz.

Para. Goerlitz. Sklep Bożonarodzeniowy...

Nocna straż? Goerlitz.

5 komentarzy do “Most łez

  1. Goerlitz jest rownież moim miastem. Tzn. nie mieszkam tam, ale zawsze chętnie tam wracam. Jest też wymownym świadectwem historii, bezlitosnej logiki podziału żyjącej struktury miasta na dwie części, na dwa miasta. Niestety, polska część pozbawiona została centrum- swoistego serca. Serce (stare miasto) zostało po drugiej stronie Nysy. Chyba nie powinno dziwić, ze w obliczu takiego rozczłonkowania, moje polskie serce ciągnie do niemieckiego serca tego miasta.

  2. Fakt przepiekne miasto, ktorego czarem zerazil mnie tutejszy autor. Dziekuje! Bylem juz wielokrotnie. A jak juz Görlitz to nie daleko tez jest Drezno albo Weimar – tez polecam.

      1. Moim zdaniem nie można wkładać Drezna, Weimaru i Görlitz do jednego worka. Nie tylko z powodu różnic w skali, stylach, historii, itd. W Dreźnie, którego barokowe centrum szczęśliwie,ale jednak w szczątkach odbudowano, rzuca się w oczy jedno – to już nie jest centrum zamieszkałe.Tam nie ma prawie mieszkańców, chyba,że gdzieś przemykają.To tłum turystów tylko. Życie toczy się poza tą enklawą, jest tu bardzo wyraźna granica. To odbudowane centrum, choć z przepięknym Zwingerem i niezwykłymi zbiorami malarstwa, sztuki, porcelany itd, jest swoistym, smutnym skansenem.Choć dobrze,że jest. To oczywiście subiektywny odbiór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *