O człowieku, ktory zastał Górny Śląsk czarno-białym, a opisał kolorem…

To zdjęcie długo nie zajmowało mnie w ogóle. Po prostu było i wisiało, kupione, jak wiele tego rodzaju reprodukcji fotografii, w którymś z poznańskich antykwariatów. Potem oprawione, nie zajmowało uwagi. Taki rodzaj przezroczystego istnienia przedmiotów. Do czasu.

Z czasem fotografia Juliusa Hollosa, „Rozbarski strój” (Rossberger Tracht), o której po części jest ta opowieść, była dla mnie swoistym znakiem oddalenia i tęsknoty do Górnego Śląska. Śląska w istocie mi nieznanego, mitycznego i z pewnością wyidealizowanego. Historia tego zdjęcia, opowiedziana przez Muzeum Chleba w Radzionkowie (nawiążę do niej tutaj w swoim tekście i krytycznie uzupełnię), spowodowała, że fotografii tej przypatrzyłem się uważniej i rozpocząłem własne poszukiwania.

Autorem zdjęcia „Rozbarski strój” opublikowanego w 1924 roku (zdjęcie nr 39) przez  Wydawnictwo Barwnej Fotografii Carla Wellera (niem. „Verlagsanstalt für Farbenphotographie Carl Weller”) w tomie dedykowanym Śląskowi (oryg. tytuł „Schlesien in Farbenphotographie”) był Julius Hollos.

Jak się szybko przekonałem, Julius Hollos, choćby tylko z powodu bytomskiego zdjęcia ważny dla historii fotografii (kolorowej) na Górnym Śląsku, jest znany wyłącznie z tego, że…  był fotografem i … chemikiem. I nic więcej o nim nie wiadomo.

To kolejna postać (po Franzu Bernheimie), której biografia wymaga niemal pełnego zrekonstruowania. W takich razach przypomina mi się film „Sugarman” (w istocie „W poszukiwaniu Sugermana”), w którym jeden z dziennikarzy muzycznych wypowiada bliskie mi słowa o tym, że całkowita niewiedza, wzmaga pragnienie poznania. W przypadku Sugermana, poszukiwania te, po wielu latach, zakończyły się sukcesem, tutaj to dopiero początek drogi i nadzieja zbliżenia się do jego osoby. Mam nadzieję, że u jej kresu odnajdę Juliusa Hollosa  i –  jak wierzę – nietuzinkową historię jego życia. Biografię człowieka, który zastał Górny Śląsk czarno-białym, a opisał kolorem.

Krok I

Julius Hollos nie ma swojej biografii w Wikipedii lub innych specjalistycznych encyklopediach i leksykonach fotografii on-line. To, co o nim na pewno wiadomo, to jedynie to, że wykonywał zdjęcia (barwne) i że był chemikiem… W tym ostatnim przypadku wydaje się, że to truizm. Każdy fotograf praktykujący w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku fotografię (a szczególnie już kolorową) był chemikiem. To była część tego zawodu i powołania.

Krótka informacja do zdjęcia „Rozbarski strój” zamieszczona na stronach Muzeum Chleba w Radzionkowie sugeruje także, iż Hollos był Amerykaninem pochodzącym z Bytomia i to właśnie z tych względów po latach trafił do tego miasta i wykonał zdjęcie rodziny Spyrów mieszkających wówczas w Bytomiu-Rozbarku przy ulicy Musialika 8 (wcześniej Kaminerstrasse 8). Zdjęcie opublikowano nie w 1923 roku (jak informuje Muzeum Chleba), a rok później, w 1924 roku.

Wątpliwa teza

Teza o pochodzeniu Hollosa wydaje się tyleż romantyczna, co mało prawdopodobna.

Po pierwsze, to poruszająca historia i dziwne, ze nikt inny o niej nie wspomina.

Po wtóre, Album „Schlesien” („Śląsk”) wydany w dwóch tomach był kolejnym ósmym już albumem będącym kolorowym opisem Niemiec  dekady lat dwudziestych XX wieku. Wydawcą tego i innych tomów serii ( w jakimś sensie i redaktorem) był berlińczyk Carl Weller i –  jak się wydaje – to on zlecał tematy i miejsca, fotografowane następnie przez Juliusa Hollosa. Jest więc możliwe, ze Hollos istotnie powrócił w rodzinne strony, tj. do Bytomia, ale też jest równie prawdopodobne, że po prostu znalazł się na Górnym Śląsku (co zważywszy na inne jego prace w ramach tej serii jest bardziej prawdopodobne), wypełniając dokładne dyspozycje swojego wydawcy i założenia odnoszące się do zawartości tomu poświęconego Górnemu Śląskowi. To niepewność i miejsce na dalsze ustalenia w przyszłości.

Kolorowe zdjęcia z Górnego Śląska

Zdjęcie z Bytomia-Rozbarku, także dla wprowadzenia tutaj pewnej poprawności faktograficznej, nie było jedynym, jak się czasami pisze, wykonanym wówczas na terenie Górnego Śląska. By jednak dostrzec tę okoliczność, musimy poszerzyć, a w istocie nawiązać do historycznych granic Górnego Śląska. W tym samym albumie znaleźć można m.in. najstarszą kolorową fotografię Opola (Oppeln) i kilku innych miejscowości leżących na terenie historycznego Górnego Śląska. Wzmacnia to jedynie argument, na rzecz tego, iż Hollos systematycznie obfotografowywał Górny Śląsk. Znane są zresztą także kolorowe zdjęcia Katowic jego autorstwa, a więc bywał także po ówczesnej, wschodniej granicy Górnego Śląska.

Nie osoba co prawda, a dorobek Juliusa Hollosa został zauważony szerzej w 2008 roku, przy okazji recenzji, którą Berliner Morgenpost opatrzył współczesną publikację blisko 1400 (!) kolorowych zdjęć, wykonanych przez Hollosa w latach dwudziestych XX wieku, a które wydano w formie książkowej i na CD właśnie w 2008 roku.

Zdjęcia ta przypomniały kolorowy świat ulic Berlina, Lubeki, Norymbergii, domy czynszowe stolicy Republiki Weimarskiej. Wywołały z niebytu synagogi niemieckich miast. Skalę zachwytu nad na nowo „odkrytym” zbiorem fotografii najlepiej wyrażał tytuł prasowego tekstu „So schön und farbig war Deutschland früher” (Tak piękne i kolorowe były Niemcy wcześniej). W tekście tym niestety nie zwrócono uwagi na zdjęcia ze Śląska, ale i komentarze redakcji ograniczyły się w istocie wyłącznie do fotografii pokazujących splendor (unicestwiony przez II wojnę) wielkich miast.

Hollos, wbrew temu co pisało się wcześniej (taką informację podaje też Muzeum w Radzionkowie) nie wykonał swoich zdjęć na trójwarstwowym materiale fotograficznym Agfy, lecz użył ważącego pond 50 kilogramów aparatu Bermphol, w którym wykorzystywano technologię generowania fotografii barwnej Adolfa Miethe opartą na trójkolorowych filtrach, jakimi były pokryte płyty do zdjęć czarno-białych. O tej metodzie, jeszcze w 1929 roku, a więc w pięć lat po wykonaniu zdjęć na Górnym Śląsku wspominał sam Julius Hollos, jako sposobowi uzyskiwania przez niego fotografii kolorowej.

Fotografowanie w kolorze było, jak wynika z tych informacji, naprawdę bardzo ciężką pracą i dopiero rok 1936 przyniósł nowoczesne filmy trójwarstwowe firm: Agfa i Kodak.  Te do masowej produkcji trafiły po wojnie, choć jak wiemy używane były m.in. przez zamożniejszych fotoamatorów przed i w trakcie II wojny światowej. Ciekawym przypadkiem są zdjęcia z łódzkiego getta autorstwa Waltera Geneweina, które stały się kanwą dla  fascynującego dokumentu Dariusza Jabłońskiego „Fotoamator”. W dokumencie tym przytaczana jest interesująca, z punktu widzenia naszej opowieści, korespondencja Geneweina prowadzona z dyrekcją firmą Agfa w sprawie jakości barwnych błon negatywowych, mających miejsce zmian tonalnych, przebarwień w wywoływanych zdjęciach itd. Irytowały Geneweina i były przedmiotem jego rozbudowanych opisów warunków wykonania zdjęć i sugerowanych powodów dla pogorszonej jakości kolorowych odbitek…

Schinzel

Przy okazji historii barwnej fotografii małoobrazkowej w Europie, trafiamy na… opawski (i w tym sensie śląski) epizod w dziejach światowej fotografii!

Historia ta, choć krótka, jest wprost związana z osobą Karola Schinzela urodzonego w 1886 roku, w pobliżu Opawy i mieszkającego w tym mieście do września 1938 roku (i by czytelników bloga jeszcze bardziej zaskoczyć, mającego swoje laboratorium chemiczne przy obecnym Placu Wolności (pod numerem 4), tuż obok współczesnej Jadłodajni „U zielonego jelenia” (współcześnie no.2).  Karol Schinzel już w 1905 roku zgłosił pierwszy patent w zakresie uzyskiwania fotografii barwnej. Po studiach w Wiedniu, kontynuował swoje eksperymenty, publikując wyniki prac w niemieckojęzycznym czasopiśmie Das Lichtbild. Publikacja materiałów spowodowała, że konkurujący z Agfą, Kodak kupił w latach dwudziestych 27 (sic!) patentów Schinzela powiązanych z technologią fotografii kolorowej. Te legły u podstaw kodakowskiego procesu uzyskiwania fotografii barwnej Kodachrom…

Epilog, czyli zdjęcie Hollosa ożywa

Wracając do zdjęcia z Bytomia-Rozbarku…

Ogromną zasługą Muzeum w Radzionkowie było ustalenie w 2013 roku tożsamości osób sfotografowanych na zdjęciu (małżeństwa Ewy i Piotra Spyrów), ich dwóch córek widocznych na zdjęciu: Otylii Marii Spyra i Joanny Spyra. Muzeum poszło jednak o krok dalej i dotarło do żyjącej wówczas i mającej 100 lat Pani Otylii Marii Spyry, sportretowanej na zdjęciu, jako mała dziewczynka. Nie wiem (zapewne informacja ta jest do uzyskania w Radzionkowie), jak potoczyły się losy Pani Otylii Spyry od tego czasu. Jest jednak w tym wszystkim wyjątkowe miedzy innymi to, że czas zatoczył swój krąg i po latach, ta pierwsza fotografia kolorowa jednego ze śląskich strojów ludowych, mogła zostać wzbogacona o historię osób, które zostały na niej uwiecznione. Stroje ze zdjęcia jeszcze w 2013 roku były w dyspozycji Pani Otylii (w nich została sportretowana na zdjęciach)

Do losów Juliusa Hollosa będę wracał. Także po to, by ustalić, dlaczego i kiedy trafił do Bytomia i czy prawdziwa jest tradycja jego bytomskich korzeni. Także po to, by ustalić jak poznał rodzinę Spyrów, zanim ich poprosił, by stanęli przed obiektywem jego 50-cio kilogramowego aparatu…

Rozbarski strój/ Rossberger Tracht Fot. Julius Hollos (rep. L. Jodliński; zbiory własne)

Pani Otylia Spyra. Na stole zdjęcie Justusa Hollosa, na którym pojawia się jako najmłodsza z córek Państwa Ewy i Piotra Spyrów. (Repr. za Muzeum Chleba w Radzionkowie, 2013 r.) Pani Otylia Spyra (repr. za: Muzeum Chleba w Radzionkowie, 2013)

6 komentarzy do “O człowieku, ktory zastał Górny Śląsk czarno-białym, a opisał kolorem…

  1. Małe sprostowanie. Zdjęcie rodziny Spyra z Rozbarku przedstawia Franciszkę i Piotra Spyra wraz z córkami, Otylią i Joanną. Otylia Spyra (po ślubie z Gerardem Kroczek) przyjęła nazwisko Kroczek. Urodziła się 4 grudnia 1914r. Na zdjęciu miała 5 lat (zdjęcie pochodzi z 1919r). Oryginały tego zdjęcia są w posiadaniu naszej Rodziny. Otylia Kroczek zmarłą 2 maja 2014r, do setki zabrakło siedmiu miesięcy.

    1. Bardo dziękuję za informacje, są niezwykle interesujące. Do fantastyczne dopełnienie tej historii. Będę wdzięczny za kontakt. Może warto opublikować losy Pana rodziny, pokazać oryginał tego zdjęcia?

  2. W dzisiejszym Dzienniku Zachodnim pojawił się reportaż Marcina Zasady pt „Tu-bycie” w świecie rozbarskich paciorków niejednego różańca”, w którym można więcej dowiedzieć się o losach naszej rodziny. Historia i teraźniejszość. Opublikowane zostały również ciekawe dwa zdjęcia.

    1. Nie czytam Dziennika Zachodniego. To kwestia zasad i pamięci, jak zachowywał się podczas kampani agresji wobec wystawy w Muzeum Śląskim w 2012 i 2013 roku, ale dziękuję za informację.

  3. Przy czym trzeba tez pamietac, ze wiele materialu nt. Roßbergu w latach 1920tych powstalo w ramach propagandy „udowadniajacej” „odwieczna niemieckosc G.Sl.” – nieprzypadkowo wybrano akurat „(bardziej) typowo niemiecki” Rozbark. (BTW: nt. R. jest wiele wersji, ale malo kto wie, ze powstal tez na falach imigracji z okolicy Misni (a wiec niemieckosc szczególnego rodzaju, bo z mocnymi slowianskimi wplywami).

    Ja sam posiadam w domu pólgodzinny propagandowy film „Hochzeit in Roßberg / Oberschlesien” z ok.1935r., który byl wtedy materialem w filmowym „kanonie” edukacji(?) szkolnej, do wypozyczenia i pokazów w szkolach. Ale tez pieknie zrobiony (czarno-bialy) albumik z ok.1923 r. ze strojami rozbarskimi prezentownaymi przez mieszkanki (starsze i mlodsze) w plenerze, np. przed domostwem, przy studni itd.

    W obu teksty w/na nich sa moze nie agresywne, ale tez srednio naukowe. W kazdym razie nie pozwalaja na jakies watpliwosci lub niejednoznacznosci. G.Slask po prostu byl i jest niemiecki, tak mial myslec czytelnik – no i pewnie przy tym i potem myslal.
    Czyli taka polityczna etnografia/etnologia/Volkskunde.

  4. A na temat fotografii (-fowania), przy tej okazji:

    Max Steckel (m.in. Königshütte) poprawial tez konstrukcje aparatów, swoich wlasnych, ale tez producentów. Jesli dobrze pamietam, to wspólpracowal pod koniec zycia m.in. z firma „Leica”. Ale duzo wczesniej juz z innymi, no, tych rozciaganych-harminikowych i tych ze szklanymi i innymi plytami na statywie. 🙂

    W koncu mial duzo doswiadczenia, z zakladów, róznych podrózy, ale tez, tu pionier, na polu fotografowania natury, m.in. w lasach i nawet, wtedy niemaly problem, w górach.

    Srdpzdr, AK !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *