Ostatni Samuraj i plemię Nipponu. Zapiski z klawiatury. Japonia (11)

Tekst o tożsamości Japończyków i analiza „Ostatniego samuraja” , jako dzieła filmowego tłumaczącego część tych zawiłości.

Ostatni samuraj A.D. 2006 (Tokio, Meiji Park)

Pierwsza próba. Trudny wstęp, ale potem będzie łatwiej…

Japończycy są jednym, wielkim plemieniem, jak piszą kulturoznawcy, socjolodzy, historycy. To w jakimś stopniu ma tłumaczyć trwałość więzi społecznych, podzielanie jednego, wspólnego kodeksu zachowań i wartości. Oceny tej nie zmienia teoria doktora Tadao Umesao, poszukującego źródeł wyjątkowości narodu Japońskiego w peryferyjnym położeniu Japonii (geograficznej peryferyjności, a nie kulturowej naturalnie) i czyniącego paralele do mieszkańców Wysp Brytyjskich. Społeczności, jego zdaniem, sobie bliskich i dających pośrednio odpowiedź na pytanie, jak rozumieć Japonię i jej mieszkańców.

Nie pałam sympatią do teorii pana Umesao (zwłaszcza, iż wyrasta ona z nacjonalistycznej tradycji uniwersytetu w Kioto, która onegdaj poprowadziła Japonię ku klęsce 1945 roku), pamiętając, iż Brytyjczycy w przeciwieństwie do Japończyków nie pogrążyli się w trzech wiekach samoizolacji, a w czasach gdy jedyny kontakt Japończyków ze światem odbywał się poprzez port w Nagasaki, Brytyjczycy zdobywali kolejne kolonie i rynki zbytu od Ameryki Północnej po Australię. Japonia tkwiła na swoich czterech wyspach i wysepkach.

Ale teoria ta to jeden z wielu przykładów badań czy pseudobadań, jakie mają miejsce w Japonii i jakie służą wykazaniu wyjątkowości rasy, kultury i dorobku cywilizacyjnego Japończyków.

Japończyków, wciąż pomimo poprawności politycznej jaką prezentują, odwróconych plecami do Koreańczyków, Filipińczyków, Tajów, Wietnamczyków. Powiedzmy sobie wprost narodów, które w hierarchii społeczeństw regionu postrzegane są przez Japończyków jako gorsze, mające mniejszy dorobek  i z tego powodu nie zawsze zasługujące na szacunek…

Przy okazji. Wiecie, że w Japonii obowiązywał jeszcze w XX wieku podział państw na kategorie? Pierwszą, drugą itd.. No właśnie, o tym nie mówi się zbyt często i choć ogromnie wiele się zmieniło w Japonii, to czasami można odnieść wrażenie, że nie wszystko. Geopolityka i mapa percepcji kulturalnej na przykład nie.

Próba druga. Jak to się stało? (będzie już łatwiej, bo odwołamy się do kultury masowej)

Wieki izolacji, skazanie na samych siebie i wyspiarskie położenie, postrzeganie Japonii w opozycji do reszty świata, czy kompleksy wobec obcych, spowodowały z całą pewnością, że Japończycy są inni. Ale jak bardzo inni?

Nie wiem, jak to zmierzyć, natomiast odmienność ta z pewnością zasługuje na opis i próbę zrozumienia. Tej też nie gwarantuję, ale z pewnością w swoim opisie wyjdę poza potoczne widzenie Japonii, jakie posiadamy, jakie wytworzyliśmy w Polsce, w Europie.

Rozumienie, które jeśli w ogóle odwoływać się będzie do znaków i symboli, to rozpięte jest między tym, co światowa kinematografia przyniosła na temat historii i współczesnego obrazu Japonii w 2003 roku.

To w pewnym sensie zadziwiające, że właśnie w tym czasie powstały trzy, tak bardzo odmienne filmy: „Ostatni samuraj” (Last Samurai), „Między słowami” (‘Lost in Translation’) i „Kill Bill”. I wszystkie trzy dotyczyły (naszej – świata zachodniej hemisfery) percepcji kulturowej Japonii. Niezwykłe.

Każdy z nich w jakimś stopniu opowiadał pewną prawdę o Japonii i nawet jeśli nie wprost, to czasami poprzez obrazy, których w tych filmach zabrakło…  W moim eseju zajmę się „Ostatnim samurajem”.

W tym miejscu, tych których znużyły te wszystkie uwagi, odsyłam do zacytowanych dzieł kinematografii amerykańskiej. Są na tym tle i w tym kontekście, bardzo udane. Tych, którzy wytrwali zapraszam do dalszej lekury.

Część trzecia, czyli walka z tradycją

Japonia… i nasze stereotypy o niej. Kraj samurajów, gejsz, zamków, shogunów, światowych technologii…globalna marka? Zajmę się tymi historycznymi skojarzeniami…

Wizji i pejzażu kraju, jaki możemy odnaleźć w „Ostatnim samuraju” na próżno szukać w samej Japonii (wyłączając plastikowe Edo Mura – Edo Wonderland, kiczowaty park tematyczny z epoki Edo, znajdujący się blisko historycznego Nikko, którego zabytki znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO). Dobitnym tego potwierdzeniem jest fakt, że „Ostatni Samuraj” musiał zostać zrealizowany w plenerach Nowej Zelandii, gdzie od podstaw zbudowano port w Jokohamie, a pejzaż 19. wiecznej Japonii powstał przez zmiksowanie widoku Fuji, tamtejszych szczytów górskich i alpejskiego śniegu.

Taki sposób przywoływania wyobrażeń Japonii nie jest tylko następstwem obniżania   kosztów produkcji filmowej. W przywoływanym przypadku nie ma to zresztą znaczenia.

To, co powinno nas bardziej zaintrygować, to fakt, że realizacja tych zdjęć w Japonii była w takiej skali praktycznie niemożliwa. Japonia jest bowiem krajem dużo uboższym w zakresie dziedzictwa przeszłości, niż nam się wydaje. Kyoto, Nara, Nikko, region Tohoku – to przykłady miejsc, gdzie można spotkać „dawną Japonię”. Miejsc, które w ogóle dają nam w Japonii gwarancję na zetknięcie się z autentyczną przeszłością tego kraju, jest bardzo mało. Nawet słynna „Złota Pagoda” w Kyoto, na tle której przywódcy Grupy G 7 tak chętnie się fotografowali, podczas jednego ze szczytów tego klubu, pochodzi z… 1950 roku. Oryginalną Złotą Pagodę spalił buddyjski szaleniec rok wcześniej.

W dużej części właśnie taka też, jak owa Złota pagoda, jest Japonia. Ersatzowa, rekonstruowana, odtwarzająca w nowych materiałach swoje zabytki i zamki shogunów (nie odżegnując się przy tej okazji od betonu i plastiku). Kraj z wielu powodów wyzuty ze swojego… dziedzictwa. Z jednej strony świadomie „wyrywający z korzeniami” tradycję z życia społecznego w wyścigu ku nowoczesności. Z drugiej nieustannie  narażony na klęski naturalne, by wspomnieć wielki pożar Kanto z 1923 roku, który obrócił w perzynę metropolitalne, drewniane  Tokio.

Żyjąc w Japonii zacząłem wierzyć, że tylko cudzoziemcy wychowani są na  drzeworytach Hiroshige. I że to oni ulegli fascynacji japońską asymetrią, minimalizmem sztuki wyrosłej na tradycji Zen, sztuki buddyjskiej. Przy okazji stając się wyznawcami estetyki filmów Kurosawy i tradycyjnej architektury drewnianej. Odwiedzając czy to luksusowe sklepy Shinjuku, Ginzy, czy park Yoyogi, można odnieść wrażenie, że Japończycy (choć nie wszyscy), wyzbywając się własnej tradycji, przejęli obcą kulturę generując synkretyczną jej formę spod znaku cosmo.

Pułapki niejednoznaczności

Japonia z wielu powodów to kraj nieukojonej nostalgii, w którym patriotyzm, miłość do kraju, to kategorie i deklaracje społecznie niezwykle niejednoznaczne, nie tylko z powodu traumy po II wojnie światowej.

Źródła tej ambiwalencji sięgają połowy XIX wieku i odrzuconej tradycji zwalczanej, jako coś co ograniczało Japończyków w ich marszu ku nowoczesnemu i rozwiniętemu społeczeństwu. Inne tkwią w zakazanej miłości do kraju (po 1945 roku kojarzonej z szowinizmem i imperializmem japońskim) i tradycji kodeksu honorowego ‘bushido’.

Skomplikowane?

No wiem, miało być lżej, a nie jest. Postąpię zatem tak, jak uczyniłby Japończyk. Okażę skruchę, wykonam uroczysty skłon i mam nadzieję, że z uzyskanym tą drogą przebaczeniem mogę kontynuować.

Częścią stosunku Japończyków do tradycji i dziedzictwa, jest ich relacja „miłości i nienawiści”, do kultury nie-Japończyków, świata „obcych”. Obcych-alien, jak mówią o takich jak ja, gdy staniemy na ich ziemi i otrzymujemy Alien Identity Card. Każdy w takim przypadku czuje się jak przybysz z innego świata.

Radykalizm odrzucenia tradycji japońskiej, był w historii tego kraju równie niebezpieczny, jak bezkrytyczne przyjmowanie dorobku cywilizacji Zachodu. Okresy gloryfikacji tradycji rodzimej były równie częste w historii Japonii, jak odchodzenie od niej. Sinusoida tożsamościowa? Coś w tym rodzaju.

Historia 20. wieku dowodzi, że odrzucanie to kończyło się tragicznie, sprowadzając Japonię na skraj przepaści, czy wręcz samounicestwienia, jak zdarzyło się to w sierpniu 1945 roku.

Myślę, patrząc na to, czym są emocje w życiu Japończyków, jak kochają i jak nienawidzą, że problemem w ich historii nowoczesnej nie były w istocie idee, jakie przejmowali, adaptowali czy do których powracali. Niebezpieczeństwo wiązało się raczej z bezkrytycznym ich przyjmowaniem: absolutne i bezgraniczne. Przesycone emocjami i pasją. Do końca i bez reszty, aż po Rubikon, (tutaj takim miejscem przejścia jest symboliczny skok ze schodów świątyni Kiymizu-dera), poza który nie było już miejsca na nic, poza końcem, śmiercią, kompromitacją lub chwałą (nomen omen samurajską).

Prawda Ostatniego Samuraja…  Powrót do źródeł

W przypadku Japonii, na początku jej nowoczesnego istnienia był nie chaos, lecz desperacka i chwilami okrutnie przeprowadzona modernizacja kraju, wynikająca z wiadomości, iż porażką w tym wyścigu z czasem, może być uzależnienie Japonii od ówczesnych mocarstw i kolonizacja kraju, jakiej doświadczały niemal wszystkie inne narody Dalekiego Wschodu. Obawy i zagrożenia te były realne. Ceną za modernizację tania siła robocza, nowe rozwarstwienie społeczeństwa, prymitywny przemysł nakładczy, trujące fabryki, rzeki Japonii spływające ściekami. Tanie, kopiowane rozwiązania techniczne. Interesującą spuścizną tego czasu była przysłowiowa „japońszczyzna”. Termin, który w Indiach przez dekady był synonimem złej, czy niskiej jakości i tandety, wyparty dzisiaj przez znaną i u nas „chińszczyznę”.

Ceną za szybki rozwój i modernizację były wojny domowe i bratobójcze zmagania w latach 60-tych i 70-tych XIX wieku. Zmagania o to, jakim społeczeństwem ma być Japonia,  aspirująca do grona najbardziej rozwiniętych państw świata.

Właśnie ten wątek obecny w „Ostatnim Samuraju” sprawił, że dopiero pobyt w Japonii odkrył dla mnie tę wartość filmu, zaś samo dzieło Edwarda Zwicka (reżysera „Ostatniego samuraja”) zyskało w zetknięciu z pomnikami i pamiątkami tego okresu, pieczołowicie przechowywanymi przez Japończyków.

Gdy definiujemy skalę zmian, pomyślmy o niemal całkowitym odrzucenie tradycji. W praktyce polegało to na zanegowaniu i przeobrażeniu dotychczasowego stylu życia, zburzeniu struktury społecznej, administracyjnej i politycznej kraju i wprowadzenia „nowego”. Sprostania wyzwaniu i zagrożeniu, jakie nieśli dla Japonii obcy.

Do anegdoty przeszły przekazy o wierze Japończyków w konieczność jedzenia mięsa, by w ten sposób dorównać inteligencją białym przybyszom z Niemiec, Francji Anglii czy USA. Równie smutne i znaczące były kompleksy związane z wyglądem, wywołane opiniami cudzoziemców. Japończycy byli w nich wprost przyrównywali do istot człekokształtnych. Tak zgryźliwie o ówczesnych Japończykach pisał między innymi Francuz, Pierre Loti w latach 80-tych XIX wieku.

Swoistym kuriozum była „tańcząca dyplomacja”, jaką od 1885 roku uprawiano w Tokio (i słynna sala balowa o nazwie Rokumeikan). W trakcie owych bali organizowano wieczory taneczne z muzyką zachodnią (polki, walce, mazurki). Głęboko wierzono, aż po granice absurdu, iż strój i obyczaje w całości przejęte od obcych, szybko i skutecznie ucywilizują Japończyków, kształtując ich na obraz i podobieństwo człowieka Zachodu.

Przy okazji tych rozważań, warto zwrócić uwagę na sposób potraktowania w Japonii tych, którzy zostali pokonani w trakcie bratobójczych wojen w czasie modernizacji Japonii. Patrioci wierni cesarzowi i opowiadający się za unowocześnieniem Japonii na modłę zachodnią doczekali się uhonorowania w skądinąd słynnej świątyni Yasukuni, przedmiotu nieustających kontrowersji w stosunkach Japonii z sąsiadami. Zwolennicy bakufu, a więc stronnictwa stojącego na straży  porządku prawnego sprzed 1868 roku, nigdy nie doczekali się takiego upamiętnienia. Dla rzetelności trzeba jednak w tym miejscu dodać, iż niektórym z liderów opozycji ufundowano pomniki w różnych częściach kraju, uznając, iż to co ich pchnęło do walki z państwem, było miłością do ojczyzny, a nie próbą realizacji własnych  ambicji.

Taki pomnik ma Takamori Saigō w tokijskim parku Ueno. Saigō, jak tytułowy bohater „Ostatniego samuraja”, był m.in. przeciwnikiem rozbudowy linii kolejowych w Japonii. Występował przeciwko nim ogniem i mieczem…

Przypominam w tym miejscu film „Ostatni samuraj” także dlatego, że daje on namiastkę wiedzy o tym, czym była Japonia w pierwszych latach dynastii Meiji (od 1868), gdy część samurajów ginęła w obronie starego porządku (od 1876 roku posiadanie broni przez samurajów było już zakazane), a druga walcząc z nimi lub obejmując wysokie urzędy w administracji, podjęła się przebudowy państwa. To czas nierozwiązywalnych konfliktów sumienia, dramaty osobistych wyborów…

Czas na finał

„Ostatni samuraj” został niezwykle ciepło przyjęty właśnie w Japonii, jako prawdziwy i wiarygodny w swojej opowieści o narodzinach współczesnej Japonii. Może jest w tym japońskie upodobanie do kiczu i opowieści sentymentalnych, ale wiem też, ze taka ocena filmu zrobionego przez nie-Japończyka o Japonii, to rzecz nietypowa i warta odnotowania.

Wspomnienie dwóch pozostałych filmów, jakie przyniósł rok 2003, „Kill Bill” i „Między słowami” to przykład innych sfer doświadczania przez świat Zachodu kultury Japonii i jej historii. Nieodmiennie wzbudzają u widza poczucie odmienności, ba, wyobcowania w zetknięciu ze światem „Made in Japan”. O tym może kiedyś.

Tymczasem, wyciemnienie i…koniec (tej opowieści)

Egzotyczny raj... Japonia k. XIX wieku oczyma przybysza z Zachodu (fot. stereoskopowa 1901)

Japonia jako miejsce niezwykłe. Podkolorowana fotografia stereoskopowa. Widok z Nary (1896)

Nauka w szkole morskiej, początek XX wieku, Hokkaido (zb. własne)

Zdobywanie nowego zawodu. Warsztaty szkolne, (początek XX wieku), Hokkaido, Japonia

Komentarz do “Ostatni Samuraj i plemię Nipponu. Zapiski z klawiatury. Japonia (11)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *