Pejzaże odległe. Synagoga w Wiśniowej

Z korespondencji, którą otrzymuję wynika, że milcząco przyjętym założeniem jest to, że blog ten poświęcony jest wyłącznie Czechom i tego, co jest rutyną mojego życia na obczyźnie. Pisany „bez napinania się”, jak powiedziałby Mariusz Szczygieł (przy okazji donoszę z radością, że jego „Gottland” ma już swoje siedemnaste wydanie w Czechach!), z pewnym rodzajem zawierzenia, że Czechy i Czesi fascynują i w sensie poznawczym są tematem, który „sam się pisze”.

Właściwie to przyjąłbym ten rodzaj założenia w ciemno (ogranicza on inwencję autora i nieco rozleniwia), ale nie mogę i nie chcę. W końcu jest tyle miejsc i spraw, które (należąc do przeszłości lub czekając na swoje odkrycie) domagają się poświecenia im kilku słów opisu lub prostego obrazu, który je utrwali, że pokusie takiej (i wyzwaniu), nie mogę ulec.

Moje myśli, pewnie pod wpływem poszukiwania śladów Żydów w Opawie (synagogę zniszczono, wcześniej paląc ją podczas Nocy Kryształowej), powróciły do Małopolski, gdzie nie tak dawno natknąłem się na prawdziwy skarb sakralnej architektury żydowskiej. Stało się to pewnego marcowego dnia, gdy służbowo, zawitałem do Wiśniowej, wsi znajdującej się około godziny jazdy samochodem na południe od Krakowa. Osada, założona w dolinie Krzyworzeki, wiekowa, bo swoimi korzeniami sięgająca połowy XVI wieku, posiada kilka wyjątkowych zabytków i miejsc. Są wśród nich dwa małe, austriackie cmentarze z okresu Wojny Światowej, drewniany kościół św. Marcina z XVII wieku. Uważny obserwator zauważy zresztą więcej miejsc ciekawych; budynki gospodarcze, zabudowania chłopskie, dawne lamusy, wiejska szkoła. To typy budowlane, bryły i kształty, jakich dzisiaj próżno szukać w podobnych osadach w Małopolsce. To pejzaże, które powoli odchodzą w przeszłość i z pewnością – jeśli ktoś jest kolekcjonerem tego rodzaju wrażeń – warto je tam obejrzeć.

Jednak nie to  sprawiło, że Wiśniowa wydaje mi się miejscem wyjątkowym i powodem, dla którego o niej tutaj pisze. Oto, tam właśnie miałem okazję zobaczyć i wejść do środka (za łaskawą zgodą urzędnika gminnego; obiekt jest zamknięty dla zwiedzających) starej drewnianej bożnicy. Ta zresztą w Wiśniowej, jeśli odnieść jej formy do wybitnych przykładów synagog drewnianych na terenie Rzeczpospolitej do 1939 roku, choć uznawana dzisiaj za największą (sic!) i najlepiej zachowaną, nie posiada nic ze splendoru znanych z opisu i fotografii synagog np. w Chodorowie czy Nasielsku. Synagogi te charakteryzowały się bogatą, malowniczą i rozczłonkowaną bryłą, alkierzami, gankami i imponującymi konstrukcjami dachów ponad salami modlitw. Tymczasem synagoga w Wiśniowej jest ich zaprzeczeniem. Bożnica w Wiśniowej, umiejscowiona na wyniesieniu ponad korytem Krzyworzeki, na pozór nie różni się niczym od chłopskiej, drewnianej chałupy. Zrębowa konstrukcja, kryta niskim dwuspadowym dachem, niepozorna, zapomniana. Jak można się dowiedzieć z karty inwentarzowej dawnej synagogi, powstała na początku XX wieku (zapewne na miejscu poprzedniej), na działce należącej do żydowskiej rodziny Faberów. Niestety niewiele więcej wiem na temat żydowskich mieszkańców Wiśniowej. Wnosząc po wielkości domu modlitwy, jej populacja nie liczyła więcej niż 30-40 osób.  Synagoga w Wiśniowej, pomimo jej zbeszczeszczenia przez nazistów, przetrwała i jest dzisiaj… najlepiej zachowaną, drewniana budowlą tego typu w Polsce. A co znajdziemy w środku? Choć wykorzystywana przez lata m.in. na potrzeby miejscowej straży pożarnej, odarta z wyposażenia i dekoracji (tych przynajmniej nie widziałem w panującym tam mroku) zachowała podział swój pierwotny podział na babiniec i salę modlitwy. Zamknięcie oczu i odrobina wyobraźni ożywionej literackim przekazem Juliana Stryjkowskiego, czy chociażby Brunona Schultza szybko ożywia wnętrze tej maleńkiej synagogi, tłumem rozmodlonych postaci i przywołuje klimat małopolskich osad zamieszkałych przez społeczność polskich chasydów. Wycieczkę do Wiśniowej naprawdę polecam. Miejscowa synagoga to dobry powód, by zboczyć z głównych szlaków wiodących na Zakopane i zobaczyć ją dopóki tam jest. Jak słyszałem, decyzją miejscowej rady gminy, ma zostać przeniesiona do skansenu w Żywcu, gdzie po prostu przetrwa. Nie wiem, czy to dobrze, że zniknie znad brzegu Krzyworzeki, dopełniając nie-pamięci o chasydzkich mieszkańcach Wiśniowej. Gmina nie ma pieniędzy, nie ma pomysłu. Taka Polska gminna. Taka niemoc. Szkoda, ale tym bardziej zobaczcie ją dopóki jest tam, gdzie na działce Faberów wzniesiono ją ponad sto lat temu…

Bożnica w Wiśniowej. Zamknięcie. Synagoga w Wiśniowej. Szepty kobiet i dzieci. Babiniec. Bożnica w Wiśniowej Ucichłe modlitwy. Bożnica w Wiśniowej Schody porosłe mchem i trawą. Bożnica w Wiśniowej Ściana z oknem. Bożnica w Wiśniowej

3 komentarzy do “Pejzaże odległe. Synagoga w Wiśniowej

  1. Miejsce, które ma Duszę, czy Ona gdzieś nie znika , przy tych przenoszeniach obiektów w inne miejsca? Magia, na którą składa się miejsce, historia, czas który upłynął i Szepty…

    Jednak szkoda
    że nie ma pomysłu na Nią
    tam gdzie jest.

    1. Czytam na stronach przyjaciół i obrońców bożnicy w Wiśniowej, że podejmują jakieś próby, więc mam nadzieję, że im się uda. Przenoszenie świątyni, to jak z drzewem wyrywanie jej z korzeniami.

  2. W mojej rodzinnej miejscowości całe życie używam słowo „babiniec”, dopiero niedawno poznałam etymologie tego wyrazu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *