Pensja Pani MacKenzie. O emancypacji kobiet japońskich. Zapiski z klawiatury (8) Japonia

Lubię to zdjęcie. Jest jednym z niewielu, które zachowałem dla siebie po powrocie z Japonii. Symbolicznie opisuje to, jak Japonia zmieniała się w 19. i w pierwszej połowie 20. wieku.

 Pani MacKenzie i jej uczennice (1895).

Otwarcie się Japonii po 1854 roku, wymuszone wcześniejszym przybyciem floty dowodzonej przez amerykańskiego komandora Matthew Perry’ego, było początkiem trudnej i fascynującej modernizacji kraju w czasach epoki Meiji.

Kobiety japońskie miały w tym procesie jasno wyznaczoną rolę. Nagle, niespodziewanie dla samych siebie, stanęły przed koniecznością wprowadzenia do życia codziennego Japończyków nowego menu (przełomem było sięgnięcie w skąd inąd buddyjskim kraju po mięso) i tradycji związanych z obyczajowością krajów zachodniej Hemisfery. Moda na bycie nowoczesnym sprawiła, ze w Yokohamie, Osace, Nagasaki, Kioto czy Tokio, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać pensje dla japońskich dziewcząt.

Pensją tego rodzaju, była też ta, oglądana na zdjęciu. To pensja pani MacKenzie, której uczennice i ją samą sfotografowano w 1895 roku w Tokio. Na zdjęciu, oglądamy dokładnie absolwentki szkoły pieczenia ciasteczek…

Jak podejrzewam, stanowiły przedmiot zainteresowania przyszłych mężów, którzy żeniąc się z absolwentkami tej szkoły, mogli się pysznić posiadaniem zeuropeizowanej, nowoczesnej pani domu, gotującej, tańczącej (powszechnie uznawano to za nową kompetencję cywilizacyjną), mówiącej obcymi językami… Dopiero w epoce Taisho, po 1912 roku dojdzie do odrodzenia zainteresowania własną tradycją… Póki co, jest wiek 19. I marzeniem elit japońskich jest maksymalne upodobnienie się do tych z Berlina, Paryża, Londynu czy Nowego Jorku.

Gdzie modernizacja doprowadziła kobiety japońskie?  Niedaleko od miejsca, w którym były w 19. wieku. Nawet dzisiaj ich pozycja w społeczeństwie japońskim nie jest do pozazdroszczenia, Na tle innych państw świata rysuje się raczej w ponurych barwach.

Tylko 1, 2% japońskich kobiet zajmuje prezesowskie i dyrektorskie stanowiska w 3 600 firm w tym kraju. Zarabiają, jak w wielu innych krajach na świecie, dużo, bo o 25-35% mniej, od mężczyzn na tych samych stanowiskach. W światowym rankingu odnoszącym się do udziału kobiet w krajowym rynku pracy, na 130 państw, Japonia jest na 101 miejscu.

Japonka, jak w wielu znanych nam społeczeństwach musi być dwa razy lepsza od mężczyzny. Kończy Uniwersytet Tokijski, najlepszy w kraju, by znaleźć męża, a nie dobrą pracę. Decydując się na posiadanie rodziny, dziecka, musi zrezygnować z kariery zawodowej. Gdy wraca do pracy (po usamodzielnieniu się dziecka) i ma 40/50+ lat, musi zaczynać od najniższego szczebla w hierarchii danej organizacji, czy grupy zawodowej.  Dziwnym trafem, ilekroć jest spotkanie służbowe i w gronie obecnych osób będzie kobieta, to na nią zwrócone zostaną oczy wszystkich, gdy padnie pytanie o podanie kawy lub herbaty…

Co prawda, w ramach reformowania gospodarki premier Shinzo Abe (ogromny tradycjonalista) obiecuje przywrócenie znaczenia pracy kobiet w społeczeństwie i faktyczne zrównanie jej z pracą mężczyzn, ale jak w przypadku innych jego deklaracji, pozwolę sobie zachować głęboki sceptycyzm w tej sprawie.

Mam obawy, że i tym razem skończy się na czymś podobnym do pensji pani MacKenzie. Myślę zresztą, że ciasteczka nie były warte tych miesięcy spędzonych w jej szkole i podobnych. Wie to każdy, kto próbował ciasteczek sojowych na japońskich dworcach i w cukierniach. Z trudem je się je, ale jak pięknie wyglądają… A może to Pani MacKenzie, była kiepską nauczycielką i lepszym byłby Pan MacKenzie? Bo to Japonia przecież?

2 komentarzy do “Pensja Pani MacKenzie. O emancypacji kobiet japońskich. Zapiski z klawiatury (8) Japonia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *