Poszukiwany pijak absyntu…

Slavia

Jeśli bylibyście w tych dniach w słynnej praskiej kawiarni Slavia, na nabrzeżu Bedřicha Smetany, to mogliście przeżyć rodzaj  małego rozczarowania… Nie dotyczy to tego, ile zostałoby w kieszeni po wyjściu z lokalu, ani jak smakowałaby kawa. Tutaj wszystko byłoby tak jak w przewodniku. Kawa dobra, kieszeń pusta (no, przed tym to chyba nie uprzedzają turystów).

Puste miejsce

Oto na jednej ze ścian słynnej kawiarni , w której bywali i Kafka  i Rilke, i Havel i Kolař  (po czym wszyscy zaczęli w niej bywać też) nie ma obecnie, związanego z tym miejscem od ponad stu lat obrazu Victora Olivy, Pijak absyntu (1901). W każdym sensie to dosyć niezwykłe, że kawiarnia posiada owe dzieło na własność i ciągłość tę udało się ocalić, ale jeśli uwzględnimy fakt, że i Victor Oliva spędzał tu długie godziny (życia rodzinnego nie miał specjalnie udanego, a i nawyki z bytności w Paryżu zrobiły swoje), to rzecz cała, tzn. obecność obrazu na ścianie tej kawiarni, nie wydaje się aż tak wyjątkowa (choć nadal zadziwia). Dzisiaj zdecydowanie szokuje jego… brak.

Gdzie zatem jest słynny obraz?

Płótno Olivy powędrowało na blisko cztery miesiące do Olomunca  (Ołomuńca) do miejscowej, a w mojej ocenie jednej z najciekawszych galerii sztuki w Republice Czeskiej, którą poszczycić się może tamtejsze Muzeum modernícho umění, czyli Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Galeria ta była już przedmiotem jednego z moich wpisów przy okazji recenzowania wystawy Vnitřní okruch (Wewnętrzny okręg). Ta przypomnę, była prezentacją sumującą dokonania w obszarze czeskiego intymizmu w fotografii po 1989 roku. Wciąż ją polecam (gdzieś tam jest) i katalog świetny też, ten ostatni na osłodę tym, co nie będą mieli okazji  już jej zobaczyć.

Wystawa w Ołomuńcu

Obraz Olivy prezentowany jest w Ołomuńcu (wcale nie będąc gwiazdą wystawy, no może jest wyróżniony, ale konkurencję ma znakomitą, zaraz do tego przejdę) z racji wystawy Tajemnicze dale/przestrzenie. Symbolizm na ziemiach czeskich w latach 1884-1914,  którą otwarto w listopadzie minionego roku i która potrwa do 22 lutego.

Wystawa – powiem od razu (co za brak talentu do narracji kumulującej napięcie…!) jest wyjątkowa i – co równie rzadko piszę –  świetna, szczególnie w zakresie doboru zgromadzonych na niej dzieł sztuki i prezentacji nurtów i rodzajów.

Te pierwsze, uderzają jakością artystyczną, poszukiwaniami formalnymi, do jakich się odnosi i które zaświadczają o skrajnie europejskim wymiarze sztuki czeskiej tego okresu (lub trzymając się nomenklatury użytej na wystawie, na ziemiach czeskich). Z drugiej strony, laikom takim jak ja, zorientowanych na Paryż, Berlin, Brukselę, Monachium czy  Wiedeń, ekspozycja w Ołomuńcu uświadamia skalę i różnorodność czeskiego symbolizmu. Chciałoby się powiedzieć, trawestując słowa Woody Allena, że czeski symbolizm to coś, o czym nie wiedzieliście że istnieje, ale o który powinniście zapytać… Zresztą w ogóle sztukę czeską (zwłaszcza tę 20. wieku) znamy  dość słabo.

Trochę teorii

Czeski symbolizm –  jak podkreśla kurator wystawy Otto M. Urban – był zjawiskiem po raz pierwszy w historii sztuki czeskiej tak ściśle powiązanym ze sztuką zachodnioeuropejską. Bywa, że – o czym przekonuje wystawa – jest niezwykle spójny z tym,  co definiujemy jako wyróżniające się dokonania europejskiego symbolizmu tego czasu ( uderzające jest na przykład podobieństwo grafik Jana Kolůpka („Eroticon”, 1910-1911) z  grafikami Aubrey’a Beardsley’).

Zdarzało się też, jak przekonują zachwycające swoją świeżością obrazy Jana Zrzavy’ego (w tym rewelacyjny obraz Mona Lisa/ Dziewczyna, 1. dekada 20.w.), że symbolizm tworzony przez czeskich artystów poszukiwał dróg własnych, pozostając zdecydowanie „obok” estetyki ‘salonów odrzuconych’ lub schizofrenicznie niepokojących zawirowań linii Art Nouveau. Jeśli już jednak o tym artyście mówimy, to warto przypomnieć, że treści symboliczne, które Jan Zrzavy  przywołuje, wyrastają z innej, wprost modernistycznej inspiracji, jaką była sztuka średniowieczna, plastyka prymitywu i ta odwołująca się do sztuki źródeł (wątków ludowych, etnicznych).

Na wystawie, odwołując się do symboliki powiązanej z tradycją i ikonografią antyczną oraz  uniwersalnych przekazów literackich, bogato reprezentowani są twórcy uprawiający malarstwo akademickie. Maksymilian Pirner, Beněs Knüpfer, by wymienić tych najważniejszych. Nie brak też artystów reprezentujących czeską kolonię malarską w Monachium (zdecydowanie i z oczywistych względów mniej liczną od polskiej), jak Viktor Oliva właśnie, Richard Teschner czy Ferdinand Staeger.

Związki z Monachium, odwołując się do malarstwa pointylizmu i łącząc go z secesyjną ludowością, reprezentuje  Karel V. Mašek. Jego Dziewczyna z kołaczem, 1917, długo jeszcze po wyjściu z wystawy ma wpatrzone w nas oczy i  związane z nimi pytanie o sens uczuć i gestów najprostszych. Obraz Maška dowodzi przy okazji (jak również wiele innych prac na tej wystawie), że wyznaczanie ram czasowych dla pewnych zjawisk artystycznych jest sztuczne i skazane na porażkę. Wydaje się, co jest be znaczenia dla odbioru i oceny wystawy, że narodziny państwowości czeskiej w 1918 roku są tym momentem, który zamyka chronologię tego projektu, a nie rok 1914 wskazany w tytule wystawy.

Symbolizm w ogóle, czeski oczywiście też,  w jakimś sensie porusza się poza stylami i „-izmami”. Jasne, że z ich maniery korzysta, ale to co najważniejsze opowiada obrazami, replikowanymi tematami i toposami odnoszącymi się do podstawowych kwestii egzystencji ludzkiej (śmierć, miłość, cierpienie, metafizyka) rozgrywanymi po raz kolejny i kolejny (m.in. demonologia czeska ma tutaj szeroką prezentację, począwszy od kolejnych wyobrażeń wodników, aż po upiory i na wpół martwe postaci i eteryczne duchy).

W mniejszym stopniu symbolizm w sztuce tego czasu oparty jest na  przekazie formalnym, choć zapowiedzią takiej postawy są prezentowane na wystawie prace fotograficzne klasyka awangardy czeskiej i europejskiej Františka Drtikola.

Ciekawym odkryciem dla kogoś pozostającym spoza kontekstem sztuki czeskiej (taką osobą jestem  i ja), jest stosunkowa obfita obecność symboliki religijnych, potraktowanych w sposób egzystencjalny i głęboko humanistyczny. Ze sfery sacrum zostaje ona przeniesiona do sfery opowieści o człowieku i jego uniwersalnych zmaganiach z życiem, występkiem i złem, nie będąc na szczęście prostą  opowieścią ewangeliczną czy hagiograficzną (w tym nurcie m.in. obraz Judasz, niestety nie zapamiętałem nazwiska autora tego obrazu).

Temat śmierci, podobnie jak miłości niespełnionej (opartej na toposie miłości Tristana i Izoldy), jest jednym z pięciu obszarów symbolicznych na wystawie (zainteresowanych ustaleniem, jakie są te inne, odsyłam do katalogu i strony internetowej muzeum) i obejmuje kilka bardzo ciekawych prac. Zderzenie obu światów, tajemnicy tego, co skrywa świat zmarłych i ile świata tego nosimy w sobie od urodzenia, to tylko niektóre z wątków prezentowanych w tej części wystawy.

Doskonałymi obrazami w tej grupie są dwa namalowane przez Alfonsa Muchę i wyjątkowo skupie się wyłącznie na ich stronie formalnej właśnie.  

Obrazy te są współczesną interpretacją i pastiszem techniki ‘chiaroscuro’Zupełnie niezwykły efekt światłocieniowy Alfons Mucha (jakże inny tutaj od tego barwnego, jakiego „znamy” w twórczości graficznej), uzyskał malując te obrazy na desce hebanowej. Na wystawie  są prezentowane, jak wspomniałem, dwie prace artysty. Jedną jest Góra św. Wojciecha / Adalberta (1892), a drugą Samobójstwo Pierre’a de Vignes (1892). Dla nich samych, no i wspomnianego Jana Zrzave’go warto wybrać się do Ołomuńca.

Cieszy mnie, że na wystawie (która miała swoją odsłonę w Krakowie w MCK, tej jednak nie widziałem, zaś dokumentacja zdjęciowa zdecydowanie bardziej przekonuje mnie do wystawy w Ołomuńcu), obecne są wątki przypominające śląskie  postaci symboliczne. Niejednoznaczne i mistyczne, istotne dla zrozumienia kultury i duchowości Śląska. Są nimi Jakub Böhme, związany z bliskim mi Görlitz i Angelus Silesius… Obu w cyklu „Mistycy i wizjonerzy” (1911-1913) umieścił Josef Váchal.

Czeska rewolucja. Inny rodzaj epilogu

Powiadają, że recenzje potrzebują dobrej puenty, jakiejś ‘nagrody’ dla Czytelnika za dotrwanie do jej końca. Za zmierzenie się z gęstwiną liter, które nie zawsze przekonują do takiego podróżowania  w świecie obrazów, których nie widać (nie wszystkie), a o których się pisze…

Najprościej byłoby napisać, że latem w Kawiarni Slavia w Pradze obraz Viktora Olivy już czekać na przybywających gości.  Tak można, jasne, ale to proste. Zbyt chyba…?

Moim zakończeniem będzie parafraza słów Stanisława Przybyszewskiego, obecnego ze swoją diagnozą ówczesnej sztuki europejskiej na ołomunieckiej wystawie..

Pisze w niej, że z pośród nowych generacji artystów w Europie, ci najbardziej  rewolucyjni odnaleźli się w na ziemi czeskiej… Miał rację. Wtedy i…kilka lat później, gdy czeski kubizm, modernizm spod znaku Bauhausu i eksperymentów koncernu Baťa  przykuwał uwagę, szokował i zachwycał europejską publiczność.

Wystawa. Widok ogólny

Wodnik,  Jaroslav Spilar (fragment obrazu, 1899)

Maksymilian Pirner, fragment obrazu (1894)

Mona liza, Jan Zrzavy (fragment)

Dziewczyna z kołaczem, Karel V. Mašek Dziewczyna z kołaczem, fragment

Pijak absyntu, Viktor Oliva (fragment obrazu)

Vilim Amort, Wodnik (1896)

Góra Adalberta, A. Mucha (fragment) Góra św. Wojciecha (detal) A. Mucha

Samobójstwo Pierre'a de Vignes, A. Mucha

Fragment ekspozycji. Rzeźba Antona Hanaka, Dziecko jakim jest (1912). W tle obraz Jana Preislera, Wiosna (1900)

***

Wystawa Tajemné dálky. Symbolismus v českých Zemích 1880-1914 / Mysterious Distances. Symbolism in the Bohemian Lands 1880- 1914 / potrwa do 22.02. 2015 r.

Katalog jest. Kosztuje 810 czeskich koron.

Można robić zdjęcia (z dedykacją tym polskim muzeom, gdzie wciąż robić tego nie wolno).

2 komentarzy do “Poszukiwany pijak absyntu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *