Siłownia

12, 4, 1… To nie tajemniczy ciąg liczb, lecz dorobek mojej pierwszej wizyty na siłowni. 12 przejechanych kilometrów, 4 machiny do ćwiczeń i godzina (lub coś koło tego) spędzona w salach zapełnionych postaciami uprawiającymi takie czy inne figury relaksacyjne (zakładam, że takie właśnie, bo w końcu robią to z własnej woli i jeszcze za to płacą). Ja nie będę niczego udawał. Jest nadwaga, jest problem, jest potrzeba rozprawienia się z nim w możliwie sprawny, bezkonfliktowy sposób. […]