Umarła wystawa

Umarła klasa wystawa

Dziennikarze prasy krakowskiej, jak czytam, nie wiedzą, co zrobić z wystawą w nowo otwartej Cricotece. „Jest słaba”, mówią ci bardziej odważni. „Rozczarowująca”, wtórują im inni muzealnicy, choć jak często w tym środowisku bywa, nie wystarcza im odwagi, by się pod tą opinią podpisać.

Istotnie, o ile dzieło architektoniczne konsorcjum IQ2 może wzbudzać autentyczne uznanie, o tyle wystawa rozczarowuje. Zresztą oba fakty w jakimś sensie są sobie bliskie, bo w końcu program funkcjonalny całego budynku i wystawa stała, to zdarzenia z sobą ściśle powiązane… metrami kwadratowymi. Wystawa –  i to bodaj największe rozczarowanie – jest niewielka i „less”, nie oznacza w tym przypadku „more”.

Sama interpretacja dorobku Tadeusza Kantora w obrębie wystawy stałej, nie wychodzi poza obiekty ustawione i opisane. Do tego wątku jeszcze wrócę.

Co widzimy? Obiekty martwe i negatywnie „umuzealnione”?

Trochę tak właśnie jest. W każdym razie opis towarzyszący zgromadzonym tam eksponatom i to, co dzieje się na towarzyszącym im ekranach, co jest wyświetlane na ścianach, to projekt  wystawy zbyt oczywisty w formie i w swoim przekazie. Zbyt, jak na dzieło Kantora, z istoty wielowarstwowe i wielowątkowe.

Czy można było inaczej? Naturalnie tak. Dla zilustrowania tej tezy odwołam się do innej wystawy, prezentującej  możliwości (znowu nie aż tak awangardowe) współczesnego wystawiennictwa. Była nią ta, poświęcona twórczości Stanley’a Kubricka, pokazywana w tym roku w MN w Krakowie.

Dobra wystawa, to dzisiaj nie tyle kwestia środków, jak czytam nieprzekonujące opinie ekspertów i krytyków wystawy (znów, przynajmniej dość odważnych, by publicznie prezentować swoje opinie), lecz kreatywnej interpretacji. Pokuszenia się o to, by oryginalne dzieło Kantora, otrzymało równie oryginalną (w rozumieniu interpretacyjnym i użytych technik) formę muzealną. Smutne to o tyle, że czasu, jak czytam, było dość dużo (prace podjęto po 2005 roku).

Nie zamierzam formułować w tym miejscu programu zmian. To wymaga i czasu, i powinno być sowicie opłacone. Zatem tylko kilka spostrzeżeń.

Cricoteka posiada  4000 m2 powierzchni użytkowej. Inne muzea, otwierane stosunkowo niedawno (Muzeum Schindlera na  Lipowej 4, Muzeum Chopina itd.) dysponowały mniejszymi powierzchniami i bez wątpienia uporały się z tym zadaniem znacznie lepiej. Muzyka Chopina, to ekspozycyjnie  projekt łatwiejszy od teatru Kantora? Nie sądzę i w tym sensie nie zgadzam się z poglądem, że w trudności prezentacji teatru Kantora należy upatrywać źródeł słabości wystawy.

Krakowski projekt, dobitniej niż wcześniej zrealizowane w Polsce pokazuje, że interpretacja muzealna, plastyczne dzieło jakim jest wystawa, to zadanie wykraczające dzisiaj ponad możliwości zespołów muzealnych, o ile nie będą zasilone ekspertami i zespołami z zewnątrz, między innymi w formie otwartych konkursów.

I na koniec dwie, drobne sprawy, znaczące jednak w kontekście oceny całej wystawy.

Czytam artykuł w krakowskiej Gazecie Wyborczej na temat niejasności dotyczących praw autorskich i majątkowych do 24 rzeźb-instalacji prezentowanych na wystawie stałej. Biorę do ręki przewodnik po wystawie (niezły i bezpłatny, co ważne) i czytam ze zdziwieniem, że wszystkie obiekty tam prezentowane to… zbiory Cricoteki. Tak chyba nie opisuje się depozytów, jakimi są te instalacje. Mogę podejrzewać, że już tylko ta forma zaniedbania i swoistej arogancji prawnej, rodzi uzasadnioną nieufność i złą atmosferę między spadkobiercami  Tadeusza Kantora, a muzeum. Prosty i brzemienny w skutkach błąd.

I druga kwestia. Kilka lat temu, w 2010 roku otwierałem w Muzeum Śląskim, w obrębie galerii malarstwa polskiego, ścieżkę zwiedzania przygotowaną dla osób niewidomych i niedowidzących. Patrzę (nomen omen) na wystawę w Cricotece i nie mogę uwierzyć, że także w tym obszarze, wystawa od samego swojego początku jest komunikacyjnie anachroniczna i wykluczająca. Nie uwzględnia potrzeb tej grupy odbiorców.

Ktoś powie „czepia się”. Nieprawda.

Krytycy i recenzenci wystawy mówią o traconej szansie na prezentację postaci Kantora międzynarodowej publiczności (pamiętajmy, że zmarł w 1990 roku i wybitny wymiar jego dorobku w dziedzinie teatru, sztuk plastycznych,  nie jest już taką oczywistością).

A ja do tego dodam, że wystawa, także w pominięciu tej grupy odbiorców nie wyciąga wniosków z ostatnich 5-10 lat muzealnictwa polskiego i europejskiego. Pewnie dlatego, jest „martwa”, „brak jej ducha” i po prostu rozczarowuje. Mocno i boleśnie.

Ze słów tych nie czerpię jakiejkolwiek satysfakcji. To porażka. Uda się ją skryć nad bulwarami wiślanymi, ale pokazywanie wystawy (bez świadomości jej  słabości) szerszej publiczności, zemści się. Na Kantorze, niestety.

Cricoteka

Przenikanie (fragmet elewacji Cricoteki).

Spektrum barwne. Klatka schodowa.

Klasa szkolna (1985)

Kąpiąca się (2). Fragmet ekspozycjiKąpiąca się (1967)

Widownia uznała...

Wystawa.  A gdzie teatr K. jest?

Formy (fragment ekspozycji)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *