Uwolniona kultura na Górnym Śląsku

Co proponuję?

Szeroki dostęp do kultury i bezpłatne bilety wstępu do instytucji kultury takich jak muzea (refundowane z budżetu państwa)

Opieranie rozwoju kultury  i pielęgnowania tożsamości na projektach społecznych  – partycypacyjnych

Równe traktowanie przez prawo wszystkich składników dziedzictwa na obszarze danej wspólnoty – wsi, miasta, regionu, kraju.

Poszanowanie praw do pamięci indywidualnej, własnej, etnicznej, religijnej.

Odpolitycznienie instytucji kultury i ich aktywności

 

Sytuacje, jakie znamy z praktyki życia kulturalnego Województwa Śląskiego (i nie tylko, by odnieść się do przykładów powiedzmy gdańskich), to patologia polegająca na  ingerencji polityków w sferę kultury, narracji historycznej i przestrzeń oceną tego co dobre, a co nie w kulturze właśnie?

Gdyby to robili ze swoje pieniądze to ich sprawa. Ale, niestety tak nie jest. Dzieje się tak za kasę publiczną, a życie kulturalne nabiera dla nich sensu wyłącznie wtedy, gdy – jak teraz – zbliża się czas wyborów. Zresztą jeden z nich kiedyś powiedział, że tak naprawdę to nie warto robić sobie zdjęć w muzeum. Nie warto, bo po co? To nie stadion, ani inna preferowana impreza promująca polityka (bo przecież nie to co się tam dzieje i… pozostaje w tle).

Bywają tam zresztą tak rzadko (lub w ogóle, jak w bardzo znanym przykładzie śląskim), że nawet nie wiedzą , że na przykład nie przysługują im bilety bezpłatne.  Posłowie nie mają (nie tylko oni zresztą) ustawowego prawa do bezpłatnego wejścia do państwowych  instytucji muzealnych (art. 10, ust. 3b ustawy). Uchwalili ustawę, zmieniają ją na własną modłę (zawężony z definicji poziom konsultacji i wsłuchania się w opinie środowiska poprzedzający każdą taką zmianę), ale nawet nie wiedzą co jest w „środku”. Tego przepisu niech zresztą nie zmieniają. Stać ich na bilety, w przeciwieństwie do niektórych zwiedzających, dla których wydanie 5 czy 8 złotych na osobę  (+ dojazd do muzeum + wydatki po drodze itd.) to realny koszt i  wybór.

Ustawy o samorządach: gminnym, powiatowym i województwa, jasno określają powinności władz (organów) tych wspólnot w zakresie kultury. Treści tych ustaw bywają jak się okazuje zbyt ogólne i stosowane (celowo) w oderwaniu od innych ustaw (nagminnie łamanych, jak ustawa o muzeach czy ustawa o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej). Działania te pozwalają i prowadzą do  budowania upolitycznionego programu tych instytucji, wdrażania projektów wykluczających mniejszości (głównie uznane za nie-narodowe)  i najkrócej mówiąc realizujących ściśle określoną politykę historyczną, tożsamościową partii rządzącej. Kultura to świat  sterowany ręcznie, posługujący się  pieniądzem publicznym (nawet jeśli w formule „otwartych” grantów), by finansować projekty „po linii partii” i jedynie słusznej wizji przeszłości lub tego czym ma być współczesna sztuka, muzyka, teatr, czy nawet przemysły kultury takie jak film (bo przecież nie-nasz film, filmem już być nazwany nie może).

Gdy taki samorząd województwa ma „wspierać rozwój kultury oraz sprawować opiekę nad dziedzictwem kulturowym i racjonalnie go wykorzystywać” (art. 11,  ustęp. 2, pkt. 7 ustawy 1991 ze zmianami), to rodzi się pytanie, dlaczego opieka ta jest często ordynarną interwencją w sferę programową instytucji (bo nie jest zadaniem samorządu oddziaływanie na program instytucji –  wbrew temu co plotą jego funkcjonariusze), czy zapewnianiem sobie PR-owskich profitów w postaci informacji na plakacie czy w mediach, że ten, czy ów marszałek czy prezydent zaprasza na widowisko, czy koncert (To „jego” instytucja, że to robi??? Niedoinformowanym podpowiem że nie jego, a  samorządowa, zatem zaproszenie przez Samorząd byłoby stosowne i właściwe) .

W miejsce tego – i w tym kierunku dokonywać się powinny zmiany –  kładziony musi być prawny obowiązek odnoszenia się przez samorządowe instytucje do wszystkich składników tego dziedzictwa, a nie zgoda na ich arbitralną selekcję na gorsze i lepsze dziedzictwo. Moje i „mojsze”, w zależności od  tego do jakich szkół ów decydent/tka chodził (lub niestety) nie chodził. Czy sprawowanie opieki nad dziedzictwem nie jest w pierwszej kolejności obowiązkiem jego ochrony, finansowania i wspierania społecznych działań, które temu służą?

To ustawa o muzeach mówi (art. 2, z 1996 ze zmianami) o tym, że muzea mają obowiązek gromadzenia i trwałej ochrony dóbr (…) kulturalnego dziedzictwa ludzkości” (brawo dla ustawodawcy za tak szeroką definicję w kraju leżącym w Europie Środkowej).

Skąd zatem, wyrażany na terenach pograniczy kulturowych w Polsce, a szczególnie na terenie Górnego Śląska, ten rodzaj niechęci, lekceważenia, a w skrajnych razach pogardy dla dziedzictwa innego niż narodowe?

Czy dziedzictwo Kresów, istotne też dla mnie,  to dziedzictwo narodowe, czy narodów które tam zamieszkiwały? A jeśli tak chętnie odwołujemy się (mniejsza o to jak rzetelnie rekonstruowanego dzisiaj) dziedzictwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów, to czy nie powinien to być w istocie wyraz szacunku dla odmienności i różnorodności kultur i tradycji polskiej, litewskiej, ukraińskiej, żydowskiej, niemieckiej itd… które to spuściznę tworzą???

Opieka i troska samorządów o kulturę nie może być wykluczająca. Także dlatego, ze jak powiedziano  dzisiaj takie, a jutro inne poglądy reprezentują dysponenci naszej publicznej kasy. To sprawa prawa i to powinno i musi być zmienione, jeśli istotnie mamy mówić o opiece nad dziedzictwem, językami i tradycjami wszystkich społeczności, których dziedzictwo znajduje się na terenie tej, czy innej wspólnoty. Mamy do tego prawo, a skoro samorządy tego nie rozumieją i tą kwestią manipulują, inspirowane działaniami władz centralnych ustawiających jednych po stronie dziedzictwa dobrego, drugich po stronie tego niechcianego, to czas na zmiany. W Sejmie, w obowiązującym prawie.

Pomniki i zabytki, nie są własnością polityków. Należą do wspólnot, do pamięci zbiorowej. Politycy i system prawny, który stworzyli mają to dziedzictwo bezwarunkowo chronić, a nie deprecjonować, wystawiać na zniszczenie, pogardzać nim  lub oceniać, na ile jest użyteczne, a na ile nie mieści się w ramach uprawianej właśnie polityki kulturalnej.

Górny Śląsk potrzebuje kultury wolnej, otwartego rozumienia dziedzictwa,  w którym jest miejsce na pamięć jednostek i prawo do własnej historii. To buduje więź, to buduje szacunek i miłość do ziemi na której wzrastamy. To finalnie daje szansę, że ci którzy się tutaj urodzili, choć pozostać i dla niej pracować. W tym, a nie innym miejscu się realizować zawodowo, prywatnie.

Bzdurą i miarą całkowitej ignorancji, jest mówienie, że kultura , jej finansowanie jest ciężarem. Ciężarem jest kultura  upolityczniona, używana na swój własny użytekczynienie tego za publiczne pieniądze. To prowadzi do jej degrengolady i upadku społecznej aktywności na rzecz kultury. Niewiary, że ma sens.

A wolna kultura ma sens i wartość. Ta „zaopiekowana” przez polityków nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *